Znaleziono 0 artykułów
23.07.2020

Konwencja stambulska pomaga Polkom

(Fot. Getty Images)

Rodzinie w Polsce nie zagraża konwencja stambulska, tylko przemoc i jej bagatelizowanie – mówi Anna Błaszczak-Banasiak z biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Tłumaczymy, w jaki sposób konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej chroni Polki. 

Dlaczego konwencja stambulska jest ważna dla Polek?

Bo chroni przed przemocą, która może je spotkać tylko dlatego, że są kobietami. 

(Fot. Getty Images)

Nie zajmują się tym policja i sądy? 

Nie zawsze. Gdybym miała zilustrować, jaką rolę ta konwencja odgrywa w polskim systemie prawnym, to powiedziałabym, że pełni funkcję żyranta. Czasami przy większych kredytach bank wymaga od nas obecności osoby, która w razie problemów spłaci za nas pożyczkę. Tutaj jest podobnie. 

W jakiej sytuacji ma zastosowanie? 

Wyobraźmy sobie młodą dziewczynę, która jest ofiarą przemocy seksualnej. Idzie na policję, a tam słyszy, że to była jej wina, bo była zbyt wyzywająco ubrana. Inne instytucje też bagatelizują jej opowieść, nie wierzą dziewczynie. Wszyscy zniechęcają ją do wniesienia skargi, piętrząc kolejne problemy. Nie spłacają kredytu zaufania zaciągniętego przez państwo. I w tym momencie wchodzi konwencja, która gwarantuje dodatkowe standardy ochrony. 

Jakie? 

W 2013 r. – w związku z przygotowaniem do ratyfikacji konwencji – zmienił się prawny charakter przestępstwa, jakim jest gwałt. Do tamtego momentu państwo polskie uważało, że jest prywatną sprawą Polek. Jeżeli dziewczyna została zgwałcona, to miała prawo żądać ścigania, ale dopiero po specjalnie złożonym wniosku. Nawet przy dobrej woli, w przypadku, kiedy musiała zgłosić się na policję, ale bała się zemsty partnera, to organy ścigania były bezradne. Nie pomogłyby jej. Dzięki konwencji wniosek ofiary nie jest już potrzebny. To oznacza, że gwałt nie jest prywatnym problemem zgwałconej dziewczyny, ale problemem państwa. Jeśli kobieta została w taki sposób skrzywdzona, to polskie organy ścigania muszą podjąć działania. Słowem, muszą znaleźć i osądzić sprawcę.

A czy państwo zapewnia ochronę ofierze? 

Tak, na przykład ograniczając liczbę przesłuchań w obecności sprawcy. Może jej towarzyszyć psycholog. Dopiero po wprowadzeniu konwencji stambulskiej Polska uruchomiła całodobowy, ogólnopolski telefon zaufania. Do 2015 r. uważaliśmy, że ofiara przemocy sama musi szukać pomocy w różnych miejscach. Teraz pod jednym numerem telefonu uzyska kompleksową – prawną i psychologiczną – pomoc. Trzecią, nową sprawą, jest natychmiastowa izolacja sprawcy. Spróbujmy sobie wyobrazić, jak wygląda codzienne życie ofiary przemocy domowej. Żyje ze swoim sprawcą pod jednym dachem, nie ma, gdzie się przed nim schować, często jest od niego finansowo uzależniona. Zdarza się, że mieszkanie należy również do niego. Ofiara myśli sobie, że mogłaby pójść na policję, ale co zrobi potem? To ona poniesie konsekwencje: zostanie znowu pobita lub zgwałcona, nie będzie miała pieniędzy albo dachu nad głową. Znamy historie, kiedy kobieta musiała uciekać do matki, schroniska albo znajomych. To absurdalna sytuacja. Przecież konsekwencje powinny spotkać sprawcę. Konwencja to zmieniła – policja już jesienią będzie mogła w trybie natychmiastowym eksmitować sprawcę przemocy domowej, nawet jeśli to on jest właścicielem mieszkania. To rewolucyjna zmiana. Prawo własności nie jest ważniejsze od prawa do bezpieczeństwa osobistego i prawa do godności. 

Czego brakuje?

Zostańmy przy gwałcie. Obecne prawo zakłada, że ofiara gwałtu musiała wyrazić swój sprzeciw. Mówiąc prościej, do stosunku seksualnego doszło mimo naszego sprzeciwu, a konwencja głosi, że to błędny sposób myślenia, bo ofiara często nie jest w stanie tego zrobić. Bo na przykład jest pijana, co każdemu może się zdarzyć. Dorosły człowiek ma prawo pójść na imprezę i upić się. Co nie oznacza, że może zostać zgwałcony. Ale są też inne powody: paniczny strach albo niepełnosprawność intelektualna. Konwencja proponuje inną filozofię. W czasie procesu trzeba udowodnić, że ofiara wyraziła zgodę na stosunek seksualny. Z punktu widzenia procesowego to fundamentalna kwestia, ponieważ to sprawca musi się tłumaczyć, a nie ofiara. Możemy się śmiać, że teraz przed każdym zbliżeniem ze znajomym lub nieznajomym trzeba będzie się pytać o zgodę. Uważam, że to lepsze niż ryzyko wyrządzenia komuś krzywdy. 

To wszystko, o czym pani mówi, brzmi sensownie. Dlaczego więc rząd i prawica chcą wypowiedzieć tę konwencję?

Konwencja uderza w polską tradycję załatwiania problemu przemocy domowej w czterech ścianach. Problem leży w źródłach tej przemocy. Przeciwnicy zapisów konwencji uważają, że są nimi alkohol i frustracje. No nie. Badania w tym zakresie mówią jasno: źródłem przemocy wobec kobiet jest nierówna relacja władzy oparta na przekonaniu o niższym statusie kobiet w społeczeństwie i jej niższym statusie w rodzinie. Trudno z tym dyskutować. Konwencja, czyli konkretne przepisy, które są wiążące dla każdego urzędnika, policjanta, prokuratora i obywatela, to jedyny dokument w polskim systemie prawnym nazywający rzeczy po imieniu. Zobowiązuje państwo do przeciwdziałania rozpowszechnianiu stereotypów na temat kobiet i w konsekwencji ograniczaniu przemocy. 

(Fot. Getty Images)

A dlaczego alkohol nie jest tutaj kluczowy?

Alkohol może towarzyszyć przemocy, ale nie jest jej źródłem. Za przemocą wobec kobiet stoi stereotypowe przekonanie, że kobieta jest członkiem rodziny drugiej kategorii. Inną ważną sprawą jest międzynarodowa kontrola realizacji przepisów konwencji. Wiemy z przeszłości, że presja z zagranicy i rekomendacje organizacji międzynarodowych przyczyniały się do zmiany prawa, a także praktyki jego stosowania w Polsce. Taką pozytywną rolę odgrywa Europejska Konwencja Praw Człowieka, dzięki której znacznie skróciliśmy długość procesów sądowych czy długość tymczasowego aresztowania. Jesienią komitet odpowiedzialny za konwencję stambulską ma przesłać nowe rekomendacje Polsce, które mają nam pomóc lepiej ją wdrażać. 

Prawica uważa też, że konwencja nakazuje edukację młodzieży, szczególnie jeśli chodzi o kwestie płci kulturowej. To prawda?

Konwencja w żaden sposób nie znosi koncepcji płci biologicznej. Co więcej, jej autorzy uznają, że mężczyźni i kobiety różnią się między sobą. Czytamy w niej tylko, że wszyscy powinni być równo traktowani. Płeć kulturowa to nic innego, jak stereotypy, które wiążą się z kobietami i mężczyznami.

A jeśli chodzi o edukację?

Konwencja mówi o tym, że brak edukacji antydyskryminacyjnej w szkołach może powielać stereotypy płciowe, a w konsekwencji oznaczać nierówność szans. Podam przykład luki płacowej. W Polsce kobiety zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni, mimo że od 24 lat zakazuje tego prawo. Zarabiamy mniej, ponieważ na rynku pracy mocno ma się stereotyp, że kobiety gorzej nadają się do pracy. Ponieważ rodzą dzieci i uciekają na urlop macierzyński, bo są zbyt emocjonalne, bo nie potrafią zarządzać. To wszystko sprawia, że jesteśmy traktowane gorzej przez pracodawców. 

Jaki to ma związek ze szkołą?

Edukacja nie zwalcza tych stereotypów, a nawet je utrwala. Kobiety są kształcone w zawodach gorzej opłacanych. Dziewczyny są stereotypowo pielęgniarkami, nauczycielkami, a mężczyźni inżynierami i informatykami. Konwencja mówi o łamaniu takich wyobrażeń na etapie edukacji, żeby dać szansę dziewczynkom na spełnianie zawodowych marzeń. A wzmacnianie kobiet nie zagraża rodzinie, o czym często słyszymy po prawej stronie. 

To skąd tyle fake newsów?

Wydaje mi się, że mało kto przeczytał konwencję. Rodzinie w Polsce nie zagraża konwencja stambulska, tylko przemoc i jej bagatelizowanie.

Anna Błaszczak-Banasiak pracuje w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich jako dyrektorka Zespołu do spraw Równego Traktowania. Adwokatka, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia podyplomowe z zakresu legislacji, międzynarodowego prawa publicznego i prawa europejskiego na Uniwersytecie Warszawskim oraz Studium Polityki Zagranicznej na Akademii Dyplomatycznej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. W latach 2013-2017 była członkinią zarządu Europejskiej Sieci Organów ds. Równego Traktowania „Equinet”. Wieloletnia działaczka organizacji pozarządowych. Autorka i redaktorka licznych publikacji i raportów Rzecznika Praw Obywatelskich poświęconych realizacji zasady równego traktowania i niedyskryminacji.

Arkadiusz Gruszczyński
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę