Znaleziono 0 artykułów
27.08.2019

Man Ray: Malarz to najmniej szkodliwy członek społeczeństwa

(Fot. Getty Images)

Przyjaciel Marcela Duchampa, kochanek Kiki de Montparnasse, protegowany Peggy Guggenheim. Nowojorczyk i paryżanin. Jeden z najwybitniejszych artystów XX wieku, który zajmował się malarstwem, fotografią i filmem, urodził się 129 lat temu w Filadelfii.

Emmanuel Radnitzky wkracza w XX wiek jako dziesięciolatek. Podobnie jak trójka jego rodzeństwa jest Amerykaninem naturalizowanym w pierwszym pokoleniu. Trzy lata wcześniej jego rodzina, decyzją ojca, rosyjskiego Żyda zajmującego się krawiectwem, wyprowadza się z Pensylwanii, by osiąść w Nowym Jorku. Uciekają przed antysemityzmem, ale atmosfera na Brooklynie wymusza na nich proces asymilacji. W 1912 roku jeden z synów krawca, Sam, wskazuje w urzędzie stanu cywilnego nowe nazwisko dla rodziny Radnitzky: Ray. 22-letni Emmanuel, na którego woła się na Williamsburgu „Manny”, do nowego nazwiska dopasowuje także imię. Zostaje Manem Rayem. Przez kolejne 64 lata życia uważa to za niezbywalną część swojej tożsamości. – „Nie mam pojęcia, kim będzie moja publiczność, ale mam świadomość, że oni muszą mieć jasność, kim jestem ja. Mówi Man Ray” – napisze wiele lat później.

Z Salvadorem Dali (Fot. Getty Images)

Chłopiec z Brooklynu

Co robi 22-letni Manny, udający się w towarzystwie rodziny Radnitzky do urzędu stanu cywilnego? Radzi sobie całkiem nieźle. Wykonuje drobne prace graficzne w wydawnictwach na Manhattanie, a skromne mieszkanie rodziców wyremontowano, by wygospodarować mu przestrzeń do pracy. Ma duże doświadczenie w pracy manualnej – podobnie jak rodzeństwo w dzieciństwie pomagał ojcu w pracy w zakładzie krawieckim. Ma też szkolenie formalne, bo ukończył niezłe liceum dla chłopców na Brooklynie, gdzie nauczył się klasycznego rysunku. Zawodzi ojca, bo nie inwestuje swojego potencjału w studia architektoniczne. Zaraz ma się  jednak zacząć najgwałtowniejsza faza jego artystycznego rozwoju. Wydarzy się to pod wpływem dołączenia przez niego do wspólnoty zorganizowanej wokół Ferrer School, niedogmatycznej instytucji stworzonej w wyrazie uznania dla metodologii anarchisty Francisco Ferrera (straconego w Barcelonie kilka lat wcześniej przez pluton egzekucyjny po procesie z oskarżenia sfingowanego wokół udziału Ferrera w Tragicznym Tygodniu, kiedy na hiszpańskich ulicach polała się krew w starciach między armią a katalońskimi robotnikami). W tym środowisku Man Ray pozna swoją żonę, belgijską poetkę Adon Lacroix, nauczy się mówić po francusku, zaprzyjaźni się z Marcelem Duchampem. Wykona też pierwsze proto-dadaistyczne rzeźby. To, co go pociąga, niebawem zapoczątkuje odrębny artystyczny nurt. W lipcu 1916 roku, podczas pierwszego publicznego zjazdu Dadaistów w Cabaret Voltaire w Zürichu, rozbawiony kolektyw artystów odczytuje protokół swojego wkładu w modernizm. W manifeście – podstawowe założenia dada: „ANI SŁOWA WIĘCEJ. Koniec manifestów”. Radykalny wygłup, absurd, witalność płynąca ze swobody w mówieniu „nie” na wszystko, co proponuje tradycja – Ray podchwytuje atmosferę dada. Wydaje dwa oddzielne periodyki dadaistyczne, z których każdy pojawia się w odsłonie pojedynczego pierwszego numeru.

Zdjęcie Man Raya (Fot. EastNews)

Malarz z Paryża

André Breton wymienia go z nazwiska, jednym tchem z Uccello i Picassem, w „Manifeście surrealistycznym” z 1924 roku. Wtedy Man Ray mieszka już w Paryżu od trzech lat. Jest na Montparnasse zadomowiony. Życie towarzyskie zaczyna się tu odradzać się po zakończeniu I wojny światowej. Po podpisaniu w 1918 roku w wagonie kolejowym w lesie Compiègne rozejmu do państw ententy zaczynają powracać kombatanci wojenni. Zespół stresu pourazowego i kalectwo to codzienny widok dla Paryżan, ale mocna reprezentacja świata sztuki – Tristan Tzara, Salvador Dali, Gertruda Stein, James Joyce, Jean Cocteau, Peggy Guggenheim – ma środki i zna metody na to, żeby się oderwać od rzeczywistości. W knajpach piją i dyskutują o swojej sztuce. Man Ray, fotografując ich, garściami czerpie z euforycznej atmosfery. „Osobiście uważam, że malarz to najmniej szkodliwy członek społeczeństwa” – napisze w 1963 roku. Od czasów Paryża przedstawia się bowiem jako malarz. Wokół tego zawodu zorganizowana jest jego tożsamość artystyczna. Jednocześnie nie stosuje żadnej hierarchii, by uporządkować swoje pozostałe zajęcia. Zajmuje się fotografią modową, projektowaniem, eksperymentalnym kinem, rzeźbą i rysunkiem. Praktycznie całe międzywojnie zejdzie mu na multidyscyplinarnych eksperymentach. Oczywiście znajdzie też czas na romanse.

Kiki de Montparnasse (Fot. Getty Images)

Kochanek z Montparnasse

„Noire et Blanche”, 1926 rok (Fot. materiały prasowe)

Gdy przybywa do Paryża, Man Ray jest świeżo po rozstaniu z żoną. Błyskawicznie poznaje Alice Prin, na którą mówi się Królowa Montparnasse albo po prostu Kiki de Montparnasse. Królowa wywodząca się z klasy ludowej ma za sobą ubogie dzieciństwo spędzone pod okiem babci. Potrafi przetrwać w najtrudniejszych warunkach. Względnie kontroluje swój alkoholizm i uzależnienie od narkotyków. Jest samodzielną artystką, pisze i maluje, ale w tygodniu pracuje głównie jako modelka. Jej nagie ciało wkomponowują w kadr najlepsi: Julian Mandel, Arno Breker, Jean Cocteau. Man Ray adoruje ją podobnie jak pozostali, robiąc jej niezliczone portrety, upijając się z nią na przyjęciach i polegając na jej doskonałych kontaktach w paryskiej szarej strefie. Wytrwa przy Kiki przez prawie całe lata 20., a z nadejściem kolejnej dekady zakocha się jeszcze raz, znowu w artystce. Tym razem jest to Lee Miller, amerykańska fotografka, która nie tylko współpracuje z amerykańskim „Vogue’iem”, ale też pozuje do sesji okładkowej jako modelka. Wspólnie z Lee Man Ray opracowuje nową technikę surrealistycznej fotografii. Bazują na zjawisku pseudosolaryzacji. Stają się mistrzami w wypracowanej przez siebie estetyce, ale bezustannie się kłócą. Ambitna Lee nie daje sobie wejść na głowę. Decyduje się na powrót do Nowego Jorku i pozostawia po sobie prawdziwe legendy o awanturach kochanków, a zwłaszcza o jednej, podczas której Man Ray rzekomo przejechał jej żyletką po szyi. Wróci do Paryża dopiero podczas II wojny światowej jako korespondentka, ale nie zastanie już tam byłego partnera, który po kilku latach pocieszania się w ramionach Adrienne Fidelin, tancerki z Gwadelupy, wraca do Stanów Zjednoczonych. W Hollywood osiada z planem skupienia się na malarstwie.

Paryscy artyści (Fot. Getty Images)

Mąż z Hollywood

Plan wypala, ale nie od razu, bo najpierw Man Ray znów się zakochuje. Tym razem na zawsze. Jego partnerką zostaje Juliet Browner, piękna Żydówka z rodziny aptekarzy, która zajmuje się tańcem. W 1946 roku stają na ślubnym kobiercu obok pary biorącej ślub podczas łączonej ceremonii – Maxa Ernsta i Dorothei Tanning, podobnie szaleńczo zakochanych i podobnie zespolonych w swoich artystycznych działaniach. Są z Juliet razem aż do śmierci Mana Raya w 1976 roku. A gdy w 1991 roku umiera Browner, symbolicznie łączą się raz jeszcze – w nagrobku na cmentarzu w paryskim Montparnasse. Browner z wyprzedzeniem zamówiła tablicę z grawerunkiem o treści: „Znowu razem”.

Kaja Kusztra
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę