Znaleziono 0 artykułów
09.01.2021

Demi Moore: Sztuka przetrwania

Demi Moore, 2018 r. (Fot. Getty Images)

Jej historia sama w sobie nadaje się na film, a zaczyna się jak typowa amerykańska biografia – małe miasteczko, życie w drodze. Szybko jednak okazuje się, że nic nie jest zwyczajne ani przewidywalne. Dzieciństwu daleko jest do idylli, a dorastanie kończy okrutna zdrada matki. Nawet największe filmowe sukcesy okazują się równie nietrwałe, co związki, które miały trwać wiecznie. 50. urodziny jedna z największych gwiazd Hollywood obchodziła w samotności. To gorzka historia, którą powinni przeczytać wszyscy, którzy wierzą w blask Hollywood.

Urodziła się w 1961 r. w małym miasteczku Roswell, sławnym dzięki rzekomej wizycie kosmitów. Ojciec pracował jako sprzedawca reklam w lokalnej gazecie, matka zarabiała dorywczo, bo głównie zajmowała się domem. Ojciec „odreagowywał stres” w barach, bójkach, romansach. Gdy narażał się zbyt wielu osobom, z dnia na dzień rzucał pracę, pakował rodzinę i jechali. Nikt nie myślał, co będzie ze szkołą Demi i jej młodszego o pięć lat brata Morgana, ich relacjami z rówieśnikami czy poczuciem bezpieczeństwa.

„Obliczyliśmy z bratem, że w dzieciństwie chodziliśmy do co najmniej dwóch – czasem więcej – szkół rocznie. Dopiero wiele lat później zrozumiałam, że inni nie żyją w taki sposób. Kiedy słyszę, że ktoś ma przyjaciół jeszcze z przedszkola, nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić” – pisze Moore w autobiografii.

Demi Moore (Fot. Getty Images)

Matka, do której zwracała się po imieniu – Ginny, też nie była stabilnym gruntem. Uzależniona finansowo i emocjonalnie od partnera odtwarzała role kobiety, jaką znała ze swojego dorastania. Łaknęła miłości, wybierając labilnych i niedostępnych emocjonalnie mężczyzn. Żyła w permanentnym stresie i poczuciu odrzucenia. Jako ofiara przemocy psychicznej i fizycznej „wołała o pomoc”, przedawkowując leki nasenne, a kiedy po jednej z wielu prób samobójczych zdobyła się na rozstanie, uciekła w ramiona psychiatry, który miał prowadzić jej terapię.

Jako dorastające dzieciaki Demi i jej brat przeżyli uprowadzenie przez zdesperowanego ojca, niezliczone zmiany partnerów Ginny i rozdzielenie. Rodzice zadecydowali, że Morgan zamieszka z ojcem. Niedługo później Demi odkryła, że nie była biologiczną córką mężczyzny, do którego od zawsze mówiła „tato”. Jej prawdziwy ojciec, wcześniejszy mąż Ginny, lotnik amerykańskich sił powietrznych, żył w Roswell z nową rodziną i zupełnie się nią nie interesował.

Do problemów w domu dołożyły się komplikacje ze zdrowiem. Zez we wczesnym dzieciństwie i niewydolność nerek leczona sterydami, przez które Demi puchła, skutecznie podkopały kruchą pewność siebie nastolatki. Ale paradoksalnie właśnie te regularne pobyty w szpitalu, zapisały się w jej pamięci jako momenty triumfu. Cierpiała fizycznie, ale kiedy tylko stawała się przykładną pacjentką, w zamian dostawała czułość i troskę od rodziny i personelu. W jej codziennym życiu nie było na to miejsca.

Demi Moore, 1984 r. (Fot. Getty Images)

Los Angeles: To nie jest miasto dla młodych kobiet

Gdy po rozwodzie rodziców zamieszkała z matką w skromnym apartamencie w Los Angeles, miała 15 lat. Zaprzyjaźniła się z o rok starszą dziewczyną z sąsiedztwa, jak się okazało, aktorką. Nastasia Kinsky zagrała już w czterech filmach i przygotowywała się właśnie do kolejnego. Moore zafascynowała się jej światem. Imponowała jej niezależność Nastasi, która utrzymywała siebie i matkę, wzbudzała powszechny zachwyt i miała pasjonujące życie pełne podróży i przygód. Demi postanowiła pójść w jej ślady.

