Znaleziono 0 artykułów
12.01.2022

Kameralny ślub Szwedki Fanny Ekstrand

Fot. Annica Eklund

Suknia ślubna House of Dagmar, dodatki Chanel, paryskie wesele, ostrygi i dobra muzyka… Fanny Ekstrand i jej mąż Måns zorganizowali pełne uroku kameralne przyjęcie ślubne w Paryżu. Zobaczmy, jak wyglądał wielki dzień szwedzkiej pary o nienagannym stylu.

Siedem lat temu Fanny Ekstrand poznała Månsa… Ponownie spotkali się kilka miesięcy później, by już nigdy się nie rozstać. Ona zawodowo zajmuje się modą, on jest scenarzystą – oboje pochodzą ze Sztokholmu, oboje lubią wyraziste, oryginalne i inspirujące looki, które pokazują w mediach społecznościowych. Nie ma nic bardziej wyjątkowego niż dzień ślubu, a odważne wybory Fanny Ekstrand spowodowały, że wyglądała naprawdę czarująco.

Nietradycyjne szwedzkie wesele w Paryżu

Jak wiele przyszłych par młodych, Fanny i Måns musieli modyfikować swoje plany… Wymarzone przez nich wielkie wesele zamieniło się ostatecznie w kameralne spotkanie w Paryżu. Goście paradujący słonecznymi paryskimi ulicami, przysięga złożona w szwedzkiej ambasadzie, radosny obiad w Brasserie Lipp, szalony wieczór w typowych paryskich apartamentach… – Spacer po Paryżu, z ambasady przez Pont de la Concorde i Jardin des Tuileres, był najbardziej romantycznym wydarzeniem, jakie przeżyłam. Fanny Ekstrand i jej mąż Måns powiedzieli sobie „tak” w październiku 2021 roku w samym sercu miasta miłości i było to dla nich bezcenne doświadczenie.

„Zatrzasnęłam swój welon w oknie samochodu, przez co trzepotał jak weselna flaga”

W looku panny młodej najważniejsze były detale, w skład których wchodziły suknia House of Dagmar, dodatki Chanel i subtelny makijaż. Z kolei pan młody dwa razy zmieniał smoking – do jednego z nich dobrał okulary pilotki – by dopasować się do gości w nienagannych strojach wieczorowych. Po pięknych chwilach, uchwyconych na zdjęciach w Jardin des Tuileries, radosna gromada zatrzymała się w Brasserie Lipp, lokalu o typowym francuskim wystroju, serwującym tradycyjne jedzenie, gdzie goście jedli ostrygi, wznosili toasty, a przede wszystkim dzielili się miłością… Po czym grupa udała się do wynajętych apartamentów, by tam bawić się przez całą noc. – Jedzenie ostryg przez cały dzień i zakończenie nocy na domówce z takimi przebojami jak „Gimme Gimme Gimme” i „Waterloo” Abby było dla nas wymarzonym sposobem na spędzenie tego czasu – mówi panna młoda, której ciągle towarzyszą silne emocje. Niezapomniane, niezwykłe wesele. Na łamach „Vogue’a”, za pomocą słów i obrazów Fanny Ekstrand wspomina swój wymarzony dzień.

Artykuł oryginalnie ukazał się na Vogue.fr.

Opowiesz nam o tym, jak poznałaś swojego męża? 

Fanny Ekstrand: Poznaliśmy się w klubie nocnym w Sztokholmie 7 lat temu. To jeden z tych niesamowitych zbiegów okoliczności. Mój kolega szedł do baru kupić drinki i przedstawił mnie swojemu koledze, żebym nie została sama. A tym kolegą był właśnie Måns i od razu zaczęliśmy świetnie się dogadywać. Po 5 minutach miałam wrażenie, że znam go od lat. Spędziliśmy razem resztę wieczoru, a potem odwiózł mnie do domu taksówką. Nie wymieniliśmy się numerami telefonów. Sześć miesięcy później spotkaliśmy się w innym klubie i tym razem na szczęście wymieniliśmy się numerami. Następnego dnia zadzwonił i zaprosił mnie na randkę. To wszystko. Żadnego zamieszania, żadnych gierek. Wcześniej myślałam, że wiem, co to znaczy czuć do kogoś chemię, ale myliłam się. Pięć lat później oświadczyłam mu się na parkiecie jednej z naszych ulubionych kopenhaskich restauracji. Włożyłam na jego palec stary sygnet, który moja mama dała tacie na 25. urodziny, a on powiedział „tak”!

Czy mogłabyś opisać swoją pracę i codzienne życie?

Byłam związana z prasą, która zajmuje się modą. Jednak po kilku latach pracy znudziła mnie biurokracja i poczułam, że muszę zrobić coś swojego. I coś innego niż Instagram. Połączyłam siły z moją obecną partnerką i najlepszą przyjaciółką Linn Eklund, z którą założyłam Hobnob – czasopismo online i studio kreatywne. W dziennikarstwie modowym najbardziej lubię opowiadać historie. Więc gdy przypadkiem trafiłam do projektu związanego z pisaniem scenariuszy, w którym pełniłam jedynie rolę doradczyni, poczułam, że to coś dla mnie. Natychmiast to pokochałam. Po kilku sezonach serialu telewizyjnego, przy którym współpracowałam, stworzyłam własny serial obyczajowy, który miał premierę pod koniec ostatniego lata. Poza pracą dla Hobnob biorę też udział w wielu innych świetnych projektach. Mój mąż jest producentem telewizyjnym, więc przy kolacji często rozmawiamy o pracy, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.

Jak wyglądała organizacja twojego ślubu? 

 Zanim udało nam się zorganizować to wesele, miałam już trzy różne plany. Każdy z nich był zupełnie inny! Pierwsze przyjęcie miało być wielkie, z rejsem łodzią na archipelag i rakami na kolację. Drugie również miało być duże, na łące przy zachodzie słońca. Trzecie to wesele w zamku w Biarritz. Za każdym razem pandemia weryfikowała nasze plany… W końcu zmęczeni organizacją ślubu, który nie mógł dojść do skutku, zdaliśmy sobie sprawę, że musimy zrobić coś innego. Chcieliśmy, żeby była to mała impreza, nie tylko z powodu wydarzeń ostatnich dwóch lat, ale również po to, by naprawdę spędzić czas z ukochanymi osobami. 

Nigdy nie zależało nam na ślubie kościelnym, więc wybraliśmy w końcu Paryż. Spodobał nam się pomysł połączenia Paryża i Szwecji w szwedzkiej ambasadzie. Potem zaczęliśmy rezerwować hotele, apartamenty, restauracje i tak dalej. Po zaplanowaniu dwóch dużych wesel wydawało się to bułką z masłem. Oczywiście musieliśmy wziąć pod uwagę wiele szczegółów, ale świetnie się przy tym bawiliśmy.

Czy możesz opisać miejsce uroczystości, które wybraliście? 

Wiedzieliśmy, że chcemy przejść tego dnia przez Paryż, tak by wszyscy dobrze się bawili. Zaczęliśmy od szwedzkiej ambasady, ponieważ tam odbyła się ceremonia. Przez Pied a Terre zabukowaliśmy apartamenty przy Rue Saint Honoré, a niektórzy goście zatrzymali się w hotelu Costes. Oba te miejsca znajdują się przy Jardin Tuilerie, gdzie w dniu ślubu spotkaliśmy się ze wszystkimi naszymi przyjaciółmi. Po ceremonii zorganizowaliśmy wielką paradę miłości, podczas której spacerowaliśmy przy dźwiękach muzyki i piliśmy szampana. Przeszliśmy na drugą stronę Sekwany do Chez Flottes, baru, do którego moja przyjaciółka chodziła regularnie, gdy przez wiele lat mieszkała w Paryżu. Kiedy do niej przyjeżdżałam, zawsze go odwiedzałyśmy. Uwielbiam to miejsce. Po przebraniu się udaliśmy się do Brasserie Lipp, gdzie mieliśmy zarezerwowane pierwsze piętro. Byliśmy pierwszymi gośćmi w lokalu i ostatnimi, którzy z niego wyszli.

Jak wyglądała weselna kolacja? 

Brasserie Lipp jest dość podobna do restauracji w Sztokholmie, do której chodziliśmy z Månsem na niekończące się randki i gdzie po raz pierwszy, pięć lat temu, powiedział mi, że chce się ze mną ożenić. Cała kolacja upłynęła pod znakiem przemówień, ostryg, wina i listów miłosnych. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej weselnej kolacji. Było kameralnie, a jednocześnie znajdowaliśmy się w jednej z najbardziej ruchliwych restauracji w Paryżu. Trudno mi opisać ten rodzaj intymności. Po kolacji wróciliśmy do jednego z apartamentów, zjedliśmy tort, po czym do rana słuchaliśmy Abby, tańcząc na stołach i sofach.

Jak znalazłaś swoją suknię ślubną? 

Znalazłam ją w Paryżu! Razem z moją wspólniczką, najlepszą przyjaciółką i druhną Linn Eklund, byłyśmy tam w czasie tygodnia mody trzy lata temu. Poszłyśmy na drinka w siedzibie jednej z naszych ulubionych szwedzkich marek House of Dagmar. To bardzo szwedzkie – spotykać się z innymi Szwedami, gdy jest się za granicą… Przymierzyłam tę suknię z dzianinowym topem i spódnicą z szyfonu i natychmiast poczułam się sobą. Powiedziałam do Karin (jednej z sióstr – założycielek marki), że w tej sukni, po kilku drobnych poprawkach, mogłabym wyjść za mąż. Bawiłyśmy się dalej, zjadłyśmy kolację w Lou Lou, gdzie zapytała mnie, czy mówiłam serio. Potwierdziłam i tak zaczęła się moja przygoda z tą suknią. 

Tiule i koronki nie są w moim stylu, więc gdy się zaręczyłam, trudno było mi wyobrazić sobie siebie w sukni księżniczki. Dziewczyny z Dagmar pracowały przy mojej sukni razem ze mną, a efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Na ten projekt miały też wpływ pandemia i moje uczucia wobec nowego świata. Nadałyśmy sylwetce trochę stylu lat 20., z którym bardzo się utożsamiam, po wszystkim, co nam się przydarzyło. Jeżeli chodzi o dwie pozostałe sukienki – jedną, ze sztucznego futra, stworzyło dla mnie Stand Studio (oraz dopasowaną do niej dla Linn), a druga to sukienka vintage z odkrytymi ramionami. Uwielbiam je. Ta ze sztucznego futra naprawdę przyciągała uwagę przechodniów, gdy szliśmy na przedślubnego drinka, była też ukłonem w stronę wielu lat, które spędziłam jako narciarka alpejska.

Czy możesz opisać dodatki, jakie wybrałaś na wielki dzień? 

Ponieważ suknia na ceremonię była bardzo klasyczna, chciałam trzymać się tego stylu, a jednocześnie być sobą. Kilka tygodni przed ślubem pojechałam do Paryża i poszłam do butiku Chanel przy alei Montaigne, gdzie znalazłam lśniącą tiarę CC. Od razu wiedziałam, że będzie bardzo nowoczesnym, a jednocześnie klasycznym dopełnieniem mojego looku. Do tiary dopasowałam dwuwarstwowy welon, który kupiła dla mnie Linn, oraz naszyjnik z pereł, który na swój ślub wcześniej założyła matka mojej babci. Czułam się wyjątkowo. Jeżeli chodzi o buty, tiara potrzebowała odpowiedniego towarzystwa. Założyłam lakierowane czarno-białe buty Chanel z paskiem oraz czarną lakierowaną torebkę ze złotym łańcuszkiem. Jako miejska panna młoda czułam, że białe dodatki będą przesłodzone. Czarna lakierowana skóra idealnie przełamywała mój look.

Co z makijażem i włosami? 

Pracowałam dotąd z tak wieloma stylistami fryzur i makijażystami, że czułam się kompetentna, by sama zrobić sobie fryzurę i makijaż. Gdy na ślubach byłam wśród gości, zawsze wydawało mi się dziwne, że tak wiele panien młodych, które idą do ołtarza, nie przypominają siebie. Mają fryzury, jakich nigdy nie noszą, i według mnie zbyt mocny makijaż. Oczywiście rozumiem, że w dniu ślubu chce się wyglądać pięknie, ale nie ma nic gorszego niż to, że wyglądasz jak nie ty. Bez zastanowienia postawiłam więc na look, jaki wybieram na co dzień, włożyłam tylko w to trochę więcej czasu i wysiłku. Dzień dobrych włosów stał się dniem wspaniałych włosów, udało mi się też podkreślić oczy eyelinerem dużo lepiej niż zazwyczaj. Gwiazdy mi sprzyjały…

A look twojego męża? 

Mój mąż nigdy nie przegapi okazji, by założyć smoking! To jego ulubiony strój, zaraz po welurowym dresie adidasa z lat 80… Måns na dzień ślubu wybrał dwa smokingi – na ceremonię czarny z kołnierzem szalowym Oscara Jacobsona, a na kolację w Brasserie Lipp białą smokingową marynarkę tego samego projektanta. Co zabawne, gdy Måns ubiera się elegancko, zawsze zwraca uwagę na detale. Ponieważ ceremonia miała miejsce w południe, wymyślił, że do oficjalnego smokingu i aksamitnej muszki założy żółte okulary pilotki. Latem zazwyczaj nosi podobne, ale raczej nie ze smokingiem… Wybrał bladożółte od Toma Forda, które według mnie były wisienką na tym torcie.

Czy ustaliliście dress code dla gości? 

Na ceremonię ustaliliśmy formalny dress code. Ale szczerze mówiąc, wydaje mi się, że nie było to konieczne, ponieważ wszyscy obecni na ślubie interesują się modą i mają nienaganny styl. Z powodu pandemii w ostatnich miesiącach rzadko ubieraliśmy się elegancko, więc miałam wrażenie, że goście potraktowali naszą uroczystość jako okazję do nadrobienia tego czasu w wielkim stylu!

Jak przebiegał ten dzień? Jakie towarzyszyły wam emocje? 

Dzień przed ślubem, kiedy dogrywaliśmy ostatnie szczegóły (i odwiedzaliśmy muzea, i piliśmy martini…), deszcz lał tak, że nawet trudno to opisać! Wszyscy mówią, że Paryż najpiękniej wygląda w deszczu, z czym się zgadzam, ale w dniu swojego ślubu dobrze jest wyjść na zewnątrz i nie zostać zmytym w powodzi... Na szczęście, gdy z przyjaciółkami, z którymi razem nocowałyśmy przed ślubem, dotarłyśmy na kolację, nagle ulewa się skończyła. A kiedy obudziłyśmy się w dniu ślubu, słońce przebijało się przez poranną mgłę, sprawiając, że Paryż wyglądał jak plan filmowy. Październikowe powietrze było idealnie rześkie, a liście zaczynały robić się żółte. Było perfekcyjnie.

Spotkaliśmy się wszyscy przy Grand Bassin Rond, uroniliśmy kilka łez, po czym poszliśmy po świeżo wygrabionym żwirze i świeżo skoszonej trawie, przez Rue de Rivoli, do samochodów, które miały nas zabrać do ambasady. 

Zatrzasnęłam swój welon w oknie samochodu, przez co trzepotał jak weselna flaga przez całą drogę do ambasady, gdzie czekały nasze rodziny. I chociaż dojechaliśmy trochę spóźnieni przez paryski ruch uliczny (nie da się go uniknąć), poranna mgła nadal spowijała miasto, gdy wysiedliśmy z samochodu przed szwedzką ambasadą, na której ciężkich drzwiach znajdują się trzy znamienne złote korony. Trzymaliśmy się za ręce, więc czułam, że Måns był zdenerwowany, chociaż w ciągu kolejnych 10 minut mieliśmy powiedzieć tylko jedno zdanie. 

Mieliśmy poczucie, że słowo „tak” nabiera dla nas nowego znaczenia, szczególnie że bardzo długo czekaliśmy, by je powiedzieć. Nasze rodziny i przyjaciele, którzy z powodu restrykcji nie mogli być z nami w czasie ceremonii, czekali przed bramą. Ceremonia trwała tylko chwilę – 4 minuty i jeden wiersz mojego ulubionego szwedzkiego poety Pera Andersa Fogelströma. Później byliśmy już mężem i żoną.

Gdy brama znowu się otworzyła, przyjaciel Månsa, Mattias, bardzo poważnie traktujący swoją rolę, zapewnił wszystkim napoje, którymi mogli wznieść toast. Z małego głośnika popłynęła piosenka „All You Need is Love”, a w rześkie jesienne powietrze wzbiły się bańki mydlane. Było magicznie. Potem ruszyliśmy na spacer ulicami Paryża, słuchając muzyki, pijąc szampana i rozmawiając. Ludzie otwierali okna i machali do nas, krzycząc „Vive l’amour”, co może wydawać się tandetne, ale wtedy czułam się, jakbym grała główną rolę w swoim ulubionym musicalu. Gdy teraz to wspominam, wiem, że spacer po Paryżu – od ambasady przez Pont de la Concorde i Jardin Tuilerie – był jednym z najbardziej romantycznych wydarzeń, jakich kiedykolwiek doświadczyłam.

Jak COVID wpłynął na wasze plany? 

Poza tym, że trzy razy zmienialiśmy datę ślubu, planowane na początku duże wesele zamieniło się w małą, bardzo intymną uroczystość. Chcieliśmy po prostu, by ludzie, którzy byli blisko nas w czasie pandemii, mogli wziąć udział w weselu. Ale następnego lata planujemy wielkie przyjęcie weselne dla tych przyjaciół i członków rodziny, którzy nie mogli z nami być.

Jakiej rady udzieliłabyś naszym czytelniczkom i czytelnikom, którzy planują ślub?

Nie ma żadnych zasad! Poza tym, że musisz powiedzieć „tak” osobie, z którą bierzesz ślub. Zupełnie serio – to wasz dzień, postarajcie się, by odzwierciedlał to, kim jesteście i jaką parę tworzycie. Dla nas wymarzonym sposobem na spędzenie tego czasu było jedzenie ostryg przez cały dzień i zakończenie nocy na domówce z takimi przebojami jak „Gimme Gimme Gimme” i „Waterloo” Abby. Tradycje są urocze, ale tylko jeśli się z nimi utożsamiamy. Pomyśl niestandardowo i zaplanuj wesele, tak jakby to była impreza, ponieważ jeśli ty i twój partner dobrze się bawicie, goście też na pewno to docenią. Aha, i nie słuchaj dobrych rad udzielanych ci przez innych ludzi poza jedną: „bądź jak najbardziej obecna w tym ważnym momencie”.

Czy planujecie podróż poślubną?

Jesienią pojedziemy w podróż poślubną do Irlandii. Wynajmiemy samochód vintage, będziemy jeździć od jednego pensjonatu do drugiego, chodzić na piesze wycieczki i organizować pikniki. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, ale chcemy zobaczyć zupełnie nowe miejsca i doświadczyć tego razem, jako mąż i żona. Aha, Måns uwielbia piwo, a ja jestem miłośniczką whisky, co być może wpłynęło na to, jakie miejsce na podróż wybraliśmy…

Trzy słowa, które opisują twój ślub.

Intymny, zaskakujący i strasznie romantyczny.

Na swój ślub Fanny Ekstrand założyła dwukolorowe buty Chanel.

Elegancki dress code został ustalony..., choć goście towarzyszący młodej parze to sami eksperci od stylu.

Pan młody i jego przyjaciele – wszyscy w smokingach.

Fanny Ekstrand i jej przyjaciółka w dniu ślubu w Paryżu.

Jako miejsce uroczystej kolacji para wybrała Brasserie Lipp.

Jedzenie ostryg przez cały dzień? To prawdziwa pasja Fanny Ekstrand, szczególnie w dniu jej ślubu.

Prawdziwa uroczysta paryska kolacja.

Nowożeńcy całują się w Brasserie Lipp.

Just married!

Śmiech i dobra zabawa podczas szwedzkiego wesela w Paryżu.

Ultrainspirująca paryska sceneria.

Weselny tort Fanny Ekstrand.

Długo wyczekiwany moment tradycyjnego krojenia tortu.

Kameralne wesele, na które wpływ miała pandemia, a przy tym pełne miłości i szczęścia.

Marie Périer
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę