Znaleziono 0 artykułów
14.06.2022

Agata Tuszyńska: Strefa ciszy

14.06.2022
(Fot. Getty Images)

Ktoś mnie zapytał, jaki dźwięk mnie określa. Co to znaczy „określa”? Definiuje? I jeszcze jeden? Niemożliwe do ustalenia. Może moje imię wymawiane w wielu językach, w miłości – najczulej? Słowo klucz: tęsknota. Niektóre dźwięki ją potęgują. Skrzypce, kołysanki, nokturny Chopina. Odjeżdżające pociągi. Ptaki. Może bicie serca, inne w euforii, a inne w rozpaczy? 

Wobec wielości odpowiedzi na postawione pytanie zapytałam przyjaciółkę: „Jaki dźwięk mnie określa?”. Odpowiedziała: „Płacz i cisza”. Płacz? Nie wiem. Ostatnio płaczę mniej. W ciszy mieszkam ja, najważniejsza. Rzadko jestem wtedy widzialna.

Większość czasu spędzam w ciszy albo między ludźmi. Oscyluję więc gdzieś między brakiem dźwięków a różnymi barwami ludzkich głosów. Ale moja cisza nie zawsze jest ciszą absolutną. To bycie w mieście, w jego gwarze. Pochodzę z Warszawy, mieszkam w Śródmieściu, podobnie było w Paryżu, Nowym Jorku, Toronto, w wielkich miastach, gdzie spędziłam w sumie wiele lat. Szukam ciszy, ale żywię się energią metropolii – a przynajmniej żywiłam się przez kilka dekad mojego życia. 

Lubię miasta, ich pulsowanie, ale do pracy wybieram ciszę – z wiatrem lub deszczem, z odgłosami morza, z żywiołami w tle, ale bez języka, który rozumiem. Gwar turecki lub hebrajski znoszę, bo nie próbuję rozumieć znaczeń, gwar angielski lub francuski każe mi podążać za sensem, a wtedy nie umiem się skupić. Piszę mozolnie, koncentracja jest dla mnie wymagającym zadaniem.

Potrzebuję ciszy. Ciszy, która jest źródłem siły. Ciszy, która jak sen „karmi mądrość” – jak pisał Francis Bacon. Próbuję znaleźć ją w pokojach z widokiem na morze albo ocean. Uskrzydla mnie ich potęga, spokój i gwałtowność wielkiej wody, ze wszystkimi dźwiękami, w jakie jest bogata. 

(Fot. Getty Images)

Od lat spaceruję, by przywitać wschód słońca. Szukam go wszędzie, gdziekolwiek się znajdę. Najlepiej przy akompaniamencie wiatru i fal, towarzyszy mu krzyki mew i rybitw. W odmianach pór roku i świateł. (Muszelki i bursztyny nieme). Nad rzeką inne ptactwo, którego języka jeszcze nie opanowałam. Podobnie w parkach i lasach. Ciągle mi wstyd, że nie potrafię się z nimi porozumieć. Czasem pada deszcz. To mowa chmur. Natura zadziwia mnie coraz bardziej w miarę upływu lat, a jej dźwięki nie kłócą się z moim wewnętrznym rytmem. Niemal zawsze potrafią mnie uspokoić.

Cisza w domu jest znakiem braku, nieobecności. Po odejściu mojego męża sporadycznie dzielę z kimś wspólną przestrzeń. Przy nim pod jednym dachem potrafiłam pracować, tylko przy nim.

Muzyki słucham rzadziej, niżbym chciała. Wymaga wyłączności. Nieczęsto jest akompaniamentem – nigdy do pisania.

Cisza towarzyszy moim myślom o getcie, które jest dla mnie najważniejszym punktem odniesienia. Skrzypce i wiolonczela potęgują uczucia, co bywa niekiedy emocjonalnie wyczerpujące. Jak przy koncercie skrzypcowym Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego lub Karola Szymanowskiego. Jak podczas słuchania „Chants juifs” Sonii Wieder-Atherton. Niekiedy pozwalam sobie na taką ucztę, choć bywa bolesna. O mojej niesłabnącej skłonności do Leonarda Cohena, Billie Holiday i Wojtka Młynarskiego innym razem.

Wzruszają mnie także Schumann i Schubert, „Śmierć i dziewczyna”, „Pstrąg”, romantyczne pieśni. Słuchanie Chopina przywraca harmonię. Mozart olśniewa. Bach porządkuje. Mahler i Beethoven wywołują zawrót głowy. Podziwiam geniusz wielkich kompozytorów i muzyków bardziej niż pisarzy, bo trudniej mi przeniknąć ich tajemnicę. Trudniej wyobrazić sobie meandry ich rzemiosła i sekrety talentu. 

Potrzebuję ciszy, żeby usłyszeć własne słowa. W takich dekoracjach muzyka jest luksusem.

A cisza jest jak biała kartka papieru, którą można zapisać na wiele różnych sposobów. Ma własną jakość i wymiar, co podkreśla wielu artystów. Można się z niej uczyć i słuchać jej podpowiedzi. Czasem ciszę zakłóca płacz. Niekiedy mój własny. 

Płakałam z miłości i poczucia krzywdy. Teraz – częściej z bezsilności. Rosyjska inwazja na Ukrainę trwa już ponad sto dni. Jak długo jeszcze? Nękają mnie obrazy tej wojny. Krzyczą. Coraz bardziej dramatyczne, choć – jak słyszę w radiu – „medialnie zużyte”.

Agata Tuszyńska (Fot. Kajus Pyrz/KLK)

Agata Tuszyńska – pisarka, poetka, reportażystka. Autorka biografii Isaaca Bashevisa Singera, Ireny Krzywickiej oraz Wiery Gran, a także osobistych „Rodzinnej historii lęku” i „Ćwiczeń z utraty”. W ostatnich latach wydała m.in.: „Oskarżona: Wiera Gran” (2010), „Narzeczona Schulza” (2015), „Jamnikarium” (2016), „Bagaż osobisty. Po Marcu” (2018), „Mama zawsze wraca” (2020) oraz „Ćwiczenia z utraty. Po 15 latach” (2021). W maju ukazała się jej najnowsza książka „Żongler. Romain Gary”. Laureatka Nagrody Polskiego PEN Clubu im. Pruszyńskich za wybitne osiągnięcia w dziedzinie reportażu i literatury faktu. W 2015 r. została uhonorowana srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jej książki przetłumaczono na kilkanaście języków.

Agata Tuszyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę