Znaleziono 0 artykułów
23.08.2021

W pięknym świecie pisarki Sally Rooney

Fot. East News

W zaledwie cztery lata z debiutującej autorki stała się pisarką rozpoznawalną na całym świecie. Czekając na jej trzecią książkę, rozmawiamy z Sally Rooney o literaturze i jej codzienności na irlandzkiej wsi.

Trzy lata temu wczesnym letnim popołudniem w zadrzewionym londyńskim Bloomsbury 27-letnia Sally Rooney i ja siedziałyśmy w wielkim biurze jej brytyjskiego wydawcy, Faber & Faber, omawiając mającą się wkrótce ukazać jej drugą powieść. Debiut Rooney, „Rozmowy z przyjaciółmi” – historia dwóch najlepszych przyjaciółek i cudzołożnego związku jednej z nich ze starszym, żonatym mężczyzną – ukazał się zaledwie rok wcześniej, a Rooney już zyskała status powieściopisarki, która przełamała mainstream. „Salinger dla generacji Snapchata” – tak została przedstawiona światu. (– Pamiętam, że myślałam wtedy – przyznaje Rooney – co to ten Snapchat?), a oczekiwania wobec jej następnych dzieł sięgały zenitu.

Wróćmy do 2021 roku, kiedy to jej druga powieść, „Normalni ludzie”, historia trudnej relacji dwójki milenialsów, Marianne i Connella, jak dotąd sprzedała się w ponad 3 mln egzemplarzy na całym świecie, była wychwalana przez wszystkich – od Baracka Obamy po Taylor Swift – i przetłumaczono ją na 46 języków. Późniejsza adaptacja BBC została odtworzona ponad 62 mln razy i przyniosła rozpoznawalność nowym gwiazdom, Daisy Edgar-Jones i Paulowi Mescalowi, którzy naturalnie są jej wielkimi fanami. – Chcę pochłaniać wszystko, co tworzy Sally Rooney, już zawsze! – mówi Edgar-Jones z planu jej najnowszego filmu w Nowym Orleanie. – Ona jest taka urocza i niewiarygodnie inteligentna. Joe Alwyn, brytyjski gwiazdor nadchodzącej adaptacji „Rozmów”, jest równie oczarowany. – Umysł Sally jest taki błyskotliwy – mówi. – Opisuje testowanie granic tego, jak kochamy, jak jesteśmy w stanie kochać i funkcjonować – lub też nie – w strukturach, których zostaliśmy nauczeni. I swoją niezgodę na to, żeby starannie zamykać wątki i oferować gotowe rozwiązania. Uwielbiam to.

O ile czytelnicy byli podekscytowani „Normalnymi ludźmi”, o tyle teraz nie mogą się doczekać następnej powieści Rooney „Beautiful World, Where Are You”, która zostanie wydana we wrześniu. Ale tamtego popołudnia trzy lata temu, nie mając pojęcia, co ją czeka, Rooney czuła się niepewnie. Tak naprawdę myślała, że być może nie napisze kolejnej książki. – Tak powiedziałam? – wykrzykuje dziś swoim żywym akcentem z hrabstwa Mayo, unosząc głos. Jak długo naprawdę trwała ta niepewność? – Około trzech miesięcy – odpowiada ze śmiechem.

Fot. materiały prasowe

Rooney to świetna rozmówczyni. W 2013 roku, studiując literaturę angielską na Trinity College w Dublinie, wygrała europejskie mistrzostwa debaty EUDC – i da się to wyczuć. Jest otwarta i czarująca, mistrzyni skromności, najpewniej czująca się w rozmowach teoretycznych – może cię wciągnąć, ale jeśli zechce, umie też stworzyć dystans. Na twarzy tej coraz bardziej rozpoznawalnej osoby da się dostrzec, że to częściowo instynkt samozachowawczy, a częściowo niedowierzanie, że jej codzienne życie w Castlebar może być dla kogokolwiek fascynujące. – Mogłabyś sobie wyobrażać, że uczęszczałam na wytworne imprezy w Londynie – mówi – a ja nie opuściłam wsi i nie spotykałam się z nikim przez ponad rok.

Rozglądam się po jej gabinecie w poszukiwaniu widocznych znaków jej wielkiego sukcesu, którego doświadczyła w ostatnich latach, ale biorąc pod uwagę, że określa się jako marksistka, to nie do końca styl Rooney: ubrana w brązowoszary sweter, prawie nie wyróżnia się na tle gołych beżowych ścian. Na jej serdecznym palcu pobłyskuje jednak cienka złota obrączka, oznaka intymnego ślubu w czasie zeszłorocznego lockdownu z długoletnim partnerem, Johnem Prasifką, nauczycielem matematyki, którego poznała na uniwersytecie dekadę temu. Zmieniły się też inne rzeczy. Niedawno skończyła 30 lat, a jej niegdyś ścięte na boba włosy teraz sięgają ramion (szczerze mówiąc, niesamowicie przypomina Edgar-Jones, z orzechową grzywką przysłaniającą brwi i smutnymi oczami). I stała się naprawdę sławna.

Widać, że w jej głowie, choć nie czuje się z tym komfortowo, pojawiają się często przekleństwa. Dowodem na to jest jej nowa powieść. – Na pewnym poziomie wykorzystuję tę książkę, by zbadać emocje, które mi towarzyszą, a których nie byłam wcześniej świadoma – mówi Rooney, później nawiązując do „rodzaju psychologicznej ceny”, jaką kosztował ją sukces. Rooney jest pisarką, która umie jedynie opierać się na własnym życiu i otoczeniu („z ograniczoną wyobraźnią”, jak przekornie opisuje sama siebie), i jest świadoma, że będą czynione porównania między nią i Alice, jedną z bohaterek, utalentowaną pisarką przed trzydziestką, która przeprowadziła się z Nowego Jorku do cichego irlandzkiego miasta na wybrzeżu, gdzie zmaga się ze swoim nowym statusem autorki-celebrytki. – Mam poczucie, że wiele rzeczy przeżyłam bardzo szybko, w dość krótkim czasie – mówi Rooney o ostatnich kilku latach. – Myślę, że książka uwypukla niektóre z tych wyzwań.

Dzielą nas setki mil. Ona jest w swoim domu na wsi w zachodniej Irlandii, blisko miejsca, gdzie dorastała w Castlebar – cichym mieście targowym przy jeziorze Lough Lannagh – a ja jestem we wschodnim Londynie, obie uziemione przez pandemię. Rooney powróciła do krajobrazu z dzieciństwa po krótkim pobycie w Nowym Jorku oraz wcześniejszych 10 latach spędzonych w Dublinie. Teraz osiągnęła status ulubionego kronikarza swojej generacji, w większości mieszczuchów, niemniej odkrywa, że pasuje jej życie na rozkosznej irlandzkiej wsi, z królikami i ptakami za oknem. – Miło być otoczonym naturą i czuć się przez nią odrobinę osłoniętym – mówi. – To daje mi mentalną przestrzeń, by robić to, co lubię.

Fot. East News

Historia skupia się na Alice oraz jej najlepszej przyjaciółce Eileen, wieloletniej pracownicy magazynu literackiego, i ich skomplikowanym życiu uczuciowym (w końcu to powieść Rooney), Simonie, doradcy parlamentarnym, i Felixie, magazynierze. Ale jak zwykle u Rooney fabuła jest niemal bez znaczenia. Kluczowe są rozdziały poświęcone wymianie długich filozoficznych maili między przyjaciółkami, w których wyrażają swoje opinie na ważne dla ich wieku i pokolenia tematy: ambicji, związków, tożsamości, polityki, seksu, macierzyństwa, przyjaźni, nieuchronnie zbliżającej się zagłady Ziemi. „Czyż nie jesteśmy godnymi pożałowania dziećmi urodzonymi w czasach, gdy skończył się świat?” – pisze Alice do Eileen.

Co w powieściach Rooney sprawia, że nie można o nich zapomnieć? – Gdy patrzę na własne życie czytelnicze, książki, które kompletnie mnie porwały, są osadzone w środowisku szlachty ziemskiej w XIX-wiecznej Wielkiej Brytanii, z którą zupełnie się nie utożsamiam – mówi Rooney, myśląc, dlaczego jej dzieła czytają ludzie w różnym wieku i różnych narodowości. – Ale bardzo zależy mi na ludziach z powieści Jane Austen i George Eliot. Chyba to, co może zrobić powieść, to przenieść cię do konkretnego społeczeństwa i konkretnej dynamiki relacji w sposób, który sprawia, że czujesz, jakbyś stała w drzwiach, obserwując dokładnie, co się tam dzieje.

Choć jej dwie pierwsze książki były o przejściu z wieku dojrzewania w dorosłość, „Beautiful World” jest o następnym etapie, „gdy orientujesz się, że niektóre drzwi już się za tobą zamknęły”. Duża część powieści skupia się na tym, co sprzyja pełnemu sukcesów i znaczącemu życiu – kogo ceni społeczeństwo, a kogo odrzuca? – pytania wyjątkowo trafne w dobie koronawirusa. Autorka pyta, jak ktokolwiek z nas jest w stanie żyć, mieć dzieci i być szczęśliwym, gdy mierzy się z potencjalnym politycznym i środowiskowym armagedonem. Czy Rooney, jak wielu innych, jest pochłonięta tematem zagłady? – Oczywiście, bardzo – mówi. – Ja, moi przyjaciele, moja rodzina – wszyscy czujemy się ogromnie zaniepokojeni i przestraszeni. Miejscami zadaje pytanie: – Czy powieści same w sobie są teraz cokolwiek warte? Nie daje odpowiedzi, jedynie próbę realistycznego sportretowania tego, jak ludzie, którzy są bardzo zaniepokojeni, wciąż dają radę kierować swoim życiem. – Ostatecznie ta książka jest w dużej mierze o seksie, przyjaźniach i życiu rodzinnym – mówi – i codziennych, prozaicznych pytaniach, które również są źródłem i elementem ludzkiego życia.

Enniscrone było niespotykanie ciche jak na ostatni dzień maja. Małe nadmorskie miasteczko na zachodnim wybrzeżu Irlandii zwykle huczy od wczasowiczów, ale turyści mieli dopiero zjechać się na orzeźwiające kąpiele w północnym Atlantyku i popołudnia w salonach gier. Poza grupką miejscowych zbierających śmieci z plaży niewiele osób mogło zobaczyć Rooney idącą wśród wysokiej trawy po wydmie, żeby zapozować do portretu dla „Vogue’a”. Co oczywiście bardzo jej odpowiadało. – Czuję się bardzo niezręcznie w takich sytuacjach – mówi o byciu fotografowaną. – Zupełnie jakbym nie wiedziała, co zrobić z rękami.

Fot. materiały prasowe

Jako dziecko Rooney spędzała tu wakacje z rodziną. – To jedno z niewielu miast, które wykorzystałam jako fikcyjne miejsce zdarzeń w książce. Uwielbiam to miejsce. Dorastała 40 minut drogi samochodem stąd, z dwójką rodzeństwa i rodzicami. Jej matka prowadziła lokalne kółko plastyczne, a ojciec był technikiem w irlandzkiej państwowej firmie telekomunikacyjnej (została sprywatyzowana w 1999 roku). Jej rodzice byli nienasyconymi czytelnikami, ale nie mieli powiązań literackich. – Żadne z nich nie było nastawione na sukces – mówi Rooney. – Byli szczęśliwi, gdy ich dzieci były szczęśliwe, a jeśli którekolwiek z nas chciało być pisarzem lub kimkolwiek innym, mówili: „Rób, cokolwiek cię uszczęśliwi, skarbie. Spełniaj swoje marzenia”.

Sally jest osobą, która pisała całe życie, bez względu na to, czy było to publikowane, czy nie. Jej przyjaciółka, również pisarka, Nicole Flattery mówi mi: – Wyobrażam sobie, że niepisanie byłoby dla niej dziwne. To prawda. Rooney skończyła swoją pierwszą (niewydaną) powieść w wieku 15 lat i dołączyła do grupy kreatywnego pisania, ale szkoła nigdy nie była dla niej: dojrzewanie, niechęć do podporządkowania się i zadania domowe ją zniechęciły. Dopiero po 20. roku życia zaczęła pisać jak należy i z zapałem. Jednocześnie kończąc swoją pracę magisterską z literatury amerykańskiej, napisała 100 tys. słów „Rozmów” w trzy miesiące. Jednak nie przewidywała, że zostanie pisarką: – Po prostu przeżywałam każdy dzień, wstając o poranku, kontynuując żmudne pisanie książki i ufając, że wszystko będzie dobrze – powiedziała mi w 2018 roku. – Nie miałam żadnych planów na zrobienie kariery. Kiedy agentka literacka Tracy Bohdan z agencji The Wylie Agency przeczytała esej o działalności w kółku dyskusyjnym, który Rooney opublikowała w 2015, zapytała o rękopis. W następnym roku „Rozmowy” momentalnie się wyprzedały.

Byłoby łatwo założyć, że Rooney, jak bohaterka „Normalnych ludzi”, Marianne, pochodzi z zamożnego środowiska, jednak to nieprawda. Największą zmianą w jej życiu, od kiedy zaczęła pisać powieści, jest posiadanie pieniądzy. – To coś, czego nie miałam, a mam teraz, i co ułatwiło mi życie w każdy możliwy sposób, tak jak oczywiście może to uczynić posiadanie pieniędzy. Marksistowska polityka Rooney od dawna pojawiała się w jej prozie i na jej koncie na Twitterze, które niedawno usunęła. (– Gdy na początku wspominałam o marksizmie – mówi Eileen z „Beautiful World” – ludzie się ze mnie śmiali. Teraz mówią o nim wszyscy.) Jako nastolatka i młoda kobieta Rooney czuła, że główne partie polityczne w Irlandii nie mają jej nic do zaoferowania, choć teraz – po wygranych referendach na temat małżeństw jednopłciowych i aborcji – czuje się większą optymistką. – Jest o wiele więcej prawdziwej debaty, a sposób, w jaki dyskutujemy, wydaje się treściwy, pełen wyzwań i ekscytujący – mówi.

Fot. Getty Images

Jej kraj głośno przechodzi przez szczególnie płodny literacko okres, z wieloma młodymi kobietami – między innymi Naoise Dolan, Megan Nolan, Niamh Campbell – nieuchronnie zachwalanymi jako „nowe Sally Rooney” – za ich współczesne historie o dorastaniu z motywem seksu, miłości i pracy. W kwietniu przyszłego roku jej szwagierka, Catherine Prasifka, wyda swoją debiutancką powieść „None of This Is Serious”. – Gdy patrzysz na to, jak literatura rozwinęła się w szerszym historycznym spojrzeniu, zawsze znajdą się grupy pisarzy konwersujące ze sobą – mówi Rooney. – Wymieniające listy... chodzące do tych samych kawiarni... czytające wzajemnie swoje prace. Dokładnie tak poznały się Flattery i Rooney. Po przedstawieniu ich sobie przez wydawcę „The Stinging Fly”, prestiżowego dublińskiego magazynu literackiego, dla którego Rooney publikowała w dwóch wydaniach w 2018 roku, kobiety spotkały się i wymieniły swoimi pracami. – Jednym z powodów, dla których Irlandia tak dobrze sobie radzi, jest to, że mamy przestrzeń, która zachęca i wspiera pisarzy – mówi Flattery. – I nie jest zamknięta. Nigdy nie czuję się onieśmielona.

Przez lata Rooney była stałą bywalczynią premier książek i wieczorów poetyckich w Dublinie. Kiedy została członkiem Cullman Center w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej w 2019 roku, był to pierwszy raz, gdy opuściła Irlandię na dłużej niż miesiąc. – Tęskniłam za domem, co mnie właściwie zaskoczyło. Gdy byłam młodą dziewczyną, myślałam: „nie mogę się doczekać, aż zamieszkam w Nowym Jorku” – kwili, naśladując niedojrzały głos nastolatki. – Cóż, okazuje się, że mogłam czekać i czekałam długo. A potem, gdy tam dotarłam, chciałam wrócić do domu. Mimo że to piękne miasto.

Gdy zaczęto zamykać granice wiosną zeszłego roku, Rooney i Prasifka podjęli decyzję o powrocie do domu. – Oboje jesteśmy bardzo blisko z naszymi rodzinami – powiedziała. – Czuliśmy, że to ważne, byśmy tu byli. Lockdown nieuchronnie zawęził nasze życia, ale codzienność Rooney wiele się nie zmieniła. Każdego poranka, gdy John wychodzi nauczać w pobliskiej szkole średniej, ona robi kawę i śniadanie, potem rozwiązuje sudoku lub gra w szachy online, a następnie siada na kanapie, by pisać (– Mam swego rodzaju pracownię, w której mogę usiąść wyprostowana – mówi. – Ale lubię leżeć na kanapie, to jedno z moich ulubionych miejsc do pracy). Wieczorem ona i John jedzą kolację i oglądają filmy. Sally wciąż odczuwa brak wieczornych imprez, choć krąg jej znajomych jest niewielki. – Nie jestem osobą popularną – mówi, wyliczając jedynie czterech lub pięciu przyjaciół, którzy znają ją naprawdę dobrze. Utrzymują kontakt mailowy. – Pamiętam, że ktoś powiedział mi, gdy „Rozmowy z przyjaciółmi” się ukazały: „O, to naprawdę retro, że oni mailują” – mówi ze śmiechem. – Ja na to: „Jak to? Ja uwielbiam mailować”.

Fot. materiały prasowe

Adaptacja telewizyjna „Rozmów” jest w trakcie produkcji pod okiem reżysera „Normalnych ludzi” Lenny’ego Abrahamsona. Choć pracowała nad scenariuszem pierwszego serialu, Rooney tym razem trzyma się z daleka – mówi, że kończenie książki i przeprowadzka spowodowały, że tym razem nie mogła się zaangażować. Poza tym Abrahamsona uważa za geniusza. – Byłam pewna, że to, co zamierzał zrobić, będzie czymś interesującym i świeżym. Serial ukaże się w przyszłym roku, zagrają w nim Joe Alwyn i Jemima Kirke jako trzydziestoparoletnia para Nick i Melissa oraz Sasha Lane i nowa twarz – Alison Oliver. Jeśli myśleliście, że w „Normalnych ludziach” jest dużo seksu, to biorąc pod uwagę, że „Rozmowy” są powieścią o romansie i zdradzie, to tu również nie będzie go brakowało.

Jej podejście jest totalnie nowoczesne – mówi mi Alwyn. Nowa powieść bez wątpienia rozkręci na nowo szum medialny wokół Rooney. Ma kolejną książkę do napisania, ale po raz pierwszy od dawna obiecuje, że zrobi sobie przerwę, choć jak dotąd udowadniała, że nie jest w tym najlepsza. – Bądźmy szczerzy – mówi ze śmiertelną powagą – nie jestem zbyt wyluzowana.

Może tym razem będzie. Chociaż sława jej ciąży. Odeszła z Twittera – nie wierzy, by była to platforma dla pisarzy i „jest niepewna społecznie, żeby publikować tweety”. Wciąż „podgląda przyczajona”, jak mówi ze śmiechem, i bez widzi wzburzenie pojawiające się, gdy, przykładowo, partnerka Alwyna, Taylor Swift, publicznie chwali jej pracę. – Czuję, że musi być wielu ludzi, którzy są źli na mnie za to, że dużo się o mnie mówi, i myślę sobie: „Przepraszam! Nie umiem tego powstrzymać!” – mówi zawstydzona.

To szczere. Dyskomfort Rooney powodowany sławą, jej konsternacja tym, że ktokolwiek jest zafascynowany kobietą, która pisze na swojej kanapie i żyje z nauczycielem na irlandzkiej wsi, w towarzystwie wyłącznie ptaków i królików, jest prawdziwa. Być może w ostatecznym rozrachunku odpowiedź znajdziemy w jej nowej powieści. Tak jak Eileen wykłada w jednym z długich, mądrych maili do Alice, problem w tym, że wszyscy uważamy siebie nawzajem za zbyt interesujących. „I to kocham w ludziach – pisze – i tak naprawdę to główny powód, dla którego kibicuję naszemu przetrwaniu – bo tak głupiejemy na swoim punkcie”.

Światowa premiera „Beautiful World, Where Are You” autorstwa Sally Rooney 7 września.

Artykuł ukazał się oryginalnie na Vogue.co.uk.

Olivia Marks
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę