Znaleziono 0 artykułów
03.07.2022

Harris Reed. To on projektuje dla Harry’ego Stylesa

03.07.2022
Z Iman na MET Gali 2021 /
(fot. Getty Images)

Dorastał w Arizonie, ale to Londyn dał mu wolność i ukształtował artystycznie. Już jako dziecko odkrył, że ubrania mogą być nośnikiem indywidualności i ekspresji, wzbudzać dyskusje, burzyć zastany porządek. Swoimi projektami Harris Reed chce położyć kres binarnemu podejściu do ubioru. Jako jeden z najważniejszych ambasadorów płynności płciowej walczy o modę pełną fantazji, ale i sensu.

„Przywróćcie prawdziwie męskich mężczyzn!” – apelowała na Twitterze republikańska działaczka Candace Owens, gdy w listopadzie 2020 r. ukazał się grudniowy numer amerykańskiego „Vogue'a’’. Był wywrotowy z dwóch powodów – nie tylko po raz pierwszy w historii magazynu gwiazdą okładkową został mężczyzna, ale przy okazji zrywał z przestarzałym stereotypem męskiego stylu. Harry Styles – romantyczny i zawadiacki, eterycznie silny – prezentował w nim ubrania niepoddające się binarnej kategoryzacji. Jedną ze stylizacji była hybryda smokingu i tiulowej spódnicy zamocowanej na teatralnym i przeskalowanym stelażu. Stworzenie tego looku zajęło Harrisowi Reedowi zaledwie sześć dni.

Fot. Tyler Mitchell

Harris Reed i Harry Styles. It’s a match!

Poznał ich ze sobą wieloletni stylista wokalisty, Harry Lambert. Odkrył Reeda w 2017 r. na Instagramie i od razu zaproponował mu współpracę. Na początku działali przy sesjach zdjęciowych. Na przełomie lat 2019 i 2020 Lambert poprosił Reeda, by przygotował kilka szkiców z myślą o jednym z jego klientów, a jako referencje podał Micka Jaggera i Jimmy’ego Hendrixa. Reedowi przemknęło przez myśl, że tym klientem może być Styles, jednak o tym, że stanie przed szansą stworzenia kreacji na trasę koncertową muzycznego idola młodego pokolenia, dowiedział się dopiero, gdy dotarł pod wskazany przez Lamberta adres w zachodnim Londynie. W Hammersmith Apollo, gdzie Styles miał grać koncert, pojawił się ubrany w upolowany w second-handzie futrzany płaszcz, bez koszulki i na srebrnych platformach Balenciagi. Spotkali się za kulisami i od razu zaiskrzyło – Styles okazał się nie tylko zafascynowany pomysłami Reeda modelem, ale także świetnym artystycznym partnerem. Dziś, na znak przyjaźni, noszą dopasowane sygnety Gucci z inicjałami.

Fot. Getty Images

Dyplomowa kolekcja Harrisa Reeda. Romantyczna, niebinarna

Pracując nad projektami na trasę koncertową Stylesa, Reed – student ostatniego roku w Central Saint Martins – jednocześnie szykował dyplom. Nie był już anonimowy. Ubierał Solange i Miley Cyrus, wystąpił w pierwszej w historii płynnej płciowo kampanii perfum Gucci. Czy czuł, że przez to oczekuje się od niego więcej? Być może. Pandemia potraktowała jednak wszystkich sprawiedliwie i, podobnie jak inni studenci z jego roku, dyplomową kolekcję musiał przygotować i zaprezentować zdalnie – bez regularnego dostępu do pracowni krawieckich i dostatecznego wyboru tkanin. Wszyscy wznieśli się na wyżyny kreatywności. Ochrzczono ich potem mianem „Class 2020” i z miejsca dołączyli do grona najjaśniejszych gwiazd londyńskiej sceny mody.

Kolekcja wiosna-lato 2022 /(Fot. Getty Images)

Harris Reed w domowych i bardzo roboczych warunkach (projekty odszywał na starej maszynie Singera, prasował kupionym za 20 funtów żelazkiem i sklejał klejem ze sklepu z narzędziami, który mieścił się w sąsiedztwie) stworzył romantyczno-ekscentryczną kolekcję, w której historyczne motywy mieszały się z inspiracją performance'em oraz krawiectwem nawiązującym do dziedzictwa Savile Row. Wrażenie robiły tkaniny, które farbował w ogrodzie pubu za rogiem, misterne, przeskalowane konstrukcje i oprawa. Przymiarki robił na piankowym manekinie, który znalazł przy śmietniku. Zaprezentował kolekcję na sobie, a o sfotografowanie poprosił współlokatorkę z drugiego roku Central Saint Martin Bellę Thomas.

Kolekcja jesień-zima 2022 /(Fot. Marc Hibbert)

Świadome korzystanie z tkanin, wykorzystywanie materiałów z recyklingu i elementów z drugiego obiegu stało się, obok oczywiście płynności płciowej, znakiem rozpoznawczym twórczości Reeda. Jego projekty opowiadały historię autoekspresji, indywidualizmu i tożsamości, ale były też dowodem na to, że zasady zrównoważonej mody mogą stanowić fundament maksymalistycznych, dekadenckich i pełnych fantazji propozycji.

Potrzeba takiego właśnie tworzenia zaprowadziła go zresztą na Central Saint Martins. Na prestiżową brytyjską uczelnię patrzył jak na miejsce, do którego chciałby uciec. Pamiętał o jej ekscentrycznych absolwentach – Johnie Galliano czy Alexandrze McQueenie. Po ukończeniu szkoły opowiadał, że zaszczepiła w nim pewność, że nie tworzy wyłącznie ubrań, a opowieść, której elementy dolepia, drapuje, marszczy i układa warstwami, wplata w szwy i detale.

Suknia ślubna Camille Charriere projektu Reeda (fot. Instagram)

Harris Reed: Tęsknię za ubraniami, które podburzają

Choć pochodzi z bardzo otwartej i kreatywnej rodziny (jego ojciec jest nagradzanym dokumentalistą, matka byłą modelką, a obecnie producentką świeczek), wychowywał się w otoczeniu, w którym binarność była nie do podważenia. W Arizonie, dokąd rodzina Reedów przeprowadziła się z Los Angeles, by przynależeć do społeczności, trzeba było być białym, heteronormatywnym katolikiem. Harris już jako dziewięciolatek odkrył, jak wielką rolę w wyrażaniu i kreowaniu własnej tożsamości mogą mieć ubrania – po mieście chodził w złotej pelerynie znalezionej w pudle ze strojami na Halloween. – Ubrania mają wspaniałą moc wykraczania poza emocje, pozwalają nam patrzeć na siebie z różnych perspektyw – mówił niedawno w magazynie „Purple”. – Gdy jako dziecko znalazłem wytchnienie w kreacji, mogłem w beztroski, niewinny sposób przymierzać rozmaite tożsamości, aż znalazłem tę, która odpowiadała mi najbardziej. Potem tylko ją rozbudowywałem i podkręcałem, by była wyjątkowa i świeciła pełnym blaskiem.

Fot. Getty Images

Rzeczywiście, prywatna garderoba Reeda jest równie wyrazista i pełna ekspresji, co jego projekty. Na co dzień nosi kombinezony typu catsuit, które łączy z butami na platformie oraz ekscentrycznymi okryciami wierzchnimi. Na wielkie wyjścia wybiera inspirowane latami 70. garnitury z dzwonami i butami na obcasie albo połyskujące suknie do ziemi. Jego styl można podsumować określeniem „niebinarnego romantyzmu”, którego często używa w odniesieniu do swojej twórczości. Nikomu jednak niczego nie narzuca. – Nie mówię, że nagle wszyscy mają ubierać się tak, jak ja. Chcę jednak pokazać, że można mieć fantazję, a moda – cel. Tęsknię za czasami McQueena i Vivienne Westwood – za ubraniami, które podburzały, zmuszały do myślenia, prowokowały. Na które patrzyło się w szerszym kontekście, a nie tylko wybierało na podstawie rozmiaru.

 

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę