Znaleziono 0 artykułów
16.07.2021

Hania Rani. W ciągłym ruchu

Fot. Bernard Ambroziewicz

Jej życie można opisać przedziałami. Każdy kolejny jak wagonik doczepia się do poprzedniego i napędza już i tak pędzącą maszynę. Ruszyła w szkole muzycznej w Trójmieście, przejechała przez akademię w Warszawie, rozpędzona wpadła do Berlina i ruszyła dalej podbijać Europę i nowe terytoria. Hania Rani to artystka, której nie da się zatrzymać. Nawet kiedy świat powiedział stop.

Udaje mi się złapać ją w pociągu relacji Toruń – Trójmiasto. Choć rozmawiamy przez telefon, mam poczucie, jakbym siedziała razem z nią w przedziale. Tym bardziej że po drodze mamy, jak to w podróży bywa, różne przygody. Jest niespodziewana przesiadka, kontrola biletów, zatłoczone korytarze i masa małych zdarzeń. Hania Rani, która z uśmiechem mówi o sobie „typ harcereczka”, wydaje się niewzruszona okolicznościami. Podróże od dawna są tłem jej życia, więc wywiad w ruchu przychodzi jej z łatwością. Cóż, ostatnie dwa Fryderyki odebrała również podczas podróży pociągiem. Robiła to w pełnym przedziale ludzi i w lekkim zaskoczeniu, teraz mamy przynajmniej komfort pięciu pustych siedzeń. 

Fot. Materiały prasowe

– Lubię mówić, że mój dom jest tam, gdzie mój instrument. Pianino to kotwica, reszta jest zmienna. I muszę przyznać, że bardzo mi taki stan odpowiada. Trudno więc powiedzieć, że podróżuję, bo podróż ma początek i koniec, a ja jestem po prostu w nieustannym ruchu. Od dziecka cały czas krążę. Często w mikroskali, wystarczy kilka kroków, ale musi być ruch – opowiada Hania i uprzedzając moje pytanie, tłumaczy, że pandemia w żaden sposób tego nie zmieniła. Zmieniła się co najwyżej skala, bo odwołano trasy i koncerty. Przestój w graniu dla publiczności nie zatrzymał jednak ruchu w głowie, a może nawet go wzmocnił. 

Fot. Bernard Ambroziewicz

Hania Rani o filmie „The beginning of the sound”

– Mam taki charakter, który każe mi cały czas chwytać się nowych pomysłów. Lubię osiągać cele, ale szczerze mówiąc, najbardziej kręci mnie sam proces, dlatego nieustannie coś się u mnie dzieje. Kiedy ogłoszono pierwsze lockdowny, pomyślałam, że to świetny moment na zrealizowanie dokumentu muzycznego, o którym od dawna myślałam. Do tej pory trudnością było zebranie wszystkich osób, na których mi zależało. Pandemiczne zamknięcie zadziałało na moją korzyść – śmieje się Hania. 

Fot. Bernard Ambroziewicz

Dokument „The beginning of the sound” jest na etapie postprodukcji, a jeśli dobrze pójdzie, będzie można go obejrzeć późną jesienią. Warto śledzić zapowiedzi, bo słuchając Hani, mam przeświadczenie, że będzie to coś wyjątkowego. – Dźwięk to nic innego, jak przenoszenie się wibracji. Mam wrażenie, że podobnie działa to w życiu. Są pewne miejsca, pewni ludzie, którzy rezonują ze sobą, współgrają. Nasz dokument stara się o tym opowiedzieć. Główną bohaterką filmu jestem ja, ale bardzo zależało mi, żeby nie była to wyłącznie autobiograficzna historia – mówi Hania i wymienia lokalizacje, do których udało jej się dotrzeć z pianinem w bagażniku. Część z nich jest po prostu muzycznie jej bliska, jak Sejny, gdzie od lat działa Sejneńska Orkiestra Klezmerska, czy mała wioska w Szwecji, gdzie studio mają jej bliscy przyjaciele, a część została wybrana ze względu na akustykę. – Udało mi się zagrać w kamieniołomie, jadącym samochodzie czy w środku lasu. Na zamku w Malborku zagrałam z Jakubem Józefem Orlińskim – naszym wybitnym kontrbarytonem. Do mieszkania przyjaciela wnosiliśmy instrument na trzecie piętro – opowiada z przejęciem Hania. – Wszędzie zadawałam sobie pytanie o początek dźwięku. Zresztą nie tylko ja, bo w filmie gra wielu gości, nie wszyscy ze mną w duecie – dodaje.

Fot. Bernard Ambroziewicz

Hania Rani: Marzenia dogoniły ją zbyt szybko

Film zaangażował Hanię na całe zeszłe lato, a jesień, choć praktycznie bez koncertów, również nie dała wytchnienia. Hania śmieje się, że nagle znalazła się w abstrakcyjnym momencie życia, bo raz za razem spełniają się jej największe marzenia. Po dwóch świetnie przyjętych solowych płytach i trzecim, świeżo wydanym krążku „Music for film and theatre” jej kariera mocno skręca w stronę komponowania. – Dla mnie to idealne i wymarzone połączenie. Kiedy dwa lata temu odebrałam telefon od Piotra Domalewskiego, reżysera m.in. „Cichej nocy”, z propozycją współpracy, to nie wiedziałam jeszcze, że otwiera się przede mną nowy rozdział. Od tamtej pory napisałam muzykę do kilku filmów, w tym najnowszego Małgośki Szumowskiej, i spektakli teatralnych. Muszę po cichu przyznać, że powoli zaczynam się już w tym gubić – mówi z uśmiechem i tłumaczy, że ma lekki problem z odpuszczaniem kontroli. Do tej pory udawało się jej trzymać wszystkie sznureczki w ręku, ale przy klęsce urodzaju powoli uczy się luzowania. Marzenia dogoniły ją po prostu zbyt szybko.

Fot. Bernard Ambroziewicz

Hania Rani: Karierę muzyczną chcę budować za granicą 

Na szczęście równie szybko pojawił się zdrowy dystans. – Od początku wiedziałam, że chcę muzyczną karierę budować za granicą. Kocham Polskę i czuję się tu świetnie, ale jestem ciekawa innej publiczności i zawsze było dla mnie ważne, żeby artystycznie być obywatelką świata. To zabawne, że kiedy tworzysz za granicą, to świat staje się mały i ogromny za razem. Możliwości jest tak wiele, że może to przytłoczyć, ale jest to też świetna lekcją pokory. W Polsce jestem rozpoznawalna, jestem twarzą pewnego gatunku muzycznego, ale na świecie takich osób jak ja są tysiące. I wiele z nich znacznie lepszych ode mnie. Dzięki temu nie przestaję marzyć – mówi. 

Biorąc pod uwagę jej upodobanie do ruchu, jasne jest, że dogonienie kolejnych marzeń jest jedynie kwestią czasu. Hani nie da się zatrzymać. Mnie przynajmniej to się nie udaje. Opuszczam przedział trochę za Bydgoszczą. Hania jedzie dalej, ale tylko na chwilę. Wpada do Gdańska z niespodzianką na dzień taty, spędzi tam dobę, a potem ruszy dalej. Dokąd? To zależy, jak patrzeć. W głowie jest w okolicach Wenecji, bo właśnie kończy komponować muzykę do filmu o jubileuszu tego włoskiego miasta. Ciałem za to jest między Szczecinem, Krakowem i Warszawą, bo to w tych miastach zamierza koncertować. Trzeba się jednak spieszyć. Wyprzedaje się i ucieka szybko.

Olga Święcicka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę