Znaleziono 0 artykułów
17.03.2022

Skóra bez filtra: Influencerki o drodze do samoakceptacji

17.03.2022
Adriana Bazgan

Carlotta Bertotti posiada znamię Oty, Adriana Bazgan choruje na bielactwo, a Silvia Amorosino boryka się z łysieniem plackowatym. Na Instagramie i TikToku pokazują się jednak bez filtra. Trzy włoskie influencerki opowiadają o swojej drodze do samoakceptacji oraz wadze ciało- i ceropozytywnego ruchu w mediach społecznościowych.

Podobałam się sobie, ale czułam, że muszę się ukrywać. Bałam się opinii innych, poza tym nie widywałam nikogo podobnego do siebie ­– mówi Carlotta. Zgadzają się z nią Adriana i Silvia, które w pewnym momencie swojego życia zdecydowały się zmyć makijaż, zdjąć perukę i pokazać takimi, jakie są. A później powtórzyć to także w mediach społecznościowych, by pomóc innym oraz stworzyć grupę wsparcia, której same potrzebowały.

Carlotta Bertotti: Moje znamię, moja historia

Fot. Fabio Negri

Nikt nie wiedział o moim schorzeniu. Od ósmego roku życia używałam kryjącego make-upu i zakładałam szkła kontaktowe specjalnie zamawiane z USA, by zakryć szare znamię, które mam na twarzy i twardówce oka – opowiada Carlotta Bertotti, 22-latka, studentka prawa i modelka. Jej znamię Oty to rzadkie schorzenie, obecne najczęściej w Japonii, w Europie praktycznie nieznane. Carlotta przyznaje, że długo obawiała się opinii innych na temat swojego wyglądu fizycznego.

Każdego poranka, przez wiele lat tworzyłam postać, z którą chciałam, by ludzie mnie kojarzyli, ale nie odnajdywałam się w niej, czułam się samotna. Jedyną zaletą było to, że dawała mi możliwość bycia taką, jak wszyscy inni – mówi Carlotta. Pewnego dnia, podczas szkolnej wycieczki do Walencji, zdecydowała się na zdjęcie tej maski, pokazując się taką, jaka jest naprawdę. Była zaskoczona, gdy nie spotkała się z żadną negatywną reakcją ze strony rówieśników z liceum. Dopytywała ,,Czy nie wydaję wam się jakimś dziwadłem z cyrku?”. Nikogo to nie obchodziło. Zdejmując swoją maskę, w końcu poczuła się sobą, choć wizerunek odbijający się w oczach innych, była dla niej długo nie do przyjęcia.

Fot. Fabio Negri

Kolejnym krokiem był coming out w mediach społecznościowych. Ponieważ sama ze swoim znamieniem czułam się bardzo osamotniona, pomyślałam, że mogę zrobić coś, dzięki czemu inni nie będą się tak czuli – kontynuuje Carlotta, która dziś otrzymuje liczne zapytania od agencji modelingowych w Nowym Jorku i Los Angeles oraz fotografów, którzy chcieliby ją sportretować. Wśród nich znalazł się Brock Elbank, który włączył ją do swojego projektu fotograficznego o inkluzywności.

Przyjęłam do tej pory bardzo mało propozycji, ponieważ proces samoakceptacji jest długi i skomplikowany. O ile kocham to, co widzę w lustrze, i jestem w stanie poradzić sobie z porównywaniem się do innych, wciąż pozostaję niepewną siebie dziewczyną, która nie czuje się wystarczająco dobra. Pokazywanie siebie w mediach społecznościowych czy przed obiektywem to sposób niesienia pomocy innym. Zdecydowałam się to zrobić, pomimo że wciąż boję się być ocenianą, czytać negatywne komentarze pod zdjęciami, znaleźć w sytuacji, w której będę wytykana palcami – mówi Carlotta. Z tego powodu zdecydowała się zostać częścią włoskiej inkluzywnej agencji mody Imperfetta [po włosku „Niedoskonała” ­– przyp. tłum.] oraz kontynuować działalność w mediach społecznościowych, ponieważ ,,potrzebne jest odnalezienie człowieczeństwa, zrozumienie, że nie trzeba czuć się niewłaściwie i że można opowiadać historię o własnej wyjątkowości na Instagramie, gdzie jeszcze powszechniejszy niż wyścig do perfekcji jest zatrważający brak pewności siebie”.

Adriana Bazgan: Bielactwo na TikToku

Fot. Archiwum własne

Inną metodę na oswojenie inności znalazła tiktokerka Adriana Bazgan, 24-latka, która dzieli się wideo na temat bielactwa, które na jej twarzy widoczne jest wokół oczu. Tworzy makijażowe tutoriale, które zamiast zakrywać podkreślają inne partie skóry. – TikTok pomógł mi zmienić mój sposób myślenia o życiu z bielactwem, ponieważ pozwala komunikować się w sposób bezpośredni, bez uprzedzeń i oddziaływać na mnóstwo osób. Znalazłam otwartą społeczność, która ma ochotę współdziałać, która jest zainteresowana tym, co mam do powiedzenia, która mi pomogła i która wciąż zachęca do dalszej pracy. Na TikToku dzielę się filmikami, które są bezpośrednią i spontaniczną formą komunikowania. Dla mnie to o wiele lepsza platforma, bo tak bardzo nie skupia się na pokazywaniu wyidealizowanego wizerunku – mówi Adriana.

Kiedy jako dziecko zachorowałam na bielactwo nikt o tym ze mną nie rozmawiał, nie miałam żadnych punktów odniesienia, więc jedynym rozwiązaniem było przykryć je makijażem, by nikt go nie zauważył. Ale na dłuższą metę chowanie bielactwa pod make-upem było koszmarem, bo nie czułam się sobą. Zastanawiałam się, czy jestem gotowa robić to przez całe życie tylko dla innych. W końcu zdecydowałam się przestać. Makijaż, który początkowo przynosił ulgę, a potem był moim wrogiem, w końcu został moim sprzymierzeńcem, który podkreśla moje cechy, nie ukrywając ich.  Tworząc treści do mediów społecznościowych rozpowszechniam wiedzę na temat bielactwa i pokazuję, jak się mogą malować ci, którzy też je mają – dodaje Adriana.

Wsparcie społeczności, które otrzymuję, pomaga w procesie samoakceptacji. Media społecznościowe pomogły mi w prawdziwym życiu. Na początku byłam bardzo czujna, sprawdzałam dookoła, czy nikt mnie nie  obserwuje, dzisiaj o wiele mniej przejmuję się tym, czy ktoś na mnie patrzy – kończy Adriana.

Silvia Amorosino: Łysa i uśmiechnięta

Fot. Archiwum własne

Ciągła ocena, której była poddawana 31-letnia designerka Silvia Amorosino, była jednym z powodów jej coming outu. Silvia przez lata zakrywała łysienie plackowate peruką, wytatuowała sobie brwi i nosiła sztuczne rzęsy. – Robiłam to nie tylko po to, by uniknąć spojrzeń innych, lecz także dla siebie samej, bo na początku odczuwałam niepokój, wstyd i upokorzenie, widząc się taką w lustrze. Miałam tylko 14 lat, gdy straciłam wszystkie włosy – zdradza Silvia. Przeszła długi proces akceptacji tego, co jej się przydarzyło, doświadczając ,,ciągłego stanu zniecierpliwienia, które pochodziło z oglądania swojego kompletnie zmienionego wizerunku, pozbawionego estetycznych, kobiecych atrybutów, takich jak włosy czy rzęsy, których nieobecność niesamowicie zmienia całą twarz”.

Ale za każdym razem, gdy w witrynie widziałam swoje odbicie w peruce, nie poznawałam się. Czułam, że nie jestem tą osobą, ale nie miałam odwagi, by wyjść z domu bez zakrytej głowy. Aż do pewnego lata i podróży do Paryża. W wielkim mieście, gdzie nikt mnie nie znał, przytłoczona niesamowitym gorącem, które odczuwa się, nosząc perukę, po prostu zdjęłam ją i wyrzuciłam – opowiada Silvia. Peruka stała się dla niej nieprzyjemnym obowiązkiem. – Nienawidziłam jej, przez lata pytałam siebie samej, dlaczego muszę chować się pod tą maską, która nie miała ze mną nic wspólnego – dodaje. Pewnego razu, na forum internetowym zobaczyła więcej osób, takich jak ona, które prowadziły normalne życie bez ukrywania się. Pragnienie pomocy innymi sprawiło, że dzisiaj dzieli się na Instagramie i grupach na Facebooku swoim doświadczeniem oraz zdjęciami siebie: łysej i uśmiechniętej. – Kluczowe jest zrozumienie, że nie jest się samemu na świecie, że można być sobą bez filtrów, że można kochać siebie, nawet jeśli nie jest się idealnym według tego, co mówi społeczeństwo – mówi Silvia.

Fot. Archiwum własne

Media społecznościowe bardzo w tym pomagają. – Gdy widzi się więcej osób z różnorodnymi cechami, można łatwiej poczuć się komfortowo z samym sobą, a przez sporą reprezentację różnorodności szerzy się koncept ,,szacunku” – tłumaczy Silvia. I dodaje: – Społeczeństwo musi być reprezentowane w sposób jeszcze bardziej inkluzywny, niż ma to miejsce obecnie, rozumiejąc naprawdę wszystkich, kładąc jeszcze większy nacisk na przykład na niepełnosprawność, która wciąż jest marginalizowana. Powoli się to zmienia – bardzo spodobała mi się styczniowa okładka „Vogue Italia” z Veronicą Yoko Plebani. W naszej wyjątkowości kryje się piękno.

Dzięki samoakceptacji influencerka nauczyła się nie przejmować ,,osądami innych, odpowiedzialnością i obowiązkami”, które odczuwała jako przymus wyglądu w bardzo określony sposób. – Gdy zdecydowałam się być sobą, wyzwoliłam się spod ogromnego ciężaru. Gdy żyjesz w zgodzie ze sobą, inni przestają cię obchodzić – kończy Silvia.

Artykuł oryginalnie ukazał się na Vogue.it.

Veronica Cristino
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę