Znaleziono 0 artykułów
06.09.2020

Zjeść Sycylię

(Fot. Archiwum prywatne)

Nigdy nie zapomnę powietrza, które poczułem zaraz po opuszczeniu samolotu w Katanii. Zapach suchej, prawie czerwonej od gorąca ziemi połączony z aromatem cytrusów i 40-stopniowym upałem. Już dwa dni później wiedziałem, że to tylko jedna ze specjalności Sycylii, wyspy europejskiej, a jednak pod wieloma względami egzotycznej i zróżnicowanej, obfitej w moje ulubione smaki.

Dzięki bezpośrednim lotom z kilku polskich miast ta do niedawna dosyć odległa włoska wyspa stała się dla Polaków popularnym wakacyjnym kierunkiem. Są jednak miejsca, do których trafić można, wyłącznie schodząc z wydeptanego szlaku. Dużo ich chociażby w południowo-wschodniej części Sycylii, którą odwiedzam od prawie 10 lat i której wizualne piękno dopełniają przede wszystkim smaki i zapachy. Kluczem do poznania ludzi i sycylijskich historii okazała się dla mnie kuchnia. Z przyjemnością dzielę się swoimi sprawdzonymi adresami, które nie zawsze łatwo wyłuskać z popularnych przewodników.

Restauracja I Banchi – Ragusa Ibla (Fot. Archiwum prywatne)

Arancino to pierwszy z lokalnych przysmaków, które muszę zjeść, żeby móc w pełni zameldować się na wyspie. Przed przyjazdem na Sycylię znałem arancino w wersji północnej, bardziej wyrafinowanej. Takie możemy zjeść w Warszawie, np. w Mące i Wodzie. Arancino sycylijskie to właściwie nie przekąska, ale całe danie. Wielkością przypomina pięść wyrośniętego mężczyzny. Zazwyczaj składa się z dużej ilości ryżu, sera i nadzienia, np. mięsnego, wzbogaconego groszkiem i jajkiem. Dostępne są też wariacje, między innymi z pomidorami i bakłażanem czy pistacjami i prosciutto. Z tłustym arancino w ręku wsiadam do wynajętego auta i ruszam do pierwszego celu mojej wyprawy – Noto. Celowo pomijam Katanię, Syrakuzy i Taorminę – wszystkie te miejscowości są bardzo ładne, ale szczególnie latem mocno przepełnione turystami. 

Nasz samochód jest malutki, jedna z walizek musi jechać na tylnym siedzeniu. Sycylia to jedno z niewielu miejsc, gdzie w stosunku do samochodu obowiązuje zasada: im mniejszy, tym lepszy. Wielokrotnie wjeżdżałem w uliczki, które zwężały się tak bardzo, że mimo zamknięcia lusterek z ledwością udawało się przejechać. Nie wyobrażam sobie takiego wyzwania np. SUV-em.

Noto

Caffe Costanzo i tradycyjne lody w brioche, Noto (Fot. Archiwum prywatne)

To ostatnio mój pierwszy przystanek na sycylijskiej trasie. Miasto słynie z barokowego centrum i niepowtarzalnego klimatu. W ciągu dnia ze względu na upały raczej wyludnione, ożywa wieczorem, kiedy z rozwieszonych na zabytkowych kamienicach głośników zaczyna sączyć się muzyka, a restauracje i sklepy tętnią życiem. Do najbardziej znanych miejsc należy tu Caffè de Sicilia, mekka fanów granity pokazana w jednym z odcinków programu „Chef’s Table”. Niestety przynajmniej do marca 2021 roku lokal jest zamknięty z powodu remontu. Noto to jednak nie tylko osławiona „cafe” – tuż za rogiem na fanów „gelato” i granit czekają kolejne miejsca. Ja od swojej pierwszej wizyty odwiedzam Caffè Costanzo. To tam po raz pierwszy jadłem lody w brioche – przysmak mający prawdopodobnie milion kalorii, a jednocześnie przeżycie kulinarne, którego nie sposób zapomnieć.

Kilkadziesiąt metrów od Caffè Costanzo znajduje się perfumeria, w której sprzedawane są bardzo charakterystyczne sycylijskie perfumy, pachnące kwiatami pomarańczy Zagara di Sicilia. Wiele restauracji i sklepików znajduje się przy głównym deptaku miasta, Corso Vittorio Emanuele. Są też opcje street foodu – np. Putia del Coppo – czyli przeróżne owoce morza, miecznik czy warzywa w tempurze podawane najczęściej w papierowych rożkach. Tym, którzy szukają bardziej wyrafinowanych, a przy tym lokalnych specjałów polecam jednak restauracje przy Via Rocco Pirri. Moją ulubioną została niedawna Dammuso. Serwują tam potrawy oparte na sycylijskich składnikach, bardzo proste i wybitnie przygotowane. Pasty, świeże ryby, dania wykorzystujące pistacje czy migdały, a do tego świetna karta win pozwalająca na spróbowanie trunków z wszystkich regionów Sycylii. 

Kościół św. Krzysztofa w Noto z fasadą typową dla sycylijskiego baroku (Fot. Archiwum prywatne)

Atrakcją przy tej ulicy jest jeszcze gratka dla fanów niestandardowych zakupów – niewielki concept store Spazio Noto. Jego właściciel sprzedaje prace zarówno współczesnych artystów, jak i vintage’owe perełki – np. XIX-wieczne szkice lub obrazy. W Noto zatrzymać się można w jednym z wielu apartamentów typu B&B, zazwyczaj mieszczą się w przepięknych kamienicach. Dla tych, którzy preferują hotele, najlepszą opcją wydaje się butikowy hotel Gagliardi.

Modica

Miasto z pewnością warte odwiedzenia, chociaż nigdy nie zatrzymałem się w nim na dłużej. Słynie przede wszystkim z czekolady robionej w bardzo tradycyjny sposób. Czekolada w Modice to pozostałość po arabskich czasach Sycylii, tradycja do dziś kultywowana przez lokalne manufaktury. Najwięcej znajdziemy ich przy Corso Umberto I, zresztą jednej z ładniejszych ulic Modiki. Fanom wspinaczki lub pieszych wędrówek miasto oferuje przepiękną architekturę położoną na wzgórzu. Dla mnie najpiękniejsze w Modice były detale – frezje rosnące w balkonowych doniczkach czy ogromne sycylijskie cytryny i cebule sprzedawane w lokalnych warzywniakach. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

When life give you lemons 🍋🍋🍋 #makelemonade #lemons #Sicily #traveler #foodlover #ladolcevita

Post udostępniony przez Szymon Machnikowski (@szymonmach)

Unikalne smaki sycylijskich lodów w Gelati diVini – m.in. słodka cebula, oliwa z oliwek czy muskat (Fot. Archiwum prywatne)

Ragusa

To miasto, na które z pewnością warto poświęcić najwięcej czasu, szczególnie na jego starszą część, czyli Ragusę Iblę. Już z okien samochodu zobaczymy zapierające dech widoki – barokowe budynki, które wydają się przyczepione do dość stromego wzgórza. Warto znaleźć strefę parkowania (co wcale nie jest łatwe, sam mam kilka sycylijskich mandatów) i wdrapać się do głównej części historycznego miasta. Na miejscu na pewno się nie rozczarujemy. Romantyczne uliczki ze schodami, większe i mniejsze place, piękne świątynie. Ragusa – tak jak Noto i Modica – jest miastem, gdzie większość budynków reprezentuje styl baroku sycylijskiego, który narodził się w wyniku potrzeby odbudowy tych miast po wielkim trzęsieniu ziemi w XVII wieku. 

Ragusa ma dla mnie najwięcej uroku i pewnie nie bez znaczenia jest tutejsza różnorodność w wyborze miejsc i smaków. Zacznijmy od Piazza Duomo, czyli głównego placu ze zjawiskowym widokiem na górujący nad miastem kościół Świętego Grzegorza. Do moich ulubionych adresów należy tam lodziarnia i winiarnia Gelati DiVini – zawsze zastanawiam się, czemu nigdy wcześniej nie wpadłem na to połączenie. Miejsce jest genialne, serwuje lokalne wina i likiery, ale przede wszystkim wybitne lody. Wśród smaków znajdziemy tak charakterystyczne dla Sycylii muskat, cynamon, chlebek świętojański (czyli bardzo zbliżony do kakao karob), ale też lody o smaku słodkiej sycylijskiej cebuli – nie są tak straszne, jak brzmi ich nazwa. Lody, jak wszystko w tym rejonie w sezonie, możemy zamówić co najmniej do północy. Kilka lokali dalej zjemy przepyszne arancino (najlepsze to chyba to z bakłażanem lub prosciutto i pistacjami), wypijemy sok z granata i zamówimy scaccię – wytrawny przekładany placek, zazwyczaj nadziewany pomidorami, bakłażanem, serem czy mięsem. 

Uliczki Ragusy (Fot. Archiwum prywatne)

Ragusa Ibla to też dom dla restauracji Il Duomo szefa Ciccia Sultano – restauracji nagrodzonej dwoma gwiazdkami Michelin. Szczególnie atrakcyjne okazuje się zjedzenie lunchu w tym miejscu, za 45 euro skosztujemy trzech dań przemieszanych z różnymi przekąskami, a za 59 euro poszerzymy swoje menu o wybór win. Dla tych, którzy nie lubią białych obrusów, a chcieliby spróbować sycylijskiej kuchni „z twistem”, szef Ciccio Sultano stworzył miejsce łączące piekarnię, sklep i restaurację – I Banchi. Jest dosłownie trzy minuty spacerem od Il Duomo, natomiast sama atmosfera miejsca jest zdecydowanie bardziej swobodna, można tam przyjść bez rezerwacji albo po prostu kupić pieczywo czy dania na wynos. To właśnie tam jadłem najlepszą na Sycylii granitę z migdałów i pistacji, moim zdaniem przewyższającą smakiem te z Noto. Sam plac, przy którym znajduje się I Banchi, jest urokliwy, vis-à-vis restauracji otwarty został Nel Garage – concept store z selekcją letnich ubrań z różnych stron świata, w pobliskim Il Barocco (sklepie, nie restauracji) możemy kupić lokalne wina czy likiery i nadać je kurierem do Polski. To opcja niezwykle wygodna i dość korzystna cenowo. Wina idą transportem naziemnym, nie tracą więc nic ze swojej jakości, natomiast paczka, która przychodzi do nas kilka dni po powrocie z wakacji, może okazać się miłą niespodzianką. Dla fanów prostej sycylijskiej kuchni jest jeszcze jedna trattoria warta polecenia – A Rusticana. Miejsce to polecam jednak szczególnie tym, którzy na Sycylię wybierają się poza sezonem – np. w marcu i kwietniu podają tam najlepsze karczochy smażone w głębokim oleju.

Bonusowym adresem w Ragusie jest natomiast księgarnia Ubik przy Corso XXV Aprile. Mają tam największy w tej okolicy wybór książek o Sycylii i włoskich dzieł w języku angielskim. Miłą niespodzianką jest też wybór przetłumaczonych na włoski tomików Wisławy Szymborskiej.

Lunch w restauracji Duomo szefa Ciccio Sultano w Ragusie (Fot. Archiwum prywatne)

Scicli

To miasto niezbyt często pojawia się w przewodnikach, chociaż urodą nie ustępuje pozostałym barokowym perełkom. Jest zazwyczaj moim ostatnim przystankiem po drodze nad morze i punktem wypadowym z nadmorskich miejscowości. Zjeżdża się do niego z wysokiego wzgórza, miejscowość leży zaś w niecce, za którą widać już wybrzeże. Scicli jest bardzo klimatyczne – ze swoimi wąskimi uliczkami, górującymi kościołami i wszechobecnym gwarem. Via Francesco Mormino Penna to doskonałe miejsce na aperitif i zakupy. W Vino e Dintorni urocza właścicielka sklepu doradzi nam najlepsze wina (między innymi z położonej parę kilometrów dalej winnicy Armosa), lokalne przysmaki i trochę słynnej sycylijskiej ceramiki. Mimo że nie mówi po angielsku, a ja po włosku, wracam tu na zakupy co roku. Naprzeciwko znajduje się sklep z rzeczami vintage, a kilkadziesiąt metrów wcześniej Scicli Boutique, który poza selekcją ubrań i dodatków ma przepiękny wewnętrzny dziedziniec. 

W miasteczku znajdziemy też świetne knajpy. Jedna z nich to La Grotta, która serwuje dania sycylijskie najbliżej tego, jak rzeczywiście powinny wyglądać. Pozycją obowiązkową jest dla mnie pasta z nero di seppia, świeżą ricottą i bułką tartą – to właśnie bułka tarta zastępowała na Sycylii parmezan. Na przeciwnym kulinarnym biegunie mieści się Pizzeria Arte Barocca. To bardzo proste miejsce położone przy placu św. Bartłomieja, serwujące pyszną pizzę i domowe wino. Niezbyt wyszukane, ale z doskonałym jedzeniem i jednocześnie bardzo ekonomiczne. Za kolację dla dwóch osób zapłacimy tam 15-20 euro. 

Donnalucata

To rybacka miejscowość, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Nie ma tu plaż z leżakami, nie ma klubów, są za to uśmiechnięci ludzie, targ rybny, morze i ukryte wybitne restauracyjki. 

Pewnie nie zawitałbym tu na dłużej, gdyby nie gościnność Roberty Corradin – pisarki, krytyczki kulinarnej i restauratorki, która widząc, jak błądzę w poszukiwaniu otwartej kawiarni, poczęstowała mnie kawą ze swojej restauracji i pokazała prawdziwą gościnność tego miejsca. Wizyta w restauracji Il Consiglio de Sicilia, którą Roberta prowadzi razem ze swoim partnerem i szefem kuchni Antoniem Cicero, to kulminacyjny i obowiązkowy punkt każdej z moich sycylijskich wypraw. Miejsce urocze, położone w centrum Donnalucaty, a jednak trochę ukryte. Słynie z dań przyrządzanych sezonowo z wykorzystaniem ryb i owoców morza, a swoją kuchnię określa jako przystępny luksus. To tu można spróbować win z najmniejszych okolicznych winnic i zjeść cannolo, czyli w tutejszym wydaniu niezwykle kruchą rurkę z ciasta nadziewaną kremem na bazie ricotty. „Wall Street Journal” zaliczył ich wersję sycylijskiego deseru do top 10, moim zdaniem to po prostu sycylijski numer 1. Jeśli będziecie mieć szczęście i odwiedzicie to miejsce, nie bójcie się zapytać gospodyni o historie z nim związane. Z chęcią opowie wam o restauracji, ale też o różnych zwyczajach i historiach związanych z rejonem Scicli (Donnalucata leży zaledwie parę kilometrów dalej i należy do tej samej gminy). Jeśli na Sycylię wybieracie się w okolicach 15 sierpnia, warto zobaczyć wodną procesję z Donnalucaty do sąsiedniej Cava d’Aliga. 

Poza wizytą w Il Consiglio w przerwach od plażowania można przejść się na lody do Blue Moon. Wśród wielu smaków są też propozycje dla wegan i opcje bez dodatku cukru. Donnalucata to także targ rybny, na którym kupimy lokalne specjały – od miecznika po krewetki. Kiedy wybieram opcję noclegową, zawsze kusi mnie najlepszy (i nie wiem, czy nie jedyny) hotel w mieście, czyli Zafran. Zazwyczaj decyduję się jednak na apartament z aneksem kuchennym, dzięki któremu mogę gotować i przyrządzać swoje wariacje lokalnych dań. Czasem dostępne w sklepie za rogiem świeże figi i ricotta oraz dobre espresso to wszystko, czego potrzeba mi do szczęścia. 

 

Szymon Machnikowski
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę