Znaleziono 0 artykułów
28.04.2020

Film z przeszłości: „Wredne dziewczyny”

Obsada „Wrednych dziewczyn” (Fot. EastNews)

Ściśle ustalona hierarchia, pogoń za popularnością, kult piękna – 16 lat po premierze kultowej komedii o nastolatkach życie dorastających dziewcząt wcale nie stało się łatwiejsze.

Gdy po latach oglądałam „Wredne dziewczyny” z mężem, z trudem nadążał za fabułą, a trudno uznać go za niedość lotnego. – Kobiety naprawdę robią sobie takie straszne rzeczy? – pytał mnie co chwilę przerażony. Kulminacyjny moment, gdy wredne dziewczyny zostają zdemaskowane jako autorki książki, w której zapisują najgorsze plotki i pomówienia na temat koleżanek, skwitował: – Jesteście dla siebie jedynym punktem odniesienia, prawda?

Dziewczyny w konfliktach

„Wredne dziewczyny” z 2004 roku to film na podstawie książki „Queen Bees and Wannabes” Rosalind Wiseman ze scenariuszem jednej z najzabawniejszych kobiet w show-biznesie, Tiny Fey. Fabuła jest mniej więcej taka: Cady Heron (Lindsay Lohan – najbardziej ikoniczna gwiazda początku milenium, która zaliczyła równie spektakularny wzlot, co bolesny upadek) po latach spędzonych z rodzicami w Afryce, trafia do amerykańskiej high school. Poznaje popularne Plastiki – Reginę George (Rachel McAdams) i jej straż przyboczną – Karen (Amanda Seyfried w swojej pierwszej znaczącej roli) i Grechen (Lacey Chabert).

Lindsay Lohan (Fot. EastNews)

Regina jest nienawidzona i podziwiana, wszyscy się jej boją i chcą nią być. A ona, licealna tyranka, rządzi twardą ręką. Z jej łask można wypaść za błahe przewinienie, np. gdy zapomni się włożyć czegoś różowego w środę („On Wednesdays, we wear pink” to jedno z kultowych haseł z filmu). Dawno temu do lochu szkolnego niebytu strącona została była przyjaciółka Reginy, Janis (Lizzy Caplan). Teraz Janis postanawia wykorzystać Cady w roli podwójnej agentki. Dziewczyna, którą Plastiki zaakceptowały, ma udawać, że się z nimi przyjaźni, a tak naprawdę podkopywać władzę Reginy. Akcje dywersyjne nie są wyrafinowane – Cady podmienia jej krem do twarzy na balsam do stóp, podaje batoniki energetyczne, przez które koleżanka tyje, a w końcu, wykorzystuje jej własne niecne gierki, żeby raz na zawsze strącić królową z tronu. Żeby dopiec jej jeszcze mocniej, podrywa byłego chłopaka przyjaciółki-rywalki. Okrutne intrygi przynależą do dziewczyńskiego świata tak jak różowe błyszczyki i minispódniczki.

Faceci w kryzysie

Oglądam to po latach i myślę o mężczyznach. Od lat wiadomo, że są w kryzysie. Najpierw kryzys męskości zdiagnozowali antropologowie kultury, psychologowie i socjologowie. Potem przyszła kolej na analizy w tygodnikach opinii i rubryki w poradnikach. O zjawisku dyskutuje się wciąż zawzięcie w programach publicystycznych, spiera o nie w kobiecych kręgach i żartuje z niego w sitcomach. O nowych rolach, tożsamościach i wyzwaniach współczesnego mężczyzny rozmawiają nie tylko sami zainteresowani, ale także, a może przede wszystkim, kobiety.

Obsada „Wrednych dziewczyn” (Fot. EastNews)
Rachel McAdams (Fot. EastNews)

Niedawno moja znajoma, która do niedawna przyjaźniła się tylko z jednym mężczyzną – swoim mężem, zaczęła współczuć jego kolegom. Ich żony, narzeczone i dziewczyny wymagają od nich niemożliwego – empatii, sprawności w komunikacji i wyrażania uczuć.

Ale kto miał tych umiejętności współczesnych trzydziestolatków nauczyć? Nieobecni ojcowie? Nadopiekuńcze matki? Dziadkowie poranieni przez własnych pamiętających biedę, głód i wojnę rodziców? Nie zdajemy sobie czasami sprawy z tego, że współcześni dorośli są w Polsce pierwszym pokoleniem, które miało szansę wypracować samoświadomość. A w każdym razie pierwszym pokoleniem mężczyzn, od których oczekuje się, że nauczą się rozmawiać o emocjach.

Kobiety – jak twierdzi jedna z moich najświatlejszych koleżanek – sprzecznym oczekiwaniom, które stawia się teraz facetom, musiały sprostać od zawsze.

Obsada „Wrednych dziewczyn” (Fot. EastNews)

Ratunek w relacjach

Kobiety, jeśli sztuki porozumiewania się, nie nauczy ich dom, mogą czerpać z popkultury. W kluczowej scenie „Wrednych dziewczyn” skłócone bohaterki spotykają się na gruncie wspólnych doświadczeń – złamanych serc, zdradzonych przyjaźni, kompleksów na punkcie urody. Do tej optymistycznej puenty, jak wiemy, prowadziło pasmo udręk.

Recepta z „Wrednych dziewczyn” jest dosyć prosta do zaaplikowania. Jeśli próbujesz wpisać się w hierarchię, zawsze możesz spaść o oczko niżej. A po awansie upadek z wysokiego konia jest bolesny. Jak tego uniknąć? Znaleźć sobie niszę. W ostatnich scenach każda z bohaterek okopuje się we własnej przestrzeni. To wykuwanie indywidualności – od kopiowania idolek przez kwestionowanie siebie po odnajdywanie własnej tożsamości – to jeden z najważniejszych motywów filmów o nastolatkach. Zrzucenie etykietek kujonki, sportsmenki albo plastikowej blondynki oznacza prawdziwie emancypacyjny gest.

A co to ma wspólnego z kryzysem męskości? My, kobiety, wychowane w relacyjności, z radarem nastawionym wciąż na to, co myślą o nas inni, a zwłaszcza inne – tak mój mąż ma trochę racji w tym, że my, dziewczyny, jesteśmy dla siebie bardzo ważnym punktem odniesienia – możemy podjąć się trudnego zadania uczenia chłopaków empatii.

Jeśli stworzymy potwory, za kilka lat zobaczymy w kinach „Wrednych chłopaków”. Ale może nauczone na własnych błędach, pokażemy mężczyznom, że nie muszą się bać swoich emocji.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę