Znaleziono 0 artykułów
21.07.2019

Charlotte Gainsbourg: Non, je ne regrette rien

Charlotte Gainsbourg (Fot. Juergen Teller dla "Vogue Polska" maj 2019)

Lars von Trier nazywa ją swoją muzą, a kobiety na całym świecie kopiują jej styl. A ona nie boi się prowokować. W przypadku córki Serge’a Gainsbourga, jednego z największych skandalistów drugiej połowy XX wieku, i ikony mody Jane Birkin, nie mogło być inaczej. Skromna, wręcz wycofana, niechętnie udziela wywiadów. Bo to, co ważne, mówi w filmach i piosenkach. Charlotte Gainsbourg, artystka, żona i matka trójki dzieci, obchodzi dziś 48. urodziny.

Zakompleksiona lolitka

Urodzona 21 lipca 1971 roku Charlotte Gainsbourg od dziecka żyła w świecie bohemy artystycznej. Jej otoczenie nie bało się kontrowersji. Matka arystki, będąc z nią w czwartym miesiącu ciąży, pozowała topless, siejąc powszechne zgorszenie. Ale córka piosenkarza, aktora i reżysera Serge’a Gainsbourga oraz aktorki i piosenkarki Jane Birkin jako mała dziewczynka wcale nie chciała być aktorką. Stawała tylko czasem przed obiektywem starszej siostry, Kate Barry – córki Jane Birkin z poprzedniego związku. Ale choć chętnie przebierała się do sesji, które Kate robiła polaroidem, traktowała je wyłącznie jako zabawę. Natomiast poza domem Charlotte była chorobliwie nieśmiała. Powodem były kompleksy na punkcie nietypowej urody, którą odziedziczyła po rodzicach. Córka najbrzydszego Francuza swoich czasów i najseksowniejszej Angielki nigdy nie była klasyczną pięknością. Chuda, ze smutnymi oczami i androgenicznymi rysami czuła, że nie dorasta pięknej matce do pięt. Tymczasem ojciec szybko zauważył, że jego córka ma talent – tak aktorski, jak wokalny. Dlatego specjalnie dla niej napisał duet i wyreżyserował do niego teledysk. Piosenka zatytułowana „Lemon incest” („Cytrynowe kazirodztwo” – przyp. aut.) wywołała we Francji skandal. A Charlotte z miejsca stała się sławna.

Charlotte z rodzicami, Jane Birkin i Serge'em Gainsbourgiem (Fot. Getty Images)

W teledysku do „Lemon Incest” pochodzącego z debiutanckiego albumu Francuzki, zatytułowanego „Charlotte Forever”, 13-letnia Charlotte leży na czarnym łożu obok ojca. Ona ubrana jest jedynie w koszulę i majteczki, on w dżinsy. Dziewczynka tuli się do nagiego torsu ojca, obejmując jego nogi. „Twoje pocałunki są takie słodkie/ kocham cię bardziej niż kogokolwiek innego/ miłość, która nigdy się nie spełni” – śpiewa cieniutkim głosem lolitki Charlotte. Nic dziwnego, że nawet wyzwoleni Francuzi uznali tę prowokację za niepokojącą. Pojawiły się spekulacje, jakoby Serge istotnie utrzymywał z córką kazirodcze relacje. Gainsbourg był nawykły do skandali, jakie wywoływała jego twórczość. Wcześniej szerokim echem odbił się jego nagrany wspólnie z Jane Birkin przebój „Je t’aime… moi non plus”, w którym Brytyjka symulowała orgazm. Piosenka została oficjalnie potępiona przez Watykan, a rozgłośnie radiowe przestały ją nadawać, co nie przeszkodziło jej stać się numerem jeden na listach przebojów. Ale świadomy, że skandal może źle wpłynąć na córkę, Serge wysłał ją do odizolowanej od świata szkoły z internatem. Wcześniej Charlotte zdążyła jeszcze wystąpić u boku Catherine Deneuve w filmie „Słowa i muzyka”. Po latach w jednym z wywiadów Charlotte wyjaśniła, że teledyski – tak ten do „Lemon Incest”, jak do tytułowej piosenki z płyty – były tylko prowokacją. A ojciec był dla niej źródłem inspiracji i wsparciem w karierze. To on pisał dla niej wszystkie piosenki. Dlatego kiedy w 1991 roku zmarł nagle na zawał, Charlotte przestała śpiewać. Zamiast tego postanowiła poświęcić się aktorstwu, w którym już wcześniej odnosiła sukcesy.

Z mamą, Jane Birkin (Fot. Getty Images)

Nieustraszona aktorka

Dla zakompleksionej nastolatki film stał się odskocznią. Tu mogła stać się kimś innym. Ale aktorstwo Charlotte nie było tylko rodzajem terapii. Szybko zostało docenione przez krytykę. Swojego pierwszego Cezara – najważniejsze francuskie wyróżnienie filmowe – zdobyła w wieku 15 lat. Nagrodą dla najbardziej obiecującej aktorki uhonorowano ją za rolę w „Złośnicy” Claude’a Millera. Niedługo później nastolatka partnerowała swojej matce w „Kung-fu Master”, filmie jednej z najważniejszych francuskich reżyserek, Agnès Vardy. A w następnym roku rola w „Małej złodziejce” przyniosła jej nominację do Cezara. Kolejne lata to udział w filmach najwybitniejszych europejskich reżyserów, m.in. w „Dziękuję ci, życie” Bertranda Bliera, „Jane Eyre” Franco Zeffirellego, „Love, etc.” Marion Vernoux. A także w „Gwiazdkowym deserze” Danièle Thompson, za który dostała drugiego w karierze Cezara, tym razem za najlepszą rolę drugoplanową, oraz „Intruzie” Davida Baileya. W wieku 30 lat Charlotte była już we Francji i reszcie Europy gwiazdą o mocnej pozycji w branży filmowej. Szybko zyskała też opinię aktorki, która nie boi się wyzwań.

Lars von Trier nazywa dziś Gainsbourg swoją muzą. Aktorka nie odmawia mu, gdy prosi o sceny seksu w najróżniejszych konfiguracjach. Zgadza się nawet wówczas, gdy każe jej wystąpić w scenie aborcji na kuchennej podłodze, jak miało to miejsce w „Nimfomance”, czy wycinania łechtaczki nożyczkami w „Antychryście”. W przypadku tego ostatniego filmu członkowie ekipy obawiali się o zdrowie psychiczne Charlotte, a ona sama nazwała występ w nim najbardziej ekstremalnym doświadczeniem w swojej karierze. Ale w wywiadach podkreślała, że nie żałuje. Fakt, że przyjęła tak ciężką rolę, tłumaczy tym, że do ekstremalnych wyzwań przywykła już jako dziecko. Włożony w tę kreację trud opłacił się aktorce, która zdobyła za nią Złotą Palmę na festiwalu w Cannes.

W Cannes z Kirsten Dunst (Fot. Getty Images)
W filmie „Lux Aeterna” (Fot. materiały prasowe)

Charlotte nigdy nie decyduje się jednak na pustą prowokację. Dwie części kontrowersyjnej „Nimfomanki” nie były filmami erotycznymi. Gainsbourg stworzyła w nich postać kobiety eksperymentującej ze swoją seksualnością. To refleksja nad uzależnieniem, ale i nad alienacją. I obraz feministyczny, pokazujący kobiecą seksualność – wyzwoloną, ale ciągle potępianą. Jednak Charlotte nie ogranicza się do ambitnych, europejskich filmów. Ma na swoim koncie też sukcesy w hollywoodzkich produkcjach, takich jak „21 gramów” Alejandra Gonzáleza Iñárritu z 2003 roku, w którym zadebiutowała w USA, grając obok Seana Penna, Naomi Watts czy Benicia del Toro. A także w „Nazwij to snem” Michaela Gondry’ego, czy „I’m Not There” Todda Haynesa. Mimo to przyznaje, że woli europejskie filmy, które pozwalają jej grać bardziej złożone role. Takie, w których może w pełni pokazać swój potencjał. A ten nie ogranicza się do aktorstwa.

Śpiewająca it-girl

Charlotte porzuciła karierę muzyczną po śmierci ojca, bo obawiała się, iż nikt nie będzie w stanie pokierować jej karierą tak jak Serge. Zdanie zmieniła dopiero w 2006 roku, gdy do współpracy zaprosił ją wykonujący muzykę elektroniczną duet Air. Efektem ich spotkania był drugi album Charlotte – „5:55”. Krążek odniósł we Francji spektakularny sukces. Na jego fali wydano płytę również w USA. Po tamtejszej premierze Gainsbourg postanowiła zostać w Stanach. Wraz z mężem – francusko-izraelskim reżyserem i aktorem Yvanem Attalem – i dziećmi wybrała się na wakacje na Florydę. Niestety sielski urlop o mało nie zakończył się tragedią. Charlotte tak niefortunnie uderzyła o taflę, spadając z nart wodnych, że w jej mózgu powstał ogromny krwiak. Artystka musiała przejść skomplikowaną operację, podczas której otarła się o śmierć. Ale wyzdrowiała, a dramatyczne doświadczenie stało się inspiracją do nagrania kolejnej płyty. Stworzone we współpracy z amerykańskim muzykiem Beckiem „IRM” przebiło sukces „5:55”. Utrzymane w różnorodnej stylistyce piosenki opowiadające o śmierci, przemijaniu i akceptacji tego, co nieuchronne, zyskały uznanie krytyki i fanów. „IRM” ogłoszono najlepszym albumem Charlotte.

Na koncercie (Fot. Getty Images)

Gainsbourg odziedziczyła po ojcu odwagę przekraczania granice, a po matce intuicję do mody. Artystka na co dzień wygląda, jakby wyszykowała się w pięć minut. Często pokazuje się bez makijażu, z włosami swobodnie opadającymi na ramiona, a jednocześnie sprawia wrażenie, jakby przypadkowe części jej garderoby tworzyły harmonijną całość. Nonszalancki styl jest kopiowany przez kobiety na całym świecie. Artystka regularnie trafia na listy najlepiej ubranych gwiazd. Nicolas Ghesquière, dyrektor kreatywny domu mody Balenciaga, wybrał ją na swoją muzę, Charlotte była też twarzą popularnej we Francji marki Gerard Darel. I o ile zwykle jest wierna bezpiecznemu „mundurkowi” – poszarpanym rurkom, luźnemu t-shirtowi i rockowej, skórzanej kurtce – o tyle na galach zaskakuje. Na czerwonym dywanie, nazywana pieszczotliwie „Lady Balenciagą”, sięga po odważne fasony, które zaburzają sylwetkę, np. bombki czy asymetryczne cięcia. Ale nie boi się też pokazać w męskiej stylizacji – szerokiej marynarce i dżinsach, tak jak podczas tegorocznego festiwalu w Cannes.

Charlotte Gainsbourg (Fot. Juergen Teller dla "Vogue Polska" maj 2019)

Z wiekiem Gainsbourg zrozumiała też, że oryginalna uroda to nie wada, lecz atut. Dlatego lubi się pojawiać na okładkach magazynów. Do 2013 roku najchętniej współpracowała z przyrodnią siostrą Kate. Niestety sesja, którą Kate zrobiła Charlotte do francuskiej edycji „Elle”, okazała się ich ostatnim wspólnym przedsięwzięciem. Jeszcze przed jej publikacją Barry wyskoczyła z okna swojego mieszkania i zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Śmierć siostry, która przez lata zmagała się z depresją, była dla Charlotte ciosem. Ukojenie znalazła w życiu rodzinnym – z Yvanem Attalem Gainsbourg ma trójkę dzieci, syna Bena i córki Alice oraz Joe. Po raz kolejny pomogło jej też aktorstwo. Charlotte wystąpiła w blisko 60 filmach. Ostatnio mogliśmy ją oglądać w ekranizacji autobiograficznej powieści Romaina Gary’ego, „Obietnica poranka”. Na tegorocznym festiwalu w Cannes kontrowersyjny reżyser Gaspar Noé zaprezentował swój najnowszy film „Lux Æterna”, w którym Gainsbourg występuje u boku Béatrice Dalle. Polska premiera już wkrótce. Gainsbourg była też bohaterką sesji okładkowej kwietniowego numeru „Vogue Polska”. Stanęła wówczas przed obiektywem niemieckiego fotografa, autora pierwszej okładki naszego magazynu, Juergena Tellera. A dziennikarce Mai von Horn Gainsbourg opowiedziała o śmierci swojego taty, którą jako 19-letnia wówczas dziewczyna przeżywała na oczach całego świata. – Ojciec na pewno byłby ze mnie dumny. On uwielbiał prowokacje – mówiła.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę