Znaleziono 0 artykułów
23.05.2022

Design potrzebuje nudy

23.05.2022
Salone del Mobile, kwiecień 2019 r. (Fot. Getty Images)

Muszę przyznać, że staję się zmęczona sytuacją, w której wszystko jest projektem: zostało wymyślone, wymierzone i zaplanowane. W ten sposób odbiera nam się jakąś przestrzeń do wolności. Coraz trudniej o wybór albo zaskoczenie – mówi dr Agnieszka Jacobson-Cielecka. Z dyrektorką programową School of Form i szefową Wydziału Projektowania Uniwersytetu SWPS rozmawiamy o współczesnych wyzwaniach projektantów.

Siedzimy w modnej warszawskiej kawiarni. Jest miło, ale codziennie tak samo. Zastanawiam się, jakie elementy nie zostały tutaj zaprojektowane.

Wnętrze, muzyka, menu – to wszystko efekt decyzji. Ktoś wymyślił, jak to powinno działać i wyglądać, żeby stworzyć bardzo konkretny charakter miejsca. Ale tak się składa, że siedzimy w ogródku, pod pięknym klonem, który tutaj rósł już wiele lat wcześniej. Osoba planująca taras musiała się do niego dostosować, tak samo jak do szerokości chodnika i ulicy, decyzji projektowych, które ktoś podjął wcześniej i z innego powodu. I ten prosty przykład pokazuje, że projektowanie to nie zawsze swobodne wymyślanie i czysta kreatywność. Znacznie częściej okazuje się, że to wpisywanie się w ograniczenia i omijanie barier. Projektowanie zawsze występuje w określonym kontekście przestrzennym, społecznym, materialnym, ekonomicznym, geograficznym, kulturowym.

Krzysztof Żurowski, Królilokum, Modularny domek dla królika z tektury strukturalnej. Uwzględnia potrzeby zwierzęcia i pozwala na zmianę konfiguracji pomieszczeń, Fot. Materiały prasowe School of Form

Ale w tej przestrzeni wciąż nie zostawia się wiele miejsca na przypadek.

To prawda, i muszę przyznać, że staję się zmęczona sytuacją, w której wszystko jest projektem: zostało wymyślone, wymierzone i zaplanowane. W ten sposób odbiera nam się jakąś przestrzeń do wolności. Coraz trudniej o wybór albo zaskoczenie. Coraz więcej mówi się o tym, że dzieci powinny mieć czas na nudę i ja to podzielam. Uważam, że dorośli również jej potrzebują.

Nuda w designie to brak ingerencji projektanta. Miejsce na decyzję, którą możemy podjąć sami, w jakimś stopniu kształtując przestrzeń.

Jeśli kalendarz naszego dziecka pęka w szwach – po lekcjach ma angielski, a później piłkę nożną, francuski i śpiew – to nie ma już czasu, żeby zastanowić się, kim jest i co o tych wszystkich zbieranych doświadczeniach myśli, co może z nimi zrobić. Z dorosłymi jest podobnie, trudno nam się odnaleźć w przestrzeni, która wszystko dla nas organizuje.

Tu pojawia się pytanie, gdzie powinna się kończyć troskliwość technologii. Bo z jednej strony jest dużo korzyści. Na przykład odkąd zmieniłam samochód na nowy model z czujnikiem parkowania, po raz pierwszy w życiu jeżdżę niepoobijanym autem. Ale siedząc w tym samym samochodzie, sama chcę podjąć decyzję, czy założyć sweter, czy ręcznie podkręcić ogrzewanie. Nie życzę sobie, żeby program decydował za mnie o czymś, co wpływa na moje samopoczucie. Nie chcę, by mi sugerował, czy jestem zmęczona, czy nie.

Świat, w którym wszystko dzieje się automatycznie, jest wygodny, ale złudny. Tracimy kontakt z tym, kim jesteśmy, jak się czujemy i czego chcemy. I dlatego ta sama sztuczna inteligencja, która nas w pewnym sensie ubezwłasnowolnia, proponuje nam aplikację do treningu uważności. 

Naprawdę nic wokół nie jest wolne, pozostawione same sobie?

Może drzewo, pod którym siedzimy. Ono będzie żyć własnym życiem, jesienią przebarwi się, wiosną wypuści pąki, a za kilka lat zmieni kształt korony. Owszem, można przyciąć mu gałęzie albo obwiesić je sznurem żarówek, ale to powierzchowne, nie mamy nad nim dużej kontroli. A ta zmienność przynosi zachwyty i zdziwienia. Ale to drzewo też kiedyś ktoś posadził, a potem, szczęśliwie wszyscy akceptowali jego obecność i się do niej dostosowywali. Nie ma prawdziwych lasów, tylko uprawy leśne, nie ma dzikich łąk, tylko nieużytki rolne. Teraz panuje moda na „dzikie łąki”, które siejemy ze starannie zaplanowanych mieszanek. Dzikość, naturalność, wolność – to wszystko konstrukty ludzkie. 

Jacek Dajewski, Rakki, Gra pomaga chorym na raka oraz ich najbliższym w komunikowaniu uczuć związanych z chorobą nowotworową, Fot. Materiały prasowe School of Form

Automatyzacja, o której wspomniałaś, jest niebezpieczna, bo często nie wynika z troski o komfort, ale interesy zleceniodawcy. To jest szczególnie widoczne w przypadku mediów społecznościowych, które zostały stworzone tak, żeby angażować uwagę i pochłaniać wolny czas.

Odpowiadanie na potrzeby jest częścią projektowania, czy nam się to podoba, czy nie, ale między odpowiadaniem na potrzeby a ich kreowaniem jest cienka granica. Pomyślmy o projektowaniu usług. Tu często najważniejsza staje się perspektywa tego, kto zleca. Wyobraźmy sobie miłą kawiarnię, w której chce się przesiedzieć cały dzień, pracując na komputerze. To miła wizja, prawda? Siadam więc i zajmuję stolik przez kilka godzin. Ile wypiję w tym czasie kaw, ile ciastek zjem? Jedno? Przecież dla biznesu to czarny scenariusz.

A wystarczy wstawić siedziska bez oparć, trochę podgłośnić muzykę. 

No tak, ale czy to OK, że kiedy tego potrzebuję, nie mogę powegetować w ciszy, że choć na krótko nie może być wygodnie? To wymaga rozwagi i uwagi. Lubię w pociągach siódmy, cichy wagon. Granica interesu nie zawsze przebiega ostro. Czasem coś, co wydaje się ułatwieniem dla pewnej grupy, staje się dużym problemem dla innej. Są miejsca zaprojektowane do tego, by ludzie się tam nie zatrzymywali, tylko załatwiali swoje sprawy i wychodzili. To dyskonty, banki, salony obsługi. Dla placówki nie jest korzystne, żeby interesanci przychodzili i spędzali w niej dużo czasu. Dla statystycznego odbiorcy też nie, ale co mają zrobić osoby po 70-tce, które nie poradzą sobie z aplikacją albo nie przeprowadzą sprawnie rozmowy telefonicznej z botem, a po rozmowie z doradcą muszą sobie przysiąść i pozbierać myśli? Tę grupę spotyka potężne wykluczenie.

Należałoby projektantów uwrażliwiać społecznie.

Z tym jest coraz lepiej. Dużo mówi się o tym, żeby projektować inkluzywnie, zwracać uwagę na mniejszości i ich potrzeby, ale w praktyce okazuje się to dużym wyzwaniem, bo wszystko zależy od standardów, po które sięgniemy. Ważną dyskusję wywołała ostatnio książka „Niewidzialne kobiety”. Jak udowadnia jej autorka Caroline Criado-Perez, od dekad medycyna, urbanistyka czy motoryzacja posługują się normami opracowanymi na podstawie badań i testów prowadzonych z udziałem białych mężczyzn, choć oczywiste jest, że kobiety są statystycznie mniejsze, inaczej zbudowane, pod wieloma względami inne. Większość odbiorców, a nawet projektantów czy lekarzy nie jest tego świadomych. Dyskutujemy o męskiej i damskiej sztuce, o kolorach dla chłopców i dziewczynek – na szczęście coraz częściej o tym, że to kolejne konstrukty, które należałoby porzucić. Rozmawiamy o płci psychologicznej i fizycznej, ignorując to, że zawał serca znajdującego się w ciele kobiety, bez względu na to, kim ona się czuje i jak wygląda, przebiega inaczej i ma inne objawy niż w ciele mężczyzny. Co z tym mają wspólnego projektanci? Wszystko. Komunikacja, instrukcje, sprzęt do pierwszej i drugiej pomocy. To wszystko jest zrobione dla facetów

Piotr Podziomek, Wrażliwość, Kolekcja 24 wazonów powstałych na skutek manipulowania formą ikonicznego wazonu Margueritte Widehaim z 1931 roku, Fot. Materiały prasowe School of Form

Czy projektanci na uczelniach są uczeni etyki?

W School of Form tak. Mamy cały blok przedmiotów, które nazywamy „kontekstami” i na których studenci zajmują się projektowymi wyzwaniami współczesności: etykę projektowania, odpowiedzialność społeczną, ekologiczną, cyberbezpieczeństwo. Humanistyka, wiedza o kulturze i nauki o społeczeństwie są równie ważną składową programu, co umiejętności warsztatowe. Studenci poznają metody badawcze, uczą się zadawać pytania i kwestionować odpowiedzi. Wyrabiamy w nich też nawyk sięgania do badań. Jakie są uwarunkowania społeczne? Jak proponowane rozwiązanie sprawdzi się w praktyce? Jakie wrażenia mam ja, a jakie użytkownik? Skąd pochodzi materiał, którego chcę użyć? Jaki jest jego cykl życia, jaki ślad węglowy? 

Bo jeśli zastanawiamy się, czym różni się artysta od designera, to według mnie właśnie tym, że designer musi zadawać sobie te pytania. Bierze odpowiedzialność. Artysta często jest sensorem, przeczuwa, widzi wcześniej niż inni. Krytykuje. Projektant musi być równie wrażliwy i wybiegający naprzód, ale pragmatyczny. Skierowany na innych, nie na siebie. 

To chyba odbiega od standardowego wyobrażenia – znanego twórcy, celebryty w ekscentrycznych oprawkach, który tworzy spektakularne formy kanap i wazonów. 

To jego odwrotność. Przede wszystkim projektowanie to gra zespołowa. Wymiana, uzupełnianie kompetencji. Projektowanie plasuje się gdzieś na przecięciu sztuki, nauki, technologii i rzemiosła. Wymaga słuchania, otwartości, pokory. Nawet jeżeli w zespole jest frontman celebryta, to za nim stoi wysiłek wielu osób o uzupełniających się umiejętnościach i osobowościach. 

Na egzaminach wstępnych ważnym etapem jest pokazywanie portfolio, któremu towarzyszy rozmowa. Często zadaję pytanie: „Dlaczego chcesz zostać projektantem?”. I wtedy zdarza się, że pada odpowiedź: „Żeby wyrazić siebie”. Przyznam, że nie należy do moich ulubionych. Duża część pracy naszego zespołu pedagogicznego przez cztery lata studiów licencjackich polega na tym, żeby pokazać, jak bardzo trzeba zmienić to nastawienie. Oduczamy indywidualistycznego, samolubnego podejścia nastawionego na stały wzrost i promocję jednostki. Uczymy ciekawości, otwartości, krytycznego myślenia. Uczymy gry zespołowej, to podstawa. Uczymy czerpania z własnych doświadczeń. Sięgania wstecz po to, by móc ruszyć do przodu, oraz czerpania z innych dziedzin nauki: wiedzy o materiałach, o uprawach, o klimacie. Myślę, że projektowanie to postawa otwartości, ciekawości i współpracy.

Fot. Dan Daneliuk

Studenci, którzy przyszli na studia, by wyrazić siebie, wychodzą z nich z propozycjami dla świata, które są zbudowane na ich doświadczeniu lub zainteresowaniu, ale nie jest ich celem zdziwienie świata. Na przykład: kocham matematykę, ubolewam nad tym, że niewiele osób podziela mój entuzjazm, zaprojektuję przyjazny podręcznik do matmy. Albo: doświadczyłem straty, umarł mi ktoś bliski, z kim nie umiałem o tym rozmawiać. Zaprojektuję grę, która pomoże komuś przejść przez proces odchodzenia. Albo: zachęcę dzieci do eksperymentowania w kuchni, tak żeby rozumiały zachodzące tam procesy.

Ale z drugiej strony, powiedziałaś, że design nie zawsze musi rewolucjonizować świat, że „ładnie” to bardzo dużo i czasami wystarcza.

Tak, bo wierzę, że obcowanie z pięknem jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. I oczywiście, jeśli projekt jest „tylko ładny”, a jednocześnie jest obarczony różnymi innymi grzechami – jak nieekologiczne materiały, brak funkcjonalności czy byle jakie wykonanie, to nie jest dobry. Piękny, użyteczny, trwały i dobrze się starzejący przedmiot może służyć latami i się nie znudzić. Można tu przywołać różne historyczne dzieła architektury czy domowego użytku, które im prostsze i lepsze w proporcjach, tym skuteczniej opierały się modom. Współcześnie też powstają takie koncepty. Parę lat temu moja znajoma, projektantka koloru z Włoch, Francesca Valan, pracując na zamówienie producenta drzwi i okien, zafrasowała się tym, że mody się zmieniają. Raz chcemy stolarkę jasną, raz ciemną, a potem kolorową. Francesca pomyślała, że zamiast przywiązywać ramę do wnętrza, trzeba ją połączyć z tym, co na zewnątrz, co jest za oknem – pejzażem, światłem, przyrodą. Zbudowała palety dla północy, południa i bodaj Wysp Brytyjskich, oparte na kolorach natury. Te się nie zmienią tak prędko, jak moda. Czy to jest innowacja? Czy to jest projektowanie estetyki? Mały mentalny ruch bazujący na rozumieniu kierunku, w którym musimy podążać. Wolniej. Mniej. Na dłużej.

Jeśli w projektowaniu bierzemy pod uwagę rozmaite kryteria, jak użyteczność, ekonomia, odpowiedzialność społeczna czy innowacyjność, to dla mnie równie ważnym aspektem, który należy uwzględniać, jest wizualność. I może właśnie to, że coś, co jest proste, „tylko i aż ładne”, okazuje się uwalniające, bo daje nam, użytkownikom, szerokie pole. 

 

Więcej inspiracji znajdziecie w pierwszym wydaniu „Vogue Polska Living”. Do kupienia w salonach prasowych i online.

(Fot. Katarzyna Gatkowska)

 

Agnieszka Grześkowiak, Dzień dobry, fizyko! Projekt koncepcyjny podręcznika fizyki dla szkoły podstawowej. Nowe opracowanie zadań, narracji i formy podręcznika oraz zeszytu ćwiczeń.

Filip Brzyski, Laboratorium kiszenia dla dzieci Zestaw obciążników do kiszonek, które bawiąc uczą dzieci przygotowywania przetworów i pozwalają zrozumieć naturę procesu fermentacji.

Filip Til, Pamiątki Epoki Plastiku, Zestaw kolorowych klocków wizualizuje dane dotyczące zużycia foliowych torebek przez obywateli krajów UE. Statystyczny Europejczyk zużywa 4 kg plastiku rocznie.

Joanna Mędrzak, Narośla, Eksperymentalna kolekcja ceramicznych wazonów, zdobionych syntetycznymi kryształami, które wyrosły na naczyniach w wyniku procesu chemicznego.

Bartosz Brylewski, Jak na nowo wynaleźć rzemiosło? Kolekcja naczyń i próbek gleby, roślin włóknistych oraz innych substancji roślinnych, z których zostały wykonane. Są rezultatem poszukiwania regeneracyjnych strategii projektowych w czasie kryzysu ekologicznego.

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę