Znaleziono 0 artykułów
09.05.2021

Atelier September: wyjątkowa restauracja w Kopenhadze

(Fot. Mateusz Grzelak dla Vogue Polska)

Do Atelier September wchodzi się jak do rodzinnej jadalni. Kucharze uwijają się, na drewnianych starych stołach rozstawiają dania – jak zawsze wegetariańskie. Szef kuchni Frederik Bille Brahe dostarcza też catering na sesje zdjęciowe, a to dzięki żonie, modelce Caroline Brasch Nielsen. Prowadzą jeszcze Kafeterię w Narodowej Galerii Sztuki oraz Apollo Bar & Kantine w Kunsthal Charlottenborg – tam z kolei można się poczuć jak w domu sąsiadującym przez szklaną ścianę z muzeum. 

Gołym okiem widać, że się lubią – po sześciu latach związku, przy dwójce malutkich dzieci (córka Sonya ma dwa lata, syn Axel – trzy miesiące) i po niedawnym przechorowaniu covidu wcale nie jest to takie oczywiste. Caroline jest nadal przeziębiona, więc rolę głównego rozmówcy przyjmuje Frederik. Jest od żony dekadę starszy, ale dorównuje jej młodzieńczością i entuzjazmem. Ich drogi przecięły się, kiedy Caroline wynajęła w Kopenhadze mieszkanie nieopodal Atelier September – pierwszego bistro Frederika. W jego knajpie umówiła się z projektantką biżuterii Sophie Bille Brahe, by porozmawiać o szczegółach współpracy. Sophie okazała się siostrą szefa kuchni. – Tak naprawdę ciągle na siebie wpadaliśmy – opowiada Caroline. Jednak to ta pierwsza wizyta w restauracji – podobnie jak kiedyś kolejka po pizzę, w której 15-letnią Caroline wypatrzył skaut agencji modelek Elite Copenhagen – zadecydowała o przyszłości. 

– Frederik od razu wydał mi się kimś wyjątkowym. Momentalnie poczułam z nim silną więź, spodobał mi się, chociaż wcale go nie znałam – mówi. Choć była już wtedy gwiazdą: miała na koncie sesje dla brytyjskiego czy francuskiego „Vogue’a”, „Interview” albo „Cover”, pojawiała się na paryskich pokazach Balenciagi, Driesa van Notena czy Celine – on nie miał pojęcia, kim jest. 

(Fot. Mateusz Grzelak dla Vogue Polska)

– Pamiętam pierwszą myśl, jaka przeszła mi przez głowę, gdy zobaczyłem ją w drzwiach mojej restauracji: Czy to chłopak czy dziewczyna? – wyznaje Frederik, a Caroline wykrzykuje, że nigdy jej o tym nie mówił. Tak go zaintrygowała, że od razu przepytał współpracowników, którzy, rzecz jasna, doskonale się orientowali. – Byłem wtedy żonaty, więc moje zainteresowanie miało silny posmak zakazanego owocu – przyznaje Frederik. Jednak to emocje zwyciężyły nad rozumem. Dlatego już wkrótce para zaczęła się spotykać, a raczej latać do siebie przez ocean na brzmiące dziś nader ekscentrycznie randki w nowojorskim bistro Estela (kiedy Frederikowi udawało się złapać piątkowy wieczorny lot do Stanów) czy – przy okazji zleceń Caroline dla Chanel w Paryżu – w trzygwiazdkowej wegetariańskiej restauracji Arpège.

Choć różnią się od siebie pochodzeniem – Caroline dorastała na farmie wśród koni, otoczona naturą, natomiast Frederik jest potomkiem znamienitego duńskiego rodu, wśród przodków ma chociażby XVI-wiecznego astronoma i alchemika Tycho Brahe – twierdzą, że są do siebie podobni. (…)

Jemu ta ciekawość pozwoliła najpierw poznać od zaplecza duńską scenę kulinarną, gdzie zaczynał od pracy pomywacza, potem stażować w Londynie, by tam zachwycić się imprezami rave i z sukcesem przenieść je na kopenhaski grunt, a następnie otworzyć wytwórnię muzyczną. Po to tylko, by koniec końców uznać, że jednak celem jego drogi jest gotowanie. (…)

(Fot. Mateusz Grzelak dla Vogue Polska)

Osiem lat temu otworzył Atelier September w centrum Kopenhagi, z ograniczenia, jakim był początkowy brak koncesji na alkohol i konieczność funkcjonowania tylko w godzinach 7-19, uczynił siłę. Chciał pokazać szacunek dla produktu właściwy wysokiemu gotowaniu w prostych, przystępnych połączeniach. Wygrał – bo trend na fine dining właśnie zaczął się odwracać. Dziś prowadzi jeszcze Apollo Bar & Kantine w Kunsthal Charlottenborg oraz Kafeterię w Narodowej Galerii Sztuki i we wszystkich trzech miejscach hołduje myśleniu o serwowanych daniach jako o tym, co ma nas odżywiać, być lekkie, smaczne i w dużej mierze oparte na warzywach. W grudniu wystartował z rzemieślniczą piekarnią Sofi w Berlinie, gdzie stara się przekonać klientów, że smak chleba i prostych wypieków zależy od dobrych bazowych składników, w tym przypadku – zbóż. W planie ma dwie kolejne knajpy w stolicy Niemiec, otwierane we współpracy z Clausem Sendlingerem, twórcą sieci Design Hotels i grupy Slow. 

Ją z pokazów największych domów mody ciekawość i pandemia, podczas której miała mniej zleceń, skierowały w stronę pracy z ubraniami. Zaczęła od własnego sklepu vintage na Instagramie, przez linię torebek, po współpracę z marką Binné, przetwarzającą ciuchy z drugiej ręki czy z resztek magazynowych w wygodne acz szykowne okrycia, swetry i dodatki.

Czy ona miała wpływ na jego pracę? Jak najbardziej – odkąd Frederik Bille Brahe zaczął pojawiać się w towarzystwie najsłynniejszej duńskiej topmodelki, drugiej po Helenie Christensen, świat mody stanął przed nim otworem. – Zaczęto zapraszać mnie do współpracy, zlecać cateringi na sesje, bo wszyscy kochają pracować z Caroline, i to na całym świecie. Jest po prostu niezwykle skromną i cudną osobą, której świat mody nie zawrócił w głowie – wychwala żonę Frederik. 


Cały tekst znajdziecie w kwietniowo-majowym wydaniu magazynu „Vogue Polska”. Do kupienia w salonach prasowych i z dostawą do domu na Vogue.pl.

Vogue Polska, kwiecień-maj 2021 (Fot. Branislav Simoncik)

 

Agata Michalak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę