Znaleziono 0 artykułów
06.09.2020

Najciekawsze filmy na Millennium Docs Against Gravity

Kadr filmu „Marzycielki miast” (Fot. Materialy prasowe)

Portrety kreatorów mody „Dom Pierre’a Cardina” i „Margiela o Margieli”. Film o tym, który przełomowe projekty chwytał w kadry, czyli „Helmut Newton. Piękno i bestia”. Dokumenty o niezwykłych artystach, jak „Margaret Atwood. Słowo to siła” albo „Cunningham. Choreograf współczesności” o amerykańskim tancerzu i choreografie Merce Cunninghamie. Przyjrzyjmy się kilku mniej oczywistym, ale wyjątkowym propozycjom, jakie przygotowali w tym roku dla widzów organizatorzy.

„Dla Samy”

Ten tytuł uważnym kinomanom już obił się o uszy. Reżyserzy Waad Al-Kateab i Edward Watts byli za swój obraz nominowani do Oscara, otrzymali też Prix Arte, nagrodę dla najlepszego europejskiego filmu dokumentalnego. Teraz ich wyjątkowe dzieło można obejrzeć w Polsce. Córka Waad, syryjskiej dziennikarki, i Hamzy, lekarza ratującego rannych w rosyjskich nalotach, rodzi się w trakcie powstania przeciwko Baszarowi Asadowi. Bohaterowie dokumentują otaczającą ich rzeczywistość – drobne szczęścia, chwile codzienności. Z czasem kamera staje się świadkiem, jak ukochane miasto, ich mała ojczyzna, powoli cichnie. Ulice tętniące życiem zastępują milczące gruzy. W końcu nie ma wyjścia, trzeba uciec, żeby żyć. Ale serce nie zapomina. „Dla Samy” to prezent matki dla córki. Pamiątka, ślad i uzasadnienie miłości do miasta, które do końca wierzyło, że świat nie pozwoli mu zniknąć. I było w błędzie.

„Czerwony nos, puste kieszenie”

(Fot. Materiały prasowe)

Film braci Billa i Turnera Rossów to najprawdopodobniej moja ulubiona pozycja w tegorocznym festiwalowym programie. Na pierwszy rzut oka prosty zapis ostatniej nocy w barze w Las Vegas. W istocie – skondensowana opowieść o bolączkach dzisiejszej Ameryki: klasizmie, fatalnym systemie opieki zdrowotnej, kryzysie autorytetów, uzależnieniach. Ale „Czerwony…” nie ma w sobie kropli nudnego, dydaktycznego sosu. To bitnikowska z ducha, gęsta od dekadenckiej poezji, wizualna rozpusta. Rasowa Americana, pluszcząca się w światłach neonów, ulicznych lamp i parkietowej kuli. Pachnąca frustracją, pożądaniem, rezygnacją. Tęskniąca za miłością, celem i poczuciem przynależności. Film Rossów to też dowód na to, że dokument jest dziś kategorią pojemną i nieoczywistą, bo film nie jest tylko zapisem, lecz także starannie wyreżyserowaną kreacją.

„Ziemia jest niebieska jak pomarańcza”

Pierwszy ukraiński dokument, który trafił do konkursu festiwalu Sundance. Anna wraz z rodziną mieszka na pierwszej linii frontu na Donbasie. Dla samotnej matki z małymi dziećmi w niczym nie przypominająca disnejowskich bajek rzeczywistość jest przytłaczająca. Skoro jednak nie można od niej uciec, a świat za drzwiami oznacza strach, dom musi stać się oazą. Anna postanawia z kamery stworzyć magiczny wehikuł. Wraz z dzieciakami nakręcą inspirowany ich życiem film fabularny. Dla straumatyzowanej rodziny stanie się on narzędziem oswajania brutalnej rzeczywistości. Machiną pozwalającą na dowolną transformację w świecie, w którym realne opcje rozczarowują na każdym kroku.

„Witamy w Czeczeni”

Obraz Davida France’a, autora „Jak przetrwać zarazę”, zabiera widza w podróż do Czeczenii, gdzie – za cichym przyzwoleniem rosyjskich władz – trwa regularne polowanie na osoby nieheteronormatywne. Wspierane przez rządzącego krajem Ramzana Kadyrowa działania przywodzą na myśl ludobójstwa XX w. Obywatele LGBTQ+ są w Czeczenii namierzani, torturowani, porywani, narażeni na „honorowe” mordy, prześladowani. Znikają, a rząd nie reaguje. France śledzi działania grupy rosyjskich aktywistów, którzy pomagają wywozić zagrożonych Czeczenów na Zachód. Tożsamość bohaterów została ukryta dzięki technologii VFX, która pozwoliła zamienić ich twarze na twarze aktorów. Że to pozycja obowiązkowa powiedziałabym jeszcze zanim polska rzeczywistość skręciła w niepokojącą homofobiczną stronę. Teraz film France’a trzeba obejrzeć tym bardziej – ku przestrodze.

„Marzycielki Miast”

Zaczęło się od kanadyjskiej architektki, urbanistki i pedagożki Blanche Lemco van Ginkel. Reżyser Joseph Hilliel odkrył, że to dzięki jej staraniom ocalona została starsza część Montrealu i postanowił przyjrzeć się jej losom. Z tej historii urodziła się kolejna i kolejna… Ostatecznie widzowie poznają historie czterech inspirujących pionierek – oprócz Lemco van Ginkel także Phyllis Lambert, Cornelii Hahn Oberlander i Denise Scott Brown. Wizjonerki, współpracowniczki największych – Miesa van der Rohe, Le Corbusiera, Louisa Kahna czy Roberta Venturiego. Najciekawsze w filmie jest to, że jego bohaterki wciąż żyją, choć średnia ich wieku to 90 lat. Wspaniała opowieść o kobietach, które wyprzedzały swoje czasy, pracując z myślą o mieście, jako przestrzeni otwartej na potrzeby człowieka.

„Vivos”

Ai Weiwei, jeden z najważniejszych współczesnych artystów, architekt, kurator, aktywista. Od zawsze w kontrze do autorytarnego chińskiego systemu. Pierwszy raz poznał rzeczywistość obozu pracy, gdy jako pięciolatek trafił tam wraz z rodziną za poglądy ojca. Jako dorosły wielokrotnie krytykował chiński rząd za niedemokratyczne praktyki i nierespektowanie praw człowieka. W wyniku prześladowań w 2015 r. opuścił ojczyznę i od tamtej pory mieszka za granicą. „Vivos” to jego drugi po eseju „Human Flow” (2017) dokument pełnometrażowy. Weiwei powraca w nim do sprawy z 2014 r., kiedy studenci z kolegium nauczycielskiego w Ayotzinapa w stanie Guerrero zostali brutalnie zaatakowani podczas przejazdu przez miasto Iguala, położone w słynącym z karteli narkotykowych meksykańskim stanie Guerrero. Część wyszła ze starcia tylko z siniakami, ale 43 osoby zmarły, wiele zaginęło. Weiwei rozmawia z rodzinami ofiar, ekspertami i śledczymi, odkrywa rażące nadużycia. Bada fenomen endemicznej przemocy i przygląda się, jak żyje pamięć po tych, którzy odeszli przedwcześnie.

„Grubaski na front”

Bodypositivity? Tak, poproszę! Choć nie bez uwag: może być rozmiar 44, ale z wcięciem w talii, proporcjonalnymi biodrami, dużym biustem. Powiększona skala, ale stare przyzwyczajenia… Nie w tym przypadku! Cztery młode bohaterki filmu w reżyserii Louise Detlefsen i Louise Unmack Kjeldsen – Helene, Marte, Pauline i Wilde to nie modelki plus size o figurach idealnych jak klepsydra Ashley Graham, a grubaski, które bycia grubymi w ogóle się nie wstydzą. Prowadzą popularne konta na Instagramie. Nie oszukują followerek, że jeśli te schudną, to znajdą szczęście. Pozują w negliżu i nikogo nie przepraszają za swój rozmiar. Jesteś, jaka jesteś, i jesteś piękna – oto ich motto. Dziś są pewne siebie, akceptują siebie takimi, jakie są. Ale nie zawsze tak było. Film pokazuje chwile, w których krytyka zewnętrznego świata sprawiała, że czuły się nic niewarte. W świecie sixpacków i instagramowych filtrów presja perfekcji jest ogromna, nawet wśród osób żyjących z dala od fleszy i czerwonego dywanu. Optymistyczny, pozytywny ton produkcji podnosi na duchu i pozwala uwierzyć, że choć droga do samoakceptacji jest długa, to można – i warto – ją przejść. 

* Po projekcji „Grubasek na front”, 13.09 o 17.30 w kinie Luna, zapraszamy na debatę, którą poprowadzi redaktorka Vogue.pl Basia Czyżewska, a dyskutować będą dyrektor działu mody „Vogue Polska” Karolina Gruszecka, fotografka Zuza Krajewska i jedna z bohaterek jej projektu „Bottero Girls” Zuza Siwek.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę