Znaleziono 0 artykułów
28.06.2022

Agata Tuszyńska: Strefa wspomnień

28.06.2022
Agata Tuszyńska (Fot. Archiwum prywatne)

Moim najważniejszym dziecinnym marzeniem było wniknięcie pod skórę… domu. Otwarcie go, przecięcie na pół. Chciałam dosięgnąć świata innych ludzi, sekretów poszczególnych pomieszczeń. Wydawało mi się, że to mi pomoże dociec istoty rzeczy.

Spacerowałam po podwórku, jak Franka z „Dziewcząt z Nowolipek”, i zaglądałam w cudze okna. Wyobrażałam sobie, co dzieje się w każdym mieszkaniu. Patrzyłam na to, co wyłaniało się w świetle – zarys postaci za firanką, lampa, fotel, mama, tata, dzieci, pochylone ku sobie nad wspólnym stołem. W kuchni, w sypialni. Nad książką albo szydełkową robótką. Niektóre okna były ciemne. A tam…?

Chciałam rozciąć kamienicę, by dostać się do jej wnętrza. Do środka ludzkich losów, tajemnic tego, co niewidzialne. Ciekawa byłam, jacy są, kiedy nikt na nich nie patrzy. Co skrywają przed światem lub przed samymi sobą? Kim są wobec siebie i własnych luster?

Niebieski koralik Karolci potrafił spełniać marzenia. I o to właśnie go prosiłam. Prosiłam, zanim zbladł i nie mógł już więcej służyć mi swoją mocą. Długo wędrowałam w wyobraźni po nieznanych szlakach. Wtedy jeszcze stałam za zamkniętymi drzwiami. Zdana na własną intuicję i nieznajomość życia.

(Fot. Archiwum prywatne)

Minęło wiele lat. Zbieram niebieskie koraliki, żeby ich nigdy nie zabrakło. Często ich używam, kiedy marzeniom nie starcza sił. Zawodowo zajęłam się opowiadaniem o ludzkich sekretach. Podglądam, zaglądam, obserwuję. Rozmawiam, dociekam, opisuję. Czasem zapominam, skąd we mnie ta potrzeba.

***

Z wielkim wzruszeniem odwiedziłam ostatnio warszawskie Muzeum Domków Lalek, Gier i Zabawek, o którego istnieniu nie wiedziałam. Stając przed pierwszym domkiem – w kolekcji są ich dziesiątki – wyglądającym jak pozbawiona frontu kamienica, przypomniałam sobie moje dziecinne rojenia.

Nigdy nie miałam domku dla lalek. A i lalek zresztą niewiele. Nie marzyłam o żadnej, nawet tej z zamykanymi oczami i długimi włosami. Chciałam być dorosła, interesował mnie rzeczywisty świat.

Pomysł zbierania domków dla lalek wydał mi się wyjątkowy i trochę szalony. Obsesyjny, jak każda pasja kolekcjonerska, ale też godzien podziwu. Wszystkie eksponaty prezentowane w Warszawie pochodzą ze zbiorów jednej kobiety, Anety Popiel-Machnickiej. Znalezione na całym świecie, przedstawiają najważniejsze odsłony miniaturowego rzemiosła popularnego głównie w XIX w., choć znanego od połowy XVI. Pierwszy znany domek dla lalek podarował swojej córce książę bawarski w 1558 r.

(Fot. Archiwum prywatne)

Od tej chwili w Niemczech, Anglii, Holandii i we Włoszech tworzono miniaturowe modele ówczesnych budynków ze szczegółowo odtwarzanymi wnętrzami, od piwnic po strychy. Swoim kunsztem przy realizacji tych cacek wykazywali się rzemieślnicy różnych specjalności: stolarze, ludwisarze, garncarze, a także krawcy i kapelusznicy. Domki zamieszkiwały lalki przedstawiające ich gospodarzy, rodzinę i służbę. Ubrania, wystrój wnętrz, szczegóły wyposażenia zależne były od statusu społecznego i rodzaju wykonywanego zajęcia. Najpierw traktowano owe domki jako zabawki możnych, z czasem – już w XIX stuleciu, kiedy zaczęto produkować je seryjnie – stały się bardziej dostępne i niezwykle popularne. Dziś fascynują jako echo dziecinnego marzenia, ale także dokument czasów minionych. Z ich szczegółowo odtworzonymi detalami dnia codziennego stanowią niewątpliwie znaczące źródło wiedzy również dla badaczy kultury. 

Oglądam domy mieszkalne, ale i sklepy, warsztaty rzemieślnicze, szkoły, a nawet kaplice. Żyrandole i porcelanowe serwisy, kuchenne utensylia, obrazy, kinkiety, zawartość szuflad i komód, pościel, koronkowe serwetki, rośliny doniczkowe. Poza oczywistymi salonami arystokratów i mieszczan są sklep bławatny i dom krawcowej, pracownia malarza, zakład szklarski i fotograficzny. Są szpital i salon fryzjerski, ten już z połowy wieku XX. I Apteka u Trzech Sióstr. Jest poczta z kantorkiem, paczkami i listami, każdy zaadresowany, ostemplowany, ze znaczkiem, a niekiedy lakowaną pieczęcią. Wszystko wykonane z zegarmistrzowską precyzją z oryginalnych materiałów.

Najbardziej ucieszył mnie dom pisarza z lat 50. lub 60. zeszłego stulecia, gdzie poza książkami jest łazienka z kabiną prysznicową, z zasłoną i imitacją zacieków w brodziku. Pisarz leży na łóżku, wyczerpany po pracy, a po pokoju, obok butelek, walają się zmięte i podarte kartki papieru. Na stole maszyna do pisania i kieliszek czerwonego wina. Oto jak wyobrażano sobie twórczy szał literata w męskim wykonaniu. Charakteryzował go kac i wysoce nieartystyczny nieład.

Na drzwiach wejściowych do tego muzeum napisano: „Uwaga! Strefa wspomnień”. Czy pamiętamy jeszcze, czego chcieliśmy od naszych lalek i od naszego dzieciństwa? Jakie marzenia i projekty je wypełniały? Co je żywiło – domy lalek, słowa książek czy może koledzy z podwórka?

***

(Fot. Materiały prasowe)

Nie pamiętam swoich lalek. Nigdy ich nie lubiłam. Moja mama też ich nie miała. Ani w Łęczycy, ani w warszawskim getcie, gdzie obchodziła swoje dziewiąte urodziny. Po latach stała się dla mnie ważna inna lalka z „dzielnicy zamkniętej”, Zuzia. Jej głowę znalazła na ulicy mama małej Zosi Zajczyk, Natalia. Doszyła Zuzi sukienkę i ręce. Laleczka pomagała jej córce przetrwać samotne miesiące w piwnicy. To ją tuliła, kiedy się bała. Jej tłumaczyła, że „mama zawsze wraca”. Wróciła po nią do getta, ryzykując życie chłopaka, który ją stamtąd wyniósł. „Bo mama nigdy nie zostawi swojej córeczki”…

Zuzia ocalała jako rekwizyt czasu wojny i symbol matczynej troski. Zamieszkała w jerozolimskim muzeum Yad Vashem. Dzieci z całego świata piszą do niej listy. 


Agata Tuszyńska – pisarka, poetka, reportażystka. Autorka biografii Isaaca Bashevisa Singera, Ireny Krzywickiej oraz Wiery Gran, a także osobistych „Rodzinnej historii lęku” i „Ćwiczeń z utraty”. W ostatnich latach wydała m.in.: „Oskarżona: Wiera Gran” (2010), „Narzeczona Schulza” (2015), „Jamnikarium” (2016), „Bagaż osobisty. Po Marcu” (2018), „Mama zawsze wraca” (2020) oraz „Ćwiczenia z utraty. Po 15 latach” (2021). W maju ukazała się jej najnowsza książka „Żongler. Romain Gary”. Laureatka Nagrody Polskiego PEN Clubu im. Pruszyńskich za wybitne osiągnięcia w dziedzinie reportażu i literatury faktu. W 2015 r. została uhonorowana srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jej książki przetłumaczono na kilkanaście języków.

Agata Tuszyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę