Znaleziono 0 artykułów
10.03.2018

Ewelina Gralak: Szczecin – Warszawa – Nowy Jork

Ewelina Gralak w kampanii Converse  (Fot. Bartek Wieczorek, materiały prasowe Converse)

Była jedną z pierwszych polskich blogerek modowych. Zaczynała od buszowania po szczecińskich lumpeksach. Dziś, według amerykańskiego „Vogue’a”, jest jedną z najzdolniejszych stylistek młodego pokolenia. Dołączyła też do grona ambasadorów marki Converse. To jest jej czas.

Gdyby Ewelina Gralak pojawiła się w szczecińskiej filharmonii we fryzurze na „czeskiego piłkarza”, czółenkach z ekstremalnym „czubem”, założonych na bawełniane skarpetki Nike i kolorowych rajstopach, z pewnością wywołałaby konsternację wśród gości. Tymczasem taki scenariusz nie jest wcale abstrakcyjny – Ewelina z wykształcenia jest dyrygentką, ukończyła Akademię Sztuki w Szczecinie. To jednak moda stała się jej planem „A” na życie.

Pierwszy raz usłyszałam, a właściwie zobaczyłam, Ewelinę, dobrych kilka lat temu, kiedy grono polskich blogerek ograniczało się tak naprawdę do paru nazwisk. Mimo tego, że jej styl był wtedy zdecydowanie bardziej minimalistyczny niż teraz, od początku wyróżniała się na tle innych – wyjątkową zręcznością w mieszaniu wzorów i faktur oraz umiejętnością balansowania między odmiennymi estetykami. Do szyfonowej sukienki i trencza w piaskowym kolorze zakładała czarną czapkę z woalką, dresowe spodnie łączyła z czółenkami i wyrazistą biżuterią, od początku wykazywała także zamiłowanie do oryginalnych dodatków.  

Patrząc na tamten styl z perspektywy czasu, chyba nic bym w nim nie zmieniła – mówi Ewelina w rozmowie z Vogue.pl. – Nadal uważam, że to dobrze wyglądało. Taką osobą byłam jednak parę lat temu. Od tego czasu się zmieniłam, a wraz ze mną ewoluował mój wygląd.

Dziś po blogu i po „starej” Ewelinie nie ma śladu. Miejsce dziewczyny z kruczoczarnymi, prostymi włosami w ołówkowej spódnicy i lakierowanej „bomberce” zajęła mocno eksperymentująca ze swoim wizerunkiem, wyrazista postać, która rodzinny Szczecin zamieniła na Warszawę, a nieco później – na Nowy Jork.

Gralak stylizacji uczyła się w londyńskiej szkole Central Saint Martins, kuźni wielu talentów i oazie kreatywności, tej samej, którą ukończyli między innymi John Galliano, Alexander McQueen i Riccardo Tisci. Z tym ostatnim łączy ją zresztą coś więcej niż tylko pieczątka na dyplomie – kilkakrotnie miała bowiem okazję pracować przy organizacji pokazów i tworzeniu lookbooków Givenchy za czasów kierownictwa włoskiego projektanta.

 

@yslbeauty @warsawcreatives 🥂

Post udostępniony przez ewelinagralak (@ewelinagralak)

Zanim jednak wypłynęła na szerokie wody, wyrabiała sobie nazwisko w Polsce. Furorę robił nie tylko jej charakterystyczny styl, który coraz chętniej prezentowała na Instagramie, ale także fakt, iż była w stanie przenieść jego elementy na estetykę praktycznie każdej sesji zdjęciowej czy marki, z którą przyszło jej współpracować. Gralak odpowiada bowiem nie tylko za stylizację kampanii MISBHV, Local Heroes i Sandry Kpodonou, ale też zdecydowanie bardziej klasycznych marek – La Manii i LeBRAND. Wydawać by się mogło, że charakterystyczny dla tej ostatniej „paryski szyk” i kolorowa drapieżność Eweliny nie będą szły w parze. A jednak – klasyczny, skórzany płaszcz założyła ona wtedy modelce tyłem do przodu, z grubego paska zrobiła obrożę, a kraciasty garnitur zestawiła z ażurowymi klapkami na niskim obcasie. Efekt? Jedna z najlepszych polskich kampanii 2017 roku.  

Pracę nad sesją często zaczynam od wyobrażenia sobie, o czym jest dany projekt – mówi. Czasem jest to historia o ubraniach, innym razem trzeba zastanowić się, jak umiejętnie sprawić, aby grały one drugie skrzypce i były tłem dla większej historii. Często okazuje się, że nie da się w pełni zaplanować sesji zdjęciowej, wiedzieć dokładnie, jaki będzie jej efekt końcowy. To chyba lubię najbardziej. Stylizowanie to nierzadko praca na żywym organizmie, wymaga szybkiego reagowania.

 

🍸

Post udostępniony przez ewelinagralak (@ewelinagralak)

Po wzbogaceniu swojego portfolio o projekty zrealizowane dla najbardziej znanych polskich marek, ciepłą posadę stylistki w jednym z najpopularniejszych magazynów mody zamieniła na pracę wolnego strzelca i ruszyła na podbój Nowego Jorku.  – Bycie swoim własnym szefem w młodym wieku to niełatwy kawałek chleba – zauważa Gralak. – Brak stabilności i regularnych środków na koncie może na początku zniechęcić, ale w zamian dostaje się wolność i możliwość wyboru projektów, w których faktycznie chce się brać udział. Każdego dnia masz szansę poznawać nowych ludzi, uczyć się od nich, podróżować. Nie wiem, czy freelance to złoty środek. W moim przypadku, ten tryb pracy sprawdził się idealnie, bo zdecydowałam się na niego we właściwym momencie. Wiedziałam, że tylko wtedy będą mogły spotkać mnie rzeczy, na które nie miałabym szansy, jeśli pozostałabym na etacie.

 

Dont you know, pump it up? 💆🏼by @ewe__lona

Post udostępniony przez ewelinagralak (@ewelinagralak)

Konsekwencja, publikacje zarówno w znanych, jak i niszowych magazynach oraz coraz bardziej wyrazisty styl opłaciły się – amerykański „Vogue” wymienił niedawno Ewelinę w gronie trzech najbardziej wartych uwagi młodych stylistek. Gralak dołączyła też właśnie do grona twarzy kampanii „Rated One Star” marki Converse. Globalnymi ambasadorami projektu są między innymi: raper A$AP Nast., Young Lean i wschodząca gwiazda muzyki R&B, Mabel McVey.

Trzeba przyznać, że marka Converse, która w swojej kampanii zachęca do sprzeciwiania się konwencjom i robienia rzeczy po swojemu, nie mogła wybrać lepiej. Stylu Gralak nie da się bowiem zaszufladkować: próżno szukać w nim równowagi czy spójności. To wariacka interpretacja streetwearu, mody vintage, androgynii, stylu militarnego i japońskiego Harajuku, okraszona dodatkowo odrobiną „brzydoty” – butami z wydłużonym czubkiem, charakterystycznymi dla mody z początków XXI wieku, „kapeluszami rybaka” czy kolorowymi legginsami.

Stylistka jest odporna na trendy, ale jednocześnie sama je tworzy.  – Unikam opisywania swojego stylu – stwierdza stanowczo. – Ramy są najgorsze.

Michalina Murawska
Komentarze (1)

Wyloguj się
Ania Pichlak
Ania Pichlak18.03.2018, 12:59
No właśnie. Brak stylu jest jednak stylem, a wtłoczenie w ramy pozbawia kreatywności. Szkoda,że dla pań 50,60+ pozostaje rama. Elegancko, gustownie,beżowo i szaro. No może na czarno we wdowim wydaniu. Pozostaje samemu coś wymyślać i wzajemnie się wspierać. Pozdrawiam panią Ewelinę
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę