Znaleziono 0 artykułów
25.10.2020

Karolina Domagalska: Zacznijmy głośno mówić o aborcji

Karolina Domagalska (Fot. Alina Gajdamowicz)

Jeśli najczarniejszy scenariusz się wydarzy, to będziemy mieli takie sama prawa, jak Malta, jedyny europejski kraj z pełnym zakazem aborcji, czy Salwador, uważany za piekło kobiet – mówi Karolina Domagalska, reporterka, autorka podcastu „Coś na A, podcast o aborcji”, która pracuje właśnie nad dokumentem, w którym chce opowiedzieć historie członkiń Aborcyjnego Dream Teamu.

Jesteś autorką podcastu o aborcji, feministką, aktywistką, a przede wszystkim matką i kobietą. Jak się czujesz po czwartkowym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego?

To zabrzmi może dziwnie, ale przede wszystkim jestem zaskoczona, jak bardzo jestem wściekła. Do tej pory byłam przekonana, że mimo licznych i wcześniej podejmowanych przez rząd prób, do zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej raczej nie dojdzie. A jeśli nawet zakładałam, że to się wydarzy, to czułam, że będzie to potrzebne, bo pomoże nam odbić się od dna i doprowadzi do zmiany. Tymczasem, kiedy już najgorsze się wydarzyło, jestem zszokowana. Czuję się zaatakowana, bardzo dotknięta. Czuję, że moje państwo chce nas, chce mnie wykończyć. To jest przemoc, wobec której cały mój stoicki dystans prysł. Jestem wkurwiona.

(Fot. Luka Łukasiak)

To chyba dobrze. Jest w takim razie szansa na spełnienie się twojego scenariusza odbicia od dna i rewolucji.

Myślę, że w szerszej perspektywie tak. Ta sytuacja daje energię. To jest upokarzające i straszne, ale dzięki tej złości możemy jaśniej zobaczyć, że mamy władzę, możemy się sprzeciwić i doprowadzić do zmian. I to nie tylko wychodząc na ulicę.

W jaki inny sposób można wyrazić swój sprzeciw?

Protestem jest też informowanie się o alternatywach, z których nie wszyscy zdają sobie sprawę. Skoro państwo nie chce nam pomóc, to poradzimy sobie inaczej. Chociażby wykonując aborcję samemu, co w Polsce nie jest nielegalne. Możemy więc zamawiać tabletki i je przyjmować. Alternatywą są też zabiegi za granicą. Dzięki inicjatywie „Aborcja bez granic” możemy uzyskać wsparcie w takim przedsięwzięciu. Dowiedzieć się, w jakich krajach można wykonać aborcję, umówić się przy ich pomocy na zabieg, a nawet dostać pieniądze na sfinansowanie takiej podróży. Aktem oporu może być nawet rozmowa. Jeśli same nie planujemy aborcji, ale znamy kogoś, kto akurat jej potrzebuje, wesprzyjmy go słowem. Każdy ruch się liczy. Wpłacenie pieniędzy na zrzutkę, podzielenie się informacją. Protesty uliczne, które miały miejsce w czwartek i piątek dają siłę, ale jest mnóstwo innych sposobów, żeby pokazać, że nie jesteśmy bierni.

No właśnie – siła. Czuć ją nawet, kiedy się nie jest na miejscu, nie uczestniczy w protestach. Wystarczy obejrzeć relacje z tych wydarzeń.

Podobne artykułyStrajk Kobiet: Tysiące ludzi na ulicach po wyroku TKLuka Łukasiak Jesteśmy naprawdę wściekłe. Widać to dobrze po hasłach, które są pełne złości i agresji. Muszę przyznać, że przeklinanie ma ogromną moc. Całe życie chodzę z „moje ciało, moja sprawa” na ustach, ale jak poskandowałam sobie „wyp…”, które wypisane było na przedzie całego marszu, to poczułam ogromną satysfakcję. Złość niestety widać po obu stronach. To, co mnie zaskoczyło i przeraziło podczas tych protestów, to opresja ze strony policji. Pierwszy raz doświadczyłam tego, że służby, które powinny chronić obywatela, są przeciwko niemu. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że policja w tak jawny sposób opowiada się za jedną ze stron. Słyszałam o sytuacjach, w których potrzebujący zwracali się do policji i nie uzyskiwali od niej pomocy, widziałam jak policja używa gazu pieprzowego i przemocy. Dysproporcja między protestującymi a policją jest ogromna.

(Fot. Luka Łukasiak)

W tym miejscu warto byłoby chyba przypomnieć, jakie wydarzenie protesty wywołało, bo przy tej całej złości mam poczucie, że miejscami dochodzi do zacierania się informacji. Dla jasności. Trybunał orzekł o niekonstytucyjności zapisu o aborcji w przypadku ciężkich i nieodwracalnych wad płodu i jego nieuleczalnych chorób. To zaledwie malutki odsetek problemu.

To zależy od perspektywy. Nie nazwałabym go jednak malutkim. Z tysiąca aborcji, które rocznie wykonuje się w polskich szpitalach, aż 98 procent przypadków dotyczy właśnie tych sytuacji. Pozostałe dwa procent to zabiegi, które wykonuje się z powodu zagrożenia życia kobiety i w przypadku czynów zakazanych, czyli np. gwałtu czy kazirodztwa. Nie zmienia to jednak faktu, że generalnie i przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego mówiło się, że aborcja w Polsce jest zabroniona. Te tysiąc zabiegów w szpitalach to kropla w morzu wszystkich aborcji, które dokonuje się w naszym kraju. Badania pokazują, że za decyzją 93 procent kobiet nie stoją choroby czy wady płodu, a przyczyny osobiste.

(Fot. Luka Łukasiak)

A na te nikt nie ma wpływu. Powiedzmy, więc sobie otwarcie: zakaz aborcji w żaden sposób nie likwiduje problemu, jedynie przenosi go do podziemia.

Oczywiście. Na szczęście to podziemie mocno się zmieniło i nie wygląda tak strasznie, jak na początku lat 90. Sytuacje, że ktoś oskubie nas z kasy, a potem zostawi gdzieś wykrwawiającą się, raczej nie mają już miejsca. Dzięki tabletkom, które są w pełni bezpieczne w użyciu, wszystko wygląda inaczej. Budujący jest fakt, że wokół aborcji jest dużo wsparcia, solidarności i siostrzeństwa. Zmiana sytuacji w podziemiu nie zmienia jednak statystyk. Aborcje są, będą i były. One po prostu są potrzebne.

Statystyk nie zmienią też kolejne ustawy, co nie znaczy że nie może być w naszym kraju jeszcze gorzej.

Niewykluczone, że niedługo aborcja będzie w Polsce całkowicie zakazana. Zabronią jej nawet w przypadku tych dwóch procent. Szczerze mówiąc, zdziwiłabym się gdyby tak nie było. Skoro Trybunał orzekł, że ochrona życia dotyczy człowieka w fazie płodowej, to tak samo działa ona w przypadku gwałtu czy kazirodztwa. Jeśli najczarniejszy scenariusz się wydarzy, to będziemy mieli takie sama prawa, jak Malta – jedyny europejski kraj z pełnym zakazem aborcji, czy Salwador, który uważany jest za piekło kobiet.

(Fot. Luka Łukasiak)

Jakieś światełko w tunelu?

Nikłe. Żeby procedura legislacyjna się domknęła, orzeczenie musi zostać opublikowane w „Dzienniku Ustaw”. Podobno zdarzały się wyroki Trybunału, które na tym poziomie były zatrzymywane. Ja w to nie wierzę, ale jest jakieś światełko, więcej nadziei pokładam w ludziach.

Co możemy zrobić?

Po pierwsze i najważniejsze: zacząć głośno mówić o aborcji. Kobiety powinny zdjąć się z siebie kulturowo wdrukowany wstyd i przestać się bać. Powiedzenie tego na głos dużo zmienia. Trudno myśleć o zmianie prawa, kiedy dla tak wielu nadal to jest tabu. Osobiście doświadczyłam tego, jak rozmawianie o aborcji głośno zmienia i rodzi wręcz rewolucyjną energię. Jeśli ktoś ma ducha aktywistki, to może przygotować ulotki z numerem do „Aborcji bez Granic” +22 29 22597, sprejować go na murze czy zamówić wlepki na Aborcyjnej Partyzantce. Wiadomo, że ustawa najbardziej uderza w kobiety najmniej uprzywilejowane. Trzeba więc włożyć mnóstwo pracy, żeby do nich dotrzeć.

Nadzieja jest też pokładana w lekarzach.

Słyszałam na protestach okrzyki: „Znajdą się lekarze, którzy będą łamać wasze prawo”. Cóż, bardzo chciałabym w to wierzyć, bo do tej pory ich nie było. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to ich bezpośrednio dotyczy kara w przypadku wykonania zabiegu i doskonale rozumiem, dlaczego tak trudno im się zaangażować. Mam jednak poczucie, że możliwe jest działanie bez łamania prawa. I bardzo chciałabym, żeby ten protest przyniósł przynajmniej taką zmianę. Środowisko lekarskie musi się obudzić.

Karolina Domagalska – reporterka pisząca o prawach kobiet, autorka podcastu „Coś na A, podcast o aborcji”. Z wykształcenia antropolożka i magistra gender studies, obecnie studentka bioetyki na UW. Autorka książki „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z In Vitro”. Finalistka nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. W tym momencie Karolina pracuje nad dokumentem o aborcji. Chce opowiedzieć historie członkiń Aborcyjnego Dream Teamu. Ponieważ nie może liczyć na środki publiczno-państwowe, a historia dzieje się teraz, zachęca do wsparcia. Można to zrobić tutaj: Film o aborcji.

Olga Święcicka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę