Znaleziono 0 artykułów
03.11.2018

Bratnie dusze

Armani Silos, Stars (Fot. Dzieki uprzejmości Giorgio Armani)

W odrestaurowanym mediolańskim spichlerzu Giorgio Armani stworzył miejsce łączące modę i sztukę. Tę samą więź prezentują fotografie Sary Moon, które oglądać można na trwającej w Armani/Silos wystawie.

Na przełomie kwietnia i maja 2015 roku na mapie Mediolanu pojawiły się dwie nowe instytucje sztuki. Ich fundatorami zostali włoscy projektanci mody. Tuż przed otwarciem Fondazione Prada, Giorgio Armani zainaugurował działalność galerii Armani/Silos, fetując przy tym czterdziestolecie istnienia swojego imperium. O ile Miuccia Prada dostrzegła ekspozycyjny potencjał w stuletniej destylarni (której fasadę Rem Koolhaas powlekł 24-karatowym złotem), o tyle włoski mistrz prostoty upodobał sobie nieczynny już spożywczy magazyn. Armani/Silos to wybudowany w 1950 roku spichlerz o powierzchni 4500 metrów kwadratowych. Bryła budynku zaprojektowana została na kształt pszczelego ula (symbolu pracowitości i przedsiębiorczości), jednak jej masywność przywodzi na myśl schron lub niedostępną twierdzę. Kreator mody zdecydował się zachować jak najwięcej z pierwotnej surowości gmachu. Toporności wszechobecnego betonu lekkości nadaje jedynie szklana fasada oraz lightboksy w głównym holu. Ascetyzm to nie tylko hołd złożony industrialnej architekturze, ale także reminiscencja modowej estetyki Armaniego: wyrugowania zbędnych elementów, obsesyjnej kontroli i podporządkowania się rygorowi precyzji.

Wystawa Sary Moon (Fot. Dzieki uprzejmości Giorgio Armani)

Armani/Silos pomyślany został jako miejsce służące zarówno sztuce, jak i modzie. W dniu otwarcia zaprezentowano w nim projekty mapujące czterdzieści lat pracy Włocha. Pokazano m.in. nieformalne garnitury spopularyzowane w latach 80. przez „Miami Vice”, czy proste sukienki w odcieniach czerni, szarości, granatu i beżu – ulubionej palety mistrza. Obecnie na trzech kondygnacjach budynku oglądać można stałą kolekcję, czyli blisko 400 kreacji i 200 akcesoriów pomysłu Armaniego. Podzielono ją na trzy tematyczne sekcje: „Androgino” (upłynnienie kanonów garderoby męskiej i kobiecej), „Etnie” (etniczne źródła inspiracji) oraz „Stars” (związki włoskiej marki z gwiazdami hollywoodzkiego kina). Na najwyższym piętrze znajduje się archiwum, gdzie przechowywane są szkice, rysunki techniczne i próbki tkanin – zręby prêt-à-porter i haute couture (Armani Privé), do których dostęp ma każdy zwiedzający. Betonowy kolos to nie mauzoleum, w którym ubiory wystawiono na wieczną pamiątkę, lecz żywy rezerwuar wiedzy o krawieckim warsztacie, ale i biznesie. – Moda, która chce żyć w wiecznej teraźniejszości, musi zastanowić się nad samą sobą i nad swymi korzeniami, by sprostać przyszłości. Poprzez tę refleksję możemy dostrzec, jak moda wtóruje lub często antycypuje istotne społeczne zmiany – mówi Giorgio Armani.

Armani Silos,  From one season to another SARAH (Fot. Dzieki uprzejmości Giorgio Armani)
Reklama

Przestrzeń na parterze spichrzowej galerii przeznaczono na wystawy sztuki. W ciągu ostatnich dwóch lat w Armani/Silos eksponowano prace Larry’ego Finka i Paolo Ventury. Dzisiaj fotograficzne grono zasiliła Sarah Moon. Urodzona w 1941 roku w Vichy jako Marielle Warin, dorastała w Anglii, gdzie (pod nazwiskiem Hadengue) zaczęła karierę modelki. Jej ciekawość budziło jednak nie to, co przed, lecz za obiektywem. Pod koniec lat 60. sięgnęła więc po aparat i – przybrawszy pseudonim Sarah Moon – nawiązała współpracę z twórczynią domu Biba, Barbarą Hulanicki oraz marką Cacharel. W 1972 roku jako pierwsza kobieta została autorką zdjęć do kalendarza Pirelli. Jej niekonwencjonalny styl nie uszedł uwadze „Vogue’a”, a także Chanel, Diora i Comme des Garçons, dla których pracowała przy sesjach reklamowych. – Ponadczasowość i elegancja są tym, co fascynuje mnie w twórczości Sary Moon. Jesteśmy bratnimi duszami. Miałem przyjemność pracować z nią i odkrywać łączącą nas skłonność do prostoty, która daje najsilniejszy efekt – stwierdza Giorgio Armani. 

Repertuar motywów, jakie pojawiają się na jej kliszach, wydaje się dość ograniczony: młode kobiety, dzieci, zwierzęta, delikatne rośliny, opuszczona poprzemysłowa architektura. Wszystkie fotografie wykazują formalne pokrewieństwo: te same mglistości, rozedrgania, ciemne, jakby erodujące kolory, melancholijny wzrok modelek oraz pozy sugerujące chęć ucieczki poza kadr. Zachowywanie kilku wersji tego samego obrazu oraz tworzenie cykli, gdzie różnice polegają wyłącznie na niuansach, odnotował Frank Horvat, który stwierdził, że dobre zdjęcie to takie, którego nie sposób powtórzyć. W rozmowie z 1986 roku zapytał więc Moon, dlaczego ta decyduje się na multiplikacje. Według Francuzki, każdy ruch migawki aparatu skrywa odmienną historię. Zwarte lub rozchylone usta, uniesione lub opadające dłonie wyrażają coś innego. Każde z tych ulotnych zdarzeń warte jest uwiecznienia. 

Armani Silos, jedno z wejść (Fot. Dzieki uprzejmości Giorgio Armani)

Pamięć, śmierć, kobiecość i osamotnienie to tematy najczęściej eksplorowane przez Moon. Mroczna aura, która akompaniuje jej zdjęciom, ma jednak źródło nie w otaczających realiach, ale w fantazjach pokroju baśni braci Grimm. Właśnie owa skłonność do odrywania się od rzeczywistości zapewniła Francuzce trwałą pozycję w fotografii modowej, gdzie tworzenie alternatywnych światów już dawno stało się codziennością.

Wielu fotografów zdołało pożenić konwencję sztuk pięknych z komercyjnością mody, a przy tym wypracować własną, niepodrabialną poetykę. Vivianne Sassen kojarzona jest z quasi-abstrakcyjnym surrealizmem, David LaChapelle z kampowym pop-artem, zaś Paul Jung z minimalistycznym puryzmem. Kadry Sary Moon opierają się tak łatwym kategoryzacjom. Choć zdradzają wpływy Guy’a Bourdina, Roberta Doisneau i Henri’ego Cartier-Bressona, kto raz zobaczy zdjęcia Moon, nie pomyli ich z niczym innym. Niemal zawsze spowite mgłą, surowe, niekiedy ziarniste, jakby nadszarpnięte zębem czasu. Jest w nich coś z malarstwa postimpresjonistycznego oraz ekspresjonizmu, fotografii piktorialnej, a nawet spirytystycznej. Wprawdzie pozowane, sprawiają wrażenie uchwyconych w fotoreporterskiej chwili. Są eteryczne, a jednocześnie materialne. – Przez dwadzieścia lat robiłam nieomal to samo zdjęcie: modowy obraz. Sukienka, kobieta lub kobieta w sukience. W zbliżeniu bądź w pełnym ujęciu. Siedząca, stojąca; we wnętrzu, na zewnątrz; w cieniu lub w świetle. Fotografuję przywilej, iluzję, ulotność, niezwykłość i piękno. Dopiero wtedy poszukuję emocji – wyznaje Moon. Na jej fotografiach kreacje znanych projektantów nie ujawniają krawieckich detali, ani nie kuszą szlachetnością tkanin, lecz jawią się jako wizualne formy przypominające obrazy Giacomo Balliego lub rzeźby Nauma Gabo. Artystka niechętnie podporządkowuje się komukolwiek. Zamiast uwydatniać styl domów mody (jak czyni to wiele reklam żurnalowych), koncentruje uwagę na własnej dystynktywnej estetyce. Ubiory od Diora, Yohji’ego Yamamoto, Alexandra McQueena lub Rei Kawakubo to aktorzy na usługach tajemniczych wizji Sary Moon. Nigdy odwrotnie.

Armani Silos, budynek (Fot. Dzieki uprzejmości Giorgio Armani)

„From One Season to Another”, tytuł wystawy Sary Moon w Armani/Silos, zdradza nierozerwalny związek jej twórczości z dziedziną mody. Niemniej jednak, zaprezentowane w Mediolanie fotografie obejmujące czterdzieści lat aktywności Francuzki, nie ograniczają się tylko do sesji z magazynów. Znalazły się tu też martwe natury, ornamentalne akty i miejskie pejzaże. Wszystkie łączy nić przemijania i zmienności – tytułowego przechodzenia z jednego sezonu w drugi. Po raz pierwszy zaprezentowana została także kompletna seria zdjęć z lat 90. inspirowanych bauhausowym baletem Oskara Schlemmera. Barwne, ale i monochromatyczne odbitki (eksponowane w półcieniu na tle betonowych ścian) wpisują się w surową atmosferę galerii Armaniego. – Zawsze ceniłam jego nieprzemijalne krawiectwo. Oboje czerpiemy przyjemność z czynienia wielkich rzeczy niewielkimi środkami – oznajmiła Moon, która osobiście wyselekcjonowała zdjęcia zaprezentowane na wystawie. 

Ekspozycja „From One Season to Another by Sarah Moon” w Armani/Silos w Mediolanie (Via Bergognone 40) trwa do 6 stycznia 2019.

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę