Znaleziono 0 artykułów
30.03.2019

Zapach wspomnień

Harold M. Lambert/Lambert/Getty Images

Guma balonowa, ciasto, tytoń… Znajome zapachy, zakodowane w przysadce, przywołują najpiękniejsze chwile dzieciństwa. Najważniejsze aromaty kierują też naszymi codziennymi wyborami perfum.

Niektóre zapachy są jak pamiątki z wakacji, do innych lepiej nie powracać. Najwięcej znaczeń niosą te przywołujące wspomnienia z dzieciństwa. Ich aromat zapisywany jest w starej korze mózgu. Potrafi więc przypomnieć się zaskakująco wyraźnie. Gdy go poczujesz, natychmiast powracasz myślami do wypełnionej aromatem ciasta cukierni, do której mama zabierała cię na napoleonkę po odebraniu świadectwa. W efekcie poszukujesz w perfumach nut wanilii i migdałów. O tym, jak kształtują się nasze wybory zapachowe, opowiada specjalista Victor Kochetov, właściciel perfumerii Mood Scent Bar.

Serge Lutens Eau de Paille (Fot. Materiały prasowe)

Konflikt pokoleń

Moje pierwsze pachnące wspomnienie? Mam dwa lata, a tata, wychodząc z wanny, oblewa się sosnowymi perfumami Pini we flakonie w kształcie szyszki. Potem w całej łazience pachniało lasem. Ilekroć idę dziś do sauny, to wspomnienie natychmiast powraca. Za to babcia pachniała zawsze Poison Christiana Diora z granatowym, prawie czarnym flakonem. Podkradałam jej ostrożnie te perfumy, by używać ich tak jak ona – za uchem, na nadgarstku i na dekolcie. Dla mojej mamy róża, goździk, kadzidło i cynamon z Poison to był zestaw wagi ciężkiej, dla mnie – te magiczne chwile, kiedy zakładałam perłowe klipsy, buty na obcasie, cekinową suknię, by wcielić się w rolę Alexis z „Dynastii”. A czym pachniała moja mama? Może używać tylko lekkich, hesperydowych (cytrusowych) zapachów, najlepiej z grejpfrutem. Co, jak później wyczytałam, też ma swoje wytłumaczenie. Najczęściej upodobania zapachowe powtarzają się w co drugim pokoleniu.

To bardzo typowe. Między rodzicami a dziećmi jest konflikt pokoleń. Jeśli mama lubi kwiatowe zapachy, córka będzie na przekór używać drzewno-orientalnych. Może też się zdarzyć, że mamy gust inny niż nasi rodzice. Ale często po latach okazuje się, że podświadomie wybieramy jednak podobne perfumy. Coś nas do nich ciągnie. Babcia i dziadek, bohaterowie naszego dzieciństwa, którzy nas rozpieszczali, dając słodycze i prezenty. Z nimi nie mamy żadnych złych skojarzeń. Dlatego zapach tabaki z fajki dziadka czy różany olejek babci mogą chwytać za serce i wpływać na preferencje zapachowe – mówi Victor Kochetov.

Tom Ford Lost Cherry (Fot. Materiały prasowe)

Lepiej niż perfumy mojego dziadka (używa głównie lawendowej wody kolońskiej) pamiętam aromat jego sekretnej szuflady. Trzyma tam gumę arabską, taśmę klejącą, nożyczki, klucze, maść z tygryskiem i masę skórzanych szpargałów. Jeśli zostałabym nosem, jednym z moich największych osiągnięć byłoby odtworzenie aromatu szuflady dziadka. I podejrzewam, że powstałaby kompozycja w klimacie Comme des Garçons. A drugą kompozycją godną odtworzenia byłaby torebka babci. Nuty skórzane, akord płatków róż z jej różańca, wszechobecnych landrynek, kremowych szminek w metalowych oprawkach i jedwabnej podszewki. Wiele razy wkładałam nie tylko ręce, ale i nos do tej torebki. Najcudowniejsze jest to, że na przestrzeni lat zapach w ogóle się nie zmienił!

Tu do głosu dochodzi psychologiczna część aspektu zapachowego. Jeżeli wspomnienie jest pozytywne, choć mgliste, automatycznie uruchamia ten moment, kiedy znów jesteś małym dzieckiem. Wracasz do chwili, kiedy zapach cię otaczał, i wspomnienia pojawiają się jak klatki filmowe. Bo pamięć zapachowa jest bardzo trwała, co dotyczy nie tylko dobrych, ale też złych wspomnień – mówi Victor Kochetov.

Gdy próbuję sobie przypomnieć perfumy, których nie znoszę, w czołówce są u mnie białe kwiaty, a także róża. Choć ta znajduje się też w uwielbianych przeze mnie i mój nos kompozycjach.

Mamy mocno zakodowane zapachowe wspomnienia, ale po czasie nasz stosunek do perfum się zmienia. To doskonale widać na przykładzie zapachów gourmand. Z jednej strony nie chcemy pachnieć jak składniki deseru, a z drugiej przyjemne wspomnienie karmelu czy wanilii jest tak głęboko zakodowane, że podświadomie wybieramy perfumy, które mają je w składzie – dodaje Kochetov.

Mapa pamiątek

Czy wspomnienia z dzieciństwa mają przełożenie na to, jakich wyborów zapachowych dokonujesz przez całe życie? Tak, choć nie zawsze. Mało kto posiada dokładną wiedzę na temat nut czy konkretnych perfum używanych przez dziadka czy ciocię, z którymi spędzało się wakacje pod gruszą. Możliwe, że zapachów właśnie takich, w jakich się zakochujesz. Ale w dużej mierze na to, jakie perfumy lubisz, ma wpływ również miejsce, w którym dorastałaś.

Chanel No 5 (Fot. Materiały prasowe)

We Francji zapachem, który miło się kojarzy, jest kwiat pomarańczy, bo wiosną całe rodziny jeżdżą na południe Francji, gdzie wszystkie ogrody są skąpane w kwiatach pomarańczy. Z kolei w Polsce mało kto zachwyca się ich zapachem, bo nie mamy takich skojarzeń. Za to uwielbiamy zapach kadzidła. Najczęściej kojarzymy go z procesją Bożego Ciała albo momentem, kiedy idziemy ze święconką do kościoła. Wywołuje to wspomnienie podniosłej chwili świątecznego poranka – mówi Victor Kochetov z perfumerii Mood Scent Bar.

Bulgari Magnolia Sensuel (Fot. Materiały prasowe)

Rzeczywiście, rozmawiając w perfumeriach o wyborach Polek i Polaków, dowiaduję się, że kadzidlane, orientalno-drzewne zapachy są w czołówce najczęściej wybieranych. Wydają się bardzo szlachetne, luksusowe, piękne. Sama mam kilka odmian kadzideł na półkach w łazience i na szafce w salonie, ale nie wpadłabym na skojarzenie z wizytą w kościele. Choć zamykając oczy i rozpylając zapach Unum, stworzony dla papieża Benedykta, na ciele mam aż gęsią skórkę. Widzę dokładnie wnętrze majestatycznego kościoła, czuję zimną posadzkę, aromat białej szałwii, która kojarzy mi się z czystością, i nagły przypływ aromatycznego kadzidła.

Ciekawym, młodym i niezwykle opornym rynkiem w dziedzinie zapachów jest Skandynawia. Tam nie ma tradycji używania perfum, więc ludzie nie mają skąd czerpać wspomnień z nimi związanych. Chance Chanel są tam uznawane za perfumy ciężkie, podczas gdy w Polsce odbiera się je jako ultralekkie. A zapachy marki Clean są uważane przez mieszkańców Skandynawii za bardzo skomplikowane. Podobna sytuacja jest w Irlandii. Twórczyni zapachów Cloon Keen [irlandzka marka perfum – przyp. red.] większość swoich przepięknych kompozycji sprzedaje za granicą. Jej światowy bestseller Castaña nie sprzedaje się w Irlandii. Powód? Nie ma tam nostalgii za kasztanami. Ich aromat jest Irlandczykom obcy, więc tych perfum nie kupują. I dopiero kiedy Cloon Keen stworzyła Frosted Moon, osiągnęła w Irlandii sukces. To zapach wetiwerowy, zielony, drzewny i mocno osadzony w realiach szmaragdowej, deszczowej wyspy – mówi Victor Kochetov.

The House of Oud (Fot. Materiały prasowe)

Gdzie Rzym, gdzie Krym

Stary kontynent, pomijając jego północną część, jest dość oswojony z perfumami. Zarówno Wielka Brytania, Francja, jak i Włochy mają zakorzenione tradycje perfumiarskie. Dzięki temu w Europie panuje duża różnorodność w asortymencie na półkach perfumeryjnych oraz w wyborach samych klientów. Natomiast na nowym kontynencie gusta są odmienne.

Amerykanie mają fiksację na punkcie białych kwiatów. Gardenia, lilia, jaśmin są przez nich wręcz uwielbiane. Kiedy mężczyzna w Stanach spotyka kobietę używającą kwiatowych perfum, mówi: „Pachniesz moim dzieciństwem”. A jeśli nimi nie pachnie, to z pewnością w prezencie otrzyma od chłopaka flakon perfum kwiatowych, podobnych do tych, których używała jego mama. Bo dzieciństwo kojarzy się tam z białymi kwiatami. Kompozycje Michael Kors, Azzedine Alaïa czy Fracas sprzedają się tam jak ciepłe bułeczki. A u nas w Polsce takie perfumy są uznawane za wyraz ekstrawagancji, żeby nie powiedzieć szaleństwa – mówi Kochetov. – U nas białe kwiaty kojarzą się z PRL-owskim zapachem Pani Walewska. Czyli jednym z niewielu dostępnych w czasach komuny. A dlaczego tak źle sprzedają się do dziś w Polsce wody kolońskie? Bo kojarzą się z Przemysławką, najtańszym zapachowym produktem i jedynym dostępnym dla mężczyzn rodzajem perfum w tamtych czasach. Pewexem. Tymi samymi kafelkami w łazience, w takim samym betonowym bloku. Szarzyzną i brakiem urozmaicenia. Podobnie jak bułgarska róża. Olejek różany był wtedy dostępny wszędzie. Pachnieli nim wszyscy. Większości z nas aromat róży bułgarskiej nie spodoba się właśnie dlatego. Możemy doceniać jej piękno, ale skojarzenie z powszechnością i dostępnością jest silniejsze – wyjaśnia Victor Kochetov.

Ale Polska w okresie komuny była też producentem olfaktorycznego hitu. Zapach Być może Rome Miraculum był najlepszym towarem eksportowym na wschód. Moja babcia, która często podróżowała do Czechosłowacji, Jugosławii czy Rosji, zabierała zawsze ze sobą kilka flakonów Być może. Mogła ten kwiatowo-orientalny zapach wymienić na wszystko. Sama wtedy używała Chanel N°5, które przywoziła jej przyjaciółka z zachodu.

Być może na początku lat 90. był towarem chodliwym. Pamiętam gorące prośby znajomych z Mongolii o kupno w kioskach Ruchu tego zapachu. Podróżowałem wtedy często do Polski i to życzenie nie było trudne do spełnienia. Perfumy te kosztowały kilka złotych, ale dla Polaków zamieszkujących syberyjskie stepy były najpiękniejsze. Fenomenalne jest to, że Polacy mieszkający na tych terytoriach nadal uznają Być może za słodkie wspomnienie ojczyzny – mówi Kochetov.

Komuna zabrała Polakom dużą część perfumeryjnej historii. A przede wszystkim dostępności do cudnych kompozycji zapachowych, jakich używała zachodnia część Europy. Czy to sprawia, że jesteśmy mniej otwarci na piękno niszowych perfum? Wręcz przeciwnie.

U nas nie ma takiego przywiązania do zapachów klasycznych, jak w Anglii czy we Francji, bo ich nie znamy. Mamy zupełnie inną historię, inne doświadczenia i właśnie dzięki temu nasz rynek jest bogaty jak żaden inny w Europie. Możemy przebierać i w perfumach japońskich, i amerykańskich, i niszowych, i masowych. Jako stosunkowo nowy rynek jesteśmy otwartym umysłem, bo się uczymy. I chcemy się uczyć! A to, że wybieramy zapachy zgodnie z mapą wspomnień, nie jest niczym niewłaściwym. To bardzo naturalne i piękne. Bo różnorodność w świecie perfum jest najpiękniejsza – podsumowuje Kochetov.

Maria Kowalczyk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę