Znaleziono 0 artykułów
14.09.2018

Agnès Varda: genialna „babcia Nowej Fali”

Agnès Varda, Paryż (Fot. Getty Images)

Fani nazywają ją "babcią Nowej Fali", wnuki punkową babcią. Laureatka wielu nagród, w tym honorowego Oscara za całokształt twórczości, honorowej Złotej Palmy, a także Złotego Lwa, nie ma profesjonalnego wykształcenia filmowego. Wszystkiego nauczyła się sama, a w wieku 26. lat nakręciła swój pierwszy film. 90-letnia Agnès Varda jest wciąż aktywna zawodowo. Reżyserka, scenarzystka, fotografka, producentka, a przede wszystkim fascynująca kobieta, żyje na własnych zasadach. I ma się świetnie.

Włosy z charakterystycznym siwym odrostem, szelmowski uśmiech i odważne stylizacje. W zeszłym tygodniu Agnès Varda trafiła na okładki dwóch magazynów. Jednym z nich był „The Gentlewoman”, drugim kultowy „Interview”, który uczcił w ten sposób swój powrót na rynek. Co ciekawe, Varda była również bohaterką zdjęcia, które znalazło się w 1969 roku na okładce pierwszego w historii wydania magazynu współtworzonego wówczas przez Andy’ego Warhola. Współczesnej okładce towarzyszy wywiad, w którym Varda rozmawia z kuratorem Hansem Ulrichem Orbistem o swoich 70-latach w świecie kina. – Kiedyś byłam babcią Nowej Fali, teraz jestem jej dinozaurem – mówi w nim Agnès, z typowym dla siebie humorem i dystansem.

Agnès Varda na rozdaniu Oscarów (Fot. Getty Images)

Babcia Nowej Fali

Najnowszy film Vardy, „Twarze plaże” był w tym roku nominowany do Oscara za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny. Jego twórczyni jest nie tylko najstarszą nominowaną do tej nagrody. Jest od niej o rok starsza.

Reklama

Agnès Varda przyszła na świat 30 maja 1928 jako Arlette, ale kiedy osiągnęła pełnoletniość, postanowiła zmienić imię. Już ten krok zwiastował, że Varda zamierza dorosłe życie przeżyć po swojemu. Młoda Agnès dostała się na wydział konserwacji w Szkole Sztuk Pięknych w Luwrze, ale po roku rzuciła studia. Podobny los spotkał filozofię na Sorbonie. Kultowa reżyserka, którą inspirują się całe pokolenia adeptów sztuki filmowej, ukończyła jedynie wieczorowy kurs fotografii. Reszty nauczyła się sama, tworząc filmy.

Szybko stało się jasne, że Agnès ma talent, ale też sporo do nadrobienia. W dodatku budżet przy kręceniu debiutanckiego obrazu, nostalgicznej historii miłosnej, „La Pointe Coutre”, był mocno ograniczony. 26-letnia wówczas twórczyni dysponowała jedynie spadkiem po niezbyt zamożnym ojcu oraz pożyczką od matki, co w sumie dawało kwotę dziesięciokrotnie mniejszą, niż przeciętny budżet ówczesnej francuskiej produkcji. Członkowie ekipy filmowej w ramach wynagrodzenia mieli więc dostawać procent ze sprzedaży biletów. Udało się ich spłacić dopiero po trzynastu latach. Mimo braku funduszy i doświadczenia, a także braku zainteresowania ze strony szerszej publiczności, film stał się legendą w historii francuskiej kinematografii. Wśród swoich inspiracji wymieniali go kilka lat później twórcy Nowej Fali, Jean-Luc Godard, Francois Truffaut i inni. I choć Godard był od Vardy zaledwie dwa lata młodszy, a jego debiutanckie „Do utraty tchu” weszło na ekrany w 1960 roku, to Varda była pierwsza. W dodatku była jedyną kobietą wśród nowofalowców, dlatego później przylgnął do niej przydomek „Babcia Nowej Fali”.

Agnès Varda na festiwalu w Cannes (Fot. Getty Images)

Przy montażu „La Pointe Coutre” pracował młody Alain Resnais. W 1962 roku on, Varda i Chris Marker stworzą to, co później krytycy filmowi będą nazywać „Lewym skrzydłem Nowej Fali”. Agnès nakręciła wtedy „Cleo od 5 do 7”, film, który wraz ze „Szczęściem” z 1965 roku zapewnił jej miejsce w czołówce autorek kina kobiecego. Przełomowy i nowatorski film opowiada o popularnej piosenkarce zmagającej się ze śmiertelną chorobą. Okazał się sensacją festiwalu w Cannes. Ale 1962 rok był ważny dla Vardy również ze względów prywatnych. To wtedy urodziła swoje pierwsze dziecko, córkę Rosalie ze związku z aktorem i reżyserem Antoinem Bousellierem. Wtedy też, będąc jeszcze w ciąży, rozstała się z ojcem dziewczynki. Wreszcie, w tym samym roku, poznała miłość swojego życia, reżysera najsłynniejszych francuskich musicali, Jacquesa Demy’ego.

„Szczęście”

Choć sukces w Cannes jest często furtką do błyskawicznej kariery, w przypadku Agnès Vardy było inaczej. Kobieta nie dostała państwowej dotacji na kolejny film, ale nie poddała się. W zaledwie trzy dni napisała kolejny scenariusz. Jego tytuł, „Szczęście” okazał się proroczy, bo opowiadający historię pewnej rodziny film dostał nie tylko dotację, ale też Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Wkrótce potem, w 1967 roku Varda wraz z mężem wyjechała do USA. Tam reżyserce udało się zrealizować dwa filmy dokumentalne – „Wujek Yanco" i opowiadający o aktywistach z ekstremistycznego ugrupowania czarnoskórych obraz „Czarne pantery". Z tego samego okresu pochodzi też film eksperymentalny „Lions Love" z Vivą, jedną z Factory Girls, muz Andy'ego Warhola, której partnerują gwiazdy głośnego musicalu „Hair”. Wtedy też Agnès trafiła na okładkę współtworzonego przez Warhola nowego magazynu „Interview”.

Wir pracy przerwały narodziny drugiego dziecka Vardy, syna Mathieu. Reżyserce udało się jednak świetnie pogodzić bycie pełnoetatową mamą z pracą zawodową. Zrealizowane w najbliższym otoczeniu domu, przy ulicy Daguerre’a „Dagerotypy” zapewniły jej nominację do Oscara za najlepszy dokument. Macierzyństwo nie przeszkodziło jej również w angażowaniu się w walkę o prawa kobiet. Feministycznym manifestem na rzecz prawa do aborcji był film „Jedna śpiewa, druga nie”, ale Agnès już wcześniej wspierała kobiety w staraniach o prawo do planowania rodziny. Użyczała mieszkania na nielegalne zabiegi, była też opiekunką kobiet, które jeździły usunąć ciążę do Amsterdsamu. Film poruszył opinię publiczną, ale kolejną prestiżową nagrodę przyniósł Vardzie dopiero nakręcony w 1985 roku głośny obraz z genialną Sandrine Bonnaire w roli głównej, uhonorowany Złotym Lwem na festiwalu w Wenecji „Bez dachu i praw”. Film oczarował nawet Jane Birkin. Ikona popkultury i muza Serge’a Gainsbourga zaprzyaźniła się z Agnès na tyle, że kolejny film, zatytułowany po prostu „Jane B. par Agnes V.” reżyserka poświęciła właśnie jej. W prowokacyjnym portrecie dojrzałej kobiety i artystki wystąpiły córki Jane – Charlotte i Lou, jej mąż Serge, a także syn Agnès, Mathieu.

Agnès Varda na rozdaniu Oscarów (Fot. Getty Images)

Punkowa babcia

Pasmo szczęścia i sukcesów Vardy przerwała śmierć jej ukochanego męża. Film „Kubuś z Nantes”, którego premiery mężczyzna nie dożył, był hołdem na jego cześć. Dziś wiadomo, że Jacques Demy był biseksualny i zmarł na AIDS. Agnès ujawniła to dopiero 20 lat po śmierci małżonka w nostalgicznym i niezwykle osobistym obrazie z 2008 roku zatytułowanym „Plaże Agnès”. Reżyserka jednak po raz kolejny pokazała swoją siłę. Nie tylko nie załamała się po stracie jednej z najbliższych osób, ale bez problemu odnalazła się też w cyfrowym świecie nowego millenium i powróciła z kolejnymi obrazami. Jeszcze przez „Plażami Agnès” nakręciła „Zbieraczy i zbieraczkę”, dokument, za który dosłownie obsypano ją nagrodami na międzynarodowych festiwalach. Ale „Punkowa babcia”, jak nazywają ją wnuki, nie zamierzała kończyć kariery. Wręcz przeciwnie, chciała robić coraz więcej. Od 2003 roku równolegle z karierą filmową zaczęła się zajmować tworzeniem instalacji artystycznych. Pokazuje w nich, jak wielki ma do siebie dystans. W „Patautopii” spacerowała po weneckich ulicach przebrana za gigantycznego ziemniaka. Z kolei w „Les Cabanes de Agnès” poddała recyclingowi taśmy filmowe użyte do nieudanego dzieła. A „Agnès de ci de la Varda” z 2011 roku jest żartobliwą kroniką jej podróży odbytych na przestrzeni dwóch lat. Całokształt twórczości Vardy został po raz pierwszy doceniony w Cannes, gdzie nagrodzono ją honorową Złotą Palmą.

Trzy lata później, w maju tego roku, Agnès wzięła udział w proteście kobiet podczas festiwalu. Wraz z Cate Blanchett stanęła na czele przedstawicielek świata kina, które nie godzą się na nierówne traktowanie podczas siedmiu dekad istnienia imprezy. 82 kobiety, które stanęły na schodach Pałacu Festiwalowego, symbolizowały liczbę reżyserek, które w ciągu ponad 70 lat istnienia imprezy miały zaszczyt stanąć na czerwonym dywanie w Cannes. Dla porównania, reżyserów było 1688. Agnès Varda była, obok Jane Campion, jedną z zaledwie dwóch reżyserek uhonorowanych Złotą Palmą. Kiedy w lutym tego samego roku Varda odbierała Honorowego Oscara za całokształt twórczości, była pierwszą reżyserką w historii tej prestiżowej nagrody. Fakt pojawienia się Agnès na okładkach czasopism adresowanych głównie do ludzi sporo od niej młodszych, jest ważnym głosem w walce przeciwko wykluczeniu osób starszych, przede wszystkim kobiet. Wszystko wskazuje na to, że Varda nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Pozostaje więc czekać na to, jakie kolejne granice przekroczy „Punkowa babcia”.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę