Znaleziono 0 artykułów
10.10.2020

Małgorzata Trzaskowska jedną z bohaterek jesiennego wydania „Vogue Polska”

Małgorzata Trzaskowska (Fot. Mateusz Stankiewicz)

W Warszawie spotkała męża, przyjaciół, założyła rodzinę, znalazła pracę, wydeptała swoje ścieżki. Dziś Małgorzata Trzaskowska planuje ruszyć w Polskę, żeby jednoczyć kobiety ponad politycznymi podziałami. W październikowo-listopadowym numerze „Vogue Polska” przekonuje: razem mamy siłę.

– Dowiedziałam się, że serce może bić w gardle – mówi Małgorzata Trzaskowska, kiedy pytam ją o wspomnienia z wieczoru wieńczącego drugą turę wyborów prezydenckich, w której Rafał Trzaskowski mierzył się z Andrzejem Dudą. Właściwie powinna powiedzieć „serducho”, bo to za okazanie go podziękowała z mównicy wszystkim tym, którzy głosowali na jej męża i wspierali ich w tej niełatwej, pełnej ostrych politycznych zagrywek kampanii. Słuchały jej tysiące na żywo, w nadwiślańskim Parku Fontann, i miliony przed telewizorami.

– Udział w kampanii, wystąpienia publiczne, spotkania z ludźmi były ogromnym wyzwaniem. Musiałam wejść w zupełnie obcą mi rolę. Stopniowo zaczynałam się z nią oswajać, ale czasu na to dostałam niewiele. Starałam się, bo chciałam mieć czyste sumienie i pewność, że zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby kampania przebiegała tak, jak powinna.

Kiedy Małgorzata Trzaskowska dziękowała wyborcom, sondaże nie dawały jednoznacznej odpowiedzi, kto zwyciężył. Kolejnego dnia okazało się, że urzędujący prezydent Warszawy nie przeniesie się do Pałacu Prezydenckiego. Wiedziała jednak, że energii, która wytworzyła się w ciągu minionych tygodni nie wolno zmarnować. 

– Wierzę w to, że teraz wiele będzie zależało od ruchów oddolnych. Wspólnymi siłami powinniśmy wpływać na polityków, żeby nie podejmowali złych decyzji, tak jak to się udało przy Czarnym Proteście. My, kobiety, musimy być czujne i okazywać sprzeciw, jeśli łamane są nasze prawa. 

Jest konkretna. Nie lubi tracić czasu, za to uwielbia planować. Krótko po wyborach postanowiła założyć fundację, która oficjalnie zacznie działać już wkrótce. – Doświadczenia z kampanii utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest ogromna potrzeba działania ponad podziałami. Najważniejsza lekcja, jaką dały mi kobiety w kampanii, to ta, że mamy podobne codzienne kłopoty i wyzwania, chcemy i możemy o tym rozmawiać, łączyć się wokół problemów i razem szukać rozwiązań. Nieprawdą jest, że między nami wyrósł mur, którego nie możemy przeskoczyć. Ten mur przez ostatnie lata zbudowali politycy, którzy nieustająco sączą jad nienawiści i mówią: nie możecie się porozumieć, bo jesteście różni, ci są dobrzy, a ci źli. Naprawdę? Matki zawsze mają identyczną troskę o przyszłość swoich dzieci, kobiety w większości ponoszą trudy opieki nad starszymi rodzicami, młode dziewczyny martwią się o przyszłość planety. Ja właśnie takie osoby spotykałam i wciąż spotykam. Fundacja skupi się na tym, co jest ważne dla kobiet niezależnie od ich poglądów i miejsca zamieszkania.   

Trzaskowska fundacji nie buduje sama. Zaprosiła panie, które ceni. Z niektórymi się przyjaźni, z innymi miała już okazję współpracować. Zamierza przede wszystkim jeździć po Polsce, poznawać lokalne liderki, wzmacniać ich głos. Chce, żeby Polki uwierzyły w swoją sprawczość. 

Małgorzata Trzaskowska (Fot. Mateusz Stankiewicz)

– A pani kto zaszczepił wiarę w siebie? – pytam.

– Rodzice. To oni swoim przykładem nauczyli nas, że uczciwość, ciężka praca i „zdrowy kręgosłup” pomogą przezwyciężyć wszystkie przeciwności. Podobnie jak zdyscyplinowanie, wybieganie w przyszłość.

***

Pierwsza dama Warszawy pochodzi ze Śląska, wychowała się w Rybniku. Mama Gizela była położną, tata Janusz jest adwokatem. Ma jeszcze siostrę bliźniaczkę i pięć lat starszego brata. 

– Rodzice pokazali nam, jak być szczerym, pracowitym, jak szanować innych. Naturalne dla nas było to, że rodzina musi się wspierać. Mama zarządzała domem, ale wszyscy mieli przydzielone obowiązki. Ja sprzątałam łazienkę. Brat odkurzał dywany, siostra też nie próżnowała. Rodzice zawsze powtarzali: najpierw obowiązki, później przyjemności. Myślę, że przejęłam to podejście.

– A jakie to były przyjemności?

– Prowadziliśmy bogate życie rodzinne. Najczęściej to do nas zjeżdżali krewni na wszelkie uroczystości i rocznice. Rodzice budowali ciepły, otwarty dla wszystkich dom. Jako dziecko nie odczułam, że czegoś nam brakuje. Razem jeździliśmy na wakacje na Mazury i na narty w Wiśle. Miałam poczucie bezpieczeństwa. I nawet teraz – kiedy jestem już samodzielna, mam własną rodzinę – wiem, że mogę na tatę liczyć. Dużo rozmawiamy. Mama odeszła w ubiegłym roku, teraz on próbuje dodatkowo przejąć jej obowiązki, stara się podwójnie.

Kiedy Małgorzata Trzaskowska wchodziła w okres dojrzewania, to brat był dla niej autorytetem, mistrzem nawiązywania kontaktów towarzyskich. Natomiast z siostrą bliźniaczką pozostawały długo w niemal symbiotycznej relacji. W szkole podstawowej chodziły razem do klasy, w liceum też. Przełom nastąpił dopiero przy wyborze uniwersytetu. Małgorzata pojechała do Katowic na Uniwersytet Ekonomiczny, a siostra do Szczecina. Nie są do siebie podobne. Ani pod względem charakteru, ani z wyglądu. Za to doskonale się rozumieją, każdego dnia rozmawiają przez telefon. 

– Siostra jest dużo spokojniejsza. Ja jestem naładowana energetycznie, cały czas muszę się w coś angażować, gdzieś lecieć, coś robić. Siostra jest też wyjątkowo ciepłą i empatyczną osobą. Wyczuwamy wzajemnie swoje nastroje, samopoczucie i wspieramy się.  

– Czy w waszym rodzinnym domu rozmawiało się o polityce?

– Raczej nie, ale widzieliśmy troskę rodziców o przyszłość. Moja ciocia zdecydowała się na emigrację – stan wojenny zastał ją za granicą, nie wróciła. Pamiętam, że gdy potem do niej dzwoniliśmy, głos w tle powtarzał: „rozmowa kontrolowana”. Trudno było nie pytać rodziców, o co chodzi. 

Tata Małgorzaty Trzaskowskiej pozostał w zawodzie, mama odeszła ze służby zdrowia, założyła mały butik z odzieżą dla kobiet. Później, gdy pojawiły się wnuki, zajęła się pomaganiem bliskim. Doszły też kłopoty zdrowotne, nie mogła już intensywnie pracować.

– Czy doświadczenia mamy sprawiły, że teraz chce pani walczyć o wyższą emeryturę dla kobiet, które poświęcają się domowi i wychowaniu dzieci?

– Uważam, że ten okres powinien być brany pod uwagę. Często wybór rodzinnych obowiązków jest koniecznością. Sama spędziłam z dziećmi w domu prawie sześć lat. Próbowałam w tym czasie pracować, ale to było bardzo trudne. Nasza córka sporo chorowała, wymagała chodzenia po szpitalach. W takich sytuacjach musi być rodzic, mamy nikt nie zastąpi, nawet babcia.

– Czuła pani, że to jest poświęcenie, że to jakaś krzywda, którą sobie pani sama wyrządza?

– Nie nazywałabym tego krzywdą. Na pewno dla każdej mamy jest to pewne poświęcenie. Stajemy przed dylematem, czy już iść do pracy, czy jeszcze zostać w domu. Dla części kobiet kariera zawodowa jest bardzo ważna, a wiadomo, że czasem nawet miesiąc przerwy sprawia, że wypada się z gry. Nie ma co się oszukiwać, są sytuacje, w których karierę ciężko jest pogodzić z macierzyństwem. Co nie znaczy, że nie jest to możliwe. Powinniśmy się otworzyć na większą elastyczność pracy, czyli rozliczanie z efektów, a nie z godzin spędzonych przy komputerze. Wszyscy wiemy, że kobiety są na ogół świetnie zorganizowane. Wystarczy dać im szansę.

 

Pełen tekst „Rafał, zazdro!” o Małgorzacie Trzaskowskiej znajdziecie w nowym, październikowo-listopadowym numerze „Vogue Polska”.

Vogue Polska październik-listopad 2020 (Fot. Stanisław Boniecki)

 

Hanna Rydlewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę