Znaleziono 0 artykułów
21.11.2018

5 płyt, które warto dać w prezencie

Aga Zaryan (Fot. Marta Orlik)

Słuchamy klasyków bluesa, cieszymy się z płyty Agi Zaryan, zachwycamy Moniką Borzym, wybieramy w kosmiczną podróż z Mają Kleszcz, a z Krzysztofem Herdzinem składamy hołd muzyce fusion.

Aga Zaryan „High & Low” (Warner Music Poland)

Aga Zaryan „High & Low” (Fot.Warner Music Poland)

Pięć lat po platynowej płycie „Remembering Nina & Abbey” poświęconej Abbey Lincoln i Ninie Simone powraca Aga Zaryan, jedna z najwybitniejszych polskich wokalistek jazzowych. Płytą „High & Low” po raz kolejny potwierdza swój talent kompozytorski i najwyższą klasę wykonawczą. Autorskie kompozycje, utwory Carli Bley, Stevie'ego Wondera, Marcina Wasilewskiego, Michała Tokaja i cover Paula Simona „Spirit Voices” tworzą album subtelny i zmysłowy, delikatny i dynamiczny zarazem. To ciepły jazz połyskujący wieloma kolorami, od klimatów latynoskich, poprzez soul, funk, aż po R&B. Charakterystyczny piaskowy tembr głosu i naturalna lekkość frazowania Zaryan znajdują wyraz w każdej kompozycji, z których wyróżniłbym przepiękne „Path”, zmysłowo melancholijne „Evil”, intensywnie soulowe „A Story from a Tram (Listen Little Man)”, czy funkujące „Boo To You Too” z ekspresyjną solówką rewelacyjnego czeskiego gitarzysty Davida Dorůžki. Pojawiają się oczywiście muzycy stale współpracujący z Zaryan, czyli Michał Tokaj na instrumentach klawiszowych, Sławomir Kurkiewicz na gitarze basowej i Łukasz Żyta na perkusji oraz gość specjalny, Portugalczyk Pedro Segundo na instrumentach perkusyjnych.

Maja Kleszcz „Odyseja” (Fonobo)

Maja Kleszcz „Odyseja” (Fot.Fonobo)

Na płycie nagranej w duchu „cyber blues”, jak mówią o swojej nowej muzyce wokalistka Maja Kleszcz i producent Wojciech Krzak (twórcy najlepszych płyt Kapeli ze Wsi Warszawa, inicjatorzy i członkowie zjawiskowej IncarNations oraz autorzy muzyki teatralnej do spektakli m.in. Agaty Dudy-Gracz i Michała Zadary) odbijają się echa dystopijnych wizji z lat 80-tych. Głos Mai, jak na nią wyjątkowo powściągliwy, czaruje ekspresją. Dźwięki są dyskretne do granic ascezy, a teksty Wojtka niezmiernie przenikliwe. „Odyseja” to concept album łączący wpływy retro ze spojrzeniem w przyszłość. Zaczyna się od kabaretowego „Na titaniku balu”, potem Kleszcz i Krzak prowadzą nas przez cyfrowo-bluesowe „Tyle jest dróg” i gorzką ucieczkę ze zniszczonej planety w znakomitej „Odysei”, aż po szamański „Ul”.

Monika Borzym „Radio Hedonistycznie. Live at Wytwórnia” (Mystic Production)

Monika Borzym „Radio Hedonistycznie. Live at Wytwórnia” (Fot. Mystic Production)
Reklama

Niezwykle utalentowana wokalistka jazzowa młodego pokolenia wszystko, czego dotknie, zamienia w muzyczne złoto. Niezależnie od tego, czy są to piosenki Amy Winehouse, Fiony Apple i Reginy Spector („Girls Talk” z 2011 roku), utwory skomponowane dla niej przez Mateusza Obijalskiego z towarzyszeniem gitary Johna Scoffielda („My Place” z roku 2013), wiersze Anny Świrszczyńskiej z płyty „Jestem Przestrzeń” (2017 rok), czy w końcu repertuar Joni Mitchell z płyty „Back to the Garden”. Każdemu muzycznemu projektowi Monika Borzym nadaje liryczny charakter, łącząc go ze swoim dynamicznym charakterem scenicznym, silną osobowością i niepodrabialnym temperamentem. Tak jest też z najnowszym projektem Moniki, czyli koncertową płytą „Radio-hedonistycznie. Live at Wytwórnia”. Borzym wykonuje tu piosenki z repertuaru kultowej brytyjskiej formacji Radiohead. Przedsięwzięcie zdawałoby się karkołomne. Nie dla Moniki, której jazz leży blisko depresyjnego rocka Thoma Yorke'a. Jego piosenki zyskują folkowy wydźwięk, nie tracąc nic ze swojej oryginalnej urody. Moje ulubione to „Little by Little” z towarzyszeniem klarnetu basowego Tomasza Żymły i duet z aktorem i wokalistą Marcinem Januszkiewiczem w „I’ve Seen it All”.

„Confessing The Blues” (BMG & UNIVERSAL)

„Confessing The Blues” (Fot. BMG & UNIVERSAL)

Blues to gatunek, od którego wszystkie współczesne gatunki muzyczne, na czele z jazzem, wzięły swój początek. Zespół The Rolling Stones to z drugiej strony jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszy, zespół rockowy w historii muzyki. Wpływ bluesa na twórczość Micka Jaggera, Keitha Richardsa i ich kolegów jest niepodważalny. Muzycy dali temu wyraz chociażby na swojej ostatniej płycie „Blue and Lonesome”, interpretując na niej bluesowe legendy. – Jeśli nie znasz bluesu, nie ma sensu, żebyś sięgał po gitarę i grał rock and rolla, ani żadnego innego gatunku muzyki popularnej – mówi Keith Richards. I dlatego zupełnie oczywistym wydaje się też fakt, że fascynująca pod względem zawartości muzycznej, wartości historycznej i edukacyjnej kompilacja „Confessin' The Blues” została stworzona w ścisłej współpracy z muzykami The Rolling Stones. Na ten dwupłytowy album wybrali najważniejszych dla gatunku artystów, pionierów i klasyków – Muddy'ego Watersa, Chucka Berry’ego, Johna Lee Hookera, Howlin Wolfa, Bo Didleya, Buddy Guya, Elmore’a Jamesa. Nie może być lepszej rekomendacji niż uznanie The Rolling Stones.

Krzysztof Herdzin „Kingdom of Ants” (Agora)

Krzysztof Herdzin „Kingdom of Ants” (Fot. Agora)

Wybitny polski pianista, kompozytor i aranżer Krzysztof Herdzin nagrał jazzrockowy album, którym składa hołd muzyce fusion lat 70-tych. Dziewięć intensywnych, dynamicznych i przestrzennych polirytmicznych kompozycji, w których słychać echa takich zespołów jak Weather Report, Chick Corea Electric Band czy genialnej płyty Herbie Hancocka „Headhunters”, wzorca z Sèvres całego jazzrocka. Charakterystyczne brzmienia Wurlitzera, piano fender Rhodes i organy Hammonda królują na tej płycie, a towarzyszą mocno wyeksponowany bas i gitary, na których zagrał Robert Kubiszyn. Do tego klarnet basowy, saksofon sopranowy, przetworzone vocoderem wokale dopełniają kosmiczno-funkowego krajobrazu skomponowanego w całości przez Herdzina. Wielką niespodzianką tego albumu jest udział amerykańskiego wirtuoza perkusji Vinniego Colaiuty ( m.in. Frank Zappa, Joni Mitchell, Chick Corea), który po mistrzowsku i z niesłychaną swobodą zagrał wszystkie partie perkusyjne. „Kingdom of Ants” to jazz bez granic, który łączy pokolenia. Herdzin, Kubiszyn i Colaiuta otworzyli magiczne drzwi („Opening Magical Door”) do jazz funkowego skarbca, gdzie jest bardzo „Drunky Spunky Funky” i znakomicie ładuje się muzyczne baterie („Loading Batteries”).

Maciej Ulewicz
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę