Znaleziono 0 artykułów
22.01.2021

Daniel Lee: Wszystko zaczyna się od słów

Z Rosie Huntington Whiteley na rozdaniu Fashion Awards /(fot. Getty Images)

Miał być jak Phoebe Philo, a okazało się, że lepiej sprawdza się, gdy nikogo nie naśladuje. Zmienił zasłużoną markę Bottega Veneta według własnych zasad i osiągnął sukces, którego niewielu się spodziewało. Chwalony, nagradzany, pożądany Daniel Lee stara się, żeby jak najmniej o nim wiedziano. Bo sława niepotrzebnie rozprasza. Sprawdzamy, jak pracuje Daniel Lee.  

Daniel Lee to numerologiczna jedynka i zodiakalny Wodnik z pierwszej dekady. Specjalista od horoskopów opisałby go jako otwartego fantastę, ale (dzięki wpływom Koziorożca) z wyraźną tendencją do pragmatyzmu. Według astrologii życie Lee i wszystkich podobnie mu urodzonych kręcić się będzie wokół komunikacji. Pewnie są od tej gwiezdnej reguły wyjątki, ale akurat nie w tym wypadku.

Kolekcja Salon01 /(Fot. materiały prasowe)

Jak pracuje Daniel Lee

Każda jego kolekcja zaczyna się od słów. A może od emocji, które próbuje objąć słowami. Lee prawie nigdy nie szkicuje. Nastroje wychwytuje z eteru. Między innymi dlatego tak chroni swoją prywatność – żeby nie stracić kontaktu z otaczającym go światem, móc gdzieś pójść, wmieszać się w tłum, bezkarnie słuchać szmerów i wpatrywać się w detale. Ponad wszystko chce być uważny, obecny, ciekawy. Zamiast przewijać powtarzające się w mediach społecznościowych obrazki, woli bywać w galeriach. Ślady tych wycieczek widać potem w jego prywatnej kolekcji sztuki i w kolekcjach Bottegi Venety, której kreatywnie dyrektoruje od czerwca 2018 roku. Niech uważni znawcy malarstwa i rzeźby wypatrują w jego projektach wpływów Davida Hockneya, Hanny Wilke, Amoako Boafo, Jasmin Anoschkin i Ellswortha Kelly. Dla niego liczą się dystynktywne, szczere spojrzenia wrażliwych artystów, nie ulotne trendy. 

Torebka Jodie /(Fot. Getty Images)

Uzbierane idee Lee porządkuje, interpretuje i przetwarza, by wyrazić je nowym językiem. Najpierw posklejanym z obrazów moodboardem, potem kawałkiem tkaniny upiętym na manekinie, w końcu kolekcją i całym zbudowanym wokół niej światem. Każda to nowy wizualny kod, język który odbiera się na głębszym poziomie niż ten estetyczny. Chodzi o pewien attitude – sposób bycia, który podkreślają ubrania. Lee, zgodnie z tym, co postanowił sobie na początku – odświeża wizję włoskiej kobiety: szykownej, doceniającej rzemiosło, otwartej na kolor i eksperymenty. 

Podobne artykułyBottega Veneta Salon 01: UkojeniePola DąbrowskaSwój proces projektowy zdradza po kawałku w nielicznych wywiadach. Jak przystało na byłego pracownika Margieli, nie lubi zwracać na siebie uwagi mediów. Gdy mówi o pracy, to używa zaimka „my”, zawsze uwzględniając zespół projektowy Bottegi i rzemieślników, którzy współpracują z włoską marką. To gracz zespołowy. Ta cecha jest jednym z powodów, dla których dostał tę pracę. Kering od kilku dobrych lat obsadza na ważnych stanowiskach młodych obiecujących. Doświadczonych już u boku wielkich branżowych graczy projektantów, którzy na modę mają własne spojrzenie, ale wierzą w synergię, różnorodność i moc kolektywu. Lee przypomina w tym Alessandra Michele z Gucci, Demnę Gvasalię z Balenciagi, Sarah Burton z McQueena – dyrektorów kreatywnych najważniejszych domów mody w portfolio koncernu. 

Kolekcja Salon01 /(Fot. materiały prasowe)

Jak zmieniała się Bottega Veneta

Zanim Brytyjczyk trafił do włoskiej marki, zarządzał linią ready to wear w Celine za czasów Phoebe Philo. Zarząd Bottegi chciał, żeby Lee wprowadził do marki energię francuskiego domu mody  i przejął jego klientki, stęsknione – po objęciu rządów przez Hediego Slimane’a – za współczesnym konceptualnym minimalizmem. Przyniósł wiele więcej. Okazało się, że Bottedze brakowało tylko takiego Wodnika. 

Influencerka Chloe Harrouche w butach i z torebką BV (Fot. Edward Berthelot, Getty Images)

Daniel Lee zastąpił Thomasa Maiera, który w Bottedze przepracował 17 lat. Za jego czasów marka miała stabilną pozycję na rynku i wyraźnie określoną tożsamość tradycyjnego domu mody do grobowej deski związanego z lokalnym rzemiosłem i wyrobem skórzanej plecionki techniką intrecciato. Wszystko działało, jak należy, ale cała działalność marki opierała się na tezie, że produkt broni się sam i sam mówi za siebie, nie trzeba nic więcej. W dobie obsesji storytellingu to przestało wystarczać. Za Maiera większość wpływów marki pochodziła ze sprzedaży skórzanych toreb. Segment odzieży ready to wear, butów i akcesoriów odpowiadał za 15 procent wpływów do budżetu, a ci, których na Bottegę nie było stać, nie mieli do jej świata właściwie żadnego dostępu.

Zbliżenie na kolekcję wiosna-lato 2020 /(Fot. Pietro DAprano, Getty Images)

Gdy Lee objął stanowisko, natychmiast przyjrzał się liczbom i zobaczył w nich szanse – po pierwsze, wiedział, że zmieniając strukturę przychodów, może dużo dla marki zarobić, po drugie, że może śmiało zaryzykować, bo niewiele ma do stracenia. Po trzecie docenił tych, którzy być może nigdy nie będą jego klientami; nie oczekując nic w zamian, otworzył na nich świat marki. Nie stać cię na naszą torebkę – obejrzyj nasz film, podpatrz nasze kolory, przejrzyj projekt, który realizujemy z artystami, zainspiruj się, doświadcz naszego sposobu myślenia. Taka pokrótce przyświecała mu idea. Wprawdzie w sprzeczności stoi z nią niedawna decyzja  o wycofaniu się marki z mediów społecznościowych, ale Lee intensywnie szuka nowych, odpowiednich dla współczesnej mody luksusowej kanałów komunikacji. 

Kolekcja jesień-zima 2019-20 / Fot. Victor Boyko/, Getty Images

Przyszłość jest otwarta

Lee w Bottedze zmienił więc niemal wszystko. Może z wyjątkiem torebek, do których projektowania podszedł ostrożniej niż do reszty. Zachował to, co dawne klientki Bottegi ceniły w nich najbardziej, ale znacznie je odświeżył – zmienił proporcje, dodał detale, które doceniły wielbicielki skórzanej klasyki, ale też modowe ryzykantki. Jeśli kojarzycie go jako bożyszcze wypuszczające co sezon kolejne sprzedażowe hity, posłuchajcie jednego z jego wywiadów. Jest skoncentrowany, spokojny, wrażliwy. W 2019 roku nieco zawstydzony wchodził na scenę The Fashion Awards  by odbierać statuetkę po statuetce – dla projektanta akcesoriów roku, marki roku, projektanta roku i brytyjskiego projektanta roku. Zaledwie po 18 miesiącach pracy. Żaden projektant nie zgarnął w jednym roku takiej puli nagród. Niewielu zebrało taką rzeszę fanów w tak młodym wieku.

Kolekcja jesień-zima 2020-21 (Fot. Getty Images)

22 stycznia Daniel Lee kończy 35 lat. Planować nie chce, na razie jest zadowolony z tego, co ma, nie fantazjuje o własnej firmie, ale lubi myśleć, że przyszłość jest otwarta. Koncentruje się na tu i teraz. To niezbędne, by budować kolekcje, które odpowiadają na potrzeby tysięcy kobiet z całego świata. Tych, które cenią komfort, detale widoczne tylko dla nich, tych, które szukają mody ponadczasowej, funkcjonalnej, ale świeżej i zaskakującej w niuansach. Osiągnąć taki balans to prawdziwy majstersztyk.

Kamila Wagner
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę