Znaleziono 0 artykułów
23.11.2019

Love Me Tinder: Po prostu przyjaźń

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Paweł był nowy w mieście, ale szukał przede wszystkim miłości, podobnie jak nasza bohaterka, która na niego trafiła. Znajomość z Tindera okazała się co prawda strzałem w dziesiątkę, spotkaniem bratnich dusz, ale nie było w niej seksualnego napięcia. Przerodziła się w świadomą przyjaźń, bo i tę – jak się okazuje – można znaleźć za pośrednictwem aplikacji.

Pamiętam, że zaczęła się wiosna, zrobiło się przyjemnie ciepło i wszyscy chodzili, trzymając się za ręce. Zatęskniłam za tym i postanowiłam odpalić Tindera. Po raz kolejny w życiu. Miałam z aplikacją mniej lub bardziej udane romanse, czasem mi pomagała znaleźć kogoś fajnego, ale nigdy nie było z tego poważnego związku. A może ja nie byłam gotowa na zobowiązania. W sumie nie jest to ważne. Ważne, że ostatniej wiosny chciałam się zakochać, spędzać z kimś czas, jeść śniadania, obiady i kolacje, chodzić na romantyczne spacery. Miałam w sobie silne postanowienie, że coś wreszcie zmienię w życiu, byłam gotowa nie tylko na wiosenne uniesienia, ale także na konkret. Mój zapał osłabł po dwóch totalnie nudnych randkach. Tak nieudanych, że miałam ochotę skasować apkę na zawsze. Ostatecznie powiedziałam sobie, że do trzech razy sztuka.

Swipe’owałam jednak głównie na lewo, nikt mi się nie podobał, byłam zniechęcona. Aż trafiłam na Pawła. Miał trzy zdjęcia – wszystkie atrakcyjne, jedno na tle wystawy w Zachęcie, które szczególnie przykuło moją uwagę. Nie miał żadnego opisu, ale za to udostępnił ze swojego konta na Spotify piosenkę Tame Impala, którą i ja lubiłam. Dałam mu serduszko bez wahania. It’s match.

„Mamy to” – pomyślałam i od razu napisałam, że ma dobry gust muzyczny i że chętnie go poznam. Odpisał wkrótce. Okazało się, że mamy więcej wspólnego, że lubimy nie tylko podobną muzykę, lecz także te same restauracje, galerie sztuki czy spacery w Łazienkach i parku przy Królikarni. Byłam zachwycona, serce biło mocniej. Kiedy zaczęłam tworzyć sobie jego obraz w głowie i go idealizować, stwierdziłam, że czas na randkę i konfrontację wyobrażeń z rzeczywistością. Był szybszy i to on wyszedł z propozycją pierwszego spotkania w Łazienkach, żebyśmy mogli sobie pokazać swoje ulubione miejsca. Dość romantycznie, może nawet za bardzo, ale w końcu to wynikało z naszej rozmowy. Przystałam na wszystko i jak na szpilkach czekałam na randkę, po której wiele sobie obiecywałam.

Było gorące popołudnie i cała podekscytowana ruszyłam na spotkanie z przeznaczeniem. Umówiliśmy się pod pomnikiem Chopina i z daleka zauważyłam, że Paweł już tam na mnie czeka. On też mnie zobaczył – od razu wstał z ławki i ruszył w moją stronę. Byliśmy nieco onieśmieleni, ale i uśmiechnięci – wreszcie widzieliśmy się na żywo.

Było bardzo miło. Rozmawialiśmy o filmach, serialach, muzyce, wystawach. Także o dzieciństwie i marzeniach na przyszłość. Okazało się, że Paweł jest grafikiem, a w wolnych chwilach maluje. Obeszliśmy Łazienki kilka razy, cały czas gadając. W końcu usiedliśmy na ławce. Przyjrzałam się Pawłowi bliżej – podobał mi się. Ładny uśmiech, zadbane dłonie, dobrze ubrany. Ale serce nie biło mi tak mocno, jak wtedy, gdy do siebie pisaliśmy. O łóżku nawet nie chciało mi się myśleć. Zrzuciłam to na karb zmęczenia, w końcu zrobiliśmy dość morderczy spacer. Żegnając się, umówiliśmy się na kolejne spotkanie.

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Zajęłam się intensywnie pracą i nie miałam zbyt wiele czasu, by wracać do tinderowej randki. Miałam wrażenie, że chcę Pawła ponownie zobaczyć, ale nie umierałam z tęsknoty. Po kilku dniach wybraliśmy się na lunch. Znowu świetnie nam się gadało, czas płynął jak szalony. Z lunchu poszliśmy na wystawę, spędziliśmy razem pół dnia, po czym Paweł odprowadził mnie kawałek, pożegnał i obiecał kolejny wypad do galerii lub kina. Wracałam do domu z myślą, że coś tu nie gra. Że zwykle od początku czuję jakaś chemię, a tym razem jest inaczej. Choć bez wątpienia nadawaliśmy z Pawłem na tych samych falach, to nie był między nami flirtu, napięcia, nic takiego. Obiektywnie mi się podobał, ale nic więcej. Kiedy więc doszło do umawiania następnego spotkania, postanowiłam, że powinno się ono odbyć wieczorem. Paweł na to przystał i zaproponował, abym wpadła obejrzeć jego obrazy.

Dopięłam swego, jednak szłam do Pawła na miękkich nogach, bo czułam seksualny podtekst w tym spotkaniu, a sama nie wiedziałam, czy pójście do łóżka to w tym przypadku dobry pomysł. Zależało mi na nim, wypełnił szybko jakąś lukę w moim życiu – choć nie narzekałam na brak dobrych przyjaciół, to ten chłopak z Tindera okazał się moją bratnią duszą. Ale czy to wystarczy, by zostać kochankami, by zrobiła się z tego miłość?

Mieszkanie Pawła urządzone było w artystycznym duchu, podobało mi się, choć daleko mu było do minimalizmu, który potrzebny mi jest na co dzień we wnętrzach. Pokazał mi swoje prace i szybko pochłonęła nas rozmowa – o tym, co ostatnio się wydarzyło, co oglądaliśmy, czytaliśmy. I tak zleciały nam z dwie godziny, zrobiło się późno. Wypiliśmy przy tym prawie butelkę wina. Chyba oboje czuliśmy presję, że to trzecia randka, znajomość z Tindera i w tej znajomości konieczne są kolejne kroki według typowego scenariusza. Nagle zapadła między nami krępująca cisza, siedzieliśmy blisko siebie i czekaliśmy, które z nas pierwsze przekroczy jakąś granicę. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że zgodnie z konwencją powinniśmy teraz zacząć się całować. Zamiast tego jak na komendę wybuchliśmy śmiechem.

Opanowaliśmy się po dłuższej chwili i zaczęliśmy wreszcie szczerze rozmawiać o tym, co czujemy. Stwierdziliśmy, że moglibyśmy się całować, spróbować uprawiać seks, ale że nie jest nam to potrzebne do szczęścia. Że faktycznie nie ma „tego czegoś”, ale za to jest nam ze sobą tak dobrze, jak byśmy znali się od lat, tematy do rozmów się nie kończą. Szkoda nam to było zepsuć próbą rozpalenia ognia namiętności na siłę. Postawiliśmy na przyjaźń. Taką bez seksualnych bonusów. Nie widzieliśmy w sobie materiału na kochanków, a przynajmniej nie mieliśmy odwagi tego testować. Bez wątpienia jednak nie była to zwykła znajomość, choć znaliśmy się bardzo krótko.

Spacery w Łazienkach, ciastka w Odette, ramen w MOD. A przede wszystkim wizyty w CSW, Zachęcie i tak dalej. Nie musiałam wyciągać innych przyjaciół na siłę, Paweł prawie zawsze był chętny, by mi towarzyszyć. Tak jest do dziś. Nawet zaczęliśmy się od niedawna dzielić naszymi sercowymi sukcesami i porażkami. Na początku było nam z tym jakoś głupio, niezręcznie, ale w końcu pokonaliśmy kolejną niewidzialną barierę i dziś rozmawiamy ze sobą praktycznie o wszystkim. Najważniejsze, że dobrze się czujemy i bawimy w swoim towarzystwie. Mogę wręcz powiedzieć, że nie wyobrażam sobie już mojego życia bez Pawła. I mam nadzieję, że spotka w końcu odpowiednią dziewczynę, bo jest świetnym materiałem na chłopaka. Tyle że nie dla mnie. Zupełnie nie myślę, co by było, gdybyśmy jednak poszli do łóżka. Dalej szukam miłości, ale bez wielkiego ciśnienia, bo jednak aż tak mi jej nie brakuje.

Wysłuchała Paulina Klepacz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę