Znaleziono 0 artykułów
16.08.2019

„27 śmierci Toby’ego Obeda”: Krzywda zaczyna się od słów

„27 śmierci Toby’ego Obeda” Joanna Gierak-Onoszko (Fot. Materiały prasowe)

Joanna Gierak-Onoszko pisze, jak jeden z najszczęśliwszych krajów świata metodycznie i przez dziesięciolecia krzywdził swoich obywateli. Ale również – jak kraj, który uświadomił sobie własną winę, stara się coś z nią zrobić.

Nazywają siebie ocaleńcami. Jest ich około 150 tysięcy, lecz jeśli dołożyć do tego współmałżonków, dzieci, a bardzo często i wnuki, liczba gwałtownie puchnie. Mieszkają w Kanadzie, kraju – zresztą słusznie – uznawanym za jeden z najszczęśliwszych na świecie. Sami z tego korzystają, jak umieją i mogą, choć trudno ich uznać za ludzi szczęśliwych. Należą do Pierwszych Narodów, a więc tych, którzy zasiedlali kanadyjskie puszcze i daleką Północ przed przybyciem Europejczyków i ich Jezusa Chrystusa. Jezus odgrywa tu niezwykle ważną rolę, gdyż wszystko (lub prawie) działo się w jego imieniu, choć niekoniecznie w zgodzie z nauką i Ewangelią. Byli uczniami tzw. residential schools, czyli szkół z internatem, najczęściej prowadzonych przez przeróżne kościoły chrześcijańskie. Powiedzieć, że doświadczyli traumy, to nie powiedzieć nic.

Bo przecież szło nie tylko o bicie skórzanymi pejczami zwanymi kotami o kilku ogonach, a przestępstwem mogło być złamanie zakazu mówienia w ojczystym języku czy jakiekolwiek błahe nieposłuszeństwo. W jednej ze szkół do torturowania uczniów służyło specjalnie skonstruowane krzesło elektryczne: delikwent (lub delikwentka), lat kilka lub kilkanaście, siadał na tym urządzeniu, przywiązywano go, włączano prąd, a wówczas nogi skakały wbrew woli karanego.

Joanna Gierak-Onoszko (Fot. Edyta Wojciechowska)

Można było zmuszać do jedzenia własnych wymiocin. Zawijać dzieci w zasikane prześcieradła. Głodzić, więzić, wyganiać na zimno; w końcu Kanada słynie z ciężkich i długich zim. Można było wszystko.

Dołóżmy jeszcze przemoc seksualną, codzienną i conocną, a w szkołach z internatem wszechobecną. Na przykład w gabinecie dentystycznym, gdzie dzieci wiązano do fotela, bo bały się wyrywania zębów przez niekompetentne zakonnice. A potem do gabinetu wchodził ksiądz.

Kilka lat spędzonych w residential school to było doświadczenie piekła organizowanego i zarządzanego przez dorosłych, ale powielanego przez dzieci, bo przecież co zrobiono mi, zrobię innym, młodszym i słabszym.

Podobne artykułyKanada: Wina, prawda i pojednanieZofia Zaleska Takie piekło naznaczało na resztą życia, zaburzało relacje z bliskimi, uniemożliwiało stworzenie szczęśliwych związków, zmuszało do wódki i heroiny. Dziwne jest nie to, że absolwenci szkół z internatem bili, pili i ćpali, ale to, jak wielu z nich porzucało nałogi i nadzwyczajnym wręcz wysiłkiem woli maszerowało ku normalności.

Maszerują tak do dzisiaj. Szkoły z internatem dla Pierwszych Narodów funkcjonowały w Kanadzie jeszcze parę dekad temu i miały się znakomicie, bo na prowincji, daleko od wielkich miast, choć wiedziano – masowej zbrodni nie da się ukryć – co tam się wyprawia. Tyle że najpewniej nikt nie przypuszczał, iż wyciekające informacje o torturach i gwałtach nie dotyczą incydentów, ale systemu. Dlatego musi być kara, ale też zadośćuczynienie. Skruchy, przynajmniej tej instytucjonalnej, np. wyrażonej przez Kościół katolicki, raczej nie należy się spodziewać. Dzieci wszak były krzywdzone przez poszczególnych księży, a potęga instytucji – informuje wymownym milczeniem sama instytucja – nie ma tu nic do rzeczy.

Joanna Gierak-Onoszko w tomie „27 śmierci Toby’ego Obeda” zbiera nie tylko przerażające wspomnienia ocaleńców, uczestniczy w ich spotkaniach i protestach, wertuje archiwa, czyta źródła, by opowieść o dziecięcej krzywdzie była jak najbardziej kompletna. Ale też rozmawia z prawnikami i naukowcami, dziennikarzami i filmowcami, słowem – z ludźmi, którzy postanowili naprawić nienaprawialne zło. To już od jakiegoś czasu, raczej krótszego niż dłuższego, nie jest w Kanadzie temat tabu, mówią ofiary, mówią ci, którzy czują się zawstydzeni winą bliźnich. Najmniej mówią oprawcy – choć czasem się zdarza, najczęściej przed sądem – ale taka już jest natura podleców.

(Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images)

Gierak-Onoszko pisze, jak jeden z najszczęśliwszych krajów świata metodycznie i przez dziesięciolecia krzywdził swoich obywateli. Ale również – jak kraj, który uświadomił sobie własną winę, stara się coś z nią zrobić. Powoli, nieporadnie, trzy kroki do przodu i jeden w tył, lecz jednak próbuje. Niekiedy stara się schować ohydę grzechu za słowami „bo takie były czasy”, umniejszać, bagatelizować, wstrzymywać zadośćuczynienie. Ale coraz częściej pochyla głowę w pokorze i prosi o wybaczenie.

I jeszcze jedno. „27 śmierci Toby’ego Obeda” pokazuje, że język politycznej poprawności, uważność na cudzy obyczaj i kulturę to nie kaprys lewactwa, genderyzmu i ideologii LGBT. Krzywda bowiem zaczyna się od słów. Można chichotać, że tzw. Indianin nie chce być nazywany Indianinem, Eskimos Eskimosem i się tego głośno domagają. Ale po co? Język, co widać w tej książce, może być taką samą zbrodnią jak gwałt lub posadzenie dziecka na krześle elektrycznym.

Joanna Gierak-Onoszko, „27 śmierci Toby’ego Obeda”, wyd. Dowody Na Istnienie

Maria Fredro-Boniecka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę