Znaleziono 0 artykułów
21.12.2023

Z wizytą „na kwadracie” u Piotra Vienia na warszawskich Sielcach

21.12.2023
Fot. w_środku

Całe swoje chłopackie życie spędził w bloku na Ursynowie. Dojrzałe postanowił rozpocząć gdzieś indziej. Mieszka przy krótkiej uliczce w kwartale wydzielonym przez ruchliwe ulice Gagarina i Podchorążych, na Dolnym Mokotowie. Wciąż czuć tu klimat wiejskiego siedliska, jakim przez wieki były Sielce. Przypomina o nim piękny starodrzew i hasające po koronach wiewiórki, a także niespieszność, którą narzucają mieszkańcy. Wolnym spacerem przemierzają chodniki z pieskami albo z siatkami wypełnionymi pieczywem.

– W końcu przyszedł ten moment, kiedy stwierdziłem, że muszę kupić mieszkanie, zapuścić gdzieś korzenie – mówi Piotr Vienio, raper i producent muzyczny, a także reżyser, aktor i artysta wizualny. Ale nie chciałem, żeby to się działo na hop-siup. Mieszkałem wtedy u kumpla, w zjawiskowej kamienicy na Mokotowskiej. Ciężko sobie wyobrazić lepszą miejscówkę. Wychodziłem w klapkach do Ale Wino, kiedy miałem ochotę na ciastko, schodziłem do Kukułki, umawiałem z przyjaciółmi w Przegryziu, jednym słowem zażywałem miejskiej wygody. W międzyczasie rozglądał się, a jego poszukiwania nie ograniczały się jedynie do Śródmieścia. Zapuszczał się na Saską Kępę, Ochotę, Powiśle, Nowolipki. W końcu trafił na Dolny Mokotów. – Ta okolica jest pustynią towarzyską, ale cieszę się z tego wyboru. Trzyma mnie w bezpiecznej odległości od tych wszystkich uciech. Prawdopodobnie oszalałbym, gdybym miał je pod nosem, a tabuny ludzi ciągle wyciągałyby mnie na imprezy albo pakowałyby się do mojej chaty bez zapowiedzi – wyznaje. 

Fot. w_środku

W okolicy, którą wybrał, dominują dwa rodzaje zabudowy: typowo modernistyczna, z charakterystycznymi zaobleniami, balkonami owijającymi fasadę, i górująca nad nią socrealistyczna, z filarami, arkadami, elewacjami przypominającymi tabliczkę czekolady. – Od starszej lokatorki dowiedziałem się, że całe to osiedle było przeznaczone dla policjantów, a ten jeden budynek, wybudowany na górce, dla rodzin generałów z Monte Casino. MDM-owska kamienica z 1956 r. ma swój własny park i wysunięty w niego pawilon, w którym mieści się liceum artystyczne. Kiedy wspinam się po schodach na ostatnie piętro, podziwiam uprawy pelargonii na parapetach i namalowane na ścianach klasycyzujące kasetony w zaskakującym kolorze lila. – U mnie króluje „jagódka”, w klatce obok jest „łosoś”, a w kolejnej „cytrynka”. Nie jest najbardziej zachwycająca, ale jest prawdziwa, trochę proletariacka i to lubię – przyznaje Vienio.

Fot. w_środku

Remont „bez demolki”

Ponieważ chciał szybko się przeprowadzić, agenci nieruchomości doradzali mu, żeby skupił się na przestrzeni. – Ne miałem siły burzyć ścian, zrywać podłogi i przewracać wszystko do góry nogami. Nie chciałem demolki, nie umiem w niej działać, zaraz się denerwuję – przyznaje Piotr. Udało się znaleźć mieszkanie, w którym „czarną robotę” wykonał poprzedni właściciel. Mieszkanie pierwotnie z dwoma pokojami zmienił w przestrzeń dzienną składającą się z salonu połączonego z kuchnią i osobnej obszernej sypialni. – Kiedy tu wszedłem, z sufitu wisiały kable, podłogi były wycyklinowane, ściany pomalowane na biało, spodobała mi się ta czysta tablica i … wysokość. Na Ursynowie, skąd pochodzę, człowiek wyciąga rękę i dosięga nią do sufitu – wyjaśnia. Jeszcze bardziej zachwycił go widok. – Wystarczy, że popatrzysz przez okno – pokazuje – I przez korony drzew Łazienek widzisz całą Warszawę. Czuję, jakby na mnie czekała. To jest takie miłe, jak się zieleni i jesieni, mój mały Central Park – uśmiecha się. 

Fot. w_środku

Jak przystało na filmowca fantazjował po kinowemu, że otworzy przed właścicielem walizkę z gotówką, a tamten weźmie ją, wręczając mu klucze. Skończyło się bardziej prozaicznie – u notariusza. Podczas podpisywania aktu własności poprzedni lokator wreszcie przyznał, że doskonale go kojarzy, bo mieszkał na tym samym podwórku, kiedy Vienio robił Molestę. Obserwował go tylko z daleka, bo bał się gościa ogolonego na łyso, który snuł się z ziomkami. – Kupiłem swoje nowe mieszkanie od chłopaczyny z tamtego bloku. Absolutna pętla czasowa. Od jakiegoś czasu mnie takie dopadają. Jak w grze Mario Bros. Wszedłem tu i ten facet to był ten facet, a ta chwila to była ta chwila – wspomina Piotr.

Fot. w_środku

Vienio zaprasza na „Kwadrat Gospodarzy Miejskich”

Do pomocy zaangażował projektantkę wnętrz – Zuzę Morawską z pracowni Metraż Studio. To ona zajęła się rozpracowaniem strefy dziennej. Kuchnię zorganizowała na planie litery L, której krótszy bok zakończyła ścianą z luster. W niej ukryła spiżarkę i szafki do przechowywania. Błękitne paski na suficie zaproponował Vienio, chciał stworzyć tunel optyczny. Do odważnej kolorystyki doszli wspólnie. – Pamiętam, że byłem w kinie na filmie „Rodzina Gucci” i Aldo grany przez Ala Pacino miał koszulę w pasy dokładnie w takich odcieniach. Od razu zadzwoniłem do Zuzy i powiedziałem: stara, mamy to! – wspomina. Górne musztardowe i dolne w kolorze ice blue zgrywają się z blatem, który skomponował z marką Bruto. – Ulepiłem tę strukturę, „spimpowałem” blat z wysypanych na stół kamyków – chwali się Vienio. Meble skrywają jego najważniejsze „zabawki”: woki, deski, noże, kolekcję przypraw. Kocha gotować i gościć przy wspólnym stole. – Zapraszam do czterech osób, bo mam tylko tyle krzeseł i tyle też porcji jedzenia mieści mi się w garach. Gotuję, robię wydawkę i potem siadam i jem. Przy piątej osobie to jest niemożliwe – wyjaśnia.

Fot. w_środku

Mnie też sadza przy tym samym stole i zaparza herbatę. Kiedy pytam, skąd pochodzi mebel, wyjaśnia: – Kupiłem go od Marcina z Kobyłki, ma używane francuskie meble, stylowe. Wiekowy kredens, który został w spadku po poprzednim właścicielu, jest wypełniony po brzegi szkłem, kieliszkami i ceramiką z pchlich targów, ale też kobaltowym Horbowym po babci. Sporo tu też współczesnego polskiego designu. Nad blatem wisi lampa Misallance – klasyk Lexavali, a w salonie stoją meble Tamo. – Kocham, że można je zsuwać aż do powstania wielkiej platformy – demonstruje. Na ścianach wisi kolorowy Piotr Młodożeniec, Ilona Błaut, Szymon Ziarek („Beksiński w 1D” – jak uważa Vienio) czy Piotr Andziak, artysta działający w latach 80. – Lubię szczególnie tę małą pracę „Wschód słońca na Żeraniu” – wskazuje gospodarz. Na ścianach powiesił też swoje kolaże, a na podłodze postawił autorski totem. Samodzielnie wykonał oprawę lustra w łazience, a nad nim powiesił niecodzienny kinkiet – lightbox z fotografią Michała Jaworskiego. Nadał mu tytuł „Szyby niebieskie od telewizorów”. – Pomyślałem, że choć nie będę miał Ursynowa na co dzień, tutaj poczuję się tak, jakbym sobie stał na przystanku – mówi. Kiedy rzucam prowokacyjnie, że jest człowiekiem orkiestrą, nie obrusza się, ale stwierdza: – W XIX w. to było normalne, teraz się zrobiło dziwne i wszyscy są specjalistami. Ja muszę jedną rzecz robić, żeby do drugiego słoika się nalała woda z inspiracją. I potem ten temat zostawiam i przechodzę do innego. 

Fot. w_środku

59-metrowe mieszkanie jest jeszcze w procesie urządzania. Tuż przed moją wizytą zdecydował, że przestawia łóżko zaprojektowane jak deska do sushi –  prosta konstrukcja z materacem – tylko dlatego, żeby wygodnie oglądać filmy z projektora. Na podłodze sypialni wciąż piętrzą się stosy książek i winyli, które czekają na regały. Kolekcje czapek i sneakersów wyeksponował na etażerce znalezionej na tzw. wystawce. – Estetyka czy piękno to umiejętność zebrania rzeczy do kupy. Lubię wypatrywać, podnosić to, co ludzie wyrzucają. Chodzi o to, żeby wybierać coś, co nie jest every designem, tylko czymś, co przemawia do ciebie. Dopiero teraz mam w tej kwestii wolną rękę – podsumowuje nowy rozdział.

Fot. w_środku
Fot. w_środku
Fot. w_środku
Fot. w_środku

 

Aleksandra Krasny
  1. Vogue Living
  2. Z wizytą „na kwadracie” u Piotra Vienia na warszawskich Sielcach
Proszę czekać..
Zamknij