Znaleziono 0 artykułów
09.07.2018

Kobiety przyszłości mogą wszystko

Lidewij Edelkoort podczas konferencji DLDwomen (Fot. Sascha Baumann, Getty Images)

Lidewij Edelkoort, światowej sławy trend forecasterka, od lat jest w ciągłej podróży. Analizuje, obserwuje i przewiduje, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Specjalnie dla Vogue.pl opowiada o nowym typie mężczyzny, koncepcji współczesnego domu i roli projektantów mody. 

Czy słowo „trendy” już się przejadło?

Trochę się przejadło. Gorzej, że zostało zawłaszczone przez marketing, który moim zdaniem jest naszym największym wrogiem. Trendy to bardzo złożone i wieloznaczne słowo. Z jeden strony, trendy są refleksją nad tym, co będzie za 15-20 lat, z drugiej, patrzeniem w przeszłość. Trendy to lustro czasów, tego, co nas łączy, definicja konkretnego momentu. Trendy stoją za naszymi codziennymi decyzjami. Tymi najbłahszymi, o których często nawet nie rozmawiamy, bo przyjmujemy je za pewnik. Moja praca polega na opisywaniu długich procesów zmian zachodzących w stylu życia i sposobie myślenia. To trudne, bo ciężko je przewidzieć.

Te długoterminowe trendy potrzebują bardzo wnikliwej analizy.

Powiedzmy, że analizujemy strój sportowy od lat 50. do dzisiaj. Interpretujemy detale, kolory, sposób użycia. Co roku inaczej, bo mogła przecież pojawić się nowa dyscyplina sportu, albo tkanina, która na jego wygląd wpływa. Na ten sam temat da się spojrzeć na sto różnych sposobów.

A z drugiej strony, są trendy związane z popkulturą np. t-shirt Beyoncé z teledysku albo blogerka, która testuje azjatyckie kosmetyki.

Młode pokolenie w oparciu o trendy lansowane przez gwiazdy podejmuje swoje decyzje konsumenckie. Ten element marketingu należy do szeroko pojętej kultury. I to może być i słowo, i „modne” warzywo jak jarmuż. Im więcej trendów występuje jednocześnie, tym lepiej dla nas.

Na twoim profilu na instagramie (@lidewijedelkoort) zamieściłaś zdjęcie, które pokazuje twoją młodość, czas poszukiwania własnego stylu.

Świat dla młodych ludzi był wtedy zupełnie inny. Zdjęcie, o którym wspomniałaś, zostało zrobione chwilę po tym, jak ukończyłam studia z projektowania mody na ASP w Arnhem. Ubrał mnie kolega z roku, który wystylizował mnie na rzeźbę. W tamtym czasie w sklepach ciężko było znaleźć coś fajnego, więc wszystko robiliśmy sami. Szyłam dla siebie czarne garnitury z dżerseju. Zamarzył mi się metalowy pasek, ale nie mogłam takiego znaleźć, więc kupiłam łańcuch dla owcy i go trochę przerobiłam. Często kupowałam też bieliznę dla mężczyzn. Farbowałam ją razem ze skarpetkami na ten sam kolor, zwykle niebieski. I buty, bo chciałam mieć wszystko w tym samym kolorze.

Jak projektantka mody została trendwatcherem?

Mam dyplom z projektowania, ale nie byłam dobrą studentką. Kiepsko rysowałam. Ale na studiach odkryłam, że mam wyczucie do tego, co będzie modne. Gdy pojechałam do Paryża na pokaz Yves Saint Laurent, założyłam zrobiony przez siebie długi płaszcz do kostek. Okazało się, że podczas pokazu jedna z modelek miała bardzo podobny. Krój, kolor, styl, długość – wszystko było takie same. Kobieta, które siedziała obok, zapytała, jakim cudem dostałam ten płaszcz przed premierą na wybiegu. Takie sytuacje zdarzają mi się cały czas. 

Intuicja?

Lidewij Edelkoort i duńska projektantka, Mette Hay (Fot. Andrew Toth, Getty Images)

Tak, ale trzeba ją ćwiczyć. Tak jak mięśnie i mózg. Trzeba słuchać, podpatrywać, zdobywać wiedzę. Każdy ma intuicję, ale nie każdy ją rozwija. Wkładasz klucz do kieszeni, mając nadzieję, że go nie zgubisz, choć kieszeń jest mała. Mimo to, nie chowasz go gdzie indziej. Po jakimś czasie okazuje się, że go zgubiłaś. Tak się dzieje cały czas. Nie słuchamy swojej intuicji.

Co lata obserwacji i intuicja podpowiedziały Li Edelkoort w temacie domu przyszłości?

W książce „Spiritual House – Home & Lifestyle 2019” piszę, że żyjemy w chaotycznych czasach. Stres – osobisty, zawodowy, społeczny, polityczny – ma ogromny wpływ na nasze życie. Wszystko jest, albo może okazać się traumatyczne. Dlatego dom staje się naszym sanktuarium. Będziemy go urządzać niczym świątynię, schron, miejsce spirytualne, gdzie można ćwiczyć jogę, medytować, cieszyć się życiem z przyjaciółmi i rodziną.

A jak będzie wyglądać?

Będziemy skupiać się na rzeczach i tym, co nas otacza. Decydować, co jest dla nas niezbędne. Kuchnia i łazienka zmienią się z jasnych pomieszczeń w ciemne, bo wracamy do korzeni i miejsc, z których pochodzimy. Sypialnia będzie najważniejsza, ale straci swoją wielofunkcyjność. Meble będą mniejsze, dostosowane do nomadycznego stylu życia. Panuje szał na różowy i szarości. Te kolory zostaną z nami na dłużej. Tkaniny i ceramika zyskają na ważności. Szczególnie w kontekście lokalnego rzemiosła i wzorów.

Brzmi jak dom bez wi-fi.

O nie, bez tego sobie nie poradzimy. To nowy sposób na życie, ale z technologią w tle.

A co z pracą, która coraz mocniej wkracza do domu?

Moim zdaniem, to nie jest takie złe, bo możesz decydować, kiedy pracujesz. Od 6 do 9, a potem na przykład pójść popływać. Albo intensywnie we wtorek, a w środę wcale. Są badania, z których wynika, że pracując w domu, jesteśmy bardziej skoncentrowani. Bo jest nam wygodniej, wiemy co i kiedy zjemy, możemy dowolnie robić sobie przerwy. Nie mamy tylko kontaktu ze współpracownikami.

A jak ty pracujesz?

Mam biuro, ale tam nie chodzę (śmiech). Pracuję, kiedy chce i gdzie chce – w domu, podróży, hotelu, kawiarni. Poczucie, że to ja zarządzam swoją pracą, to mój krok ku wolności.

Wystawa „Software” na tegorocznych targach w Mediolanie była historią o domu, w którym technologia przenika się z codziennością. W trzech pomieszczeniach galerii Rossany Orlandi zobaczyliśmy naszą przyszłość. Wyglądała zachęcająco.

Wystawa była w pewnym sensie rewolucyjną ideą połączenia technologii z przedmiotami. A chodziło o stworzenie przytulnego świata. To skromna i powściągliwa wizja, która tworzy harmonię między designem, a urządzeniami. Technologia musi się stać bardziej „soft”, bo korzystanie z niej staje się intymnym doświadczeniem. Będziemy szukać spokoju, więc zwolnimy tempo życia.

Żeby skupić się na relacjach?

Lidewij Edelkoort (Fot. Sascha Baumann, Getty Images)

Tak, bo będziemy potrzebować innych ludzi. Być może forma komunikacji się zmieni, ale potrzeba pozostanie ta sama. I zmienią się na pewno relacje damsko-męskie, bo obserwujemy narodziny nowych typów mężczyzny i kobiety.

Kim jest nowy mężczyzna?

Przede wszystkim ojcem. Zobacz, ilu jest na ulicach ojców z wózkami. Tak nigdy nie było! Mężczyzna spełnia się w tym świecie. Buduje zupełnie nowy archetyp nie tylko ojcostwa, ale i partnerstwa. Otwartego na potrzeby drugiej osoby.

A kobieta?

Mamy czas emancypacji, więc rodzi się wiele pytań. Jaka mam być? Co mam robić? Kobieta ma siłę, wolę i determinację do robienia wszystkiego, na co ma ochotę. Bardzo ciężko jest współczesną kobietę pokazać za pomocą jednego obrazu. Nowy typ mężczyzny przedstawia zdjęcie z dzieckiem. A kobieta z jednej strony ma siłę, a z drugiej babyface, wieczną młodość. Jesteśmy w trudnym momencie, bo nie znamy przyszłości. Dzisiaj babcia i wnuczka mogą mieć ten sam styl ubierania, a nawet hobby. Czym się różnią? Wnuczka marzy o rzeczach ze świata babci, bo miały lepszą jakość.

Kilka lat temu ogłosiłaś manifest, który zapowiadał koniec mody.

To się powoli dzieje. Tracimy radość z szukania, kombinowania, kupowania. Zamiast tego konsumujemy. Zaczynamy przywiązywać większą wagę do jedzenia niż do mody. Sprawdzają jego jakość, pochodzenie, sposób produkcji.

A tymczasem niewiele wiemy o ubraniach, które nosimy.

Dokładnie tak. Pewnie są wykonywane nie tak, jakbyśmy chcieli, czyli w systemie niewolnictwa. Zwykły t-shirt może mieć na sobie ludzką krew. Mamy za dużo ubrań. Nie wiemy nawet, jak się ich pozbyć. Wiele firm po prostu produkuje śmieci. Przemysł modowy zanieczyszcza środowisko niemal na równi z ropą naftową. To jest ogromna odpowiedzialność dla nas, ale też dla  producentów. Dziś mówimy o produkcji w oparciu o niewolnicze metody, ale wkrótce może okazać się, że będzie ona w pełni zautomatyzowana. Metką przyszłości może być nie „Made in Poland”, a „Made by Human”.

Lidewij Edelkoort (Fot. Johannes Simon, Getty Images)

Co powinniśmy zrobić?

Może odpocznijmy od kupowania, tak na kilka miesięcy, żeby sprawdzić, jak się poczujemy. Wpadając w szał zakupów, tak naprawdę nie przywiązujemy wagi do tego, co kupujemy. Inna sprawa, to świadomość. Nie kupujmy rzeczy, z których będziemy korzystać tylko sporadycznie. A jeśli coś nam się znudzi, to nie wyrzucajmy, ale oddajmy komuś. Sprawdzajmy, jak dana rzecz powstała, czy okupione to było czyimś cierpieniem. I w końcu edukacja, zarówno konsumentów, jak i projektantów. Muszą mieć świadomość tego, na jakim materiale pracują, i jak powinni do tego podchodzić. Nie tworzyć kolekcji, ale mieć na markę całościowy pomysł.

A skąd powinien iść przykład?

Od takich projektantów jak Stella McCartney czy Vivienne Westwood, a przede wszystkim od młodych marek. W ich przypadku nie chodzi już o tworzenie kolejnej kolekcji, a poszukiwanie kontekstów, tworzenie manifestów.

Lokalne rzemiosło to także jeden z trendów, który opisujesz w swojej książce.

Tak, bo rzemiosło funkcjonuje w nowym kontekście. Świetnym przykładem jest Afryka. W Kapsztadzie ucieleśnieniem przyszłości jest młoda wykształcona kobieta ubrana w plemienny strój. Pokazuje kim, i skąd jest. Do nikogo się nie dostosowuje.

Dziękujemy School of Form w Poznaniu za możliwość zrealizowania wywiadu.

Lidewij Edelkoort

Urodziła się w 1950 roku w Holandii. Studiowała w Szkole Sztuk Pięknych w Arnhem. Po ukończeniu studiów rozpoczęła pracę jako prekursor trendów dla firmy De Bijenkorf. W 1975 roku w Paryżu założyła Trend Union, stając się niezależnym konsultantem. W 1999 r. została dyrektorem Design Academy w Eindhoven. W 2003 roku magazyn „Time” uznał Li za jedną z 25 najbardziej wpływowych osób w świecie mody. W 2007 roku została uhonorowana przez francuskiego Ministra Kultury orderem Chevalier des Arts et des Lettres za wkład w rozwój kultury francuskiej. Współtworzyła szkołę projektowania School of Form w Poznaniu i do dziś jest jej mentorem.

 

Dominika Olszyna
Komentarze (1)

Wyloguj się
Janek Heime
Janek Heime11.07.2018, 11:26
Ciekawa rozmowa, zbyt krótka. Cenne uwagi o nadmiarze, jakości i faktycznych kosztach ubrań. Jedna teza mocno wątpliwa, jest sporo badań, że praca w domu jest mniej efektywna niż poza domem ( nie koniecznie w biurze) i fatalnie wpływa na relacje z domownikami.
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę