Znaleziono 0 artykułów
03.09.2021

„Moja odwaga, moja historia”: Aleksandra Mierzejewska-Smołka o ciałopozytywności

03.09.2021
(Fot. Alin Kovacs)

W konkursie „Moja odwaga, moja historia” zorganizowanym przez L’Oréal Paris i „Vogue Polska” wyłoniliśmy pięć historii naszych czytelniczek, które chwytają za serce, zaskakują szczerością i motywują do działania. Kolejną opowiedziała Aleksandra Mierzejewska-Smołka (@ola_brafitterka), która przez dłuższy czas zmagała się z zaburzeniami odżywiania. 

Moja historia jest uniwersalna. Wiele kobiet, niezależnie od wieku, borykało się z kompleksami. Oceniamy się zbyt surowo. Zapominamy o tym, że na różnych etapach życia nasze ciało wygląda inaczej. Ja w wieku 40 lat dochodzę do wniosku, że odwaga oznacza samoakceptację. Myślałam, że do tego czasu będę miała na koncie więcej heroicznych czynów – przysłużę się społeczeństwu, wyjadę na koniec świata, by przeciwdziałać katastrofie klimatycznej albo zrobię coś jeszcze bardziej spektakularnego. Tak się nie stało. Ale i tak jestem z siebie dumna, bo pozwoliłam sobie pokochać siebie. 

Pod presją 

Dwa lata temu, jako matka rocznego syna, postanowiłam, że zrzucę pięć kilogramów. Przepełniała mnie duma, że nie poddałam się presji na powrót do formy zaraz po porodzie. Z miłością patrzyłam, jak mój syn wtulał się w moje piersi, zgniatał w rączkach mój brzuch, kładł na nim głowę, aby poczuć się bezpiecznie. Wydawało mi się, że jestem odporna na instagramowe kanony piękna. Choć dorastałam w analogowym świecie, nie było mi łatwo. Chodziłam do szkoły sportowej, miałam zawodowo grać w koszykówkę. Nigdy nie byłam krucha, a zawsze najwyższa. Wyróżniałam się. W domu panował kult piękna. Skoro byłam wysoka, rodzice uważali, że może powinnam zostać modelką, a nawet miss. Mój pierwszy przejaw buntu? W liceum ścięłam włosy na krótko.

(Fot. Alin Kovacs)

Zaburzenia odżywiania 

Gdy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, nie mogłam znieść komentarzy na temat sylwetki, i tych pozytywnych, i negatywnych. Przypadkowe osoby nie miały prawa mnie oceniać, a ja nie potrafiłam postawić granicy. Moje mechanizmy obronne przestały działać. Odchudzanie zaczęło się niewinnie, a skończyło zaburzeniami odżywiania. Ważyłam każde ziarenko ryżu, stawałam na wadze kilka razy dziennie, wciąż przeglądałam się w lustrze. Cały mój czas pochłaniało myślenie o jedzeniu i treningach. Słyszałam, że świetnie wyglądam, ale nie czułam się dość dobra. Po ciąży presja powrotu do formy jest ogromna. Nikt kobiety pyta, jak się czuje, tylko kiedy zrzuci „zbędne” kilogramy. My same nie dajemy sobie czasu, żeby nacieszyć się macierzyństwem. 

Utrata siebie 

Wydawało mi się, że nad wszystkim panuję: wstawałam skoro świt, szykowałam posiłki, szłam na trening. Potem praca, odebranie dziecka z przedszkola, znowu trening. Odhaczałam zadania, które sobie wyznaczyłam. Moja przyjaciółka pytała, jak się czuję po metamorfozie. Myślała, że czerpię radość z tego, że podobam się innym. Ale ja powiedziałam jej szczerze, że nigdy nie czułam się tak źle. Ciągła kontrola wagi mnie zniewoliła. Bałam się, że nie będę w stanie utrzymać efektów odchudzania. Spirala myśli nakręcała się coraz mocniej, ściskając mnie za gardło. Straciłam regularną miesiączkę, spontaniczność, przyjaciół i kilka gramów duszy. Na końcu tej drogi nie wiedziałam, kim jestem.

Więcej siebie 

Z wykształcenia jestem magistrem filozofii, więc pomocy szukałam w mądrych książkach. Odkryłam wartość współczucia dla siebie. Współczucia, które daje swobodę. Podoba mi się ruch ciałopozytywności. Mam dosyć artykułów o ciele gotowym na sezon bikini. Skoro chcę wyjść na plażę, to znaczy, że moje ciało jest na nią gotowe! Na pierwszych wakacjach po ciąży za wszelką cenę chciałam się zasłonić. Teraz synowi też chcę przekazać pewność siebie – nie mówię mu, że szczupłe jest piękne, uczę go zdrowego odżywiania, daję mu bliskość. Stawiam też tezę, że pozbywanie się ciała może prowadzić do utraty siebie. Jeden kilogram mniej ciebie to jeden miligram mniej duszy. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy, jak pisała Elizabeth Bishop. Moja odwaga to po prostu „ja”. Nie chcę już tracić więcej siebie. 

Zdjęcia: Alin Kovacs
Stylizacja: Katarzyna Mioduska
Makijaż i fryzury: Ewelina Klećkowska / Bulletproof Warsaw

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę