Znaleziono 0 artykułów
26.12.2019

Historia jednego zdjęcia: Macaulay Culkin w 1991 roku

(Fot. Rex Features/Eastnews)

Miał zaledwie 10 lat, gdy zarobił sto tysięcy dolarów za rolę w „Kevinie samym w domu”, za drugą część dostał wielokrotność stawki. Najsławniejszy dzieciak Hollywood skończy niedługo 40 lat. Jego dorosłe życie okazało się lepszą puentą dla neoliberalnej fantazji, niż mogliby wymyślić scenarzyści.

Niedawno Macaulay Culkin opowiadał Ellen DeGeneres, że w grudniu unika wychodzenia z domu, bo przypadkowi przechodnie proszą go o zrobienie przerażonej miny Kevina McCallistera z kinowego klasyka z 1990 roku, który powraca do naszych domów co roku na Gwiazdkę.

Sam ogląda ten film tylko czasami. Zazwyczaj wtedy, gdy spotyka się z nową dziewczyną. Wtedy nawet zacytuje jej kilka zdań. – W końcu wciąż znam scenariusz na pamięć – śmiał się z siebie Culkin rok temu u Jimmy’ego Fallona. Autoironia to bodaj najważniejsza cecha chłopca, który na ekranach pozostał dzieckiem, a w rzeczywistości musiał dorosnąć zbyt szybko.

Reżyser Chris Columbus wybrał go spośród setki innych dzieciaków. Culkin zarobił za swoją pracę sto tysięcy dolarów. Żeby namówić go do udziału w późniejszej o dwa lata drugiej części (w „Kevinie w Nowym Jorku” chłopiec wpada w hotelowym lobby na Donalda Trumpa), producenci musieli wyłożyć kilka milionów.

Jako najbardziej niesforny dzieciak Ameryki na początku lat 90. pojawił się na ekranie jeszcze kilka razy. Przed kamerą przeżył swój pierwszy pocałunek – w 1991 roku z Anną Chlumsky w „Mojej dziewczynie” – filmie, który wyciska łzy do dzisiaj. Zarobił kilkanaście milionów dolarów i w 1994 roku przeszedł na emeryturę. Miał 15 lat, gdy uniezależnił się od rodziców, bo kłócili się o kontrolę nad milionami syna. – To strasznie dziwne uczucie, bo ja, Mac, i mały Macaulay to dwie inne osoby. Czuję się, jakbym odziedziczył majątek po chłopcu, który kiedyś bardzo mocno się napracował – żartuje aktor.

Jako 17-latek Culkin był już po ślubie, ale małżeństwo z Rachel Miner skończyło się po dwóch latach. Potem przez osiem lat spotykał się z Milą Kunis. Przyjaźnią się do dziś, mimo że ona jest żoną bożyszcza Ashtona Kutchera i mamą dwójki dzieci, a on wygląda jak wyrzutek. Długie, tłustawe włosy spina w koczek. Jest blady, nosi flanelowe koszule, dziurawe dżinsy i ciężkie buty, jak kiedyś Kurt Cobain.

Najwyraźniej nie przeszkadza mu łatka samotnika. Wbrew doniesieniom plotkarskich pism wcale nie ćpa codziennie heroiny. Co prawda w 2004 roku aresztowano go za posiadanie marihuany (miał też przy sobie xanax i tabletki nasenne), ale panuje nad uzależnieniem. Wielu chciałoby zobaczyć bardziej spektakularny upadek ulubieńca Ameryki lat 90. On tak naprawdę ma to gdzieś.

Zwyczajnie nie chce mu się grać. Czasami występuje w reklamach, podkłada głos do kreskówek, ale nie znosi pytań o kolejne role, bo ich nie planuje. – W Hollywood wszyscy wciąż są w ruchu, a ja nie wiem po co – mówi. Woli występować w zespole The Pizza Underground, który nagrywa parodie utworów The Velvet Underground, tak by opowiadały o pizzy. Napisał też eksperymentalną powieść autobiograficzną „Junior” o wrednych rodzicach zdolnego dzieciaka.

Gwiazdą w klanie Culkinów jest młodszy o dwa lata od Macaulaya Kieran. W „Kevinie...” grał kuzyna tytułowego bohatera, teraz zbiera pochwały za rolę zagubionego Romana Roya w „Sukcesji”, jednym z najlepszych seriali mijającego roku.

Ani Kieran, ani tym bardziej Macaulay nie chcą mieć nic wspólnego z rebootem klasyka z 1990 roku, który powstaje właśnie na platformie Disney+. Telewizyjna kontynuacja opowie prawdopodobnie o sąsiadach rodziny McCallisterów. Wystąpią w niej Archie Yates z „Jojo Rabbit”, Ellie Kemper z „Unbreakable Kimmy Schmidt” i Rob Delaney. Czy willa bohaterów będzie równie okazała jak 30 lat temu? A może realia zostaną lepiej dopasowane do czasów po kryzysie i przed kolejnym?

Macaulay Culkin należy do niewinnej fantazji o dostatnich latach 90., a jego bunt przeciwko życiu podporządkowanemu neoliberalnym potrzebom to lepsza puenta dla opowieści o „Kevinie...”, niż wymyślić mogli scenarzyści.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę