Znaleziono 0 artykułów
26.10.2018

Podsiadło: Zachłannie wydaję z siebie dźwięki

Dawid Podsiadło (Fot Jacek Kołodziejski)

O nowej płycie „Małomiasteczkowy”, kulisach jej powstawania, blaskach i cieniach popularności oraz autorskich tekstach piosenek opowiada nam Dawid Podsiadło.

Czy spodziewałeś się, że twoja kariera nabierze takiego rozmachu? Masz 25 lat, nagrałeś trzy świetne płyty, wyprzedajesz wielkie trasy koncertowe, masz mnóstwo nagród na koncie.

Nie można przewidzieć czegoś takiego. Jak się wchodzi do tego świata, to przecież nie wiadomo, co się może wydarzyć. Każde spotkanie, każdy człowiek, którego się spotyka, to coś zupełnie nowego. Od dziecka marzyłem o „sławie”, bo tak to wtedy nazywałem, ale nie spodziewałem się, że to tak bardzo zdefiniuje moje życie.

Album „Małomiasteczkowy” (Fot. Materiały prasowe)
Reklama

„W kraju nad Wisłą, każdy mówi mi na ty, a moje nazwisko to czytany głośno szyld” – śpiewasz w piosence „Trofea”. Czy doskwiera ci popularność? Jak sobie z nią radzisz? 

Sława częściej bywa irytująca niż przyjemna, ale staram się tym nie przejmować. Robię to, co robię na taką skalę i jestem rozpoznawalny poniekąd na własne życzenie. Uczestniczę przecież z własnej woli w kampaniach reklamowych, które tylko umacniają mój wizerunek w świadomości odbiorców i moja twarz nie jest już tylko moją twarzą. Byłbym hipokrytą, gdybym narzekał, że brakuje mi swobody życiowej i prywatności, bo przecież chciałem tej popularności, mimo że chyba jednak nie wiedziałem, czego sobie życzę. To też wartość dodana, świadcząca o tym, że to, co robisz i lubisz odniosło sukces. Nie da się tego rozdzielić, no chyba że robiąc dobrą muzykę ukrywasz swoją tożsamość, jak na przykład zespół Bokka, a odbiorcom to nie przeszkadza.

Czytasz recenzje i opinie na swój temat?

Tak, recenzje na pewno są dla mnie ważne. Nie wiem, czy wpływają na to, co ja sam myślę, ale bardzo jestem ciekawy jak ludzie, którzy na co dzień zawodowo zajmują się oceną sztuki i kultury, mnie odbierają. Ich zdanie mnie ciekawi, bo w dalszym ciągu to wszystko, co tworzę jest „nastoletnim”, zachłannym i poniekąd nieświadomym wydawaniem z siebie dźwięków. Czuję, że to jest dobre, ale zastanawiam się też, czy nie jest to może wypadkową wszystkich sprzyjających okoliczności i otaczających mnie kontekstów. Jak by to było, gdyby taką samą płytę wydał ktoś inny? Czy byłby identycznie doceniony? Śledzę reakcje, bo poświęcam muzyce dużo energii. Muszę się tym przejmować, bo to jest moje życie. Poza tym doceniam, że do tak wielu osób dotrze informacja o nowej płycie. Ciekawy jestem również tego, jakie emocje wzbudzają moje piosenki, czy ktoś się z nimi utożsamia, w jakich sytuacjach ich słucha.

Głośno było o twoim urlopie, a właściwie przerwie od pracy. Dlaczego się na nią zdecydowałeś? Trwała chyba krócej niż zakładałeś?

Odwrotnie – trwała dłużej. Wydawało mi się, że zrobimy przerwę na rok, ale do koncertów i wypuszczenia piosenki „Małomiasteczkowy” upłynęło 18 miesięcy. I przez ten czas praktycznie nie robiłem nic z muzyką, nie stałem na scenie, choć trafiały się oczywiście małe kolaboracje. Dopiero w listopadzie 2017 r. zaczęliśmy pracować z Bartkiem Dziedzicem nad nowym materiałem. A zdecydowaliśmy się na przerwę w pracy – mówię my, mając na myśli całą ekipę zaangażowaną w projekt Dawid Podsiadło – bo miałem taką prywatną potrzebę i zawodowo wydawało mi się to też rozsądne. Uznaliśmy, że zobaczmy co się wydarzy, jeśli nie będziemy nic robić przez jakiś czas i czy jest to dla nas komfortowa sytuacja. W sumie szybko zorientowaliśmy się, że nie, zwłaszcza, że skala tych wydarzeń i pozytywne reakcje ludzi dają nam energię, dużo dostajemy i w zamian dużo chcemy oddać. W momencie, kiedy ten kurek z pozytywną energią zakręciliśmy, codzienność okazała się szara i ciężko było sobie z nią radzić.

„Małomiasteczkowy” to według mnie znakomita płyta z gatunku szlachetny pop, najlepsza w twoim dorobku. Podzielasz moją opinię?

Tak, chociaż mam świadomość, że przy drugiej płycie myślałem, że to ona jest tą najlepszą. To chyba naturalne, obojętnie w jakim gatunku sztuki się obracasz, uważać, że twoje ostatnie dzieło jest najważniejsze, najbardziej dopieszczone i aktualne. Ale dla mnie pod wieloma względami „Małomiasteczkowy” to duży krok naprzód. Album został nagrany w całości po polsku i samodzielnie odpowiadam za teksty. Najpierw było to wyzwanie, a teraz mam ogromną satysfakcję, że się udało, no i że da się tego słuchać. Jestem też bardzo zadowolony, że istnieje coś takiego jak deadline, bo inaczej poprawiałbym płytę bez końca. Jej producent, Bartek Dziedzic, jest artystą, który potrafi dokonać drastycznych wręcz zmian na każdym etapie pracy nad utworami i wiele pomysłów aż do osiągnięcia ostatecznej formy je przechodziło. Na przykład taka piosenka „Nie Kłami”, zanim stała się intymnym utworem z akompaniamentem fortepianu, miała siedem rożnych wersji, więc taki nadzór czasowo-biznesowy jest ważny i potrzebny.

Dawid Podsiadło (Fot Jacek Kołodziejski)

Dlaczego zmieniłeś producenta? To była ryzykowna decyzja, ale efekt okazał się znakomity.

Myślę, że potrzebowałem emocji związanych z poznawaniem nowego człowieka przez pryzmat tworzenia muzyki. To są niepowtarzalne, jednorazowe emocje. Taka świeżość, nazywana przez Bartka „syndromem pierwszej randki”. Człowiek dużo bardziej się stara, stresuje i próbuje pokazywać swoje najlepsze cechy. Po tej przerwie, z wyzwaniem w postaci piosenek w języku polskim, pod wieloma względami wiedziałem, że będę znowu stawiał pierwsze kroki i czułem, że jest to w pełni uzasadnione i fajne. Poza tym jestem wielkim fanem twórczości Bartka, zwłaszcza „Grandy” Moniki Brodki i „Składam się z ciągłych powtórzeń” Artura Rojka, i zastanawiałem się co się wydarzy między nami. Co ciekawe, przez pierwsze trzy miesiące wcale nie było między nami chemii. Wręcz po tym czasie mieliśmy wrażenie, że może zrobimy ze sobą np. dwa numery, a resztę skończę z kimś innym. Przełom nastąpił, kiedy zrobiliśmy w całości „Najnowszy klip”, chwilę później powstał „Małomiasteczkowy” i ta piosenka zamknęła nasze wątpliwości. Jeżeli byliśmy w stanie zrobić taką piosenkę, to damy radę zrobić razem całą płytę.

W „Małomiasteczkowym” poszedłeś jeszcze bardziej w stronę popu.

Tak naprawdę to było nasze jedyne założenie. Nie miałem żadnej wizji i byłem otwarty na to, co wyjdzie z tego duetu. W jednej z rozmów pojawiło się pytanie czy chcę zrobić alternatywną płytę i odejść od poprzednich dokonań, pokazać jaki jestem „ambitny”, czy wolę jednak spróbować zrobić przebojową i jednocześnie szlachetną płytę, co przecież wcale nie jest łatwe. I ten kierunek wydał nam się o wiele bardziej atrakcyjny. Zaryzykowaliśmy, że nie będziemy oddalać się od reflektorów mainstreamu, tylko zbliżymy się do nich jeszcze bardziej i zobaczymy czy nas sparzą, czy jednak oświetlą. Poza tym ta płyta nie jest aż tak przebojowa, jak myślałem, że będzie po powstaniu „Małomiasteczkowego”.

No ale to zasługa twoich tekstów, czuć w nich duży dystans do samego siebie i lekko gorzki posmak. Tekst piosenki „Nie ma fal” jest wręcz cyniczny i dość okrutny.

I to mi się właśnie bardzo podoba. W pierwszym kontakcie to jest rzeczywiście 40 minut, które może towarzyszyć na co dzień i ten dzień uprzyjemniać, ale istnieje też druga płaszczyzna: osobistych wyznań, zwyczajnych słów użytych w mniej lub bardziej sprytnej formie, która angażuje i prowokuje do przemyśleń i rzeczywiście posiada pewną dawkę goryczy. To jest super miks i wydaje mi się, że udało nam się stworzyć kompatybilną całość, łączącą słodkość i przyjemność z poważną refleksją. Czuję się na tej płycie dużo bardziej tekściarzem niż wokalistą i jestem zadowolony, że się na to odważyłem. Ten moment musiał nadejść. Nie mogę też ominąć w tym procesie Bartka, który był dla mnie surowym krytykiem, ale to mi się bardzo przydało. Były teksty, które pisałem bardzo długo, przynosiłem je do studia i słyszałem, że „są bez sensu, są nieprawdziwe, nie wiem co ty chcesz tu powiedzieć, po pierwszej zwrotce muszę wiedzieć o czym mówisz”. Bardzo często go słuchałem i pisałem od nowa.

Podmiot liryczny to Dawid Podsiadło?

Rzeczy, o których opowiadam w tych piosenkach, przeżyłem trochę niezależnie od tego, co robię zawodowo. Są dwa główne tematy na tej płycie: relacje męsko-damskie i mój stosunek do popularności. Bardzo często to ja, choć czasami trochę „wzmocniony” w emocjach. Nie jestem przecież taki jak bohater piosenki „Trofea”, bo nigdy nie miałem ochoty uciec stąd na zawsze. Niezależnie od tego jakim ciężarem by to nie było, nie wyobrażam sobie życia bez tego miejsca. Tylko tutaj czuję się tak dobrze, za granicą nie jest mi jakoś super, chociaż lubię wyjeżdżać na chwilę.

Dawid Podsiadło (Fot Jacek Kołodziejski)

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że bardzo mocno odblokowałeś się artystycznie przy tej płycie. Co to oznacza? Nie wydawało mi się, że przy poprzednich byłeś zablokowany.

Faktycznie nie czułem nigdy jakichś ograniczeń, zwłaszcza, że zawsze pracowałem z bardzo życzliwymi, otwartymi na moje pomysły ludźmi. Myślę, że chodziło mi właśnie o teksty. Ale dzięki Bartkowi zmieniło mi się też podejście do tworzenia muzyki. Jak przyniosłem mu pakiet numerów z mojej „szuflady”, powiedział, że są w porządku, ale że nigdy nie odda się tak cudzym pomysłom jak nowym rzeczom, które powstaną dzięki nam tu i teraz. I stworzyliśmy tę płytę razem. Nie zrobiłbym jej takiej bez niego i on beze mnie też. Nazywa się to trzecią płytą Dawida Podsiadło, ale to jest płyta naszego duetu.

Ze swoją muzyką docierasz do olbrzymiej liczby odbiorców. Czy uważasz, że artyści mogą zmienić rzeczywistość, w której żyjemy?

Sama możliwość komunikowania się z taką liczbą osób sprawia, że możesz wpływać na to, jak będą postrzegały świat, ale chyba nie korci mnie to. Jest w tym wszystkim jakiś strach, poczucie odpowiedzialności i egoistyczna samoobrona. Nie wiem czy jestem już gotowy na to, aby publicznie zabierać głos i zmienić charakter mojego funkcjonowania w mediach. Mam oczywiście swoje poglądy, jestem aktywny w dyskusjach polityczno-społecznych w rodzinie i towarzystwie, mocno przeżywam to, co dzieje się na scenie politycznej. Kilka razy nie mogłem już wytrzymać i zabrałem głos, uczestniczyłem w Czarnym Proteście i udostępniłem tę informację w mediach społecznościowych. Są momenty, w których czuję, że mój głos może mieć znaczenie i jeżeli sytuacja w naszym kraju w dalszym ciągu będzie zmierzała w taką stronę, to jest chyba tylko kwestią czasu, kiedy zacznę to robić częściej i na większą skalę.

Maciej Ulewicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę