Znaleziono 0 artykułów
06.04.2021

„Kto wrobił Britney Spears?”: Wcale jej nie znacie

(Fot. materiały prasowe)

Zjawiskom popkulturowym zdarza się popychać do przodu przemiany społeczne. Film dokumentalny dziennikarzy „New York Timesa”, który można już oglądać na Canal+ Premium i canalplus.com, pokazuje, w jaki sposób media przyczyniły się do upadku księżniczki popu. Odarcie z prywatności, seksualizacja, ubezwłasnowolnienie – Britney Spears zapłaciła wysoką cenę za bycie kobietą na szczycie.

Bohaterami pierwszych i ostatnich scen filmu dokumentalnego „Kto wrobił Britney Spears?” są fani, którzy gromadzą się pod sztandarami #FreeBritney. Często nieheteronormatywni, nieprzystosowani, nieśmiali. Dziękują idolce, że dała im siłę. Zawdzięczają jej pewność siebie. – Myślałem, że jest doskonała. Sam taki nie byłem, ale marzyłem, żeby jej dorównać. Teraz już wiem, że jest jedną z nas – mówi jeden z aktywistów walczących o zniesienie ubezwłasnowolnienia. Decyzją sądu o karierze, majątku i życiu osobistym Britney Spears od 2008 r. decyduje jej ojciec Jamie.

Jestem jedną z tłumu. Gdy starsza ode mnie o niecałe trzy lata dziewczyna z sąsiedztwa debiutowała singlem „...Baby One More Time” w 1998 r., uczyłam się życia z MTV. To był dobry rok dla popu. We „Frozen” mroczna Madonna oswajała z melancholią, w „Crush” Jennifer Paige usprawiedliwiała przelotne flirty, a w „(Doo Woop) That Thing” Lauryn Hill rapowała o czarnej emancypacji. Gdy Britney zaśpiewała „hit me baby one more time” ubrana w szkolny mundurek, zobaczyłam siebie. Już nie dziecko, jeszcze nie kobietę, nastolatkę, która chce się podobać, choć nie jest do końca świadoma swojego seksapilu, uczennicę, która buntuje się przeciwko szkolnemu porządkowi. Rówieśnicy Britney zobaczyli licealistkę, która niczego się nie boi, przejmuje kontrolę, jest pewna siebie. Dorośli, którzy nie chcieli, żeby ich dorastające dzieci słuchały nowej idolki, wytknęli Spears, że tekst piosenki zbyt bezpośrednio odnosi się do seksu, jej spódniczka jest za krótka, a śpiewając, za często pokazuje język.

Skąd się wzięła Britney Spears

Spears miała 16 lat, gdy odsądzono ją od czci i wiary, koronując na dziwkę i Madonnę. Obwiniano agentów, menedżerów i wytwórnię, że ich produkt nie jest przeznaczony dla dzieci. W „Kto wrobił Britney Spears?” okazuje się, że Britney nigdy produktem nie była. Każdy gest, strój i tekst został przez nią przemyślany, nic nie działo się bez jej zgody, wizerunek był zgodny z osobowością. Do czasu, gdy narracji nie przechwyciły media.

(Fot. materiały prasowe)

Britney urodziła się w bogobojnym Kentwood w Luizjanie. „Typowe senne miasteczko”, jak wspomina w filmie Felicia Culotta, dawna asystentka i opiekunka Spears. W pasie biblijnym nie wyobrażano sobie niedzieli bez mszy. Córka Lynne i Jamiego od dziecka śpiewała w chórze. Jako 10-latka dawała pierwsze występy w telewizji. W dokumencie cytowana jest rozmowa prowadzącego koncert z małą gwiazdą. „Czy masz już chłopaka?”, pyta podstarzały prezenter z odrobinę lubieżnym uśmiechem. „Nie, chłopaki są okropne”, odpowiada rezolutna dziewczynka. Po co pytali ją o kolegów, skoro ona chciała zrobić karierę?

Gdy jej talent zauważono w agencji w Nowym Jorku, Spearsowie kupili bilet na pociąg, bo nie stać ich było na samolot. Mama była z córki dumna, ojca interesowało głównie to, ile mała jest w stanie zarobić. Bankrut, nieudacznik i pijak przez większość czasu nie poświęcał rodzinie zbyt dużo uwagi. Lynne i Jamie usłyszeli, że muszą zainwestować w lekcje śpiewu i tańca dla Britney, a czeka ją świetlana przyszłość. Opłaciło się, niedługo później wygrała casting do „Klubu Myszki Miki”. Najbliżsi wspominają, że kochała te występy. Gdy program się skończył, załamała się. Musiała wrócić do Luizjany. Chodziła do szkoły, grała w koszykówkę, marzyła o nagraniu płyty.

Gdy dostała propozycję z wytwórni, robiła wszystko, żeby zaistnieć. Za radą agentów dawała występy w centrach handlowych, bo tam chadzali jej potencjalni fani. Jamie był zachwycony – „Będzie tak bogata, że kupi mi łódź”, opowiadał. Po „… Baby One More Time” i albumie pod tym samym tytułem było wiadomo, że narodziła się gwiazda. Spears była gotowa na sławę – ze swobodą udzielała wywiadów, uśmiechała się do fotoreporterów, podawała ręce fanom. Chciała być dostępna i przystępna. Wiedziała, że wizerunek dziewczyny z sąsiedztwa zjedna jej Amerykę. Dziennikarze zmienili zasady gry. W wywiadach pytali ją o to, czy powiększyła piersi, czy jest dziewicą i czy zdradziła ówczesnego chłopaka, Justina Timberlake’a. Ten dziewczynie nie pomógł, za co po emisji dokumentu przeprosił. Gdy zerwali, zbudował postać niegrzecznego chłopca na tym, że „bzykał Britney”.

Jamie Spears: Ojciec zarabia na córce miliony

Britney miała dosyć. Nie chciała już zadowolić wszystkich. „Nie jestem diwą, po prostu wiem, czego chcę” – powiedziała, gdy na próbie wkurzyła się, że ktoś próbuje na niej coś wymóc. „Nie była kukiełką, o wszystkim decydowała sama” – dodawał jeden z jej tancerzy. Ale nie ten, który został jej mężem. Britney stała się naprawdę dorosła, gdy w 2004 r. poślubiła Kevina Federline’a. Para szybko doczekała się dwóch synów – Seana Prestona i Jaydena Jamesa, a zaraz potem rozwiodła. Paparazzi traktowali młodą matkę jak zwierzynę łowną, bo za jej zdjęcie płacono miliony dolarów. Dziennikarze kontynuowali krucjatę przeciwko Spears, zarzucając jej, że nie nadaje się na matkę. Britney chodziła na imprezy, woziła dziecko na przednim siedzeniu, niewłaściwie nosiła synów. Podobno cierpiała na depresję poporodową. W blasku fleszy zaczęła się staczać. W 2007 r. zgoliła włosy. „Niech nikt mnie nie dotyka, jestem zmęczona” – mówiła, a media pławiły się w jej upadku.

(Fot. materiały prasowe)

Wtedy do akcji wkroczył Jamie. W sądzie wywalczył ubezwłasnowolnienie córki. Od tej pory to on miał decydować o wychowaniu jej synów, postępach kariery i komunikacji z fanami. W 2008 r. Spears świętowała come back – wydała płytę „Circus”, pojechała w trasę koncertową, sygnowała swoim imieniem perfumy. Zarobiła dla ojca 58 mln dolarów w rok. Jamiemu wciąż było mało, więc namówił ją na serię koncertów w Las Vegas, płatnych po milion dolarów za noc.

Reporterzy „New York Timesa”, odpowiedzialni za film dokumentalny, podjęli działanie typowe dla dziennikarzy śledczych. Postanowili podążyć za pieniędzmi. Skoro jest ich do zarobienia tyle, na pewno ktoś zbija na tym interes. Sugerowali, że Spears stała się maszynką do zarabiania. Kukiełką, którą nigdy nie chciała być. Za pociągnięciem sznurka miała tańczyć, śpiewać i się przebierać. Fani widzieli, że jej zachowanie na Instagramie jest odrealnione – mówi o motylkach i kwiatkach, ale oczy ma smutne, maluje kolorowe obrazy, ukrywając smutek, pokazuje dom, nie wspominając o tym, kto ma nad nią władzę.

Kto zamknął Britney Spears w złotej klatce

W tle cały czas trwa batalia sądowa. Kilka dni temu adwokat Britney zwrócił się do sędziego o zniesienie ubezwłasnowolnienia. Od 2019 r. pieczę nad nią sprawuje Jodi Montgomery, bo ojciec ustąpił z powodu problemów zdrowotnych. Britney wreszcie chce być wolna. A gdy jej się uda, może opowie swoją historię. Twórcy dokumentu zgłosili się do niej z prośbą o wypowiedź. Nie wiadomo, czy w ogóle dostała wiadomość. Możliwe, że w złotej klatce Britney nie ma dostępu nawet do własnego e-maila.

Odpowiedziała na film postem na Instagramie. Tańcząc do „Crazy” Aerosmith, wyznała, że „przepłakała dwa tygodnie” po obejrzeniu fragmentu dokumentu. – Zostałam przedstawiona w złym świetle. Wstydzę się. Całe życie byłam obserwowana, oceniana, obrażana przez media. Staram się czerpać radość z każdego dnia – mówiła. Nie wiadomo, czy scenariusz wystąpienia napisał jej ojciec, czy sama gwiazda postanowiła rzucić cień na materiały przedstawione na ekranie.

Baśń o chciwym ojcu słodkiej blondynki to świetny materiał na film, nie tylko dokumentalny. Ale autorzy dokumentu oskarżają nie tylko Spearsa, ale przede wszystkim dziennikarzy, którzy powinni byli wiedzieć lepiej. Podobnymi doświadczeniami z przełomu wieków dzieliły się Paris Hilton, Lindsay Lohan czy Kim Kardashian West. Do młodych dziewczyn, które ośmieliły się nosić krótkie spódniczki, uprawiać seks i chodzić na imprezy, natychmiast przylgnęła łatka puszczalskich. Nikt nie interesował się tym, co mają do powiedzenia, o czym marzą i co chcą osiągnąć. Ważne było, z kim się całują, ile piją i czy ich cycki są na pewno prawdziwe.

Między ekspresją własnej seksualności a seksualizacją jest ogromna różnica. To, że Britney i jej koleżanki czuły się dobrze w swoim ciele, nosiły obcisłe ciuchy i w końcu traciły dziewictwo, nie znaczyło, że wolno je było sprowadzać wyłącznie do roli obiektów seksualnych. To przecież victim blaming w czystej postaci. Padłaś ofiarą gwałtu, bo miałaś za krótką spódniczkę. Zapytano cię, z kim chodzisz do łóżka, bo pokazałaś, że chcesz mieć chłopaka. Britney chciała utrzymać kontrolę nad wizerunkiem balansującym na granicy niewinności i seksapilu. Nie miała zamiaru przepraszać za to, że dorasta. Starsi i bardziej doświadczeni od niej nie powinni byli karać jej za bycie kobietą.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę