Znaleziono 0 artykułów
17.02.2018

Deisel, czyli ukłon dla Dapper Dana

Sklep Deisel na Canal Street w Nowym Jorku (Fot. Presley Ann, Getty Images for Diesel)

Bluzy, koszulki i dżinsy z błędem ortograficznym oraz cała koncepcja sklepu składają się na interesujący przypadek fan artu. Zwykle hołd estetyce danej marki oddają fani. Tym razem, to marka Diesel sama bawi się swoim wizerunkiem.

Nowy Jork, Canal Street, luty 2018. Pośród bazarowych bud pojawia się nowy sklep: Deisel. Oferuje… podróbki marki Diesel, choć, jak szybko się okazuje, tylko pozornie. To nowy projekt artystyczno-modowy, żart z rynku podróbek, ale też z naszej gotowości do wydawania niebotycznych kwot pieniędzy na modę.

Brzmi znajomo? Być może dla pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków – już nie. A to przecież powtórka z rozrywki, świadome lub nie nawiązanie do złotych czasów hip hopu i przypomnianej niedawno przez Alessandro Michele’a postaci Dapper Dana.

„Not all fakes are fake”

Deisel to tak naprawdę projekty Diesel zdobione metką z celową literówką. Na filmie udostępnionym przez markę w mediach społecznościowych widać zdezorientowanych przechodniów zaczepianych przez nachalnych, choć jednocześnie zabawnych sprzedawców. Przekonują ich do zakupów, w sposób równie nieudolny, jak nieudolne jest stworzone na potrzeby akcji logo. „Jedna sztuka za dwadzieścia dolarów, dwie sztuki za czterdzieści! Prawdziwa okazja!”. Przedsięwzięciu towarzyszy slogan „Not all fakes are fake” oraz hashtag #GoWithTheFlaw.

Renzo Rossso w bluzie Deisel i Stefano Tonchi z W magazine (Fot. Presley Ann, Getty Images for Diesel)

Bluzy, koszulki i dżinsy z błędem ortograficznym oraz cała koncepcja sklepu składają się na interesujący przypadek fan artu. Zwykle to fani składają hołd sztuce czy estetyce danej marki, poprzez tworzenie własnych wariacji na jej temat. Rezultat bywa różny, z poważnymi pozwami sądowymi włącznie. Przykład? Choćby niedawna sprawa Louis Vuitton kontra My Other Bag. Ta druga firma pozwoliła sobie na parodię torebek francuskiej marki, umieszczając ich wersję obrazkową na płóciennych torbach. Wprawdzie bez logo LV, ale w stylu mocno nawiązującym do słynnego monogramu. Po kilku latach od wniesienia pozwu, w październiku 2017 roku sprawa została rozstrzygnięta na korzyść My Other Bag.

Gucci z Harlemu

Dapper Dan na pokazie kolekcji Gucci wiosna-lato 2018 (Fot. Stefania M. DAlessandro, Getty Images for Gucci)

Zupełnie inaczej było ponad trzydzieści lat temu, gdy Dapper Dan otworzył sklep z odzieżą hiphopową, sięgającą, oczywiście nielegalnie, po charakterystyczne elementy marek najbardziej pośród ówczesnych hiphopowców poważanych, lecz często poza zasięgiem ich kieszeni. W ofercie Dana znajdowały się zielono-czerwone paski Gucci, monogramy Gucci, Louis Vuitton i MCM, lecz ujęte w sposób daleki od tego, który obserwowaliśmy na wybiegu czy w butikach tychże.     

Projektant swoje działania porównywał do działań muzyków. Podobnie jak oni posługiwał się samplami i odpowiednio remiksując, tworzył z nich zupełnie nowe dzieło. Zarówno członkowie zespołów hiphopowych, jak i ich fani, tłumnie przybywali do Harlemu, by zaopatrzyć się w szpanerskie ciuchy, w dodatku o wiele tańsze niż ich uładzone odpowiedniki z Piątej Alei. Nagle eleganckie monogramy znalazły się na obszernych kurtkach, bluzach z kapturem i dresowych spodniach. O wiele za wcześnie, by trafić do głównego nurtu. A przede wszystkim bez poszanowania prawa autorskiego, co na początku lat 90. doprowadziło do zamknięcia kultowego butiku. Wielka moda powiedziała: stop. Marki nie chciały być kojarzone ani z hip hopem, ani z dilerami narkotykowymi, którzy chętnie zaopatrywali u Dana swoje garderoby. Kreatywność i kunszt porównywalny z Haute Couture nie miały szans uratować projektanta przed konsekwencjami niszowej działalności.

BRIANEL No1

Fan art w modzie siłą rzeczy pozostawał w ukryciu. Kto chciałby igrać z gigantami, w czasach, gdy raczej nie słyszało się o sądowych wygranych na rzecz pozwanego? Początek dwudziestego pierwszego wieku i obecna dekada to era walki z podróbkami, tworzenie odpowiednich przepisów prawnych, coraz doskonalszych zabezpieczeń. Kto wie, czy już wkrótce nasza markowa torebka nie będzie musiała wyrobić sobie paszportu? Numer seryjny i certyfikat autentyczności mogą nie wystarczyć.

A jednak znalazł się pewien pan, który poczucie humoru przekuł w dochodowy biznes. Brian Lichtenberg od 2006 roku kpi z popkultury za pomocą mody. Zaczęło się od parodii strojów sportowych. Koszulka z napisem „BRIANEL No1” nawet laikowi kojarzyła się z nazwą słynnych perfum Coco Chanel. Kolejne: Ballin (zamiast Balmain), Feline (zamiast Celine) czy Homies (zamiast Hermes), wykorzystujące charakterystyczną czcionkę marek, szybko okazały się hitem również w branży mody. Stylistki, redaktorki i blogerki chętnie pozowały do zdjęć w zabawnych podróbkach. Doszło do tego, że inni zaczęli kopiować… kopie. Obecnie t-shirt parodiujący Celine ma tyle wersji, że ciężko się zorientować, która jest oryginalna.

Studentka w bluzie projektu Briana Lichtenberga (Fot. Ben Pruchnie, FilmMagic)

Fan art odwrócony

Któż nie pamięta żółtej koszulki DHL z kolekcji Vetements, której cena wynosiła ponad trzysta euro? Czy Demna Gvasalia i Lotta Volkova chcieli włożyć kij w mrowisko, czy okrutnie zażartować z portfeli ofiar mody? Bez względu na zamiary, cel został osiągnięty, a koszulki ich projektu sprzedawały się jak ciepłe bułeczki.

T-shirt DHL w kolekcji Vetements wiosna-lato 2016 (Fot. ImaxTree)

Rok później projektanci poszli o krok dalej i na wiosnę 2017 przedstawili kolekcję składającą się z najbardziej kultowych elementów ostatnich czasów. Stworzyli ją we współpracy z takimi markami, jak: Dr Martens, Brioni, Mackintosh, Champion, Juicy Couture, Carhartt, Alpha Industries czy Manolo Blahnik. Tym razem fasony znacznie różniły się od oryginalnych, otrzymując znamienną dla Vetements zdekonstruowaną, podniszczoną formę. Żeby było jeszcze zabawniej, pokaz zorganizowali w ramach oficjalnego kalendarza Haute Couture, a goście posadzeni zostali na krzesłach przeniesionych z pokazu Chanel (nie zdjęto z nich nawet naklejek). Nie był to ukłon dla większych, lecz regularna współpraca. Coś, co jeszcze dziesięć lat temu było nie do pomyślenia.

Niespodziewany zwrot akcji

Skórzana kurtka z ogromnymi bufkami okazała się najgorętszym tematem pokazu Gucci Resort 2018. Bynajmniej nie ze względu na swoją intrygującą formę. Co bardziej zorientowani w dziele Alessandro Michele’a dopatrzyli się niebezpiecznego podobieństwa do ikonicznego modelu z lat 80., zaprojektowanego przez Dapper Dana. Inspiracja? Kopia? Internet zawrzał, w końcu takie historie to paliwo dla mediów społecznościowych. Odpowiedź nadeszła w dwóch częściach.

Pokaz kolekcji Gucci Cruise 2018 (Fot. Pietro DAprano, Getty Images)

Pierwsza na Instagramie Gucci. To hołd. Niczego nie ukrywamy – głosił post na profilu marki. Druga część odpowiedzi okazała się zaskakująca. Dapper Dan powraca! Po latach wygnania otwiera butik w Nowym Jorku. Lokalizacja? Harlem, jakżeby inaczej. Tym razem jednak projektant ma oficjalne wsparcie marki, z którą wiele lat temu zadarł. Gucci będzie dostarczać wszystkie odpowiednie materiały, by mógł spełniać się kreatywnie na ich kanwie. Czy ponownie osiągnie sukces? Ceny mają być wysokie, surowce wybitnej jakości. Klientela z lat 80. raczej do Dana nie powróci, jednak na brak zainteresowania projektant nie powinien narzekać.

Historia zatoczyła koło. Jesteśmy świadkami jednej z najbardziej zaskakujących zmian w branży mody. Deisel to reakcja na zjawiska, które do tej pory zachodziły w modzie wysokiej i na wybiegach. Ciekawa o tyle, że w stu procentach kontrolowana, stosująca viralowe patenty z pełną świadomością. Ale też prowokująca pytania. Ile jesteśmy w stanie wydać na metkę, której nie widać? Co tak naprawdę składa się na cenę produktu? Czy chcemy nosić rzecz, która krzykliwie podkreśla swoją nieoryginalność, choć mamy świadomość, że jest oryginalna? A może po prostu chodzi o szczerą odpowiedź, czy ubieramy się dla siebie, czy dla innych?

Harel - Autorka jednego z najstarszych polskich blogów o modzie. Miłośniczka mody polskiej i nie tylko. Od ponad dekady obserwuje i komentuje zjawiska tej dziedziny zarówno w Polsce, jak i na świecie.

 

Harel
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę