Znaleziono 0 artykułów
07.02.2021

Jak pielęgnować miłość

(Fot. Fred Stein Archive/Archive Photos/Getty Images)

Miłość jest zasobem odnawialnym. Aby przetrwała, musi nieustannie ewoluować. Zbliżające się walentynki to dobry moment, by zacząć sezon wzajemnego rozpieszczania się i szczerego komunikowania. Wellness – po polsku dobrostan to świadoma praca nad osiągnięciem szczęścia. Delikatniejszy niż terapia, może okazać się zbawienny dla odbudowy bliskości. Sprawdźcie, jak to działa.

Podczas pandemii wiele par przekonało się, że w ich związku nie jest tak dobrze, jak mogło się zdawać. Przy okazji pewnie partnerzy uzmysłowili sobie, jak, mimo wszystko, silnie są ze sobą związani. Wellness – po polsku dobrostan, świadoma praca nad osiągnięciem szczęścia – delikatniejszy niż terapia, może okazać się zbawienny dla odbudowy bliskości. Przynajmniej na początek.

– Znaleźliśmy się w niecodziennej sytuacji. Spróbujmy więc traktować siebie z większą wyrozumiałością i czułością. Warto sobie nawzajem więcej odpuszczać – radzi Izabela Jąderek, seksuolożka i psycholożka. Dobrze jest głośno mówić dobre rzeczy. Na przykład, że jesteśmy wdzięczni i cieszymy się, że możemy przechodzić przez trudny czas właśnie z naszym partnerem lub partnerką. Po przebudzeniu szepnijmy kochanemu człowiekowi do ucha: „Dziękuję”. Nawet jeśli nie wszystko jest idealnie.

Można stworzyć wspólną playlistę – mówi Dobrawa Borkała, terapeutka, artystka i joginka. Składankę ulubionych utworów, które oboje kochamy nucić czy przy nich tańczyć. Albo takich, których słuchamy na rozpoczęcie lub zakończenie dnia, których dźwięki stają się sygnałem, żeby rozluźnić ciała, uśmiechnąć się do siebie, przytulić. Docenić, że jesteśmy razem. Terapeutka podkreśla, że żaden inny bodziec nie aktywuje pozytywnie tak wielu obszarów mózgu jak właśnie muzyka. – Właściwości strukturalne muzyki wpływają na mózg i dane biometryczne, takie jak tętno czy wzorce snu. Wspólnie wybrana muzyka pomaga zsynchronizować się z partnerem, łagodzi niepokój, a nawet ból. To szczególnie ważne, gdy w tej zagęszczonej wspólności przychodzą trudniejsze fazy naszego kobiecego cyklu.

Przemek Mućko z Centrum Psychologii Integralnej InTeGral zaleca marzenia: – W przypadku par z dłuższym stażem sprawdza się snucie marzeń, wyobrażanie przyszłości, planowanie wyjazdów. To pozwala odzyskać poczucie wspólnego celu.

Dlaczego warto się kłócić?

Planowanie przyszłości jest zdecydowanie łatwiejsze, kiedy oczyszczona jest przeszłość. – Jeśli partner kojarzy nam się z krzywdą, to o wzajemnej trosce możemy zapomnieć – zaznacza Przemek Mućko. – Dlatego nie zamiatajmy zadawnionych sporów pod dywan. Radzi, by po kłótni, gdy emocje opadną, usiąść i omówić, co się właśnie wydarzyło: o co obu stronom chodziło, jak kto co zrozumiał, jak każdy z nas się z tym poczuł.

Dobrawa Borkała uważa, że w konfliktowej sytuacji warto poszukać spokojnego miejsca do dalszej rozmowy. Najlepiej poza domem. – Kiedy siedzimy w domu, stres kumuluje się w mięśniach, tworzą się blokady w ciele, emocje eskalują, nie panujemy nad słowami. Warto wtedy złapać oddech – dosłownie i w przenośni. Można spróbować prostej metody: co najmniej przez 30 sekund potrząsać całym ciałem, wyobrażając sobie, że wyrzucamy z siebie trudne emocje, nerwy i strach. Potem kilka spokojnych, głębokich oddechów i można wrócić do rozmowy.

Seksuolożka i terapeutka dr Agata Loewe radzi wyjść na świeże powietrze dopiero po sprzeczce. A przed – pójść na samotny spacer. – Dobrze jest też przygotować się do kłótni w neutralnej otwartej przestrzeni. Uporządkować to, co chcemy wyrzucić z siebie, to, co nam przeszkadza. Kłótnia jest dobra, to znak, że wciąż nam zależy, że chcemy być razem – mówi.

Ci, którzy nie są gotowi na konfrontację, niech zrobią razem cokolwiek – wybiorą się na przejażdżkę samochodem, puszczą muzykę i porozmawiają o ulubionych wykonawcach, pójdą do parku, ugotują kolację. Pisarz Parker J. Palmer nazwał to „taktyką trzeciej rzeczy”. Chodzi o to, by wspólna przyjemność stała się trampoliną do głębszego porozumienia.

(Fot. Arthur Elgort/Conde Nast via Getty Images)

Seks bez wstydu

– Zamiast traktować seks jako sposób na redukcję napięcia, pobiegajmy, poruszajmy się, poćwiczmy coś, wyładujmy skumulowane napięcie w inny sposób. Dopiero zrelaksowani i rozluźnieni bierzmy się do seksu. Będzie dużo lepszy – mówi seksuolożka Izabela Jąderek. Tłumaczy, że dla partnera, który jest zestresowany, ma usztywnione, poblokowane ciało, seks może nie być przyjemny. Do dobrego seksu potrzebna jest integracja głowy i ciała – motywacja i ochota wraz z gotowością na wymianę, na dawanie i przyjmowanie przyjemności.

Dlatego na nowy początek lepiej porozmawiać. Może okazać się, że przez lata związku zmieniły się nasze potrzeby, tylko nie mieliśmy odwagi wyjść z rutyny. Dr Agata Loewe zachęca do zrobienia eksperymentu, ułożenia tak zwanych map miłości. – Polega to na tym, że każdy z partnerów mówi, jak i gdzie chciałby być dotykany. To konfrontacja tego, co robimy intuicyjnie, z tym, czego oczekuje druga strona. Zanim przejdziemy do seksu, czy choćby masażu, przekonajmy się, jak bardzo to znane ciało jest nam w sumie obce.

Zadawajmy proste pytania: „O czym śnisz?”, „O czym myślisz, kiedy się kochasz?”. Otwierajmy się na siebie nawzajem, chociażby z pomocą internetu. Billie Quinlan, założycielka Ferly –aplikacji pomagającej kobietom mieć głębszy i przyjemniejszy seks – uważa, że sexual wellness ma wielki potencjał. – Naszą specjalnością jest badanie potrzeb seksualnych, pielęgnowanie i zachęcanie do realizowania ich w dowolny sposób. Nie wstydźmy się rozkoszy – mówi Quinlan. Korzystanie z aplikacji w obecności partnera może być uwalniającym doświadczeniem.

Wspólna kąpiel i dużo głaskania

Opieka nad sobą to także dbanie o wygląd, o atrakcyjność, o odpowiednie traktowanie ciała i dokonywanie wyborów w zgodzie ze sobą. J-wellness (J od Japanese, „japoński”) coraz częściej jest postrzegany jako wzór holistycznej kultury dobrostanu. Idealnym rytuałem może okazać się wspólna kąpiel. Japonia jest ojczyzną onsen – gorących źródeł, a tradycja kąpielowa wciąż ma się tam dobrze. Trudno teraz podróżować, więc zróbmy to w domu.

Najpierw wspólny prysznic. Peeling naturalny, olejek do mycia, szczotka, rękawica – wykorzystajmy, cokolwiek lubimy. Ważne jest, aby skupić się na każdym punkcie ciała partnera. Potem zanurzmy się w wannie z przyjemnie ciepłą wodą, solami mineralnymi i olejkami eterycznymi. Niech to się stanie rytuałem, wieńczącym tydzień.

Można też wzajemnie się głaskać albo przynajmniej myć włosy. Z delikatnym, intuicyjnym masażem, relaksującym strumieniem wody, czułym otulaniem w ręcznik. Według ajurwedy dotykanie głowy to jedno z najbardziej intymnych doświadczeń między dwojgiem ludzi. Erotyka i duchowość są tu splecione. A kogo nie kręci mistyczny aspekt seksu?

(Fot. Arthur Elgort/Conde Nast via Getty Images)

Joga i inne ćwiczenia

Jeśli już mowa o duchowości, nie bójmy się medytacji. – Istnieją proste sposoby, by stworzyć komfortową wewnętrzną przestrzeń – tłumaczy Dobrawa Borkała. – Umawiajmy się na przykład na poranki w ciszy. Zaraz po przebudzeniu. Bez interakcji, bez rozmów. Po prostu siadamy naprzeciwko siebie i patrzymy sobie w oczy, choćby na pięć minut. Synchronizujemy oddechy, rozluźniamy ciało. To prosta technika, a sprawia, że poruszają się w nas głębokie procesy współodczuwania, zrozumienia, miłości. Wieczorem przed snem znów postarajmy się zsynchronizować i spowolnić oddechy. To wyciszające ćwiczenie daje poczucie bezpieczeństwa, a także ułatwia zaśnięcie.

Izabela Jąderek namawia do ćwiczenia jogi lub tai chi – nie tylko pomagają utrzymać formę, ale też uczą świadomości ciała, pracy nad oddechem, a co za tym idzie – mogą przysłużyć się poprawie w seksie. – Badania potwierdzają, że mężczyźni praktykujący regularnie jogę mają większą zdolność do wydłużenia czasu stosunku i lepszą kontrolę nad wytryskiem.

Ekspertki polecają jogę kundalini. Dlaczego? – To prastara praktyka duchowości, która wspiera nas w codziennym życiu. Na poziomie biologicznym reguluje gospodarkę hormonalną, harmonizuje układ nerwowy i robi detoks – tłumaczy Anna Muchnicka, nauczycielka medytacji i jogi kundalini. – Tradycyjnie joga to medytacja – jedność ciała, duszy i umysłu. Ćwiczenia fizyczne, które dziś nazywamy jogą, to przygotowanie ciała i umysłu do medytacji. Medytacja w życiu to obecność, akceptacja, radość istnienia. Świadome oddychanie obniża napięcie, poziom hormonów stresu, wycisza umysł. Organizm zaczyna produkować hormony, które pomagają lepiej spać, czuć się bezpiecznie i odczuwać radość. Osiągamy błogostan bez względu na to, co dzieje się na zewnątrz – mówi Anna Muchnicka, która uważa, że praktyka z partnerem może być scalającym przeżyciem, gdy oboje mają na to ochotę. – Jeśli robimy to razem, dobre samopoczucie zaczyna nam się kojarzyć z partnerem. Z czasem stajemy się bardziej uważni na siebie i wyrozumiali dla naszych słabości. Ukochana osoba okazuje się kimś, z kim naprawdę chcemy i lubimy być.

Przyroda buduje

Wiemy już, że Japonia jest niekończącym się źródłem wellnessowej inspiracji. To kraj, w którym na jednego mieszkańca przypada więcej stulatków niż gdziekolwiek indziej. Tamtejsza kultura bowiem z powodzeniem łączy starożytne tradycje lecznicze z nowoczesną technologią, designem dopasowanym do potrzeb człowieka oraz innowacyjną polityką społeczną. Stąd wywodzą się ikigai, czyli trwające całe życie dążenie do odnalezienia prawdziwego celu oraz wabi-sabi – filozofia doceniania niedoskonałości i przemijania. Stąd wzięły się leśne kąpiele (shinrin-yoku), czyli medytacyjne spacery przez las.

Teraz jest jeszcze zimno, ale gdy przyjdzie wiosna, przypomnijmy sobie o elementarnej energii, która przepływa przez wszystkie żywe istoty, w tym przez nas. Spędzanie czasu w przyrodzie i świadomy wysiłek, by połączyć się z naturalnym światem, mogą mieć wiele pozytywnych efektów. Dla umysłu, ciała, związku.

Jeśli znajdziecie się nad wodą, poczekajcie, aż słońce zacznie zachodzić i trzymając się za ręce, do niej wejdźcie. Zanurzcie się po czubek głowy. Symbolicznie pożegnajcie i zostawcie wszystko, co wydarzyło się złego, przykre wspomnienia, słowa wypowiedziane w gniewie. Zróbcie sobie wodne katharsis.

Budda powiedział, że lepiej jest żyć jeden dzień i doświadczyć wszystkich upadków i wzlotów niż sto lat, nie doświadczając niczego głęboko. Związek dwojga ludzi czasem lewituje, czasem pełza, ale w tym właśnie tkwi jego piękno. Ta wyjątkowość jest tylko nasza. Pozwólmy szczęściu chodzić parami. 

 

* Tekst ukazał się w wydaniu „Love Stories” magazynu „Vogue Polska”, w lecie 2020.

Maja Mendraszek-Goser
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę