Znaleziono 0 artykułów
01.05.2019

Z palmy na wybieg. Krótka historia bananowej kariery

Prada wiosna-lato 2011 (Fot. Chris Moore/Catwalking, Getty Images)

Banan. Wartość odżywcza: niecałe 200 kcal. Wartość sentymentalna: całe lata 80., gdy był równie trudny do zdobycia, co dżinsy. Wartość artystyczna: zaskakująco emocjonalna. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio było o tych owocach tak głośno. 

Premiery „Bananowego czubka” Woody’ego Allena nie pamiętam, „Bananowy song” mimo chwytliwej melodii chyba nie narobił aż takiego szumu. Nawet główna bohaterka ostatnich dni, „Sztuka konsumpcyjna” Natalii LL, w roku swojej premiery, blisko pół wieku temu, o ile mi wiadomo, nie wzbudziła takich emocji. Wideo kilka dni temu wycofano z ekspozycji Muzeum Narodowego w Warszawie, po czym przywrócono, prawdopodobnie przy dźwiękach zbiorowego mlaskania przed głównym gmachem, które odbyło się w ramach bananowego protestu.

Natalia LL, Sztuka Konsumpcyjna (Fot. Jacek Smarz/Polska Press, East News)

Jeśli ktokolwiek nie słyszał o Natalii LL lub nie kojarzył słynnych kadrów przedstawiających konsumującą banana blondynkę, w minionych dniach miał okazję się podszkolić, czy tego chciał, czy nie. Zresztą blondynka w „Sztuce konsumpcyjnej” zajada również inne produkty, ale z niewyjaśnionych przyczyn to właśnie banan stał się… kością niezgody (o ile można mieszać w jednym zdaniu owoc z mięsnym odpadem). Czemu on winien? Nie dość, że zjadamy go prawie codziennie, pakujemy dzieciom do pudełek śniadaniowych, to jeszcze bardzo chętnie… nosimy na sobie. Przykład? Wystarczy spojrzeć na Miuccię Pradę w kolczykach jej własnego projektu, które po raz pierwszy włożyła w finale pokazu swojej marki na wiosnę-lato 2011.

Bananowa torebka od Charlotte Olympii (fot. Anthony Harvey, Getty Images)

Keep your banana off my melons

Odpowiedzialna za wniesienie sporej liczby bananów na wybieg powinna się czuć Stella McCartney. Już wiosną 2001 r., w swojej słynnej „końskiej kolekcji”, proponowała T-shirty z nadrukowanymi bananowymi kiściami – i to nie byle gdzie, tylko w miejscu kobiecych piersi. Kto był bardziej wrażliwy, mógł pomylić owoce z rękami lubieżnie obłapiającymi modelkę. „Keep your banana off my melons” – głosił napis na plecach tej samej koszulki na wypadek, gdyby wspomnianej wrażliwości zabrakło. Zresztą w tej samej kolekcji pojawił się słynny ananas (nadrukowany między nogami na kostiumie kąpielowym), ale ten owoc zostawimy sobie na inną okazję.

Miuccia Prada w bananowych kolczykach (Fot. Dave M. Benett, Getty Images)

Bananową pałeczkę przejęła koleżanka po fachu Stelli, Phoebe Philo. I już trzy lata później, gdy Philo projektowała dla Chloe, pojawił się charakterystyczny i do dziś atrakcyjny deseń graficznych bananowych kiści na biało-zielonym tle, w obowiązkowym towarzystwie skórzanych plecionych pasków zapiętych na podwyższonej talii. Ale o ile dla Philo był to jednorazowy żart, o tyle McCartney pozostała wierna bananom po dziś dzień. Dowód? Owocowy motyw przewodzi niedawnej kolekcji… dziecięcej pod tytułem „Go Bananas”. Znalazły się w niej żółto-czarny bananowy deseń, mniejszy rzucik na białym tle, ozdobne aplikacje, nadruki z uśmiechniętymi bananami oraz bardzo modna szeroka guma przy leginsach i kostiumie kąpielowym z bananowym tytułem. W wersji dla dorosłych znalazł się zwyczajny T-shirt, tym razem bez zaczepnych napisów. „Bananas” oraz nazwisko projektantki wokół kiści owoców i palmy wystarczą.

La Revue Nègre

Miuccia Prada i jej kolczyki stanowiły ułamek hołdu, który projektantka podczas mediolańskiego pokazu jesienią 2010 r. postanowiła złożyć Josephine Baker. Minęły 84 lata od pamiętnego „La Revue Nègre” w paryskim Folies Bergère, kiedy to Baker wykonała słynny dziki taniec w spódniczce z gumowych bananów. Rzecz przeszła najpierw do popkultury (choć wówczas to określenie jeszcze nie istniało – jak inaczej jednak wytłumaczyć nadzwyczajną popularność lalek w tych strojach w całej Europie czy specjalnego makijażu wzorowanego na Baker?), a następnie do historii. Nie tylko rewii i tańca, lecz także strojów scenicznych w ogóle. No i mody. Wyżelowane włosy ułożone w fale, nasycone zielenie, błękity, pomarańcze i… oczywiście banany. Zarówno nadrukowane nieregularnymi rzędami na spódnicach, jak i dzierżone w rękach ozdobnych małp w lustrzanym odbiciu. Tęsknota za deseniem była tak duża, że w swojej nostalgicznej kolekcji dla mężczyzn na jesień-zimę 2018 Prada sięgnęła po niego kolejny raz, już bez rewiowych konotacji, za to z graficznymi płomieniami przywodzącymi na myśl przesadzony tuning samochodowy. Choć odbiór był raczej zgodny (kolekcja została uznana za paskudną, a magazyn „New Yorker” określił jej noszenie mianem performance’u), a cena zaporowa (1200 euro), chętnych nie brakowało. O swój egzemplarz koszuli pokusił się nawet Jeff Goldblum, nie wspominając o blogerkach modowych.

Josephine Baker w bananowej spódniczce (Fot. Walery, Getty Images)

Wygląda na to, że w przeciwieństwie do 2011 r., tym razem banany Prady zostaną z nami na dłużej. W sklepie wciąż można kupić zarówno rzeczoną koszulę, jak i spodnie czy kurtkę do kompletu, a także breloczki, notesy, fulary i oczywiście kolczyki o niepokojącym kształcie. I pokrowce na iPhone’a – znak czasów.

Męska kolekcja Prady na jesień-zimę 2018 ( Fot. Catwalking, Getty Images)

Bohaterka street style’u

Wspominając zeszłoroczne lato, nie można pominąć jeszcze jednego bananowego akcentu, a mianowicie białego T-shirtu Ganni z napisem „Yellow” oraz ilustrującą go… tak, po raz kolejny kiścią bananów. Nosiły go Veronika Heilbrunner, Lucy Williams, Pernille Teisbaek oraz rzesze ich naśladowczyń, zwanych już oficjalnie #gannigirls. Fenomen duńskiej marki jest niemal tak silny jak oburzenie co poniektórych wywołane artystycznym wideo z lat 70. Tylko, w przeciwieństwie do rzeczonego oburzenia, mam nadzieję, że marka zostanie z nami na dłużej, serwując kolejne owoce co sezon.

Veronika Heilbrunner w T-shircie Ganni (Fot. Vanni Bassetti, Getty Images)

Polskie zgorszenie

Bananowe akcenty w Polsce? Gdybyśmy szli tropem ostatniego skandalu, rozmiar Banana Bag marki Molehill powinien nas poważnie zgorszyć. Wprawdzie ma kolor czarny, nie żółty, lecz niewątpliwie zachowuje kształt zakazanego owocu. A w środku pomieści banany na kilogramy. Z kolei marka Many Mornings bezwstydnie wypuściła kolorowe skarpetki „Monkey Business” w bananowy deseń, zarówno w wersji męskiej, jak i damskiej. W dodatku nie do pary, co potęguje niepokój. Mamy też bikini Bodymaps w bananowym odcieniu, a na deser peeling „Beztroski banan”.

Okładka płyty Velvet Underground & Nico autorstwa Warhola (Fot. Spencer Platt, Getty Images)

Zaraz się okaże, że na półce z winylami straszy album Velvet Underground & Nico z bananem autorstwa Andy’ego Warhola. Szczególnie gorsząca będzie wersja, którą można obrać ze skórki, by pod spodem znaleźć ten sam owoc w kolorze różowym. No, tego już naprawdę za wiele.

Harel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę