Znaleziono 0 artykułów
20.04.2018

Globalnie – lokalnie. Cały świat w jednej szafie

Edun wiosna-lato 2018 (Fot. Materiały prasowe Edun)

Inwestowanie w lokalne, niewielkie przedsiębiorstwa odzieżowe to dla wielu rejonów świata jedyna szansa na rozwój. Wspomaga aktywizację zawodową kobiet, wyklucza pracę dzieci oraz dba o ochronę środowiska. Przedstawiamy polskie i zagraniczne marki, które odkryły urok tkanin, ubrań i dodatków wytwarzanych w manufakturach na Bali, w Kolumbii czy Kenii.

Należę do tych szczęściarzy, którzy od dzieciństwa mają szansę poznawać różne kultury. Estetyką Chin zainteresowała mnie babcia, indonezyjskie batiki i aborygeńskie chusty przywoził tata z podróży. W latach dziewięćdziesiątych nie ominęła mnie fascynacja sklepami indyjskimi, potem doszły japońskie kimona, haftowane torby Hmong. W międzyczasie miałam mały romans z rodzimą góralszczyzną. Gdy tylko mogę, wybieram się tam, gdzie znajdę nowe skarby do swojej kolekcji – i wcale nie muszę w tym celu przekraczać polskiej granicy. Od paszportu ważniejsza jest świadomość.

W naszych czasach trzeba o nią dbać szczególnie. Bo gdy chwalę się nowym ratanowym koszykiem z Bali czy plecioną na szydełku kolumbijską torbą Wayuu, potrafię usłyszeć, że identyczne, tylko dziesięć razy tańsze widziano na AliExpress. Jakim cudem kaszmirowy szal może kosztować pięć dolarów, a ręcznie wyplatana torebka jedenaście? Ciężko wymigać się niewiedzą. Nie w momencie takiego dostępu do informacji. Słowa „mniej znaczy więcej” nigdy wcześniej nie miały takiej mocy. Od wielu lat grupa zapaleńców robi wszystko, byśmy nauczyli się korzystać z najpiękniejszych produktów na świecie, zadając pytania i szukając niekoniecznie najwygodniejszej odpowiedzi.

Madagaskar na wybiegu

Reklama

Gdy w 2005 roku Ali Hewson założyła markę EDUN, nikt się nie spodziewał, że sukces będzie aż tak spektakularny. Owszem, start był dobry, oto żona Bono, od lat wspierającego najróżniejsze akcje społeczne, połączyła swoje zaangażowanie z modą. Przy okazji trafiła w odpowiedni moment – w połowie minionej dekady mało kto nie dał się porwać stylowi boho, a EDUN takie właśnie produkty oferował. W dodatku autentyczne i wykonane w godnych warunkach.

Alie Hewson i Wendy Murdoch podczas pokazu EDUN wiosna-lato 2018 2011 (Fot.Patrick McMullan, Getty Images)

Trzeba pamiętać, że godne warunki nie stanowiły wówczas sprawy kluczowej. Konsument wciąż jeszcze trwał w zachwycie szybką modą – kupował dużo i byle jak. Aż do kryzysu w roku 2008. Ale EDUN stanowił coś zupełnie nowego, przy okazji atrakcyjnego na fali ruchu antyglobalistycznego ze swoją nieoficjalną biblią, czyli „No logo” Naomi Klein. Nawet nazwa nie była przypadkowa: EDUN to słowo „nude” czytane wspak. Nude: nagi, naturalny, niemający nic do ukrycia. Ideą było nawiązanie stałej relacji z manufakturami w różnych afrykańskich krajach, zamiast niesienie jednorazowej pomocy.

Jahnkoy przed pokazem Edun w ubraniach marki (Fot. Matthew Sperzel, Getty Images

Trzy lata od powstania marki z inicjatywy jej twórców wystartował projekt Conservation Cotton Initiative Uganda (CCIU), wspierający lokalnych producentów bawełny w północnej Ugandzie. Dzięki niemu łańcuch produkcji zamykał się na miejscu: od zasiania roślin, po przyszycie metki. Niestety tylko w przypadku t-shirtów, co swego czasu wywołało falę krytyki. Wtedy Hewson przyznała, że rzeczywistość zweryfikowała wielkie idee. Równocześnie zaznaczyła, że ma jednak nadzieję, że w przyszłości powrót do lokalnej produkcji będzie możliwy. Tak się też stało. W wywiadzie z Simonem Doonanem w 2014 roku Hewson podkreśliła, że 85% kolekcji powstaje w Afryce, rzeczy na wybieg szyte są w Chinach ze względów technicznych. Na wybieg – bo EDUN celował nie tylko w pomoc, ale też w całkiem współczesną i gotową do noszenia modę.

Minął trend boho, uspokoiło się też w kolekcjach. Obecnie EDUN to rzecz rozpoznawalna, pełna prawdziwych artystycznych perełek. Pozostaje jednocześnie autentyczna i luksusowa. Co ciekawe, w sklepie internetowym natychmiast możemy poznać źródło pochodzenia danego projektu. Koralikowe torebki z Madagaskaru, dżinsowa sukienka i bluzka z frędzlami z Kenii, kolorowa koszulka z Ugandy. Te praktyki powinny przyjąć wszystkie sklepy internetowe, od lat się dziwię, że obok składu surowcowego nie widnieje informacja o kraju produkcji.

Edun wiosna-lato 2018 (Fot. Materiały prasowe Edun)

Imię sukienki

Idąc śladami Hewson, modelka Liya Kebede w 2007 roku tworzy Lemlem – markę i organizację zarazem, podobnie jak EDUN wspierającą afrykańskie manufaktury. Zaczęło się od podróży do Etiopii, jej rodzinnego kraju. Spotkała tam grupę rzemieślników zajmujących się tkactwem tradycyjnym, którzy nie mieli żadnej możliwości dalszego rozwoju. Rynek zbytu był praktycznie zerowy, ale umiejętności tych ludzi – nadzwyczajne.

Kolekcja Ulla Johnson wiosna-lato 2018 (Fot. JP Yim, Getty Images)

Lemlem w rodzimym języku modelki oznacza „kwitnąć i rozwijać się”. Markę tworzą głównie kobiety, a każdy produkt nosi imię osoby, która go utkała. Powstają szale, tuniki i sukienki z delikatnej bawełny, a cechą charakterystyczną jest motyw kolorowych pasów różnej grubości, zazwyczaj na białym tle oraz tradycyjnego etiopskiego wzoru „tireb”. Ubrania szyte są ręcznie, klimat niosą raczej wakacyjny, choć Kebede potrafi przemycić je nawet na czerwony dywan i wyglądać fantastycznie. Z pewnością dzięki jej osobie marką szybko zainteresowała się platforma sprzedażowa Net-a-Porter. Od kilku lat można tam kupić niepowtarzalne produkty, zaraz obok Gucci czy Miu Miu.

Liya Kebede w ponczo LemLem by Liya Kebede (Fot. Melodie Jeng, Getty Images) 

Fundacja Lemlem wspiera kobiety w kwestii wykształcenia, prowadzi też kampanie prozdrowotne dla matek i dzieci, wspiera szpitale i uczelnie medyczne m.in. w Etiopii, Sudanie i Senegalu.

Dobre drzewo

Jeśli ktoś nie znał Safii Minney, założycielki People Tree, z pewnością zmieniło się to po premierze głośnego filmu „The True Cost” w reżyserii Andrew Morgana w 2015 roku. To dokument pokazujący, co tak naprawdę stoi za ubraniami, które mamy na sobie. Minney jest jedną z pozytywnych jego bohaterek.

Safia Minney i aktorka Sanny van Heteren (Fot. Thomas Lohnes/Getty Images)

Ze swoją marką zadebiutowała w Japonii w latach dziewięćdziesiątych, w 2001 roku otworzyła pierwszy butik w Londynie. People Tree na pierwszy rzut oka niczym się nie różni od dobrze znanych sieciówek. Podobny asortyment, zmieniające się sezony, sporo nowości, zgodność z trendami. A różnice są ogromne. Przede wszystkim każdy produkt jest sprawdzony: od surowca po wykonanie. People Tree szyje z certyfikowanych materiałów, korzysta z własnych, sprawdzonych linii produkcyjnych, przez ponad dwadzieścia lat istnienia marka stworzyła sieć projektantów i producentów na całym świecie. Lista zdobytych nagród w sektorze etycznej mody jest imponująca.

Liya Kebede w szalu Lemlem (Fot. Kirstin Sinclair, Getty Images)

Zresztą People Tree było pionierem w swojej dziedzinie i wciąż pozostaje niedoścignione. Tu nie tylko znajdziemy informację o kraju pochodzenia, ale też nazwę manufaktury czy fabryki, w której ubranie powstało. „Fair trade to nie tylko odpowiednie wynagrodzenie, to sposób prowadzenia biznesu” – czytamy na stronie. To w People Tree można było kupić ubrania z bawełny organicznej, jeszcze zanim nastała na nią moda – wtedy ich cena mogła się wydawać zawyżona. Ale gdy zapoznamy się z informacji na temat pochodzenia materiału, trudno dyskutować. Lepiej nosić i cieszyć się wszystkimi zaletami.

Polskie akcenty

Kraków, rok 2016. Rozmawiam z Martyną Wilde, założycielką marki Mapaya. W godny podziwu sposób łączy polski biznes z dalekimi podróżami. Bez jednego nie byłoby drugiego. Śmieje się, że działa „glokalnie” (globalnie i lokalnie jednocześnie). Jeżdżąc po Tajlandii, Indiach czy Malezji odkrywa lokalnych twórców, u których zamawia potem produkty, które sprzedaje w Polsce. Nie tylko te gotowe, ale również projektowane wspólnie. Podejmuje współpracę z warsztatami tkackimi, na przykład z Watthan Artisans Cambodia, który daje pracę osobom niepełnosprawnym.

Tradycyjny sposób tkania bawełny (Fot. Ariadne Van Zandbergen, Getty Images)

Tworzy też własne materiały, eksperymentuje z metodami tie dye czy shibori (przyp. red. – sposoby farbowania materiału). Powstają z nich wygodne letnie sukienki, tuniki i kimona. Kilka lat temu na próbę sprowadziła do Polski małe bambusowe torebki, jeszcze zanim nastała moda na koszyki. Okazały się hitem, tymczasem ich wyprodukowanie w dużej mierze zależy od… warunków atmosferycznych panujących w danym regionie Tajlandii. Jeśli będzie zbyt dużo dni deszczowych, surowiec zamoknie i torebek wyjdzie dziesięć razy mniej niż rok wcześniej. Oto prawdziwe „slow fashion”!

„Slow” okazują się też testy kaszmiru, jakie przeprowadza Natalia Rochacka. Przyznawanie certyfikatów zostawia specjalistom, ona sprawdza produkt w warunkach życiowych. Zanim w sprzedaży pojawią się pierwsze swetry MINOU Cashmere, musi upłynąć trochę czasu. Podobnie było z szalami, które jako pierwsze wprowadziła do sprzedaży dwa lata temu.

Kaszmir jest jednym z najczęściej podrabianych surowców. Niewprawione oko da się nabrać nawet na sto procent akrylu. Różnice pojawiają po zakupie, ale wtedy jest już za późno. Natalii najbardziej zależy na jakości, dlatego długo przygotowywała się do otwarcia swojej marki w Polsce. Wreszcie znalazła takie manufaktury, które spełniają wszystkie konieczne warunki. Przede wszystkim korzystają z najlepszej przędzy kaszmirowej, co owocuje długowiecznością wcale nietaniego przecież szala. Stosują też barwniki bez szkodliwych dla zdrowia substancji. A znajdują się w Nepalu. Respektowane są w nich zasady CSR (społeczny rozwój biznesu) – proces ten wspomaga aktywizację zawodową kobiet, wyklucza pracę dzieci oraz dba o ochronę środowiska.

Rękodzieło na lokalnym targu w Stone Town, Zanzibar ( Fot. Steve Outram, Getty Images)

Wartość marek jak EDUN, Mapaya czy People Tree to nie tylko ubrania z pewnego źródła. To historia, którą możemy poznać dzięki ich produktom. Nie puste słowa czy slogany wymyślone na potrzeby szybkiej reklamy, ale prawdziwy styl życia, który każdy świadomy konsument powinien rozważyć. To opowieści o ludziach z całego świata, żyjących w różnych warunkach, lecz wyznających podobne wartości. Tworzy się moda, którą wspieramy w najprostszy sposób: wybierając produkt autentyczny, zamiast podejrzanie taniego odpowiednika z równie podejrzanego sklepu.

Harel
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę