Znaleziono 0 artykułów
14.09.2018

Krzysztof Kieślowski: życie w tabelce

Krzysztof Kieślowski (Fot. Getty Images)

Zawsze otaczał go krąg wpatrzonych w niego kolegów, którymi umiejętnie się wysługiwał. Podobnie jak siostrą Ewą. Jednak gdy ktoś potrzebował pomocy, reagował natychmiast. Taki obraz reżysera wyłania się z biografii „Kieślowski. Zbliżenie” autorstwa Katarzyny Surmiak-Domańskiej.

Byłam w Paryżu, gdy w 1991 r. na ekrany weszło „Podwójne życie Weroniki”. Oglądałam ten film w pełnej sali, byłam oczarowana i dumna, że takie kino robi polski reżyser. W gazetach krytycy pieli z zachwytu, że film taki wspaniały, metafizyczny, a do tego w połowie po francusku, więc trochę też ich. Przypomniałam sobie tamten dzień, gdy czytałam książkę „Kieślowski. Zbliżenie” Katarzyny Surmiak-Domańskiej. Autorka opisuje wizyty Kieślowskiego w Paryżu zaraz po upadku komuny. Dla Francuzów reżyser stał się przybyszem ze Wschodu podnoszącego się z kolan, ikoną wolności.

Kadr z filmu "Podwójne życie Weroniki" (Fot. East News)

„Podwójne życie Weroniki” miało premierę w Cannes, zebrało piętnastominutowe owacje na stojąco, choć oczekiwanej Złotej Palmy nie dostało. Współscenarzysta Kieślowskiego, Krzysztof Piesiewicz, mówi: Ludzie przestali traktować Krzysztofa tylko jako filmowca. Zaczął im się jawić jako ktoś, od kogo chce się uzyskać odpowiedź na ważne pytania.

Surmiak-Domańska wykonała ogromną pracę: przepytała setkę osób, przewertowała dziesiątki wywiadów, obejrzała masę filmów. Nie buduje reżyserowi pomnika, a stara się pokazać, jakim był człowiekiem. Odpowiedzi szuka nawet w podręcznikach psychologii. Wychodzi jej, że Kieślowski był urodzonym przywódcą, charakteryzował go bezwzględny racjonalizm i ponadprzeciętna determinacja. I rzeczywiście coś jest na rzeczy.

Zawsze stawiał na swoim. Gdy skończył szkołę powszechną – dzieciństwo spędził w Sokołowsku na Dolnym Śląsku – postanowił, że dalej uczyć się nie będzie, bo to strata czasu. Fascynowało go centralne ogrzewanie i chciał zostać palaczem. Ostatecznie trafił do szkoły pożarniczej, ale nie wytrzymał dyscypliny. Rok później zaczął wieczorowe liceum, lecz tym razem obraził się na nauczyciela historii, który publicznie go wyśmiewał. Dzięki znajomościom rodziców poszedł do Liceum Technik Teatralnych i na stałe przeniósł się do Warszawy. Nie marzył od dziecka – w przeciwieństwie do wielu innych reżyserów – by zajmować się kinem. Dopiero pod koniec liceum zainteresował się teatrem. Zdał do łódzkiej filmówki – przyjęli go za trzecim podejściem – żeby reżyserować dramaty na scenie, a nie kręcić filmy.

Krzysztof Kieślowski (Fot. Getty Images)

W latach siedemdziesiątych kręcił filmy, do których koledzy zgłaszali zastrzeżenia. „Krzysiu, na czym to polega, że te twoje filmy tak się podobają towarzyszom partyjnym?”. Zapadła cisza. Wszyscy chcieli usłyszeć, co Krzysztof odpowie. A on odparł: „Nie było winą Wagnera, że Hitler lubił jego muzykę”. Na to tamten natychmiast: „No dobrze, dobrze, ale jednak coś w tej muzyce Wagnera musiało być takiego, co się mogło Hitlerowi podobać”. I na to Krzysztof nie znalazł riposty – wspomina Hanna Krall.

Okładka książki „Kieślowski. Zbliżenie”(Fot. Materiały wydawnictwa Agora)

Zaczęto go nazywać „piewcą partyjnych łez”. Wielu kolegów i nie tylko, także ludzi ze środowisk opozycyjnych, miało do niego pretensje. Że wybiela na przykład postać tego dyrektora w „Amatorze”, że pokazuje jego ludzką stronę. W Polsce, kiedy się nie wybiera pałki i cepa jako narzędzia twórczego, trudno jest się przebić. Krzysiek cały czas próbował zrozumieć tę drugą stronę. Może czasem za bardzo… Ale wynikało to z jego sposobu widzenia świata, z rodzaju takiego smutnego humanizmu – mówi Agnieszka Holland.

Nie podobały mu się filmy, które kręcił. Był samokrytyczny, był dla siebie bezlitosny. Samounicestwiał się pracą – powie Kazimierz Kutz. Niektórzy twierdzą, że to ciągłe niespełnienie doprowadziło go do choroby, że przez to tak krótko żył. Albo że sukces, jak ten paryski, przyszedł za późno.

Kieślowskiego zawsze otaczał krąg wpatrzonych w niego kolegów, którymi umiejętnie się wysługiwał. Podobnie jak siostrą Ewą. Nie lubił załatwiać przyziemnych spraw, inni go wyręczali. W Łodzi zaprzyjaźnił się z Andrzejem Titkowem, również studentem reżyserii. Mieszkali razem, kręcili dokumenty, imprezowali. Kieślowski opiekował się Titkowem, ale i nim dyrygował. Do dnia, w którym spotkał Marię, z którą już po miesiącu znajomości się ożenił, a Titkow dosłownie i w przenośni musiał się wynieść do piwnicy. Jednak gdy przyjaciel sam chciał się ożenić, Kieślowski mu zabronił. Dlaczego? Bo Kieślowski miał inną wizję Titkowa i basta.

Od lewej: Andrzej Żuławski, Andrzej Wajda, Agnieszka Holland, Roman Polański, Ryszard Bugajski i Krzysztof Kieślowski na 43. Festiwalu Filmowym w Cannes, 1990 rok (Fot. Getty Images)

Lecz gdy ktoś potrzebował pomocy, reagował natychmiast. Na przykład starszemu koledze po fachu, reżyserowi Edwardowi Żebrowskiemu, oddawał krew. Gdy był już znany, komuś załatwił paszport, innemu – pracę.

Był również dobrym i troskliwym ojcem – mówi jego córka Marta. Czuła się dla niego najważniejsza, a z pewnością ważniejsza od filmu. W ogóle nie miałam poczucia, że tata żywił miłość do filmu. Nie pamiętam, żeby rodzice chodzili do kina. Ze mną był parę razy na „Gwiezdnych wojnach”, pokazał mi też „E.T.” na wideo u znajomych. Wydaje mi się, że tata, jeśli chodzi o kino, wykształcił swój gust w czasach szkoły filmowej i nie potrzebował go poszerzać za bardzo.

Jedna przypadłość Kieślowskiego przewija się przez całą książkę Surmiak-Domańskiej. Od dziecka miał słabość do tabelek. W szkole rysował tabelki, gdzie wpisywał stopnie. W filmówce Kieślowski zrobił tabelkę, w którą wpisywał tytuły, nazwiska reżyserów i razem z kolegami wystawiali oceny. Kiedy któryś z kolegów nakręcił film, w tabelce z wypisanymi scenami stawiali krzyżyk lub ptaszek. Wiosną 1972, gdy czekał na narodziny córki, powiesił na drzwiach mieszkania tabelkę, a goście mieli głosować na imiona. I tak dalej.

Zadziwiają go ludzie, którzy nie mają cierpliwości do szukania rozwiązań optymalnych – zauważa autorka biografii Kieślowskiego. Może to wytłumaczenie tabelkowej obsesji?

Katarzyna Surmiak-Domańska, „Kieślowski. Zbliżenie”, Wydawnictwo Agora, w księgarniach od 19 września

Maria Fredro-Boniecka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę