Znaleziono 0 artykułów
20.03.2018

Odile Decq: kapłanka architektonicznej wolności

Odile Decq (Fot. Franck Juery)

Cindy Lauper i Robert Smith współczesnej architektury w jednym. Gotycko-punkowa diwa, kreująca sygnowane mocnymi kolorami budynki użyteczności publicznej. Urodzona w 1955 r. w Laval projektantka, urbanistka i wykładowczyni akademicka w minionym roku znalazła się na liście 50. najbardziej wpływowych Francuzów, według magazynu „Vanity Fair”. Teraz przyjeżdża z wykładem do Polski.  

Odile Decq od wczesnych lat 80. razem ze swoim życiowym partnerem Benoît Cornette’m prowadziła firmę projektową ODBC, a po jego tragicznej śmierci w wypadku samochodowym w 2006 roku założyła autorską pracownię. Projektowanie traktuje jak sztukę i misję jednocześnie. Kiedy jedną ręką sięga po inspirację do lat 80. (za co bywa przez niektórych krytykowana), drugą wyciąga w stronę transhumanistycznej przyszłości, zaludnionej przez cyfrowych tubylców. W 2014 roku założyła multidyscyplinarną szkołę architektoniczną w Lyonie – Confluence Institute for Innovation and Creative Strategies in Architecture, gdzie oprócz architektury znaleźć można zajęcia z astrofizyki i epidemiologii.

Confluence Institute for Innovation and Creative Strategies in Architecture (Lyon, France, 2015) (Fot. Roland Halbe)

Projektuje wielkie muzea i budynki użyteczności publicznej, jak Le Cargo w Paryżu (2016), Fangshan Tangshan National Geopark Museum w chińskim Nanjing (2015), czy głośne Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO w Rzymie (2010). Ale też tworzy scenografię i wnętrza, by przywołać choćby ekstrawagancką restaurację Phantom, wpływającą czerwono-białą falą w zabytkowe, nobliwe wnętrza słynnej paryskiej Opéra Garnier (2011).

Le Cargo (Paris, France, 2016) (Fot. Roland Halbe)

Jest kolekcjonerką prestiżowych nagród, na jej półce stoi m.in. Złoty Lew Międzynarodowego Biennale Architektury w Wenecji za scenografię Pawilonu Francuskiego (1996), Jane Drew Prize za innowacyjność i nowatorskie podejście do architektury (2016), czy A+ Award, przyznawana przez Architizer za wybitne osiągnięcia w architekturze (2017).

Phantom, Restaurant de l’Opéra Garnier (Paris, France, 2011) (Fot. Roland Halbe)

Odile Decq 23 marca 2018 roku będzie gościem czwartego wykładu z cyklu „Od wizji do projektu”, organizowanego przez Fundację im. Stefana Kuryłowicza. Wykład odbędzie się o godzinie 18:00 w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie.

Anna Sańczuk: To nie jest profesja dla kobiety – słyszała to pani często, także od ojca, bo kiedy startowała pani w zawodzie, odnoszących sukcesy architektek praktycznie wówczas nie było. Dziś ich przybyło, ale nadal większość w branży stanowią mężczyźni. Tak niewiele się zmieniło?

Odile Decq: Nadal więcej jest facetów, mimo, że na studiach dominują kobiety. Czasami mam wrażenie, że dziewczynom brakuje pewności siebie. Wiedzą, że to ciężki kawałek chleba, więc wybierają coś innego, co pozwoli im założyć rodzinę. Bo szczerze mówiąc, znam zaledwie kilka kobiet, które pracując w tej dziedzinie mają rodziny. Naprawdę trudno to połączyć.

Prawdziwy powód jest taki, że wciąż żyjemy w męskim świecie, a ponieważ to męski świat, trudniej jest nam zdobyć dobre stanowiska i wysoką pozycję w zawodzie. Jedynym wyjściem może okazać się założenie własnego studia, ale wtedy musisz być gotowa na nieustanną walkę. Nie każda kobieta chce tak żyć. Znam takie, które tego nie wytrzymały.

Muzeum Macro w Rzymie (Fot. Luigi Filetici)

Dlaczego pani chciała zostać architektką? Skąd ta determinacja?

Na początku przez rok studiowałam historię sztuki. Spotkałam na uniwersytecie paru studentów architektury, poszłam zobaczyć, co robią i spodobało mi się to. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co będzie dalej, ja po prostu chciałam studiować architekturę. Podeszłam do egzaminu i zdałam! Kiedy powiedziałam to ojcu, stwierdził, że nie zna żadnych kobiet odnoszących sukces na tym polu. Nie przepraszałam go za to, kim chcę być. Chciałam być architektką, więc nią zostałam! No cóż, nie byłam łatwym dzieciakiem, nie dawałam się wtłoczyć w jakąś rolę. To kwestia charakteru. Różniłam się od mojej rodziny i szybko poszłam swoją drogą.

Odile Decq (Fot. Franck Juery)

Architektura z jednej strony jest utylitarną i praktyczną dziedziną, a z drugiej strony – ociera się o sztukę. Z czego pani czerpie, realizując swoje architektoniczne wizje?

Moją inspiracją jest świat, korzystam ze wszystkiego, co zaobserwowałam, co mnie poruszyło, zaciekawiło. Nie koncentruję się wyłącznie na architekturze, interesuję się nauką, medycyną, genetyką, innowacjami i wieloma innymi dziedzinami. To wszystko stapia się w moim mózgu i nagle widzę, co muszę zrobić. Ponieważ od razu po studiach otworzyłam swoje studio i nigdy nie pracowałam w cudzej firmie, nie uczyłam się od nikogo jak prowadzić biuro projektowe i musiałam stworzyć mój własny model działania.

Czy to dlatego wiele z pani projektów przywodzi na myśl scenografię, rzeźby albo instalacje artystyczne?

Architektura to według mnie nie tylko projektowanie budynków. To coś, co karmi twój mózg poprzez otoczenie, w którym mieszkasz, które mijasz idąc ulicami. Jest przedłużeniem twojej duszy i tak – swego rodzaju sztuką. Projektując budynek widzę siebie żyjącą wewnątrz niego, podróżującą przez to wnętrze.  To jest moja opowieść o funkcjonowaniu w przestrzeni.

Confluence Institute for Innovation and Creative Strategies in Architecture (Lyon, France, 2015) (Fot. Roland Halbe)

Wśród tych „opowieści” jest np. zaprojektowane przez panią w chińskim Nanjing muzeum geologiczne i paleontologiczne – Fangshan Tangshan National Geopark Museum. Wygląda jak rozwarstwiona skała. Z wielkim czerwonym „głazem” przed budynkiem, w którym schowana jest winda i klatka schodowa. To są bardzo mocne, wręcz teatralne gesty, jak na architekturę.

W tym przypadku forma budynku stanowiła pretekst dla ukazania narastających przez tysiące lat warstw skalnych w górach, które widać w tle i prehistorycznych szczątków znanych jako Homo Erectus Nankinensis, odkrytych w tamtejszych jaskiniach. Zaczęłam więc bawić się liniami skał, układając je tak, by dały się czytać jako swoisty artefakt. Zawsze odwiedzam miejsca, w których ma stanąć moja konstrukcja. Słucham otoczenia, rozmawiam z ludźmi, zostaję tam na kilka dni i wtedy rozumiem, gdzie się znajduję. Moje projekty nie pasują do żadnego innego miejsca na świecie, są jak dzieła sztuki „site-specific” stworzone specjalnie dla tej, ani innej przestrzeni.

Tangshan National Geopark Museum (Nanjing, China, 2014) (Fot. Roland Halbe)

Mówi pani za to, że architektura nie jest zawodem, ale doświadczeniem. Co to właściwie znaczy?

To dziedzina, w której musisz wchłonąć i przetrawić wiele innych rozmaitych dyscyplin. Zrozumieć najpierw, jak my – ludzie, żyjemy i jak będziemy żyć w przyszłości. Ponieważ nasze produkty będą trwać jeszcze przez wiele lat, musimy więc w jakimś stopniu być w stanie przewidzieć, jak ludzie będą funkcjonować, żyć, korzystać z przestrzeni. Już teraz żyjemy w świecie cyfrowym, zamiast mapy używamy GPS-a w telefonie, jeszcze chwila, a będzie nam towarzyszyć na co dzień sztuczna inteligencja. Nasze miasta na pewno będą inne, niż dziś. W klasycznym ujęciu myślimy o poruszaniu się w mieście na piechotę i w samochodach. Ale już za moment zakazany będzie wjazd do miast prywatnym autem. Będziemy używać samochodów kolektywnych, dzielonych z kimś i będą one mniej skuteczne w komunikacji niż transport publiczny. To się już dzieje. A skoro coraz więcej ludzi jeździ na rowerze codziennie, to dlaczego nie przystosować miasta do tego właśnie sposobu poruszania się. Będziemy musieli tak zrobić. 

Muzeum Macro w Rzymie (Fot. Luigi Filetici)

Podkreśla pani często, że projektuje dla ludzi, ale z drugiej strony te prace są bardzo wyraziste, mają autorski rozpoznawalny styl. Da się to połączyć?

Da się. Są autorskie, ponieważ to jest mój sposób ekspresji, widzenia architektury. Ale kiedy projektuję muzeum jest to przecież muzeum dla miasta, dla odwiedzających, dla kuratorów. Więcej humanizmu! Technologia to tylko narzędzie, coś co ma ci pomóc w stworzeniu bardziej ludzkiej architektury. Dlatego nie znoszę kultu „starchitektów” i nie lubię kiedy nazywają mnie „gwiazdą”. Architektura jest pracą dla innych, nie dla sławy czy chwały architekta. Muzeum, galeria i wiele innych miejsc użytku publicznego, to ma być przestrzeń dająca ludziom dobrostan, cieszyć ich, pomóc oderwać się od problemów własnego życia. Dlatego nie może być neutralna, ma być wyrazista. Kolor, energia i dynamika – to jest to z czego tworzę otoczenie. Zwłaszcza we wnętrzach nie lubię czegoś, co jest nijakie, wyblakłe. Kocham mocne jasne kolory, dla mnie to są kolory „prawdziwe”. Chyba, że decyduję się na czerń i biel.

Saint-Ange Residence (Seyssins, France, 2015) (Fot. Roland Halbe)

Wyrazisty styl dotyczy także tego, jak pani kształtuje swój własny „punkrockowy” wizerunek. Nawet po wielu latach on wciąż szokuje w świecie architektury.

„Przywiozłam go” z podróży do Londynu w latach 70. i 80, gdzie napatrzyłam się na to, jak się ubierali, jak rozmaicie wyglądali tam ludzie. Każdy wybierał, co mu w sercu grało, całkowicie swobodnie. I to do mnie przemówiło, bo bycie wolną to najważniejsza rzecz w moim życiu. Mój kostium to moja wolność, dobrze się w nim czuję. Kiedy wybrałam ten styl, przestałam o nim myśleć, stał się drugą skórą. To, że codziennie nakładam mój czarny makijaż, czarne ciuchy i stawiam włosy – jest dla mnie całkowicie normalne.

Ma pani ulubioną markę?

Nie! Jedyny warunek – ubranie musi być czarne. I do tego duża, wyrazista biżuteria. Często kupuję ją na lotniskach albo przypadkowo, odwiedzając w ramach pracy nowe miejsca.

Mam wrażenie, że dzisiaj panuje jeden wzorzec piękna. Ludzie upodabniają się do siebie, są bardziej neutralni w swoim zachowaniu i wyglądzie, niż byli kiedyś. Dwadzieścia lat temu było całkiem odwrotnie – każdy chciał być inny. Teraz mówią o indywidualności, ale wyglądają identycznie. Nie chcą odstawać, bo wówczas narażają się na nadmierne reakcje, komentarze. Mnie to nie obchodzi! Wolność to podstawa – wolność umysłu, ducha, sposobu życia. Nie dbaj o to, co inni o tobie myślą. Bądź kim jesteś. To moje przesłanie.

Wykład Odile Decq będzie można obejrzeć na żywo, na stronie www.fundacja-sk.pl.

Anna Sańczuk
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Wyloguj się
Magdalena Urbanowicz
Magdalena Urbanowicz09.04.2018, 23:05
Pochłonęłam powieść,a ona mnie...

Wczytaj więcej
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę