Znaleziono 0 artykułów
14.02.2018

Jak brat z siostrą. Dlaczego potrafimy trwać w związkach bez seksu

Białe małżeństwa (Fot. Lena Mirisola, Getty Images)

Z zewnątrz te związki często są postrzegane jako udane. Jest w nich miejsce na przyjaźń, emocjonalną bliskość, wspólne pasje. Brakuje w nich tylko i aż jednego elementu: seksu. Ten brak partnerzy ukrywają, przed otoczeniem, ale nierzadko również przed sobą. Wstydzą się tego, że żyją w „białym małżeństwie”.

Biel symbolizuje czystość, w wielu kulturach również dziewictwo – dlatego suknia panny młodej najczęściej jest biała. Białe pary to takie, które z definicji mają być czyste. W praktyce oznacza to związki, w których nie ma seksu. Niekiedy partnerzy świadomie decydują się na taki układ, czasem jest on wynikiem wpływu różnych innych czynników na związek.

Jakich? Dlaczego tak się dzieje? Czy jest to kwestia umowy? Jakie szanse przetrwania mają pary, w których jedna z osób zostanie postawiona przed faktem dokonanym i zostaje skazana na seksualną abstynencję?

Katarzyna*

Czy mi brakuje? Nie wiem. Chyba bardziej niż seksu brakuje mi bliskości, przytulenia, ciepła. Nadal bardzo go kocham, to wiem na pewno. A on? Bardzo dużo pracuje.

Nie chciałabym mówić, czym się zajmuję w życiu. Bardzo się boję, że ktoś mnie zidentyfikuje. Mogę powiedzieć, że pracuję z mężem w dużej korporacji. Nie przyznaję się nikomu, nawet najbliższej przyjaciółce, że nie uprawiam z mężem seksu. Do niedawna nie przyznawałam się sama przed sobą, że mamy… mam jakiś problem. Kiedy jesteśmy na spotkaniach ze znajomymi i ktoś porusza temat seksu, robimy z mężem dobrą minę do złej gry, żartujemy, śmiejemy się. To chyba jeden z niewielu sposobów, w jaki sobie radzimy z problemem.

Kilka razy próbowaliśmy rozmawiać na ten temat, ale kończyło się kłótnią i wzajemnymi oskarżeniami. Dlatego omijamy go szerokim łukiem. Chyba oboje liczymy, że to kiedyś minie, rozejdzie się po kościach i będzie jak dawniej.

Poznaliśmy się w pracy. Mijaliśmy się na korytarzu, mówiliśmy „Cześć”, a po którejś imprezie firmowej wylądowaliśmy w łóżku. Było super. Od tamtej pory sypialiśmy ze sobą raz na jakiś czas. Nie umawialiśmy się, że teraz będziemy razem, nie mieszkaliśmy razem, nie miał u mnie swojej szczoteczki do zębów. Czasem dzwonił on, czasem ja, albo umawialiśmy się mailowo, czy przez komunikatory. Pracowaliśmy dużo, nie mieliśmy stałych związków. Ten układ był OK na tamten moment.

To trwało kilka miesięcy. Przyszły wakacje. Pojechaliśmy na nie razem. Spędziliśmy cały tydzień w hotelowym łóżku, niewiele z niego wychodząc, ale za to – w przerwie pomiędzy jednym a drugim seksem – wiele rozmawiając. Wtedy poznaliśmy się lepiej i stwierdziliśmy, że jesteśmy gotowi na związek.

Bardzo szybko zaszłam w ciążę. Jak zobaczyliśmy dwie kreski na teście, to oszaleliśmy ze szczęścia. Wyprawkę miałam gotową w połowie ciąży. W weekendy jeździliśmy i wybieraliśmy tapety do pokoju dziecięcego, łóżeczko i przewijak. Seks uprawialiśmy bardzo często, praktycznie do końca ciąży.

Czy mi brakuje? Nie wiem. Chyba bardziej niż seksu brakuje mi bliskości, przytulenia, ciepła. Nadal bardzo go kocham, to wiem na pewno. A on? Bardzo dużo pracuje

Jak urodziła się Klara, rzeczywistość mnie trochę zaskoczyła. Już sam poród był bardziej bolesny, niż myślałam. Jeszcze miesiąc później bolało mnie wszystko, nawet jak tylko dłużej chodziłam po domu. Seks zawiesiliśmy na ten czas na kołku. Ale po upływie kolejnych miesięcy sytuacja nie ulegała zmianie.

Ja byłam nieprzytomna. Mała płakała w nocy, budziła się na karmienia, w dzień męczyły ją kolki. Niedosypiałam. Mąż wsiąkał coraz bardziej w pracę. I tak jakoś zleciały dwa lata, a my nie spaliśmy ze sobą od tego czasu.

Czy mi brakuje? Nie wiem. Chyba bardziej niż seksu brakuje mi bliskości, przytulenia, ciepła. Nadal bardzo go kocham, to wiem na pewno. A on? Bardzo dużo pracuje. Czasem długo zostaje w biurze. Nie chcę wnikać w to, co dokładnie robi, bo boje się podświadomie, że mogłabym odkryć coś, czego nie chcę wiedzieć i z czym bym sobie nie poradziła.

Nadal jesteśmy dobrymi kumplami. Lubimy gadać, śmiać się i oglądać wieczorami seriale. Ale temat seksu omijamy szerokim łukiem.

Pewnie powinnam iść po pomoc. Myślałam o psychologu, może seksuologu. Mąż na ten temat milczy. Wiem, kiedyś będziemy musieli się z tym wreszcie zmierzyć.

*Imiona i niektóre fakty z życia bohaterów zostały zmienione

Białe małżeństwa (Fot. Pekic, Getty Images)

Ewa Chalimoniuk, psychoterapeutka*

Mogę przypuszczać, że Katarzyna i jej mąż żyją w dużej mierze w swoich wyobrażeniach. To przykład kryzysu w związku. Określenie białe małżeństwo na tym etapie wydaje mi się nadmiarowe. Brak współżycia seksualnego jest objawem impasu, jaki przeżywają. Przyczyny mogą być rozmaite. Na przykład ona obawia się, że on ją zdradza. A on, że ona go nie chce, bo dziecko jest teraz dla niej ważniejsze. Katarzyna i jej mąż trwają w dystansie do siebie: on czeka na jej pierwszy krok, który by pokazał, że ona znów go chce – wielu mężczyzn żyje fantazją, że jak pojawia się dziecko, to stają się mniej ważni. Taki prosty mechanizm: z lęku przed odrzuceniem sam się odrzucę. Katarzyna robi w zasadzie to samo. Z lęku, że on ma kogoś innego, bo uważa, że przestała być dla niego atrakcyjna po porodzie, staje się bierna, nie zbliża się do męża i czeka. Żyje z jakąś swoją projekcją, nie weryfikując jej. Tu głównie chodzi o lęk przed odrzuceniem, przed oceną, zapewne również o poczucie niskiej wartości.

Kryzys tego małżeństwa wynika z niewiedzy i nieumiejętności komunikowania się ze sobą. To jeden ze scenariuszy, ale może być ich oczywiście wiele. Również taki, że on ją rzeczywiście zdradza, a ona go odrzuca. Prawdziwym białym małżeństwem mogą się stać, gdy ten stan niedopowiedzeń i frustracji „zamiotą pod dywan”.

Czasami wystarczy wesprzeć kogoś, żeby się odważył na rozmowę – Katarzynie bardzo by to pomogło, zachęcałabym ją do skorzystania z pomocy specjalisty. Oboje partnerzy mogą przyjść na terapię, razem albo osobno. Jeśli się boją konfrontacji w domu sam na sam, to mogą to zawczasu przepracować w gabinecie, nauczyć się o tym rozmawiać. Jeśli w związku nie ma innych większych problemów, to z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że sytuacja jest do rozwiązania.

Do gabinetów psychoterapeutów trafia wiele par, w których jedna ze stron wchodzi w relację i jest nieświadoma tego, że druga strona nie zechce, albo w przyszłości nie będzie chciała uprawiać seksu, albo w czasie trwania relacji dzieje się coś takiego, że para przestaje współżyć. Najczęściej jest to – jak w przypadku Katarzyny i jej męża – kwestia niedomówienia, problem komunikacyjny, polegający na strachu przed wyjaśnieniem zaistniałej sytuacji.

Tego, że u pary, która do tej pory miała mniej lub bardziej udany seks przed ślubem, a po ślubie, albo po urodzeniu dziecka go nie ma, mogą być różne powody.

Może być tak, że jedna ze stron nie potrafi łączyć bliskości z seksualnością -– ma lęk albo awersję. Sprowadza się to sytuacji, że jak tylko pojawia się bliskość emocjonalna, to cofa się popęd seksualny do tej drugiej osoby.

Kryzys tego małżeństwa wynika z niewiedzy i nieumiejętności komunikowania się ze sobą

Znam parę, która uchodzi za bardzo dobre małżeństwo, mają prawie dorosłe dziecko, a seks w ich związku zdarzył się tylko dwa razy. W tym przypadku to mężczyzna nie dążył do współżycia ze swoją żoną. Ona najpierw go uwodziła, później płakała, później krzyczała, zagroziła nawet zdradą. Ale do niego to jakby nie docierało. Dopiero jak zdecydowała się na rozwód, to on był wielce zaskoczony, przeżył załamanie psychiczne, bo przecież tak bardzo ją kocha. Do tej pory nie zauważał problemu, pomimo, że ona wielokrotnie sygnalizowała, że brakuje jej kontaktów seksualnych z nim. Jak go zapytać, jak realizuje swoje potrzeby seksualne, to się okazuje, że nie czuje w ogóle zainteresowania seksem.

Białe małżeństwa (Fot. Noel Hendrickson, Getty Images)

Kobieta w tych sytuacjach jest od kochania w aseksualny sposób. I nie ma jednej odpowiedzi, o czym to świadczy u mężczyzny – u każdego powód może być trochę inny.

Często tak się dzieje, że kiedy kobieta zachodzi w ciąże, zaczyna przez swojego mężczyznę być postrzegana jako matka, a z matką się nie sypia. Przez jakiś czas udaje się taki związek utrzymać, przecież ci mężowie kochają swoje żony i dzieci, a na jakiś czas można się zmusić do kompletnej abstynencji, albo potrzeby seksualne rozładowywać w inny sposób, na przykład masturbacją, czy pornografią, zatracać się w uzależnieniach. Ale w dalszej perspektywie pojawia się frustracja. Partner nie do końca jest świadomy dlaczego. Bo żona się przecież nie zmieniła, wciąż mu się podoba, ale przestała go pociągać. On sam nie potrafi sobie tego wyjaśnić. I ona, i on będą się czuć źle w tej relacji.

Niestety w tym przypadku okazja może czynić złodzieja; wyjazd służbowy, integracyjny i seksualność może dać o sobie znać. Sfrustrowana żona może zacząć szukać partnera, który jej potwierdzi, że jest atrakcyjna seksualnie. A mężczyzna, który nie ma, co zrobić ze swoim napięciem seksualnym, spotka kobietę – obcą, która nie będzie kojarzyć mu się z matką – a która będzie gotowa na kontakt seksualny i dojdzie między nimi do zbliżenia.

Są też ludzie, którzy na podobnych zasadach nie radzą sobie z łączeniem bliskości i seksualności. Na przykład mężczyzna, który wielbi swoją żonę, kocha nad życie, nosi ją na rękach, przynosi jej dary, oddaje wszystkie pieniądze, ale nie tyka jej, bo ona jest dla niego madonną. Ladacznice są gdzie indziej. Albo on ma poczucie, że ma być dla niej opiekunem, ojcem, bratnią duszą ale nie partnerem seksualnym. To zaburzenia, polegające na rozszczepieniu obiektu seksualnego od obiektu miłości. Takie osoby mają problem z integracją: kocham – nie chcę z nim/nią z seksu. A jak nie kocham, to mogę pożądać.

Innym przejawem kłopotów jest, gdy mężczyźni szukają satysfakcji seksualnej poza małżeństwem, a seks małżeński ograniczają do prokreacji. Gdy ich kobiety rodzą dzieci, stają się madonnami. Oni są gotowi przysłowiowo nosić je na rękach, ale uważają, że z madonnami się nie realizuje swoich potrzeb i fantazji seksualnych. Jak w „Ojcu Chrzestnym”, gdzie mężczyzna nie współżył z żoną, tylko z innymi kobietami, bo nie wyobrażał sobie, żeby ona tymi samymi ustami, którymi uprawiała z nim miłość francuską, miała potem całować dzieci. Ale w takim przypadku warto zastanowić się, co kobiety robią w tych małżeństwach, jeśli czują się seksualnie sfrustrowane.

Gdy takie związki się rozpadają, mężczyźni często są zaskoczeni, zupełnie nie rozumieją sytuacji, nie wiedzą, dlaczego kobieta odchodzi. Za rozpad relacji obwiniają partnerkę.

W małżeństwie nie uprawiają seksu, stosując różnego rodzaju wymówki; mówią, że nie mają ochoty, że boli ich głowa, albo że są przepracowani

Takie kobiety często zgłaszają się po pomoc do psychologów, bo wszyscy dookoła mówią im, że mają takiego cudownego męża, który nosi je na rękach i powinny być szczęśliwe, a jak nie są i to pewnie ich wina. To kobiety najczęściej obwiniają się za to, że mąż z nimi nie współżyje. Myślą, że to z nimi coś jest nie tak.

Kolejną przyczyną braku kontaktów seksualnych jest sytuacja, gdy kobieta dojrzewa do rodzicielstwa, zaczyna naciskać partnera, odstawia antykoncepcję. A mężczyzna zaczyna panikować i wycofywać się z seksualności. To według niego najlepsza antykoncepcja. Jest to najczęściej objaw niedojrzałości, lęku przed byciem odpowiedzialnym za związek, za ojcostwo. A kobieta ma zegar biologiczny i koło 30-40 roku życia zaczyna go czuć, trudno jej przed tym uciec. To biologia.

Do tej pory to mógł być udany związek z satysfakcjonującym seksem dla obojga, ale kiedy zaczęła być mowa o dziecku, to on ze strachu przestał współżyć. Kobiety z takich związków to kolejna bardzo liczna grupa w gabinecie psychoterapeuty. W przypadku takich par należy ustalić, czego on się tak naprawdę boi: czy nie chce dziecka w ogóle, czy tylko z ta kobietą go nie chce. Bywa również odwrotnie, że to on chce dziecka, a wtedy ona ucieka. Na szczęście dzięki antykoncepcji taki związek może trwać dłużej i realizować się seksualnie. Choć kryzys pary związany z rodzicielstwem pozostaje nierozwiązany.

Do gabinetów psychoterapeutów trafiają też pary, w których jedna z osób w trakcie trwania relacji zorientowała się, że ma inną preferencję seksualną. Do tej pory wykazywało zainteresowanie seksualne partnerem, ale było to raczej zainteresowanie powinnościowe, związane z lękiem przed swoją seksualności i prawdą o niej. Seksualność tych osób została zsocjalizowana przez lata przez dom rodzinny, przez przedszkole i szkoły. Ludzie ci w dorosłym życiu, gdy stanęli na nogi i przestali się bać zależności od swoich rodzin, czy społeczeństwa, odkryli – czasem nawet przez przypadek – że fantazje o seksie z osobą tej samej płci nie były tylko fantazjami i że pragną być seksualnie z kimś innym.

To wielki dramat dla tych rodzin, bo partnerzy nierzadko bardzo szanują się i kochają, tak po ludzku. Dlatego niektórzy ukrywają to dalej, bo to dla nich dramat. Nie wiedzą, jak to powiedzieć partnerowi, a tym bardziej dzieciom. Zaczynają się realizować seksualnie w relacjach pozamałżeńskich. W małżeństwie nie uprawiają seksu, stosując różnego rodzaju wymówki; mówią, że nie mają ochoty, że boli ich głowa, albo że są przepracowani. Tak się może dziać, dopóki się nie zakochają i nie stworzą na zewnątrz stałej pary. Najczęściej robią to, aby nie musieć konfrontować siebie ze swoją orientacją.

Zdarzało mi się towarzyszyć terapeutycznie kobiecie z długoletnim stażem małżeńskim, matce dwójki dzieci, która zakochała się w kobiecie i próbowała żyć na dwa domy. Mąż się w pewnym momencie zorientował. I zarówno on, jak i ta druga kobieta zaczęli walczyć o nią tym, kto lepiej dba o dzieci, kto ma więcej pieniędzy.

W tym układzie ta kobieta chciała jednego i drugiego. Nie chciała zostawiać męża i dzieci. A z drugiej strony chciała mieć tę drugą kobietę, jako swoją partnerkę seksualną, ale mieć ją tylko na wyłączność.

Pornografia daje taką stymulację, że potem nic już nie jest atrakcyjne

Ostatnio coraz częstszym zjawiskiem są pary, gdzie jedno jest seksoholikiem, albo jest przestymulowane seksem i w wyniku tego przebodźcowania zaczyna od seksu z partnerem stronić. Seksu, który sama uważa za perwersyjny, czy nienormalny.

Zdarzyło mi się, że do mojego gabinetu trafiła para małżeńska, nie współżyli ze sobą od lat. On jej mówił, że ma grzybicę i nie chce jej zarazić. A ona pomimo swojego wykształcenia w to wierzyła. Rzeczywiście miał grzybicę, ale to nie przeszkadzało mu realizować swoich potrzeb poza związkiem. Miał wiele kochanek. Był seksoholikiem. A ona się długo nie zorientowała. Problem widziała w jego uzależnieniu od alkoholu.

Innym razem do mojego gabinetu zgłosił się młody chłopak, około dwudziestoletni. Poznał dziewczynę, byli ze sobą rok. Kochał ją a ona chciała go zostawić, bo nie sypiał z nią od pół roku. Jak ona go z tym skonfrontowała, to przyszedł do mnie i wyznał, że od wielu lat jest uzależniony od seksu i jest tak przestymulowany, że nic nie jest już dla niego atrakcyjne, nic go nie podnieca. Doprowadził się do takiego stanu, że potrzebował bardzo silnych doznań erotycznych, żeby mu się w ogóle chciało seksu. Ona była dla niego atrakcyjna, jako coś nowego na początku relacji, ale to trwało przez bardzo krótki czas.

To niestety dramat pewnej części młodego pokolenia. Pornografia daje taką stymulację, że potem nic już nie jest atrakcyjne. Ostatecznie on, aby ratować związek poszedł się leczyć z uzależnienia od seksu. Zafundował sobie abstynencję, żeby w ogóle mu się zachciało seksu.

Nie wiem, czy im się udało. Poszedł na leczenie do seksuologa.

W sytuacji związków wyżej wymienionych najczęściej terapeuta jest w stanie pomóc. Musi nauczyć tych ludzi ze sobą rozmawiać. Oraz rozpoznać faktyczne źródła braku współżycia seksualnego. Tak jak wspomniałam, jeśli nic innego w związku nie szwankuje, to powinno się im udać.

Ale jest też sporo par, które świadomie decydują się na związek bez seksu. Tworzące je osoby zazwyczaj zdają sobie sprawę, jakie to może powodować konsekwencje, a mimo to decydują się na tego typu układ.

W takiej sytuacji można wymienić najczęstsze relacje:

Związki, w których jedna lub obie ze stron jest nie chce lub nie może współżyć w związku z jakimś deficytem na przykład impotencją lub inną chorobą. Takie małżeństwo opiera się na przyjaźni, miłości, opiece.

Związki, w których jedna ze stron jest aseksualna, czyli nie ma potrzeb seksualnych. Druga strona wie o tym przed ślubem i świadomie decyduje się na taki związek. Nie realizuje swoich potrzeb seksualnych w ogóle, albo za zgodą partnera realizuje je na zewnątrz związku. Oczywiście niekiedy zdarza się, że osoba, która świadomie wchodzi w taki układ, liczy, że pod wpływem związku partner się zmieni, złamie, przekona do seksu.

Innym przykładem mogą być pary, które decydują się ze sobą nie współżyć i jest to uwarunkowane przekonaniem wyznawanej religii. Taka sytuacja ma miejsce na przykład wtedy, gdy obydwoje partnerzy są bardzo wierzący, a jedno z nich, albo obydwoje nie mają ślubu, są po rozwodzie i równocześnie uważają, że chcą zachować zasady swojej wiary. Bez ślubu kościelnego się według nich nie współżyje. Uważają, że złamaliby sakrament,.  Decydują się na życie czystości i nie współżyją.

Kolejny przykład, gdy jedno albo dwoje z tej pary są osobami o innej orientacji seksualnej i nie chcą tego społecznie ujawniać, ale wiedzą o tym. Taka relacja może być oparta na przyjaźni i sympatii do tej drugiej osoby, albo – jeśli tylko jedna osoba jest heteroseksualna – na iluzji, że ta druga osoba się zmieni, wyleczy i będzie chciała mieć dzieci i być w związku.

Do gabinetu psychoterapeuty niejednokrotnie trafiają pary, które wchodziły w taki układ, bo jedna ze stron liczyła, że zaangażowanie emocjonalne zmieni drugą osobę i że uda się przezwyciężyć jej orientację. Może nawet kiedyś się przytulali, całowali, może nawet doszło do współżycia. I żyje w ułudzie, bo przecież przez moment było czarująco.

A może odwrotnie: to osoba o homoseksualnej orientacji myślała, że pod wpływem tego partnera zmieni swoją orientację, ”wyleczy się”.

Trzeba zdobyć się na szczerą rozmowę i jeśli nie możemy sami poradzić sobie z problemem, trzeba udać się po pomoc terapeuty albo seksuologa

Niektórzy świadomie decydują się na życie w trójkątach. Jednak bardzo często takie relacje z biegiem czasu się psują, wkrada się zazdrość, zaczynają się kłopoty.

Zdarzyło się, że do mojego gabinetu przyszła dojrzała kobieta, która nie była wcześniej w żadnej relacji, nie miała, gdzie rozbudzić swojej seksualności i właściwie już nie miała w swoim życiu nadziei na nic więcej. I nagle spotkała na swojej drodze atrakcyjnego mężczyznę, który był gejem. Dla niego to też był dobry układ, bo pozwalał mu maskować swoją orientację. Ona zdecydowała się akceptować jego związki na boku, ze strachu przed samotnością, żeby tylko się z kimś związać, dla bliskości, dla relacji ale bez seksu.

Warto wspomnieć też o najmłodszym, ale wyraźnym trendzie. Można go zaobserwować wśród młodych ludzi, którzy uważają, że przyjaźń i porozumienie dusz jest najważniejsze. I albo odczepiają seks od relacji, albo dają sobie wolność poza związkiem, realizując się seksualnie z kim chcą i gdzie chcą. To na tyle nowe zjawisko, że nie wiadomo jak się będzie rozwijać. Nie wiadomo, czy to czasowy trend, socjologiczna zmiana. Ludzie decydują się na wspólne życie, wychowywanie dzieci z poprzednich związków, albo adoptowane dzieci. Seks nie jest dla nich sferą, która ich łączy. Jakie to będzie miało skutki i czy da się to utrzymać, czy też jest to tylko młodzieńcza iluzja? Nie wiadomo.

To iluzja, że póki jesteśmy piękni i młodzi, to każdy ma partnerów kiedy i gdzie chce. Najczęściej to się opiera na tym, że fajnie nam się razem mieszka i żyje bez seksu. Partnerzy tkwią w ułudzie, że gdy będą swoje potrzeby realizować poza relacją, to do ich związku nie wkradnie się zazdrość. Pomijają fakt, że seks jest elementem bardzo wiążącym pary.

Ogólna zasada jest taka, że im szybciej skonfrontujemy się z problemem i porozmawiamy z partnerem, tym lepiej. Tym szybciej przyjdzie ulga, refleksja i odpowiedzialność za relację. Trzeba zdobyć się na szczerą rozmowę i jeśli nie możemy sami poradzić sobie z problemem, trzeba udać się po pomoc terapeuty albo seksuologa. On pomoże nam, nauczy, jak rozmawiać, bez oskarżeń. Jak rozwiązać problem lub jak się rozstać i przeżyć stratę nadziei na udany związek.

Najczęściej trafiają do mnie kobiety. Przychodzą same – w nastroju depresyjnym, pełne pytań, co mają zrobić, żeby w ich związkach było inaczej. Mogę je wzmocnić i przygotować na konfrontację z drugą stroną.

Czasem udaje im się zaciągnąć do gabinetu mężczyzn. Ale oczywiście nie zawsze.

Ale dla większości podobnych par jest nadzieja. Konfrontacja najczęściej powoduje, że pary się jednak jednoczą. Jeśli to jest dobre „białe małżeństwo”, to jest nadzieja. Ale jeśli inne rzeczy w związku szwankują, to moje doświadczenie zawodowe pokazuje, że to się najczęściej kończy rozstaniem.

*Ewa Chalimoniuk - Certyfikowany psychoterapeuta i trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Certyfikowany psychoterapeuta Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii. Prowadzi terapię indywidualną, rodzinną i grupową korzystając z różnych podejść teoretycznych. W latach 2009-2011 przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Integracji Psychoterapii

Wysłuchała i spisała Marta Wroniszewska

Marta Wroniszewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę