Znaleziono 0 artykułów
28.12.2019

Love Me Tinder: On, ona i HIV

Ilustracja: Izabela Kacprzak

Wyobraźmy sobie takie wyznanie na pierwszej randce: „Cześć, jestem Ania i mam HIV”. Większość pewnie by uciekła. Bohater nowego odcinka naszego cyklu o miłości z Tindera usłyszał to, gdy już się trochę poznali. Uciekł, ale wrócił. 

Używając od jakiegoś już czasu Tindera, byłem coraz bardziej przekonany, że nie da się tam poznać kogoś na stałe. To taki speed dating: masz wiele opcji, odbywasz kilka spotkań w krótkich odstępach czasu. Poznawałem kolejne dziewczyny, niby były fajne, ale wciąż czułem, że to nie to, że może następna randka przyniesie przełom. Obawiałem się, że będę tak przebierać bez skutku.

Okazało się jednak, że warto było czekać. Sparowało mnie z moją rówieśniczką, 35-letnią dziewczyną. Ciekawa uroda, wulkan energii i wspólny „przelot”. Bardzo szybko umówiliśmy się na spotkanie. Kiedy tylko siedliśmy w restauracji i zaczęliśmy rozmawiać, wiedziałem, że to przełom. Czułem jakbyśmy się znali od dawna. Wyłowiłem perełkę z tinderowego morza.

Była inna niż wszystkie. Z nią nie było gierek, kto do kogo pierwszy zadzwoni czy napisze. Po pierwszym spotkaniu szybko przyszły kolejne, a czas pomiędzy wypełniało nam stałe bycie na łączach. Oboje wpadliśmy po uszy, nie miałem wątpliwości. Uwierzyłem w teorię o dwóch pasujących do siebie połówkach.

Po paru randkach na mieście zaprosiła mnie do siebie. Otworzyliśmy wino, poprzytulaliśmy się, było bardzo miło, ale wbrew pozorom atmosfera wcale nie zwiastowała seksu, a ja nie chciałem niczego przyspieszać. Miałem słuszne przeczucia, bo w końcu powiedziała, że musi ze mną o czymś porozmawiać. Że zależy jej na mnie, więc chce być szczera. Czekałem na jakąś bombę, nastawiłem się na najgorsze rzeczy, ale na to, co usłyszałem, zupełnie nie byłem gotowy. Okazało się, że ma HIV. Szybko dodała, że się leczy, że dzięki nowoczesnym lekom nie zakaża i może żyć normalnie jak z przewlekłą chorobą. Że zakaził ją eksnarzeczony, który ją zdradzał.

Ilustracja: Izabela Kacprzak

Poczułem się oszukany, w głowie uruchomiły się stereotypy, HIV kojarzyłem głównie z filmem „Filadelfia”. Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Nie znałem dotąd żadnej osoby z HIV. A tu się okazało, że wirusa ma właśnie moja perełka.

Wyrzuciłem jej, że nie powiedziała mi od razu, że powinienem był wiedzieć od początku. Wtedy ona się wkurzyła, choć trzeba przyznać, że mimo mojej emocjonalnej reakcji swoje nerwy długo trzymała na wodzy i wszystko spokojnie mi tłumaczyła. Powiedziała, że myślała, że jestem inny, że po tych paru spotkaniach poczuła się wystarczająco bezpiecznie, by ze mną otwarcie porozmawiać. Że HIV nie przenosi się przez podanie ręki. I że mnie rozumie, ale sądziła, że jestem bardziej empatyczny.

Sytuacja była napięta, nie wiedziałem, jak z niej wybrnąć, więc ją przeprosiłem i wyszedłem, mówiąc, że muszę się przewietrzyć.

Długo krążyłem po mieście bez celu. W końcu ochłonąłem i poczułem się jak ostatni kretyn. Zrozumiałem, że przecież nie ma dobrego momentu, by coś takiego powiedzieć. Bo wyobraźmy sobie taką sytuację na pierwszej randce. Przychodzi dziewczyna i mówi: „Cześć, jestem Ania i mam HIV”. Przecież większość pewnie by uciekła. Sam nie wiem, co bym zrobił. Nie jest to też informacja, którą podaje się w tinderowym opisie. Tymczasem ona mi zaufała, podzieliła się tym ze mną, choć było jej trudno. Do tego uważała, że jestem na tyle świadomy, że normalnie zareaguję i ją wesprę, a ja myślałem tylko o sobie. Było mi strasznie głupio.

Spędziłem całą noc czytając o HIV. Dowiedziałem się, że jeśli ona się leczy, to jest bezpieczna, może żyć długo i szczęśliwie. Uświadomiłem sobie przy okazji, że sam nigdy nie robiłem testu, a – jak się okazało – ryzyko zakażenia może dotyczyć dosłownie każdego. Oczywiście im więcej wiedziałem, tym bardziej żałowałem swojej nerwowej reakcji.

Nie wiedziałem, czy mam jeszcze na co liczyć, ale następnego dnia kupiłem wielki bukiet kwiatów i pojechałem do niej. Na szczęście dla mnie wpuściła mnie do mieszkania i przyjęła przeprosiny. Zaczęliśmy o wszystkim rozmawiać na spokojnie. Mimo że ją zawiodłem, była skłonna kontynuować naszą znajomość. Rozumiała, że mogłem być w szoku, bo kwestia HIV wciąż jest tabu, brakuje edukacji na temat tego, jak dziś wygląda życie z wirusem. Obojgu nam zależało i zależy na naszej relacji. Choć to wciąż dość świeża sprawa, wiem, że zrobię wszystko, byśmy byli razem szczęśliwi. I żaden wirus mi w tym nie przeszkodzi.

Wysłuchała Paulina Klepacz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę