Znaleziono 0 artykułów
14.02.2018

Drugiego Colette nie będzie. „Mieli to, co chciałeś, zanim wiedziałeś, że to istnieje”

(Fot. Materiały prasowe Colette)

Colette jest jedynym sklepem, w którym robię zakupy, ponieważ ma to, czego nie mają inne – powiedział kiedyś Karl Lagerfeld. Teraz Karl może mieć problem. Zlokalizowany przy 213 Rue St.-Honoré w Paryżu concept store pod koniec ubiegłego roku oficjalnie zakończył działalność. Przypominamy fascynującą historię tego miejsca.  

Przecież nikt nie umarł! – oburzali się w komentarzach internauci, wyrażający swój sprzeciw wobec emocjonalnych wpisów, jakie pod informacjami o zamknięciu Colette publikowały w sieci ważne postaci świata mody, między innymi Tim Blanks, Jefferson Hack czy blogerka i redaktorka, Susie Lau. Roztrzęsienie gwiazd zrozumie jednak każdy, kto choć raz odwiedził i dał się porwać atmosferze paryskiego butiku.

Owa różnorodność przesądziła o sukcesie Colette. I sprawiła, że concept store na zawsze zapisał się w historii mody

Na ponad siedmiuset metrach kwadratowych sklepu oferowano kupującym wysmakowaną selekcję ubrań i dodatków od czołowych projektantów, ale także od młodych, dopiero co odkrytych twórców, magazyny z całego świata, albumy o modzie i sztuce, trudne do zdobycia gdzie indziej książki, intrygujące gadżety i akcesoria. Owa różnorodność przesądziła o sukcesie Colette. I sprawiła, że concept store na zawsze zapisał się w historii mody.

(Fot. Marc Piasecki, Getty Images)

Wszystko zostaje w rodzinie

Początki legendarnego sklepu sięgają 1997 roku. To właśnie wtedy mająca za sobą staż w dziale mody magazynu „Purple” Sarah Andelman i jej matka, Colette Roussaux, na parterze budynku, w którym mieszkały, postanowiły założyć butik z modą, w którym będą oferować to, co do tej pory w Paryżu było niedostępne. Tym samym potrzeba naprawdę została matką wynalazku. A wynalazek ten przez kolejnych 20 lat dla wielu modnych paryżan (i nie tylko) stanowił coś na kształt drugiego domu.

W Colette od początku zakupy mógł zrobić również mniej zamożny odbiorca, a wycenianym na dwa tysiące euro butom towarzyszyły na jednej przestrzeni magazyny za 5 euro, czy zapalniczki za 10. Andelman i jej matka myślały o każdym swoim kliencie

Roussaux i Andelman, która kilka lat później przejęła od matki lwią część obowiązków związanych z prowadzeniem projektu, mogą przypisać sobie także inną zasługę – wykreowanie i wypromowanie idei „concept store’u”, który na ekonomicznej i handlowej mapie Europy do tej pory tak naprawdę nie istniał. Miała to być kreatywna przestrzeń, w której równie wiele miejsca, co modzie poświęca się kulturze, sztuce, edukacji, a nawet gastronomii.

(Fot. Materiały prasowe Colette)

To także Roussaux i Andelman zapoczątkowały i opanowały do perfekcji „sztukę współpracy”, przekonując do współdziałania takie marki jak Comme des Garcons, Hermes czy Louis Vuitton. Dziś Vetements współpracuje z DHL, Manolo Blahnikiem i Reebokiem, Gosha Rubchinskiy z Burberry, a Virgil Abloh modyfikuje kultowe „Frakty” dla IKEI. Kilka lat temu kapsułowa kolekcja, jaką obuwniczy gigant Roger Vivier stworzył dla Colette, była pierwszą linią, jaką wprowadził do sprzedaży poza swoimi sklepami, a Apple pozwoliło butikowi zostać wyłącznym i jedynym niezwiązanym ściśle z technologią dystrybutorem Apple Watch.

Naprzód, nigdy wstecz

Niech was nie zmyli ta selekcja jednoznacznie utożsamianych z luksusem i horrendalnymi cenami marek. W Colette od początku zakupy mógł zrobić również mniej zamożny odbiorca, a wycenianym na dwa tysiące euro butom towarzyszyły na jednej przestrzeni magazyny za 5 euro, czy zapalniczki za 10. Andelman i jej matka myślały o każdym swoim kliencie.

– Collete było otwarte dla każdego, bez wyjątku – mówi Vogue.pl Guillaume Salmon, prawa ręka Sary Andelman. Udało nam się namówić go na krótką rozmowę na kilka dni przed zamknięciem Colette. – Każdy, kto tylko miał na to ochotę, mógł co tydzień odkrywać nowy asortyment i nową historię, którą staraliśmy się opowiadać na rozmaite sposoby.

(Fot. Pierre Suu, Getty Images)

Salmon uważa, że to właśnie ciekawość i energia, którą Colette dzieliło się ze swoimi klientami, było tym, co zadecydowało o globalnej popularności butiku: – Od początku staraliśmy się zarażać naszych gości miłością do projektantów, artystów, konkretnych produktów. Minione sukcesy nigdy nie zajmowały naszych myśli.

(Fot. Materiały prasowe Colette)

Mix and match

Znakiem rozpoznawczym Colette i Sary Andelman stało się mieszanie ze sobą marek premium i młodych, w większości nieznanych jeszcze projektantów. To właśnie Andelman jako jedna z pierwszych w branży doceniła potęgę i fenomen streetwearu i dostrzegła potencjał w zestawianiu go z propozycjami luksusowych marek. Tym samym została akuszerką sukcesu takich projektantów jak Ambush, Olympia Le-Tan czy Virgil Abloh, w którego uwierzyła, zanim tak naprawdę powołał do życia markę Off-White.

Jak razem ze swoimi współpracownikami wyławiała takie perełki? – Wystarczyło mieć po prostu otwarty umysł, być czujnym i zwracać uwagę na wszystko, co nas otacza – mówi Salmon. – Od początku wiedzieliśmy na przykład, że Virgil (Abloh – przyp. red.) będzie znakomitym projektantem.

Pod egidą założonej przez siebie firmy o nazwie Just An Idea, Andelman chce współpracować z markami i artystami oraz stwarzać im idealne warunki do kreowania nowych projektów

To właśnie pracy z młodymi i obiecującymi twórcami Andelman chce się teraz, po zamknięciu Colette, poświęcić. Jak ujawniła na początku grudnia, podczas panelu dyskusyjnego „BoF Voices”, jej następnym krokiem będzie doradztwo. Pod egidą założonej przez siebie firmy o nazwie Just An Idea, Andelman chce współpracować z markami i artystami oraz stwarzać im idealne warunki do kreowania nowych projektów. Jakich? To, póki co, pozostaje jeszcze tajemnicą.

(Fot. Materiały prasowe Colette)

Zlokalizowane przy historycznej Rue St.-Honoré Colette nie było jedynie sklepem, mimo że „Forbes” kilka lat temu nazwał przestrzeń „najbardziej trendy butikiem na świecie”. Colette było instytucją, oazą kreatywności, spontaniczności, miejscem edukującym, inspirującym i dostarczającym niezapomnianych wrażeń. Kiedy świat obiegła wiadomość o jego zamknięciu, Tim Blanks napisał na swoim Instagramie:  - Colette zawsze miało to, co chciałeś, zanim wiedziałeś, że to w ogóle istnieje. Co ja do diabła teraz zrobię?! Dobre pytanie.

Czy wiesz, że…?

Pierwszymi produktami, jakie sprzedało Colette, były m.in. kosmetyki Kiehl’s (marka nie była wtedy dostępna we Francji) oraz sneakersy Reebok „Fury”.

Spośród wielu współprac, jakie na przestrzeni lat Colette nawiązało ze znanymi markami, ulubioną inicjatywą Sary Andelman i jej współpracowników była ta podjęta z Hermes. – To było jak spełnienie najskrytszych marzeń – mówi Guillaume Salmon.

Colette nie zawsze było niebieskie (charakterystyczny dla butiku kolor to „Pantone 293 Colette Blue”), a wybór tego odcienia był w istocie dziełem przypadku. – Na samym początku zmienialiśmy kolory co pół roku – wspomina Salmon. – Kiedy dotarliśmy do niebieskiego, uznaliśmy, że jest na tyle przyjemny, że może warto przy nim pozostać. Plus, tak naprawdę, kończyły nam się już opcje.

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę