Znaleziono 0 artykułów
14.05.2022

„Rozmowy z przyjaciółmi”: Cisza, spokój, skrajne emocje

(Fot. Getty Images)

Allie i Joe, Joe i Allie – już niedługo imiona odtwórców głównych ról w „Rozmowach z przyjaciółmi” według Sally Rooney będą wciąż powtarzane przez fanów. Tak jak było w przypadku Daisy Edgar-Jones i Paula Mescala z „Normalnych ludzi”. Nowy miniserial na podstawie powieści irlandzkiej pisarki, podobnie jak pierwszy, zrealizował Lenny Abrahamson. Alison Oliver i Joe Alwyn, grający w wyczekiwanej serialowej adaptacji, opowiadają nam o różnych wymiarach miłości, intymności, przywiązania.

Historia, jaką opowiadacie w „Rozmowach z przyjaciółmi”, dotyczy czwórki zwyczajnych ludzi, których łączą skomplikowane relacje. Co w tej opowieści jest dla was najważniejsze?

Alison Oliver: Historie opisywane w powieściach Sally Rooney zwykle dotyczą normalnych ludzi, jakich możemy spotkać na ulicy, z którymi chodziliśmy do szkoły czy spotykamy na zakupach. Są pełne różnego rodzaju konfrontacji, sprawdzianów charakteru. Dla mnie to kwestia niezwykle intrygująca. Jednocześnie, mimo bardzo konkretnych opisów postaci, ich cech, aktorzy dostają sporo wolności przy interpretacji. Widzowie samodzielnie mogą szukać odpowiedzi na pytanie, skąd bohaterowie się wywodzą, przez co przeszli, czego szukają, za czym tęsknią. „Rozmowy…” z tej perspektywy są jednocześnie opowieścią o dorastaniu i relacjach międzyludzkich, kształtujących się na różnych etapach życia. Dlatego tak łatwo można się utożsamić z Frances, którą gram, czy z Nickiem, Bobbi albo Melissą. Oni wszyscy są bardzo autentyczni, naturalni, a przy tym związani z tym, co wszyscy dostrzegamy dookoła siebie.

Joe Alwyn: To głębokie zakorzenienie we współczesności, o którym mówi Allie, doskonale widać zarówno w twórczości Sally Rooney, jak i reżysera Lennyego Abrahamsona. W „Rozmowach…” uderzają cisza i spokój, chociaż zdarzają się też momenty nasycone skrajnymi emocjami. Zupełnie jak w prawdziwym życiu. To nie jest serial, w którym każdy odcinek kończy się jakoś specjalnie szokująco, brakuje standardowych cliffhangerów, ale wymyślony przez Sally świat zaludniony jest postaciami, które spotykamy codziennie na swojej drodze. Dlatego jej książki są aż tak popularne – pobudzają do dyskusji, z humorem i rozmysłem odpowiadają naszym współczesnym potrzebom. Myślę, że nasz miniserial też ma te cechy, podjęliśmy próbę przetłumaczenia tego literackiego języka na język wizualny. Pokazaliśmy ludzi, którzy próbują się ze sobą komunikować, ale nie zawsze im się udaje.

Codziennie obserwujemy, jak zmienia się nasze społeczeństwo. Nie wydaje wam się, że zmieniają się też koncepcja i postrzeganie miłości, związków?

Alison Oliver: Zdecydowanie. Im bardziej jesteśmy otwarci, tym oczywiście lepiej. Sally Rooney zadaje w swojej książce wiele pytań, ale nie daje wielu odpowiedzi dotyczących konceptów, które są nam wpajane od dzieciństwa, a które niekoniecznie pasują do naszych czasów. Jeśli chodzi na przykład o związek mężczyzny i kobiety jako coś uniwersalnego i, powiedzmy, zwyczajnego, na przestrzeni lat jego definicja zmieniła się całkowicie, w dalszym ciągu podlega przemianom. „Rozmowy…” pokazują, że czymś normalnym, chociaż może nie do końca tradycyjnym, jest darzenie prawdziwym uczuciem większej liczby osób. Powieść Rooney i nasz serial świetnie to pokazują.

Joe Alwyn: Wydaje mi się, że jednym z głównych powodów, dla których książka Sally jest tak szeroko komentowana, jest właśnie to, w jaki sposób omawia wyzwania związane z otwartymi związkami. W „Rozmowach…” dochodzi do zestawienia tego dość archaicznego opisu miłości ze współczesnymi drogami i metodami poszukiwania szczęścia i spełnienia. Popychamy tę rozmowę naprzód, wychodząc poza tradycyjne koncepty miłości, przyjaźni, rodziny. Staramy się być w tym po prostu prawdziwi, życiowi.

Serial „Normalni ludzie”, również w reżyserii Abrahamsona, okazał się ogromnym, szeroko komentowanym przebojem. Nie obawialiście się porównań do Daisy Edgar-Jones i Paula Mescala, odtwórców ról Marianne i Connella?

Alison Oliver: Lenny Abrahamson powiedział nam, że traktuje serial na podstawie „Rozmów z przyjaciółmi” jako kuzyna „Normalnych ludzi”. Tego rodzaju określenie wydaje mi się bardzo trafne i urocze, bo oczywiście porównań nie unikniemy ze względu choćby na autorkę powieści i właśnie Lennyego, ale też na atmosferę samego miniserialu. Jednocześnie to zupełnie inne historie, inni ludzie, inne losy. Bycie częścią zjawiska, które niektórzy nazywają już „uniwersum Rooney”, to ogromny przywilej, ale i odpowiedzialność. Jej książki są celebrowane, czytane na całym świecie, gromadzą rzesze wielbicieli. Wiadomo, że czuję niezwykłą ekscytację, ale jakieś obawy mam oczywiście.

Joe Alwyn: Dostrzegam w tematach obu historii wiele podobieństw, ale, tak jak to jest z książkami, każdy z tych seriali jest czymś innym i nowym. „Rozmowy…” to nie są „Normalni ludzie 2”. I bardzo dobrze. Oczywiście znajdujemy się w orbicie Sally Rooney i Lennyego Abrahamsona, ale te dwa projekty różną się.

Na planie „Rozmów...” mieliście do zagrania bardzo wiele trudnych, intymnych scen, przy których, co już teraz dość oczywiste, współpracowaliście z koordynatorem intymności. Jakie to było dla was doświadczenie?

Joe Alwyn: Pracowaliśmy z fenomenalną Itą OBrien. Rzeczywiście teraz obecność koordynatora intymności to już coś zupełnie zwyczajnego na planach, cały ten system jest dla aktora bardzo pomocny. Tworzymy wspólnie coś w rodzaju choreografii, niemal jak w scenach walki, w której każdy ruch tworzy osobny element historii. Razem z Lennym ustaliliśmy, że sceny seksu są przedłużeniem rozmów między bohaterami – mają jakiś swój początek i konkretny cel. W żadnym razie seks to nie jest w tej historii czysto fizyczne pożądanie czy zbliżenie. Takie mocno pragmatyczne podejście do tego aspektu naszej pracy i niezwykłe poczucie humoru Lennyego sprawiło, że nie czuliśmy się z Allie ani przez chwilę zażenowani czy zawstydzeni faktem, że musimy wejść do łóżka. Do tej pory natomiast trochę dziwne wydaje mi się, że porównuję seks do walki, ale rzeczywiście na planie do tego to się sprowadzało – a raczej do zapamiętania odpowiednich ruchów, aby ostatecznie wszystko wyszło jak najbardziej naturalnie i organicznie. Cóż mogę powiedzieć, to jest bardzo dziwna część mojej pracy, ale dość prędko przechodzi się na tym do porządku dziennego.

Alison Oliver: Bardzo istotną częścią naszych postaci jest ich seksualność. Wyrażają za pomocą fizyczności bardzo wiele emocji, to jest też jeden z wykorzystywanych przez nich sposobów komunikacji. Zarówno w książce Sally, jak i w serialu seks jest częścią opowieści, podobnie jak cały wątek ich romansu. W związku z tym i ze względu też na mnogość scen intymnych nie wyobrażam sobie, żeby na planie miało nie być koordynatora. Ita wspaniale się o nas zatroszczyła.

Wiem, że oboje czytaliście wnikliwie książkę Sally Rooney, zanim zgodziliście się wystąpić w serialu. Jakie emocje towarzyszyły wam podczas lektury? A potem na jakich cechach swoich bohaterów skupiliście się, kiedy przenosiliście charaktery tych postaci na ekran?

Joe Alwyn: Czytałem wszystkie książki Sally, do tego niemal od razu po publikacji pierwszych wydań. Najpierw polecił mi jej pierwszą powieść znajomy, a potem to już samo poszło. Od początku uznałem, że to jest rodzaj pisania, który bardzo mocno we mnie rezonuje. Jakiś czas temu obiło mi się o uszy, że realizowana jest adaptacja „Normalnych ludzi”, i pamiętam, że kiedy oglądałem serial, z tyłu głowy kołatała mi się myśl, że bardzo chętnie zagrałbym w czymś podobnym. Kilka miesięcy później usłyszałem, że powstaje serial na podstawie „Rozmów z przyjaciółmi”. Po jakimś czasie szczęśliwie znalazłem się na pokładzie. Praca z Lennym Abrahamsonem, tu cię chyba nie zaskoczę, to spełnienie marzeń. Staraliśmy się być wiernymi książce Sally, ale oczywiście pewne elementy rozwinęliśmy trochę bardziej niż inne, pojawiło się też kilka nowych wątków. Podczas pierwszej lektury „Rozmów…” miałem wrażenie, że ci bohaterowie są tacy sami jak my: skomplikowani, lekko chaotyczni, zadający sobie wciąż te same pytania. W powieści pojawiło się bardzo wiele niedopowiedzeń, które sprawiały, że cała ta historia była jeszcze bardziej prawdziwa, zmuszająca do głębszej refleksji.

Alison Oliver: Przeczytałam książkę przed samym przesłuchaniem do roli Frances i od razu się zakochałam w stylu Sally Rooney. Jako jedna z nielicznych autorek młodego pokolenia potrafi dostać się głęboko do głowy czytelnika i zostać tam na dłużej. W niezwykły sposób opisuje myśli i uczucia. Jest odważną pisarką. Potem obejrzałam „Normalnych ludzi” Lennyego Abrahamsona i zupełnie odebrało mi mowę. Lenny to najprawdziwszy skarb narodowy Irlandii. Oba te czynniki – lektura, a potem oglądanie serialu – sprawiły, że ani przez chwilę nie wahałam się przyjąć rolę. Jasne, że mam pewne obawy, jak zostanie odebrana nasza adaptacja, sama często wolę książki, ale wydaje mi się, że warto do naszego projektu podejść z otwartą głową i sercem. Mam wrażenie, że nasi Frances i Nick są wciąż tacy sami jak na kartach powieści.

Sporo rozmawialiśmy o miłości i różnych jej wymiarach. Czy sami nauczyliście się o niej czegoś nowego, realizując „Rozmowy z przyjaciółmi”?

Joe Alwyn: Może nie jest to nic bardzo odkrywczego, ale cieszę się, że w „Rozmowach…” otwarcie i dobitnie mówimy o możliwości poszukiwania szczęścia czy miłości z więcej niż jedną osobą. Jako społeczeństwo utrwalamy określone podejście do koncepcji związku i rodziny. Tymczasem, kiedy grałem w naszym serialu, dotarło do mnie, że ograniczanie komukolwiek dostępu do szczęścia jest nieludzkie. Oczywiście nic nie jest tak czarno-białe, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, i często ktoś na takim otwartym podejściu do życia może ucierpieć. Tym niemniej warto próbować szukać i w tych poszukiwaniach nie ustawać.

Alison Oliver: Dla mnie bardzo ważne było, że ani Sally w książce, ani Lenny w serialu nie traktują miłości, niestandardowych związków czy romansu jako tabu. Jest takie jedno zdanie wypowiadane przez Bobbi graną przez Sashę Lane, w którym mówi, że jest w stanie zaakceptować, że miłość jej życia spotyka się jeszcze z kimś, o ile ją też kocha. To jest właśnie kwintesencja tego specyficznego czworokąta, w którym znajdują się bohaterowie „Rozmów z przyjaciółmi”. Ten układ może otworzyć niektórym oczy i mocno zaskoczyć. Bardzo się cieszę, że opowiadamy o miłości w trochę mniej konwencjonalny sposób.

 

Światowa premiera serialu „Rozmowy z przyjaciółmi” odbędzie się 15 maja na platformie Hulu i na kanale BBC Three, a polska, prawdopodobnie z opóźnieniem, na HBO Max.

Magdalena Maksimiuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę