Znaleziono 0 artykułów
27.10.2018

Emocje biorą górę nad rozsądkiem

Ferruccio Laviani (Fot. Getty Images)

Kocha kolor, zabawę tworzywem i popowe formy. Z Ferruccio Lavianim, dyrektorem artystycznym marki Kartell, rozmawialiśmy podczas Targów Wnętrz i Designu Mood Concept 2018. 

Najbardziej znany z barokowej lampy Bourgie, Ferruccio Laviani zdobył świat designu kolorem i poszukiwaniem nowych definicji przedmiotów i piękna. Studiował zarówno architekturę, jak i design. Na jego twórczość ogromny wpływ miała działająca w latach 80. awangardowa grupa Memphis założona przez Ettore Sottsassa, do której dołączył w 1986 roku. Ich projekty znacząco odbiegały od smutnych i pozbawionych humoru produktów, które dominowały we wcześniejszej dekadzie. W swoim imponującym portfolio współpracował z takimi markami jak Flos, De Padova, Foscarini. Zajmował się także projektowaniem przestrzeni komercyjnych oraz prywatnych mieszkań i rezydencji. Obecnie Laviani skupia się głównie na deisgnie oświetlenia i mebli. Mimo że co jakiś czas tworzy projekty bardziej klasyczne i mniej szalone, w jego stylu nadal można doszukać się awangardy i pragnienia odczarowania szarej rzeczywistości żywym kolorem i formą.

Lampa Bourgie (Fot. Materiały prasowe)


W branży designu działasz od dawna, współpracę z firmą Kartell rozpocząłeś 28 lat temu. Co od tamtego momentu najbardziej zmieniło się w twojej pracy i sposobie projektowania?

Reklama

Muszę powiedzieć, że nie za wiele. Oczywiście z czasem zmieniają się nasze poglądy i referencje. Może stałem się też bardziej świadomy różnych aspektów ekspresji, na które wcześniej nie zwracałem zbytnio uwagi. Na pewno stałem się też bardziej profesjonalny w kontaktach biznesowych. Ale jeśli chodzi o kreatywność, nie zaszły duże zmiany. 

Skąd więc czerpiesz pomysły? Czy bazujesz na jakimś schemacie, systemie?

Nie, nigdy nie miałem jednego z góry ustalonego procesu. Oczywiście 90 proc. tego, w jaki sposób mam pracować nad danym projektem, zawarte jest w briefie, który dostaję od firm. Tam znajduję zazwyczaj dość wyraźnie instrukcje odnośnie projektu. Z drugiej strony, tak jak w przypadku Kartellu, w grę wchodzi często określona technologia lub cena końcowa produktu. Właśnie między tymi rzeczami szukam swoich inspiracji i kreatywności. Mogę zainspirować się wszystkim, poczynając od tej wykładziny, a kończąc na budynku, który zobaczę podczas spaceru.

Czy przy realizacji zleceń trudno jest połączyć funkcjonalność projektu z oryginalnym designem? Projektując, często musisz iść na jakieś kompromisy?

Wydaje mi się, że stary koncept dobrego designu, który wywodzi się trochę z idei Bauhausu, jest zupełnie nieaktualny w dzisiejszych czasach. Oczywiście lampy mają być źródłem światła, a krzesło musi być wygodne. Ale nie zawsze się to sprawdza. Weźmy na przykład lampę Bourgie, bestseller firmy Kartell, który zaprojektowałem. To była jedna z pierwszych lamp marki. Początkowo świeciła ludziom prosto w oczy. Tak im się jednak podobała, że i tak chcieli ją mieć w domu. Dotyczyło to także projektów innych twórców, które nie były bardzo wygodne, ale wyglądały świetnie. Ludzie się w nich po prostu zakochiwali.

Ferruccio Laviani (Fot. Getty Images)

Czyli oryginalność jednak wygrywa?

Oczywiście, że jeśli projektujesz kuchnię, muszą znaleźć się w niej blat, kuchenka, lodówka itp., ale dzisiaj najważniejsze jest to, żeby ludzie zakochali się w twoim projekcie. Pojawiają się w sklepie, bo chcą kupić twój produkt, chcą mieć go na własność. Jeżeli klient kupuje, bazując na emocjach, to znaczy, że ci się udało.

Kluczem do wylansowania bestselleru jest wzbudzanie emocji?

Trzeba zbalansować kilka rzeczy. Cena, emocje, które produkt wywołuje, a jeśli jest taka potrzeba, także funkcjonalność. Oferowana rzecz musi być czymś nowym, do tej pory niespotykanym. Musi wzbudzać w ludziach ciekawość. Te kilka rzeczy musi ze sobą współgrać, żeby produkt odniósł sukces.

I znowu wracamy do oryginalności.

Ogromnym sukcesem firmy Kartell jest to, że produkuje nowe produkty, których nie znajdziemy nigdzie indziej. Dodatkowo świetnej jakości i w odpowiedniej cenie, która nie odstrasza klientów. Oczywiście za dwa, trzy lata na rynku pojawiają się kopie, ale jeśli tworzysz za pośrednictwem konkretnych technologii, innym firmom zajmie więcej czasu, żeby je odtworzyć.

Czy są jakieś aktualne trendy w designie, które cię irytują?

Tak. Internet sprawił, że wszystko stało się mieszanką wszystkiego. Trendy są teraz czymś, co jest niezbędne np. prasie, żeby po prostu miała o czym pisać. Ja staram się robić swoje i skupiać na projektowaniu. Trendy są zdradliwe. Jakiś czas temu wszyscy tworzyli krzesła i stoły z drewnianymi nogami. Przy tym trendzie, który, o ironio, nazywano eko, zostało zniszczonych wiele drzew, ale nikt nie zwracał na to uwagi.

Butik Dolce&Gabbana w Londynie projektu Ferruccio Lavianiego / (Fot. Getty Images)

Uważasz, że zrównoważony design to przyszłość?

Zdecydowanie tak, tyle że naszym celem jest oferowanie produktów wytrzymałych. Tworzę plastikowe krzesła i plastikowe lampy, które zostaną w domach przez sto lat. Ideą Kartellu jest tworzenie produktów, które będą mogły zostać poddane recyklingowi. Stawiamy również na rozwój alternatywnych materiałów. Używany przez nas plastik, czy np. lakier do mebli jest teraz wykonywany z zupełnie innych składników niż kiedyś, zawierających mniej chemikaliów. Nie zanieczyszczają środowiska tak bardzo, jak ich wcześniejsze odpowiedniki. Oczywiście nie da się tego zrobić od razu, to proces, który trwa, ale trzeba w niego inwestować.

Ferruccio Laviani (Fot. Getty Images)

W swojej bogatej karierze często miałeś także styczność ze światem mody. Opowiedz o swojej współpracy z Dolce & Gabbaną.

Z Domenico i Stefano znamy się jeszcze z czasów studenckich, gdy ja pracowałem jako asystent Michele’a De Lucchi, a Domenico i Stefano zaczynali pracę jako asystenci bardzo zdolnego, ale trochę zapomnianego włoskiego projektanta Correggiariego. Spędzaliśmy czas w tych samych miejscach, jedząc te same kanapki. Spotykaliśmy tam także Giovanniego Bianco, który pracuje jako dyrektor artystyczny „Vogue Italia”. Znamy się wszyscy jeszcze z czasów, gdy Mediolan nie był uważany za stolicę mody i designu. W 1983 roku może 10 osób studiowało projektowanie mody, a kolejne 20 architekturę czy projektowanie wnętrz. W 1991 roku Domenico i Stefano poprosili mnie, żebym zaprojektował ich butik. Czarny, szklany żyrandol i kamienna podłoga stały się cechami charakterystycznymi ich wszystkich sklepów aż do 2011 roku. Zajmowałem się nie tylko wystrojem butików, ale także pokazami, prywatnymi domami, łodziami i restauracjami. To było wspaniałe doświadczenie.

Czy teraz również współpracujesz z jakąś marką?

Tak, współpracuję z marką, z którą tak naprawdę rozpocząłem moją przygodę z modą. Massimo Piombo to marka, która oferuje ubrania dla mężczyzn, taki włoski H&M. Od dwóch lat pracujemy razem i miesiąc temu stworzyłem im nową przestrzeń.

Butik Dolce&Gabbana w Londynie projektu Ferruccio Lavianiego (Fot. Getty Images)

Lubisz współpracować z projektantami? 

Wydaje mi się, że praca w branży mody nauczyła mnie wielu rzeczy, trochę innego spojrzenia na design, kolor, styl. To dwa różne światy. Dzięki temu zdobywam nową wiedzę, którą potem przenoszę do mojej twórczości.

Tak jak miało to miejsce z lampą Bourgie i ze złotem w twoich projektach?

Czasami mówię, że lampa Bourgie powstała w okresie, gdy zaczynałem pracę z D&G, ponieważ barok jest ogromną częścią DNA tego włoskiego domu mody. Na pewno zainspirowało to moją twórczość. Nigdy wcześniej nie używałam złota i nie planowałem tego robić. Ale Domenico i Stefano nieustannie powtarzali mi, żebym się go nie bał. Sami używają go w nadmiarze! I tak powstała złota lampa Bourgie, która była moim pierwszym projektem w tym kolorze. Potem zaprojektowałem im nawet wnętrze restauracji o nazwie „Gold”, która istniała przez 10 lat.

Na koniec spytam o twój własny dom: gdybyś musiał wybrać w nim najważniejszy, najcenniejszy mebel, co by to było?

Może komoda, antyk, który stał w domu moich rodziców... Albo nie, jest też inny projekt, który zrobiłem. Szafka Modular, którą wykonałem dla Emmemobili. Jest prosta, graficzna, z czarno-czerwonymi pasami. Pomysł na projekt zrodził się po zobaczeniu wystawy grafiki. To jest dość zabawne, bo mam ją także w moim małym paryskim mieszkaniu. Gry mam tą szafkę blisko, czuję, że jestem w domu.

Katarzyna Pietrewicz-Żero
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę