Znaleziono 0 artykułów
29.03.2022

Justyna z Aborcyjnego Dream Teamu: „Stoją za mną tysiące kobiet”

29.03.2022
Justyna, Fot. Materiały prasowe

Mąż nie mógł zmusić żony do uległości, więc gdy przerwała ciążę, doniósł na nią na policję. Zamawiając tabletki, kobieta nie łamała prawa, więc stała się tylko świadkiem w sprawie. Prokurator postawił zarzuty – nawet 3 lata więzienia – aktywistce, dzięki której zdobyła środki wczesnoporonne. To pierwszy taki proces w Polsce, a jego wyrok będzie precedensowy. O sytuacji rozmawiamy z Justyną i Natalią, wolontariuszkami Aborcyjnego Dream Teamu.

Justyno, opowiedz, proszę, co się wydarzyło?

Justyna: Wysłałam tabletki do kogoś, kto zwrócił się do Aborcji Bez Granic. Ta dziewczyna od początku była zdeterminowana, żeby przerwać ciążę, ale zdradzała, że jej mąż jest przeciwny i stara się ją kontrolować. Mówiła, że próbowała wyjechać za granicę, ale partner szantażował ją. Groził, że jeśli przekroczy granicę razem z ich dzieckiem – bo para ma już syna – zgłosi porwanie dziecka na policję. Wiemy, że mężczyzna przeglądał jej telefon, czytał jej prywatne wiadomości i w ten sposób prawdopodobnie dowiedział się o przesyłce. W dniu dostarczenia koperty, kiedy kobieta wróciła do domu z pracy, czekała tam już na nią policja. 

il. Aleksandra Jasionowska

Mężczyzna, nie mogąc zmusić żony do uległości, doniósł na nią?

Natalia: Tak. Cała ta historia jest bardzo smutna, bo pokazuje, że w takich krytycznych życiowych sytuacjach kobiety mogą liczyć głównie na inne kobiety. Siostry, przyjaciółki, ale czasem też zupełnie obce osoby, których nigdy nie widziały na oczy. Kontakt z wolontariuszkami aborcyjnymi w Polsce i za granicą odbywa się zazwyczaj przez telefon zaufania albo czaty. 

Ale w świetle polskiego prawa kobieta, o której opowiadasz, nie popełniła przestępstwa. Zamówienie i przyjęcie tabletek poronnych przed 22. tygodniem ciąży nie jest karalne. W praktyce prokuratura ściga tylko tych, którzy jej pomagali – najczęściej rodzinę czy przyjaciół. W tym wypadku aktywistkę.

Natalia: Tu kluczowe jest „pomocnictwo”, które pojawia się w orzeczeniach polskich sądów. Ono może mieć formę przekazania tabletek z ręki do ręki albo zawiezienie na zabieg i opłacenie go z prywatnego konta. Wyobraźmy sobie sytuację męża, który za usługę w klinice robi przelew ze swojego indywidualnego rachunku bankowego. W świetle prawa karana jest więc pomoc głównie logistyczna. Warto zauważyć, że żaden sąd w Polsce nie skazał nikogo za towarzyszenie kobiecie przed aborcją, trzymanie za rękę czy emocjonalne wsparcie. Nie karze się też za udzielanie rzeczowych informacji czy dzielenie się własnym doświadczeniem. Wyznanie „miałam aborcję”, opowiadanie o jej przebiegu i wyznanie, czym stała się w po latach, nie jest łamaniem prawa.

To bardzo ważna wiadomość, bo jeśli uświadomimy sobie, jak powszechnym doświadczeniem jest aborcja – według badań może dotyczyć nawet co czwartej Polki – to można wnioskować, że brak coming outów czy zwykłej rozmowy wynika ze strachu.

Natalia: Nie mamy wątpliwości, że proces Justyny ma być pokazowy albo precedensowy. 

Ona pracuje od 16 lat jako wolontariuszka i nigdy nie usłyszała żadnych zarzutów, podobnie jak inne osoby w Aborcyjnym Dream Teamie. To pierwszy raz w historii, kiedy aktywistka aborcyjna została postawiona przed polskim sądem.

Il. Iza Kacprzak

Chcesz powiedzieć, że wcześniej nie miałyście problemów z policją?

Justyna: Oczywiście były, ale incydentalne. Podam przykład – ktoś, widząc naklejkę z numerem Aborcji Bez Granic, zgłosił sprawę na policję. Kontaktował się z nami funkcjonariusz i pytał, czy to my rozklejałyśmy wlepki, po czym sprawę umorzono.

Natalia: Teraz sytuacja wygląda inaczej. W dniu, w którym Justyna dostała wezwanie i usłyszała zarzuty, w TVP pojawił się sensacyjny materiał o tym, że aktywistka Aborcyjnego Dream Teamu czeka na proces. News pojawił się, zanim jeszcze zdążyłyśmy opuścić budynek prokuratury. Mamy więc świadomość, że stałyśmy się elementem spektaklu. Rząd nie może wprowadzić bardziej radykalnego prawa, bo nie pozwalają na to nastroje społeczne, ale musi czymś zagrozić organizacjom antyaborcyjnym, którymi prowadzi swoją grę polityczną.

Co planujecie?

Natalia: Nie ugniemy się. Ponieważ aborcja wraca jako temat do mediów, chcemy wykorzystać sytuację i przeprowadzić dwie kampanie, które wzmocnią poczucie wspólnoty i solidarności.
Będziemy zdejmować tabu, informując o tym, jakie są realia aborcyjne w Polsce – z naszych doświadczeń wynika, że aborcja jest dostępna i powszechna. Jednocześnie zamierzamy edukować i tłumaczyć, za jakie działania grozi realna odpowiedzialność karna i jak ochronić bliskich przed zarzutami. Druga gałąź działalności to zbiórka funduszy. Powiem wprost: aborcja kosztuje. Przez ostatni rok wydałyśmy ponad 1,5 mln złotych na zabiegi aborcyjne za granicą. Najczęściej korzystały z nich osoby, które zdecydowały się na aborcję z powodu wad rozwojowych płodu.

Ruszyłyście też z akcją #jakJustyna

Natalia: To kampania, w której zwracamy się do sojuszników i sojuszniczek. Odpowiadając na pytanie: „Jak mogę pomóc?”, proponujemy pięć prostych form zaangażowania. To może być coś bardzo osobistego, jak rozmowa przyjaciółką, w której zadeklarujesz: „Gdybyś kiedykolwiek potrzebowała pomocy, wsparłabym Cię w aborcji”, ale też podpisanie petycji lub udział w proteście pod sądem. Równie ważne jest nagłaśnianie sprawy w mediach społecznościowych poprzez hashtag #jakJustyna i osobiste wpisy takie jak aborcyjne coming outy. Skuteczną formą walki jest też wychodzenie w przestrzeń miasta – można rozklejać wlepki albo wieszać plakaty w oknach. 

Grupa zaangażowanych artystów, m.in. Dawid Rzadziszewski, Aleksandra Jasionowska i Izabela Kacprzak, stworzyła prace, które można pobrać bezpłatnie ze strony Aborcyjnego Dream Teamu.

il. Dawid Radziszewski

Justyno, mówimy o mechanizmach i procesach, ale cały atak wymierzony jest w Ciebie. Zagrożenie jest realne, bo grożą Ci nawet 3 lata więzienia. Jak się z tym czujesz?

Justyna: Gdybym nie miała tak dużego wsparcia w dziewczynach i ruchu aborcyjnym, pewnie byłabym załamana sytuacją. Dostaję wiele wiadomości z wyrazami uznania i wsparciem. Czuję, że moja pomoc jest potrzebna i doceniana oraz że nie jestem sama. Stoją za mną tysiące kobiet, a w obronę zaangażowały się tak prestiżowe instytucje jak Amnesty International, które przygotowało petycję w sprawie wycofania zarzutów, czy Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Jej przedstawiciele wystąpią z nami w sądzie. Jestem dobrej myśli, chciałabym, żeby ten kryzys został przekuty w wielki sukces – obalił tabu aborcyjne i wzbudził w ludziach solidarność.

 

 

Basia Czyżewska
  1. Styl życia
  2. Społeczeństwo
  3. Justyna z Aborcyjnego Dream Teamu: „Stoją za mną tysiące kobiet”
Proszę czekać..
Zamknij