Towarzyszyła przyjaciółce na każdym kroku – na lekcjach tańca i nieformalnym spotkaniu ze znanym reżyserem. „Kilka tygodni późnej sam się do mnie odezwał i poszłam na drugą kolację, na którą zabrałam mamę. Przy obu okazjach zachowywał się jak dżentelmen, ale miał na koncie wyrok za uprawianie seksu z trzynastolatką” – opisuje spotkanie z Romanem Polańskim.

Niedługo potem Polański wyjechał do Francji, uciekając przed więzieniem. Demi została w Los Angeles, które – co wiemy dzięki akcji MeToo – nie było wówczas miastem dla młodych kobiet. „Wierzcie lub nie, w moim świecie związki [mężczyzn – przyp. red.] z nieletnimi były normą” – pisze. Nie uniknęła przemocy, a odpowiedzialnością za gwałt obarcza przede wszystkim swoją matkę.

Ginny traktowała córkę jak koleżankę „Ona ubierała się jak nastolatka – w miniówy i topy z głębokim dekoltem, a ja nastolatką się właśnie stawałam” – wspomina. Chodziły razem na drinka do baru albo imprezy nad basenem. Ginny lubiła przyciągać męskie towarzystwo, flirtowała. Jeśli 50-letni mężczyzna interesował się nie tylko nią, lecz także 15-letnią córką, nie stawała mu na drodze. Jeden z „przyjaciół matki” zapraszał Demi na lunche, odbierał ze szkoły po zajęciach, a pewnego dnia czekał na nią w pustym mieszkaniu. Skąd miał klucze? Gdzie była Ginny? Dlaczego uważał, że jest bezkarny? „Poczułam, że tkwię w pułapce we własnym domu z mężczyzną trzy razy ode mnie starszym i dwa razy większym. A potem mnie zgwałcił” – wyznaje. Uważa, że matka prawdopodobnie zaaranżowała tę sytuację w zamian za 500 dolarów.

Emilio Estevez i Demi Moore, 1986 r. (Fot. Getty Images)

Droga ku dorosłości

Od tej pory bezpieczeństwa i miłości szukała w ramionach chłopców. Punkowy wokalista Freddy, który zawrócił jej w głowie, stał się mężem, jak uzna później Demi, zbyt szybko – miał być pocieszeniem po samobójczej śmierci ojczyma. Z Freddym czuła się beztroska – pisała piosenki, wystąpiła w teledysku i bawiła się na imprezach. Jednocześnie próbowała jakoś wiązać koniec z końcem, rozwijając karierę początkującej modelki. I choć podpisała kontrakt z ważną agencją modelek Elite, popełniała błędy. Wzięła na przykład udział w rozbieranej sesji dla magazynu „Oui”. Tłumaczyła się z tego jeszcze u szczytu sławy.

W kinie zadebiutowała w wieku 19 lat. Mała rólka w filmie „Wybór” z 1981 r. określiła specyfikę produkcji, na których zbudowała nazwisko – dramaty miłosne adresowane do nastolatków. Na ekranie, jak w życiu, była niepokorna, seksowna, tajemnicza. Im bardziej kariera nabierała tempa, tym bardziej chwiało się życie prywatne. Angaż do serialu „Szpital miejski” oznaczał stałą, ale wymagającą pracę na planie. Paraliżującą presję i emocjonalną samotność koiła romansami, alkoholem i kokainą. W wieku 21 lat trafiła na odwyk, to był warunek producentów „Ogni świętego Elma”, którzy widzieli w niej wielki talent, ale obawiali się autodestrukcji. Udział w filmie dał jej rozpoznawalność i, na długi czas, abstynencję.

Miłość: ten wspaniały Bruce Willis

Kolejny etap w życiu, który w książce nazywa Sukcesem, wyznaczał rytm ważnych związków i blockbusterów. Po pół roku randkowania przyjęła oświadczyny Emilia Esteza. Miała zamieszkać w willi nad oceanem, ale termin ślubu przesuwał się w nieskończoność. Emilio wyjeżdżał, flirtował, a zainteresowanie narzeczoną odzyskiwał dopiero, kiedy ta wyprowadzała się i zmieniała status związku na sentymentalną przyjaźń. Ich związek ostatecznie przecięło wspólne wyjście na imprezę, na której Demi poznała Bruce’a Willisa.

Bruce Willis i Demi Moore, 1986 r. (Fot. Getty Images)

Towarzyski, męski i błyskotliwy, a jak się wkrótce przekonała, ciepły i rodzinny Bruce, był wtedy gwiazdą serialu „Na wariackich papierach”.

„Czułam się przy nim jak księżniczka. Żył na całego, a wkrótce ja także. Wywodził się ze skromnej rodziny i teraz, kiedy mu się powiodło, chciał mieć wszystko, co najlepsze”. Bywali w najmodniejszych klubach i restauracjach, na koncerty, walki bokserskie czy krótkie wypady do Europy latali prywatnym samolotem. Ich miłość była ognista i bardzo medialna, gdziekolwiek się ruszyli elektryzowali paparazzich. Demi znów przyjęła oświadczyny, ale tym razem zdecydowała się założyć rodzinę. „W noc poślubną, 21 listopada 1987 r., w hotelu Golden Nugget zaszłam w ciążę (Tak jest: Vegas. Ciąża. Można wyciągnąć dziewczynę z Rosewell, ale najwyraźniej dziewczyny z Roswell nie wyciągniesz)” –żartuje w autobiografii.

Zamieszkali na uboczu, w dolinie Wood River w Idaho, z okien widzieli panoramę gór. Rodzinną sielankę co prawda zakłócały wieści od Ginny, która rozchwiana emocjonalnie nadużywała leków i sprzedawała brukowcom zdjęcia wnuczki i zięcia, ale związek Demi i Bruce’a był wtedy bardzo mocny. Nie osłabiły go nawet zawodowe ambicje obydwojga.

Po pierwszej ciąży Moore szybko odzyskała kondycję i razem z kilkumiesięczną córką Rumer wyjeżdżała na długie plany zdjęciowe. A wyzwania miała ambitne. W „Nie jesteśmy aniołami” grała z Robertem De Niro i Seanem Peanem. Do „Uwierz w ducha” uczyła się grać minimalistycznie, wyrażając najtrudniejsze w kinie emocje, takie jak smutek, ból czy tęsknota. „Nauczyłam się też oddychać, co pozwoliło mi uwolnić emocje i podchodzić do nich w zdrowy sposób. Zaczęłam też szerzej na siebie patrzeć” – wspomina Moore. Za rolę dostała nominację do Złotego Globu.

Demi Moore, 1993 rok (Fot. Getty Images)

Walka z ciałem

Kariera Bruce’a też rozkręcała się w zawrotnym tempie, mimo to Demi zaszła w drugą ciążę, z drugą córką – Scut. Witalność i spokój, jaki ją wypełniały, uwieczniła Annie Leibovitz na słynnej okładce „Vanity Fair” z sierpnia 1991 r. Demi ubrana tylko w biżuterię obejmuje swój wielki ciążowy brzuch. Kilka miesięcy potem znów podda się katorżniczej diecie i treningom. Brawurowo wraca na plan „Ludzi honoru”, a nieco później „Niemoralnej propozycji”. W drugim filmie jest dużo erotycznych scen, co dla Demi oznaczało, że jej ciało będzie oceniane. „Przestałam przyjmować węglowodany, biegałam, jeździłam na rowerze, ćwiczyłam na każdej możliwej maszynie w siłowni”. Dla reżysera i tak okazała się zbyt koścista, a od agentki usłyszała: „Adrien cię zwolni, jeśli nie przytyjesz co najmniej pięć kilo”. Dla Moore, świadomej zaburzeń odżywiania, to była katastrofa. „Nie wiesz, o co mnie prosisz. To jakby narkomanowi powiedzieć „Idź się naćpaj” – odpowiedziała i postawiła na swoim. Mogła sobie na to pozwolić, miała już status wielkiej gwiazdy.

Moore nie chciała rezygnować z niczego. Po raz trzeci zaszła w ciążę i wciąż grała w filmach. W 1995 r. została ogłoszona najlepiej zarabiającą aktorką Hollywood, a rok później poruszyła widzów główną rolą w „Striptizie”. W wywiadach powtarzała, że jako matkę bardzo ujęła ją historia kobiety, która dla dzieci jest w stanie zrobić wszystko, ale świat nie był gotowy na obraz kobiety sukcesu, która pokazuje się nago. Krytykowano Demi Moore za to, że tańczy topless, wyliczano, że już po raz szósty pokazała piersi na ekranie. Informacja, że za rolę dostała rekordową gażę 12 mln dolarów, tylko podsycała zawiść. Nikogo nie obchodziło, że Bruce Willis zainkasował 20 mln dolarów za rolę w „Szklanej pułapce”. „Striptiz” nie przyniósł spodziewanych zysków, rozczarował krytyków, podobnie jak kolejna realizacja – „G.I. Jane”. Do filmu, w którym Demi wcieliła się w żołnierkę przygotowała się na treningach amerykańskiej marynarki wojennej. Widzowie, którzy kojarzyli Demi Moore z miękkością i erotyzmem, poczuli się zdezorientowani.

„W pierwszym filmie rzekomo zdradziłam kobiety, w drugim mężczyzn. (…) Nikt nie zamierza mi tego wybaczyć” – podsumowuje.

Bruce Willis i Demi Moore, 1989 (Fot. Getty Images)

Czas rozstań

Wielki wysiłek łączenia życia rodzinnego z pracą nie został nagrodzony. Presja i krytyka stały się dla Demi dotkliwe, zwłaszcza że Bruce zaangażowany w projekty filmowe był w domu nieobecny. Ginny, z którą Demi zerwała kontakt, umierała na nowotwór. „Gdy postanowiłam zaopiekować się matką pod koniec jej życia, moja rana zaczęła się zasklepiać” – pisze. Po czułym i symbolicznym pożegnaniu poczuła się oczyszczona i gotowa do dojrzałych kroków. Musiała uporządkować sprawy z Bruce’em i zająć się córkami.

Demi czuła, że jej partner albo miał wątpliwości co do swojej roli, albo stracił czułość do żony. „W końcu moja bezsilność przerodziła się w głęboką urazę. Wszyscy chcemy, żeby ktoś nas pragnął i rozwiewał wszystkie nasze obawy” – pisze. Broniła się samowystarczalnością, ale po pewnym czasie zrozumiała, że żyją osobno, a małżeństwo zamiast wzmacniać, staje się więzieniem. Uwolniła go więc z klatki, zachowując przyjacielskie relacje i przez trzy lata prowadziła nieśpieszne życie z dziećmi w Idaho.

Bruce Willis i Demi Moore, 1996 r. (Fot. Getty Images)

Drugie życie

Dopiero w 2003 r. przyjęła propozycję roli w „Aniołkach Charliego” i kiedy wróciła do dawnego intensywnego rytmu – wyjazdów, spotkań, sesji zdjęciowych, przygotowań – spotkała nową miłość. Ashton Kutcher był o 15 lat młodszy, pochodził z Idaho i zdobył rozpoznawalność po serialu „Różowe lata 70.”. Już w pierwszej rozmowie przełamał stereotyp. Okazał się skromnym, pracowitym i wrażliwym mężczyzną. Ujął ją swoją prostodusznością, zaś kiedy poznał jej córki i wkomponował się w patchworkową rodzinę, rozkochał w sobie bez reszty. „Zawsze pragnęłam takiej miłości – czystej, prostej, głębokiej. Wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej byłam świadoma swoich potrzeb i wyglądało na to, że życie właśnie je spełnia” – wspomina Moore.

Przy Ashtonie wreszcie zaakceptowała swoje ciało i wiek, choć, gdy zapragnęła jeszcze raz zajść w ciążę, okazało się, że coś jej jednak ucieka. Przy partnerze, który zgadzał się zaopiekować się domem i dziećmi, gdy ona będzie na planie filmu, znów czuła, że żyje pełnią życia. Bawiła się i przekraczała granice, do których nie powinna się zbliżać. Znów zdarzało się jej wypić drinka i stracić kontrolę na przyjęciu. Znów pojawiły się narkotyki, ale odbył się też ślub. Kochała i była kochana, w najczulszy, opiekuńczy sposób. Kiedy rano znajdowała na lodówce liściki od ukochanego, wierzyła, że tym razem wszystko będzie trwać szczęśliwie.

 Ashton Kutcher i Demi Moore, 2011 r. (Fot. Getty Images)

W końcu jednak przyszedł kryzys, którego nie udźwignęli. Metody zapłodnienia in vitro nie przynosiły rezultatu, zorientowała się, że ma problem z lekarstwami przeciwbólowymi, od których się uzależnia, i mąż jej w tej walce nie wspierał. Prasa donosiła o zdradach Kutchera, on już nie okazywał czułości, lecz chłód.

Tym razem Demi nie odpuszczała, miała zbyt wiele do stracenia. Była gotowa na kompromisy, ale kiedy zgodziła się na trójkąt, poczuła, że straciła partnera. „Sens monogamii polega na tym, że w zamian za energię, którą drugi człowiek decyduje się poświęcić wyłącznie tobie, rezerwujesz dla niego wyjątkowe miejsce w swoim życiu, którego nie może zająć nikt inny. Kiedy pojawia się kolejna osoba, tracisz swoją uświęconą pozycję”. Jesienią 2011 r. Demi i Ashton rozstali się.

Zamiast zakończenia

Demi nie była na to przygotowana. Smutek zagłuszała alkoholem i narkotykami. Przeraziła swoje córki, z bezsilności zerwały z nią kontakt. Praca, nawet na nowych polach, takich jak produkcja dla telewizji, nie była już dla niej wyzwaniem. Została sama. Miała pieniądze i niezależność, ale żeby utrzymać się przy życiu, poszła na terapię. „Telefon milczał w Boże Narodzenie, w moje 50. urodziny, w Dzień Matki. Nie dostałam żadnych e-maili. Żadnego kontaktu” – wspomina czas samotnej pracy nad sobą. Tak było prawie trzy lata.

Demi Moore, 2019 r. (Fot. Getty Images)

W autobiografii Demi Moore podzieliła swoje życie na trzy etapy. Pierwszy – dorastanie – zatytułowała „Sztuka przetrwania”, wczesne dorosłe życie – „Sukces”, a rozdział o dojrzałości „Poddanie się”.  Aktorka, która w tym roku będzie obchodzić 60. urodziny, nie stawia sobie pomnika, tylko dekonstruuje mit. Opisuje lęki i frustracje. Ujawnia ciemne zakamarki dzieciństwa i bardzo intymne problemy, jak zaburzone relacje z matką czy wielkie pragnienie romantycznej miłości, które do tej pory napędzało jej życie. Możemy spekulować, czy ulegała mu zbyt lekkomyślnie, czy Hollywood był jej wielką szansą na lepsze życie, czy pułapką. Ale mnie najbardziej interesuje, kim będzie Demi Moore za 10 i 20 lat.  Jak nazwie czwarty fragment swojej opowieści?

Wydając w 2019 r. bestseller, odzyskała swoje miejsce w panteonie gwiazd. Znów budzi zainteresowanie filmu i mediów, może właśnie dlatego, że w książce radykalnie zrywa z wizerunkiem najpiękniejszej, najbogatszej i najbardziej rodzinnej gwiazdy Hollywood.

Tymczasem możemy oglądać jej pandemiczne filmy, na których wygłupia się razem ze swoim patchworkowym składem w pasiastych piżamach, udowadniając całemu światu, że nauczyła się żyć tu i teraz. Nie chowa urazy ani nie karmi się oczekiwaniami. Kocha i jest kochana, choć ta miłość mieni się różnymi odcieniami.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Demi Moore „Intymnie. Moje wspomnienia”, tłumaczenie Dariusz Żukowski, wyd. Agora

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę