Znaleziono 0 artykułów
10.09.2019

Dobre dzieła niezbyt dobrych ludzi

Roman Polański (Fot. Getty Images)

Film „Oficer i szpieg” w reżyserii oskarżonego o gwałt na nieletniej Romana Polańskiego nagrodzono w Wenecji Srebrnym Lwem. Czy bojkotowany przez środowisko powinien być winny występku człowiek, czy także jego dzieło?

„Autor jest człowiekiem. Najgorszą rzeczą, jaką moglibyśmy zrobić, jest oddzielenie go od jego dzieła” – powiedziała Lucrecia Martel, argentyńska reżyserka, która przewodniczyła jury tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Jej wypowiedź dotyczyła oczywiście Romana Polańskiego i jego filmu „Oficer i szpieg” (w wersji oryginalnej „J’accuse”) nagrodzonego Srebrnym Lwem. Z racji zarzutów ciążących na Polańskim od lat wielu nie podobało się nawet dopuszczenie filmu tego polskiego reżysera do konkursu. Zarzuty te były zresztą powodem jego nieobecności w Wenecji. Obawiał się aresztowania przez włoską policję, tak jak kiedyś przez szwajcarską. Stany Zjednoczone starają się go od dawna dopaść, gdzie tylko się da. Póki co bezskutecznie.

„Oficer i szpieg” (Fot. materiały prasowe)

Do tych nieustających napięć i awantur dotyczących miejsca Polańskiego w świecie kina zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić. Nabrały one jednak większej mocy w związku z #MeToo. Na fali akcji reżyser stracił miejsce w Amerykańskiej Akademii Filmowej, za co ją, zdaje się, pozwał. Filmy robi jednak nadal. I nadal są one znakomite, co prowadzi do pytania o to, czy można oddzielić świetne dzieło od już nie tak świetnego człowieka. Zadawałem je nie tak dawno w kontekście filmu dokumentalnego o Michaelu Jacksonie, który pokazuje kilku mężczyzn oskarżających muzyka o wieloletnie molestowanie seksualne. Po premierze „Leaving Neverland” na HBO kilka stacji radiowych ogłosiło, że nie będzie grało muzyki króla popu, co z kolei wywołało oburzenie jego fanów i podzieliło – podobnie jak sprawa Polańskiego – opinię publiczną.

Kevin Hart (Fot. Getty Images)

Dave Chappelle, jeden z najsławniejszych i najbardziej kontrowersyjnych komików Ameryki, mówi w swoim najnowszym stand-up special „Sticks & Stones” wprost (do obejrzenia na Netfliksie), że nie wierzy oskarżycielom Jacksona. Choćby dlatego, że jakiemukolwiek molestowaniu zaprzecza Macaulay Culkin (słynny Kevin McCallister z filmu będącego dzisiaj integralną częścią polskich świąt Bożego Narodzenia), który jako dziecko spędzał mnóstwo czasu z Jacksonem. Chappelle broni także swojego kolegi po fachu i obecnie najlepiej zarabiającego komika Ameryki – Kevina Harta, pozbawionego w zeszłym roku możliwości poprowadzenia gali Oscarów za swoje homofobiczne żarty. Hart mówił, że gdyby wrócił do domu i zobaczył syna bawiącego się domkiem dla lalek, zbiłby go na kwaśne jabłko, a rzeczony domek roztrzaskałby na synowskiej głowie. Te osobliwe metody wychowawcze skończyły się roztrzaskanym marzeniem o byciu oscarowym gospodarzem.

„Leaving Neverland” (Fot. materiały prasowe HBO)

Nie kończą się natomiast pytania o zasadność oddzielenia artysty od dzieła. Tym bardziej że pojawiają się coraz częściej, bo dzięki internetom i mediom społecznościowym co  rusz wychodzą na jaw kolejne wypowiedzi i czyny kolejnych ludzi. I o ile w przypadku polityków kończy się to zwykle dymisją i zakończeniem publicznej kariery (oczywiście nie w Polsce), o tyle w przypadku ludzi kultury zostaje ich artystyczny dorobek. Często przecież fantastyczny. Co z nim wówczas począć? Czy powinno się zakazać grania muzyki osoby oskarżonej o molestowanie seksualne? Czy powinno się bojkotować filmy osoby oskarżonej o gwałt? Czy powinni być skazani na wieczne potępienie komicy opowiadający homofobiczne żarty? Czy możemy podziwiać na ekranie aktora wykrzykującego na co dzień do policjanta antysemickie bluzgi? Czy wybitne dzieło pedofila traci swoją wybitność? Czy należy stworzyć jakiś kodeks? Czy należy wykluczać oskarżanych/skazanych artystów systemowo? Czy też pozwolić każdemu na indywidualny bojkot? I, w końcu, czy bojkotowany powinien być winny występku człowiek, czy także jego dzieło? Odpowiedzi na wszystkie te pytania wydają się nie tylko ważne, ale i niezwykle pilne, bo nie ma już chyba dnia bez kolejnych afer.

Ostatnia przetoczyła się przez Francję w związku z szeroko dyskutowaną autobiograficzną książką Yanna Moixa pod tytułem „Orléans”. I nie chodzi tu nawet o to, że kochający prowokować Moix obsmarował w niej swoją rodzinę, oskarżając o prześladowanie (oskarżeniom zaprzeczył brat autora, Alexandre, twierdząc, że było dokładnie odwrotnie), ale o to, że tygodnik „L’Express” ujawnił jego antysemicką twórczość rysunkowo-tekstową z lat studenckich. Moix natychmiast przeprosił, zrzucając wszystko na błędy młodości, ale szybko dołożono mu jego styczniowym wywiadem dla magazynu „Marie Claire”. 51-letni twórca powiedział w nim, że nie jest w stanie zakochać się 50-letniej kobiecie, bo takie kobiety są po prostu za stare. Tuż przed wybuchem afery zgodnie obstawiano, że „Orléans” dostanie nominację do Prix Goncourt, najważniejszej nagrody literackiej frankofońskiego świata. Gdy jednak ogłoszono w zeszłym tygodniu listę nominowanych, książki Moix na niej nie było. Znakomite dzieło nagle przestało nim być?

Mike Urbaniak
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Wyloguj się
Robert Rzepecki
Robert Rzepecki10.09.2019, 20:22
Dobrze to Pan ujął: pozwolić każdemu na indywidualny bojkot. Jeśli ci niezbyt dobrzy ludzie stworzyli dzieła, które innym dają wiele czy to radości, inspiracji, czy też niosą za sobą dobro, to jednak - moim zdaniem - należy je uznawać. Dobre dzieła nie są wytworem złych myśli. Nikt z nas ludzi nie jest idealny, każdy popełnia błędy, mniejsze lub większe. Czy jest ktoś do końca dobry, czy zły? Czy gdyby skuteczny lek na raka wynalazł seryjny morderca, to należałoby odrzucić skład i formułę jego produkcji, a tym samym pozbawić innych szans na przeżycie? Uwielbiam filmy Romana Polańskiego, widziałem też liczne reportaże w jego sprawie. Pan Roman szczerze żałuje tego, co przed laty zrobił. Błąd, że nie odsiedział kary, ale z drugiej strony samo wieloletnie ograniczenie poruszania się po świecie jest dla niego dojmujące. A Michael Jackson? Cóż, dopóki zbijano na jego twórczości kasę, ogłaszano go królem popu, pozwalano na wszelkie dziwactwa. Czyżby wtedy wszyscy oślepli? Toczyły się przecież sprawy sądowe, które doprowadzały do oczyszczenia z zarzutów. Teraz nie wiadomo po czyjej stronie leży prawda i niewinność, i na pewno wiadomo nie będzie. Ktoś kiedyś powiedział, że artystom wybacza się wszystko. To nie są normalni ludzie, niektórzy mocno świrnięci, inaczej nic by nie wymyślili, ale dzięki nim nasze życie, tych megamoralnych szaraków, nabiera czasem kolorów i daje trochę szczęścia, za którym tak w swej codzienności gonimi. Kto tego nie chce, jego wybór.

Wczytaj więcej
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę