Znaleziono 0 artykułów
12.03.2020

Historia jednego zdjęcia: Sharon Stone w 1990 roku

(Fot. Getty Images)

Gdy trafiła do Hollywood w latach 80., słusznie stwierdziła, że sławę zdobędzie seksapilem. W 1992 roku przeszła do historii kina dzięki jednej scenie z „Nagiego instynktu”. Potem zakładanie nogi na nogę przylgnęło do niej tak, że filmu miała serdecznie dość. Dziś sama z niego żartuje. I podkreśla, że w 2020 roku już nie mógłby powstać.

Męska marynarka, szpilki, biała minisukienka z golfem. I nic pod spodem. Catherine Tramell z „Nagiego instynktu” Paula Verhoevena z 1992 roku, jak mówi dziś odtwórczyni tej roli, Sharon Stone, stała się archetypem kobiety niebezpiecznej, bo zdolnej do zawładnięcia mężczyznami seksapilem. Do filmowego pokoju przesłuchań, w którym oskarżona o morderstwo swojego chłopaka bohaterka zakłada nogę na nogę i budzi tym pożądanie i przerażenie detektywów, Stone trafiła nieprzypadkowo.

Miała wówczas ponad 30 lat. O status symbolu seksu zabiegała świadomie. W 1990 roku wystąpiła w skąpym stroju u boku Arnolda Schwarzeneggera w „Pamięci absolutnej”. Zaraz potem pojawiła się na okładce „Playboya”. Podczas nagrania specjalnego programu VH1 chętnie pokazywała ciało, pozwalała sobie na uwodzicielskie gesty, bawiła się zdecydowanie lepiej niż jej skromniejsze koleżanki. Wiedziała, że jeśli teraz nie wykorzysta wielkiej szansy, może już nigdy jej nie dostać.

Wychowała się z dala od Hollywood, w prowincjonalnym Meadville w stanie Pensylwania. Tata pracował w fabryce, mama zajmowała się czwórką dzieci, a jednak Sharon otrzymała postępowe wychowanie. Szybko dostrzeżono w niej wyjątkowy potencjał. Gdy poddano ją testom na inteligencję, okazało się, że ma IQ 154, co predestynowało ją do Mensy. – Tata wychował mnie na wygadaną dziewczynę. Zawsze radził, żebym mówiła prawdę, a nigdy nie wpadnę w kłopoty – opowiada Stone. Może dlatego już w młodości niespecjalnie przejmowała się tym, co pomyślą inni. A że często miała do czynienia ze starszymi od siebie, musiała uodpornić się na krytykę. Na studia poszła w wieku 15 lat. Po dyplomach z historii sztuki i creative writing miała zostać prawniczką. Wygrała jednak lokalny konkurs piękności i wypatrzyła ją agencja modelek. Stamtąd już tylko krok na ekran. W dzieciństwie naoglądała się filmów złotej ery kina z tanecznymi z Fredem Astaire’em i Ginger Rogers, więc chciała być  częścią tego świata. Mimo początkowych niepowodzeń dopięła swego.

Zadebiutowała w 1980 roku u Woody’ego Allena. We „Wspomnieniach z gwiezdnego pyłu” zagrała „śliczną dziewczynę z pociągu”.

Po „Nagim instynkcie” była gwiazdą numer jeden, a po Złotym Globie za „Kasyno” Martina Scorsesego z 1995 roku także uznaną aktorką. Potem przyszły lata chude, zakończone wylewem w 2001 roku. Stone otarła się o śmierć. – Przeniesienie się nagle z czerwonego dywanu na oddział intensywnej terapii było bolesne. Ale pozwoliło mi zrozumieć, że źle rozumiałam władzę – opowiedziała rok temu w wywiadzie dla portugalskiego „Vogue’a”.

Na przełomie wieków przewartościowała wszystko. Nie tylko za sprawą choroby. Po dwóch poronieniach (chciała mieć dziecko z ówczesnym mężem, Philem Bronsteinem) zdecydowała się na adopcję. Dziś sama wychowuje trzech synów – Roana (jest modelem), Quinna i Lairda. Jak wszystkie gwiazdy podkreśla, że „bycie matką to jej najważniejsza rola”.

Przestała żałować „Nagiego instynktu”. Chętnie bawi się tamtym wizerunkiem. Kilka lat temu podczas imprezy magazynu „GQ” odegrała pamiętną scenę. Samą siebie – Sharon Stone, która zdobyła sławę dzięki „Nagiemu instynktowi” – zagrała też w jednym z odcinków „Nowego papieża” Paola Sorrentina. Oto Jan Paweł III (John Malkovich) zaprasza Stone na rozmowę. Ona zamiast w białej sukience przychodzi w koronkowej czarnej. On ją prosi, żeby pod żadnym pozorem nie zakładała nogi na nogę. Ona mówi, że musi, bo drętwieją jej łydki. Wtedy on każe całej straży odwrócić wzrok. Takiej dawki seksapilu mężczyźni mogliby nie znieść.

Nie pozwolę ludziom dyskredytować moich osiągnięć tylko dlatego, że uważają, że zagrałam w kontrowersyjnym filmie – podsumowuje Stone.

Siłę dała jej też dojrzałość. Przyznaje wprawdzie, że gdy zobaczyła na twarzy pierwsze zmarszczki, była przerażona. – Płakałam, płakałam i płakałam. A potem postawiłam sobie pytanie: jak chcę się zestarzeć. Wkurzają mnie kobiety, które nie chcą przyznać się do tego, ile mają lat. Czego tu się wstydzić? – mówi Stone. Wraz z wiekiem przyszła pragmatyczna ocena Hollywood. Stone uważa, że szanse kobiet i mężczyzn w przemyśle filmowym nigdy nie były równe. – Niby mogłam wybierać filmy, w których gram, niby mogłam decydować o tym, kto ze mną zagra, niby mogłam mieć wpływ na scenariusz. Nigdy nie miałam. Grałam w filmach napisanych, wyreżyserowanych i produkowanych przez mężczyzn – diagnozuje. Wie, że miała szczęście, bo była fuckable (– Tak, w taki sposób oceniało się w latach 90. przydatność kobiety do roli – mówi), ale uroda stanowiła też poważną przeszkodę w jej rozwoju. – Mężczyźni myślą, że piękne kobiety są płytkie i głupie, więc powinny czuć się gorsze – mówi aktorka.

Nie ma najlepszego zdania o mężczyznach, więc niełatwo znaleźć jej partnera. A szuka, jej zdaniem, takiego jak każda kobieta – troskliwego, empatycznego, wyrozumiałego. Ściągnęła nawet aplikację Bumble. Ale zablokowano jej konto. Użytkownicy nie mogli uwierzyć, że naprawdę mogliby umówić się z prawdziwą Sharon Stone, więc zgłosili naruszenie regulaminu.

W sprawach sercowych radzi się przyjaciół – Eltona Johna i jego męża, Davida Furnisha (działają razem w jego fundacji na rzecz chorych na AIDS) albo Sary Paulson i jej partnerki, Holland Taylor. Z Paulson grają teraz razem w „Ratched”, netfliksowym prequelu „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Rolą „bogatej kobiety z synem z niepełnosprawnością” dołączy do grona ulubienic producenta i całego Netfliksa.

Otwiera się więc przed nią zupełnie nowy etap kariery. – Nie ma nic smutniejszego niż sława, która przebrzmiała – mówi Stone. Nie nastawia się na wielki come back. Nie musi. Ma lepsze rzeczy do roboty. Działa na rzecz ONZ, wspiera organizacje charytatywne, jest matką. – Wreszcie odkrywam, że prawdziwą siłą jest niezależność. Mam dom, rodzinę, pieniądze. Jestem zdrowa. I to wystarczy – deklaruje.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę