Znaleziono 0 artykułów
27.01.2019

Aga Barańska: Świat w sukience

(Fot. Archiwum prywatne)

W czasach, gdy cały świat mieści się w małym telefonie, a dostęp do kultur dalekich krajów zapewniają już nie tylko podróże, lecz wystarczy konto na Pintereście, tacy artyści to prawdziwy skarb. Doświadczenia i inspiracje zbierają podczas autentycznych wypraw, a lokalny kontekst przekształcają w budzącą pożądanie modę. Aga Barańska jest właśnie jedną z takich osób, a jej projekty od pierwszego egzemplarza podbijają serca nie tylko Polek.

Choć nigdy w życiu się nie widziałyśmy, od razu wiem, z którą z osób w hotelowym lobby będę rozmawiać. Sukienkę widać z daleka. Jest czarna, ale ma złote wykończenie. Karczek przyciąga wzrok pełnym wachlarzem kolorów. Hafty, aplikacje, trochę kwiatów i geometrii – choć na pierwszy rzut oka dzieje się mnóstwo, całość ma sens. Od razu zaznaczam, że przez pierwsze minuty będę się wpatrywać w ten ciuch. Bo naprawdę ciężko oderwać od niego wzrok. Z każdą chwilą rozmowy coraz lepiej rozumiem, dlaczego strój projektantki aż tak mnie zafascynował. Dla Agi Barańskiej świat nie ma granic. Teoretycznie obce kultury bez problemu mogą się przenikać. Najdalsze kraje spotykają się w jednym projekcie.

Aga Barańska (Fot. Archiwum prywatne)

Zaczyna się oczywiście na Instagramie. Przeglądam zdjęcia w poszukiwaniu nowych tematów ‒ i nagle zaskoczenie. Egzotyczne sukienki przypominające ludowe meksykańskie huipile, choć znacznie bardziej urozmaicone i rozbudowane, powstają w Polsce! Tworzy je artystka malarka, która w przeszłości była już mocno związana z modą. Aga Barańska wróciła do Gdyni po objechaniu praktycznie całego świata. Mieszkała w Londynie, Berlinie i Tokio. W międzyczasie pojawiły się Indie i Meksyk. Pracując i tworząc w tych miejscach, poznawała odrębne zwyczaje, kulturę i tradycję danego kraju. Zawsze wrażliwa na piękno i kolor przenosiła wrażenia bezpośrednio na swoje obrazy.

Z Poznania do Saatchi

W latach 90. wygrała konkurs „Złota Pętelka”, wówczas najważniejszy dla początkujących projektantów. Nagrodą był wyjazd do Paryża na targi prêt-à-porter. To właśnie tam, praktycznie z dnia na dzień, podjęła decyzję, że chce się rozwijać za granicą. Ukończyła Wydział Projektowania Mody w London College of Fashion, a wcześniej, w Polsce – sztuki wizualne w Poznaniu.

Choć w Londynie szybko znalazła pracę w modzie, wciąż poszukiwała własnego języka, którym by tę modę mogła opowiedzieć. Prędkość tego miasta w kontekście mody nie do końca jej odpowiadała, więc wróciła do malowania. I właśnie od niego rozpoczęła się jej kariera. Trafiła na wystawę do galerii Saatchi jako jedna z dziesięciu najciekawszych nowych osobowości w świecie sztuki. Następnie miała wystawy swoich prac m.in. w Tokio i Berlinie. Ubiegły rok przyniósł jej nagrodę dla Kobiecej Artystki Roku w Madrycie oraz – po Biennale w Palermo – miejsce wśród 15 artystów polecanych kolekcjonerom sztuki współczesnej.

(Fot. Archiwum prywatne)

Multi-kulti spod igły

– Sukienki to przedłużenie mojego malarstwa – przyznaje. I rzeczywiście są jak jej obrazy: łączą w sobie mnóstwo opowieści, nawiązań do różnych kultur, dalekie od siebie światy. Aga stworzyła nawet specjalny termin ‒ boho couture, który wspaniale oddaje estetykę jej projektów. Mam wrażenie, że gdyby Frida Kahlo żyła w naszych czasach, ubierałaby się w jej sukienki. Gdy dzielę się nim z Agą, mówi, że to komplement. Kahlo jest dla niej ogromną inspiracją.

Do stworzenia pierwszej minikolekcji namówiła ją przyjaciółka. Aga akurat sprzedała swój największy obraz i zarobione pieniądze postanowiła zainwestować w materiały i produkcję. Przyznaje, że gdy spoglądała na gotowe sukienki, nie wierzyła, iż mogą wzbudzić zainteresowanie. Zbyt odważne, zbyt kolorowe i radosne. Śmiała się, że najwyżej będzie miała gotową letnią garderobę dla siebie na kilka sezonów. A jednak, gdy w czerwcu 2018 roku wystawiła pierwsze modele na Instagramie, w dwa tygodnie zniknęło dosłownie wszystko.

(Fot. Archiwum prywatne)

Ciąg dalszy

Obrazy idą w świat i rzadko kiedy Aga wie, co się z nimi dzieje. Gdzie wiszą lub stoją, w jakich wnętrzach i kontekście. Z sukienkami zupełnie inna rozmowa: wracają do niej w mailach czy na Instagramie, na zdjęciach zadowolonych klientek, które ochoczo zapisują się na listę oczekujących na kolejne modele. Wcale nie jest wiadome, jak będzie wyglądać kolejna kolekcja. Wszystko zależy od nastroju i fantazji. Aga sprowadza materiały m.in. z Indii, Kolumbii i Meksyku. To nie tylko bele świeżo utkanego jedwabiu czy bawełny, lecz także różne stroje ludowe i elementy vintage, którym nadaje nowy kontekst. Najbardziej ozdobną częścią sukienki jest karczek. Tu zdarzają się i azteckie zygzaki, i hinduskie aplikacje z lusterkami, i hafty suzani z Uzbekistanu. Bywa, że Peru spotyka się z Chinami, a Kazachstan z Marokiem. Wokół nich tworzy się całkiem współczesna forma, pozbawiona pierwotnego charakteru: z bufiastymi rękawami lub falbankami, różnej długości, zawsze w jednym, dość obszernym rozmiarze.

Nie ma dwóch identycznych egzemplarzy, a fason jest na tyle uniwersalny, by nie poddawał się wzrostowi czy wadze. Istnieje kilka modeli, ale zawsze wyglądają one nieco inaczej.

Aga Barańska (Fot. Archiwum prywatne)

Cztery pory roku

Aga do swojej sukienki nosi botki stylizowane na kowbojskie i motorcycle bag Balenciagi, co jest świetnym dowodem na to, że jej projekty nie poddają się również porom roku. Mimo zimowej aury zamówienia nie ustają. Klientki kupują sukienki głównie z myślą o wakacyjnych wyjazdach w ciepłe kraje, ale później nie rezygnują z ich noszenia, tylko dostosowują do warunków atmosferycznych. Choć ceny nie należą do najniższych (od 700 zł do 2500 zł), projektantka jeszcze nigdy nie usłyszała, że są przesadzone. Unikatowość, najwyższa jakość wykonania i oryginalność świetnie uzasadniają ich wysokość. Barańska współpracuje na stałe z niezwykle doświadczoną i utalentowaną krawcową. To prawdziwe slow fashion ‒ w tygodniu powstają cztery sukienki, dzięki czemu mogą być dopracowane do ostatniego przeszycia. Bywają też bardziej skomplikowane modele, na których uszycie potrzebny jest tydzień.

– Talizmany – mówi o swoich pracach Aga. I przytacza historię, która potwierdza ich niezwykłe działanie. To mógł być zbieg okoliczności, wszystko zależy od interpretacji. Aga jednak nie wierzy w przypadek. Pierwszą kolekcję postanowiła nazwać „Shaman”. Spośród kilkudziesięciu hinduskich producentów tkanin wybrała jedną rodzinną manufakturę. Gdy gotowe zamówienie przyszło do Polski, spomiędzy kolorowych materiałów wypadła karteczka z dziecięcym rysunkiem. Dziękując za miły gest, Aga zapytała, kto jest autorem tego uroczego dzieła. Odpowiedź wbiła ją w fotel, podziękowanie bowiem wyszło spod ręki córeczki właścicielki, która miała na imię… Shaman. To rozpoczęło stałą, niemal rodzinną współpracę. Obydwie kobiety uznały to za dobry znak. Okazuje się, że słusznie.

– Patrz, to sukienka Agi Barańskiej! – usłyszała niedawno za sobą, gdy była na zakupach w Forum Gdańsk. To jeden z największych komplementów, bo oznacza, że w rekordowym tempie stworzyła rozpoznawalną markę. Plany na przyszłość? Wcale nie więcej, ale wciąż lepiej. Chce pozostać przy etycznych rozwiązaniach, skupiać się na krawiectwie, nigdy na masowej produkcji.

Harel
Komentarze (1)

Monika Szymkowiak
Monika Szymkowiak28.01.2019, 21:27
Jak sie nazywa firma bo nigdzie śladu nie ma o tej kolekcji
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę