Znaleziono 0 artykułów
19.10.2019

Love Me Tinder: Zdrada bez zobowiązań

(Il. Izabela Kacprzak)

Kolejna bohaterka naszego cyklu umawianie się za pośrednictwem aplikacji na randki w realu uznała za dobry sposób na romansowanie bez zobowiązań, kiedy jej chłopak wyjechał. Wirtualna rzeczywistość rozluźnia zasady gry, pozwala inaczej definiować zdradę. – Uważam, że kontrolowane skoki w bok mogą być receptą na związkową rutynę, strategią przetrwania gorszego okresu – twierdzi.

Może zabrzmi to stereotypowo, ale tak jest – w mniejszym mieście ludzie interesują się głównie tym, kto z kim się spotyka, z kim śpi. Ale poza tym nie rozmawia się o seksie szczerze. A przecież to właśnie seks bywa antidotum na nudę.

Ja i moje koleżanki nie mamy większych oporów, by rozmawiać o facetach i łóżkowych ekscesach. Jesteśmy wesołymi 30-latkami, choć coraz bliżej nam do czterdziestki, i staramy się być wierne młodzieńczemu przyrzeczeniu, że choćby nie wiadomo co – będziemy korzystać z życia. Wszystkie zostałyśmy w rodzinnym mieście, takim do 100 tysięcy mieszkańców, gdzie są dwa kina, teatr i kilka restauracji. Układa nam się różnie.

Namiętności versus przyzwyczajenie

Ja od kilku lat jestem w udanym związku z facetem. Wiadomo, na początku były ogień i fajerwerki, później nieco przygasło. Kalkulując jednak na chłodno, uważam, że to dobry partner. Taki, z którym chciałabym mieć dzieci. Na razie mamy koty i uważam, że z potomstwem czy bez, fajnie będzie się razem zestarzeć.

Choć były okresy, że brak namiętności mniej lub bardziej mi doskwierał, to wybierałam stabilizację i na jej gruncie próbowałam rozpalać dawny ogień. Uważam, że czym innym jest randkowanie, flirtowanie, dreszcz nowości, a czym innym błogie budzenie się przy kimś, kogo doskonale znasz, komu ufasz. Odwieczny dylemat – zjeść ciastko i mieć ciastko. Pracowaliśmy nad tymi związkowymi mieliznami, głównie z mojej inicjatywy. Raz nawet udało mi się zorganizować wypad do klubu dla swingersów, który znajduje się w okolicy. Tylko patrzyliśmy, ale to było dość podniecające. Okazało się, że odkryliśmy nowy punkt zapalny.

O aplikacjach randkowych randkowych czytałam i słuchałam z ciekawości. Nie sądziłam, że to coś, co może mi się przydać.

Zawieszenie reguł monogamii

Kilka miesięcy temu w moim życiu jednak naprawdę zatrzęsła się ziemia. Zaczęło się od tego, że mój partner dostał półroczny kontrakt zagraniczny. Nie chciałam z nim jechać – mam swoją pracę i obowiązki na miejscu. Poza tym rozłąka jawiła mi się ekscytująco. On podśmiewał się ze mnie i mówił niby żartem, żebym nie szalała pod jego nieobecność, bo nie będzie miał po co wracać. Któregoś razu odpowiedziałam, że właśnie chciałabym poszaleć, że przecież wie, że nie jestem typem księżniczki z wieży, która siedzi i tęskni, tylko biorę sprawy w swoje ręce.

Nie był zachwycony, ale stwierdził, że niczego mi nie zabroni, aczkolwiek woli nie wiedzieć o moich ewentualnych wybrykach. Uznałam to za ciche przyzwolenie, by nasza rozłąka stała się momentem na zawieszenie reguł monogamii.

Marzenia do spełnienia

Myśl o ponownym randkowaniu mnie podniecała. Ułożyłam sobie zawczasu plan w głowie. Chciałam przygód, ale nie we własnym łóżku. Ze względu na charakter pracy – częste wyjazdy na szkolenia, konferencje –mogłam umawiać się poza swoim miastem i zachować względną anonimowość. Wystarczyło wyjechać, założyć profil na Badoo czy Tinderze i zacząć poszukiwania. Dodałam kilka dobrych zdjęć, pisałam często pierwsza, otwarcie informując, że jestem na krótko i szukam nowych znajomości bez zobowiązań. Miałam przy okazji nadzieję, że takie zasady uchronią mnie przed niespodziewanymi porywami serca, które nie wpisywały się w mój plan.

Pierwsza randka to była kolacja podczas służbowej podróży. Wreszcie miałam zapewnioną atrakcję na wieczór. Oczywiście mogłam poprosić o towarzystwo kogoś z regionalnego oddziału firmy, ale przecież nie o to mi chodziło. Potrzebowałam atmosfery romansu. Założyłam, że nie będę wiele o sobie zdradzać. Wymyśliłam dla siebie nową tożsamość: byłam lekarką i przyjechałam na konsultacje. Chłopak, z którym się umówiłam, reprezentował zupełnie inny świat, więc grałam bez przeszkód we własną grę, świetnie się bawiąc. Jako specjalizację wybrałam ortopedię, ponieważ w młodości miałam wypadek samochodowy i byłam po ortopedycznych przejściach. Dzięki temu mogłam rzucać fachowymi szczegółami. Było miło, dobrze nam się rozmawiało, czułam się wysłuchana i adorowana. Nie byłam jeszcze jednak gotowa, by iść do łóżka z obcym facetem. Zdaje się, że nie chciałam rzucać się na pierwszego lepszego, a słowa mojego partnera wciąż siedziały mi w głowie.

Ale i tak byłam zadowolona. Przypomniałam sobie, jak uwielbiam randkować. Dostałam to, czego chciałam. Pytanie, czy mój randkowicz był równie zadowolony, zostało bez odpowiedzi.

(Il. Izabela Kacprzak)

Cienka linia zauroczenia

Po jakimś czasie znów trafił się kilkudniowy wyjazd, który postanowiłam przedłużyć o weekend, ponieważ pisałam z mężczyzną, który bardzo mi się spodobał. Na żywo był równie atrakcyjny. Niewiele starszy ode mnie, po rozwodzie, sam nie wiedział, czego szuka za pośrednictwem aplikacji. Spodobało mu się, że możemy się spotkać bez zobowiązań.

Spędziliśmy wieczór w hotelowym barze, który ja wybrałam. Było miło, ale tym razem zdecydowanie narastało seksualne napięcie. Oboje wyraźnie mieliśmy ochotę na seks. Ja byłam przygotowana – miałam na sobie nową, dość wyszukaną bieliznę, a w torebce lubrykant i prezerwatywy. Kiedy postanowiliśmy opuścić restaurację, zapytał, czy nie chciałabym pójść do niego. Powiedziałam, że wolę wynająć pokój na miejscu. Zawsze chciałam tak zrobić i wreszcie była okazja. Nie czekając na jego reakcję, poszłam do recepcji. Byłam dumna z siebie, byłam górą i rozdawałam karty, co było ekscytujące i pomagało opanować tremę – flirtowanie miałam zawsze we krwi, ale od kilku lat nie spałam przecież z nikim innym poza moim partnerem! Seks był fajny, bo była w nim świeżość, był pójściem na żywioł. To była nasza jedyna wspólna noc.

Facet bardzo mi się podobał, ale dzieliła nas spora odległość. Poza tym w głowie zapaliła się czerwona lampka – nie mogę się w nic wpakować, mój partner musi mieć do kogo wrócić, a ja nie chcę się z nim rozstawać. Doskonale pamiętałam, ile pracy kosztowało zbudowanie związku, i nie chciałam tego zepsuć.

Strategia przetrwania

Potem odbyłam jeszcze tylko kilka randek, choćby dlatego, że w wielu miejscach wybór kandydatów był mizerny. W pamięć zapadł mi mężczyzna, z którym zaczęłam niemal od razu pisać o seksie i umówiłam się na sesję klapsów, a tych mój partner za nic w świecie nie chciał mi dawać, bo według niego było to infantylne.

 

Nie wszystkie spotkania kończyły się seksem. Nie wszystkie były udane. Przyniosły mi jednak sporo frajdy związanej z czekaniem, wymyślaniem randkowych scenariuszy czy szykowaniem się. Mam wrażenie, że tu nie chodziło o facetów, tylko o sytuację, w której chciało mi się starać, w której wzrastało moje poczucie atrakcyjności, przekonywałam się, że moje pełne kształty i pewność siebie wciąż działają. Te spotkania pomogły mi zaspokoić głód nowości i to, czego brakowało mi w związku, a jednocześnie pozwoliły docenić, ile daje bliskość w łóżku, czyli mojego partnera i naszą więź.

Kiedy wrócił do kraju, okazało się, że rozłąka wyszła nam na dobre. Znów chciało mi się o niego starać, stęskniliśmy się i być może chcieliśmy odkupić swoją gorliwością nienazwane winy.

Mimo wszystko uważam, że byłam fair. Nic nikomu nie obiecałam, poruszałam się w dość sztywnych ramach, starałam się zachować względną anonimowość. Nie rozbiłam ani swojego, ani cudzego związku. Może gdybym wpakowała się w jakiś toksyczny romans czy miała nie wiem jak nieudane spotkanie, to odbiłoby się na moim sumieniu. Tymczasem po prostu wypełniałam czas w oczekiwaniu na mojego partnera i nie myślałam o tym, czy i on korzysta z wolności – miał do tego prawo tak samo jak ja.

Wierzę, że takie kontrolowane skoki w bok mogą być receptą na związkową rutynę, strategią przetrwania gorszego czasu. Oczywiście skasowałam już aplikacje, ale czasem tęsknię za swipe’owaniem i umawianiem się na wyjazdach. Czuję wobec aplikacji pewną wdzięczność, bo pozwoliły mi zrealizować marzenia, w które uciekałam, gdy między mną a partnerem bywało gorzej.

 

Wysłuchała Paulina Klepacz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę