Znaleziono 0 artykułów
17.02.2019

Podwójne seksstandardy

Czego pragną kobiety? (Fot. Getty Images)

Otwarcie mówisz o tym, że lubisz seks? Jesteś świadomą poszukiwaczką przyjemności? Nie chcesz wiązać się na stałe? Kobiety uprawiające niezobowiązujący seks wciąż budzą kontrowersje, w przypadku mężczyzn nikogo to nie dziwi. Choć zdaje się, że coraz częściej poszukują oni stabilizacji. Czyżby role się odwróciły?

Tinder od kilku lat pomaga znaleźć miłość życia, ale przede wszystkim relacje seksualne na jedną noc, weekend, miesiąc. Poza tym uprawiamy seksting, angażujemy się w wirtualny seks, powstają seksroboty. Ale czy taki postęp oznacza realną społeczną zmianę? W końcu nadal nie odrobiliśmy lekcji z rewolucji seksualnej, czego pokłosiem jest #MeToo. Trwa mozolna praca u podstaw, której celem jest uświadomienie wszystkim, że niezależnie od typu relacji o zgodę na seks trzeba zawsze pytać. A w konsekwencji uszanować to, że zgoda ta może być cofnięta w każdym momencie.

Seks, zwłaszcza w heteroseksualnym wydaniu, wciąż okazuje się uwikłany w kobiecość i męskość, stereotypy i patriarchalne klisze. Rewolucja rewolucją, a podwójne standardy wciąż obowiązują. Zwłaszcza w seksie. Seksualna otwartość kobiet nieustannie budzi zaskoczenie. Bo przecież kobiecie nie wypada. Wciąż dzieli się nas na święte i dziwki, przy okazji nie mogąc się zdecydować, która lepsza. Wystarczy bez skrępowania rozmawiać o seksie, by narazić się na docinki.

Kobieta aktywna seksualnie wciąż nie jest równa aktywnemu seksualnie mężczyźnie. Nie chce związku, nie chce dzieci, nie chce małżeństwa? Coś z nią na pewno nie tak – mówi Patrycja Wonatowska, seksuolożka i terapeutka, współtwórczyni Instytutu Pozytywnej Seksualności.

To, że kobiety lubią seks i mają najzwyczajniej w świecie ochotę uprawiać go w najróżniejszych wydaniach, wielu nie mieści się w głowach. Mężczyźni, stereotypowo, zawsze są chętni na seks. Wyzwolone heteroseksualne kobiety, które po spacyfikowaniu autocenzora chcą korzystać ze swojego prawa do przyjemności seksualnej, nie powinny zatem narzekać i bez trudu znaleźć partnera. Niestety to nie takie proste. Na Tinderze coraz częściej napotykam profile z opisem „not one night stand”. Koleżanki mówią, że ich rówieśnicy, chłopcy w okolicy trzydziestki, coraz częściej myślą o poważnych związkach. Gdy proponuje się im seks w konwencji friends with benefits, uważają, że żartujemy. Podobno sam seks ich nie interesuje.

Słyszałam już parokrotnie, że współczesne kobiety nie są takie jak kiedyś. Teraz to mężczyźni poszukują stabilności, ołtarza, matki dla przyszłych dzieci. Zastanawiam się, czy to kwestia zmiany samych mężczyzn, czy raczej odpowiedź na zmianę kobiet. Czy poszukiwanie tej stabilizacji nie nosi znamion władzy, chęci przejęcia kontroli? Czy faceci nie chcą utrzymania dawnego porządku świata? – zastanawia się Patrycja Wonatowska.

Kadr z filmu „Nimfomanka” (Fot. materiały prasowe)

Z kolei Karley Sciortino, znana jako Slutever i afirmująca zdzirowatość, uważa, że mężczyźni czują się zagrożeni przez wyzwolone seksualnie kobiety, dlatego za najlepszą formę obrony uznają atak. Nazywają więc kobiety dziwkami, łatwymi, puszczalskimi. Według Karley może to, wbrew pozorom, świadczyć o tym, że „obrońcy moralności” tak naprawdę tęsknią za seksualną swobodą.

Będę być może adwokatką diabła, ale szczerze, to trochę mamy, czego chciałyśmy. Chciałyśmy mężczyzn mówiących o swoich uczuciach i wychodzących poza stereotyp oziębłego emocjonalnie podrywacza. Poza tym mężczyznom zdarza się zauroczyć/zakochać w kobiecie, która od początku jasno mówiła, że chce tylko seksu – mówi Kamila Raczyńska-Chomyn, edukatorka seksualna i doula, znana z fanpejdży Dobre Ciało i Pani Miesiączka. – W końcu serce nie sługa i każdemu czy każdej może się zdarzyć zakochanie. Seks to jakiś typ bliskości, podlany koktajlem z hormonów, więc nie ma się czemu dziwić. Może być też tak, że na mężczyzn działa „egzotyka” takiej sytuacji lub klasyczna zasada niedostępności. 

Kadr z filmu „Intymność” (Fot. materiały prasowe)

Nie zapominajmy też o tym, że wciąż wierzymy, że możemy partnera albo partnerkę zmienić. Nawet nagły wybuch miłości niekoniecznie sprawi, że antyzwiązkowa osoba nagle zapragnie dzieci. Jeszcze bardziej jaskrawy przykład wiąże się z libido. Jeśli ktoś ma je rozbuchane, potrzebuje częstej aktywności seksualnej i lubi seksualne eksperymenty, to też tego nie utemperujemy. Z niewielkimi potrzebami też nie wygramy. – Uważam, że gorszym typem są ci, którzy nie wierzą, że trafiają na kobietę chętną wyłącznie na seks, i gdy po kilku spotkaniach nadal nie wydzwaniamy i nie prosimy o więcej, zaczynają się złościć, obrażać, pisać pełne wyrzutów wiadomości, aż w końcu rzucają przez ramię, że trafiła im się „dziwka”, i urywają kontakt. Takie sytuacje odbieram jako najbardziej irytujące, bo według mnie potwierdzają stereotyp faceta, który nie słucha tego, co się do niego mówi, tylko kiwa bez zrozumienia głową – opisuje Kamila.

Przenosimy też często nasze wyobrażenia na innych. Nie rozmawiamy o seksie, bo to trudne.

– W październiku założyłam konto na Tinderze. Zrobiłam to, żeby umawiać się na seks. Niezobowiązujący i jednorazowy – tak zaczyna się tekst „Cały syf tego świata”, który Zuzanna Kowner opublikowała w grudniu 2016 roku na łamach „Małej Kultury Współczesnej”. Autorka postanowiła posłużyć się aplikacją, ponieważ tak było jej łatwiej mówić o swoich potrzebach. Zanim to nastąpiło, wikłała się w niewygodne dla siebie sytuacje. – Chyba najbardziej spektakularnym przykładem było spędzenie nocy z mężczyzną, o którego intencjach myślałam: „Jemu też chodzi tylko o seks”. Tymczasem rano on zachował się wobec mnie jak wobec swojej nowej dziewczyny. Ze strachu, że zrobię mu przykrość, udałam, że mi także zależało na czymś więcej. Umęczona wyrzutami sumienia, że czuję do niego mniej niż powinnam, grałam w tę grę trzy miesiące. Dopiero po latach byłam w stanie przyznać przed samą sobą, jakie były moje pierwotne intencje – czytamy.

Z tekstu Zuzanny Kowner, która przyznaje, że obraca się w feministycznym środowisku, wynika również, że nawet tam seksualne stereotypy mają się dobrze. – Okazało się bowiem, że w oczach wielu bliskich mi dotąd kobiet, a większość z nich szczyci się swoimi liberalnymi poglądami, przygodny seks zamiast stałego związku przystoi, gdy ma się lat 20. Gdy ma się lat 40, jest dowodem na to, że coś z tobą nie tak – podkreśla w swoim tekście autorka.

Mamy więc problem nie tylko ze znalezieniem partnera do łóżka, lecz także z ocenianiem cudzych zachowań seksualnych, jak i z cenzurowaniem własnych pod wpływem uwewnętrznionych społecznych przekonań, co nie ułatwia sprawy. Wydawałoby się, że powinniśmy być bardziej otwarci.

„Seks w wielkim mieście” (Fot. materiały prasowe

Serial „Seks w wielkim mieście” miał premierę 20 lat temu, w 1998 roku. Jego bohaterki bez skrępowania dyskutowały o seksualności i swoich łóżkowych podbojach. Choć ostatecznie wszystkie poukładały sobie życia z mężczyznami i z dzisiejszej perspektywy produkcji wiele można zarzucić, to trzeba też przyznać, że przełamywała schematy, była skoncentrowana na żeńskich postaciach i ich seksualnych perypetiach, wśród których nie brakowało jednonocnych przygód, i nie budziło to większej sensacji. Kultura od dłuższego czasu serwuje nam coraz więcej różnorodnych, bardziej liberalnych wzorów zachowań, co niezbyt się przekłada na obyczaje. Gdzie tkwi problem?

Patrząc na polskie podwórko, można dojść do wniosku, że bez wątpienia brakuje rzetelnej edukacji seksualnej. Już w szkole powinniśmy rozmawiać o seksie od strony praktycznej (w teorii, rzecz jasna), ale i o emocjach. Dowiadywać się, że nie ma jednej słusznej drogi, jeśli chodzi o życie związkowo-uczuciowe. Przede wszystkim jednak powinniśmy być uczeni szacunku i otwartości wobec tego, że się różnimy także na tym polu.

W jednym ze swoich tekstów Proseksualna dokłada kolejną cegiełkę do całej sprawy, pisząc: „To, z kim chcesz uprawiać seks, wcale nie musi pokrywać się z tym, z kim chcesz tworzyć romantyczny związek. I jest to całkowicie normalne!”. Pierwszą połową sukcesu jest więc poznanie swoich preferencji na seks i życie. Drugą – znalezienie partnera albo partnerki, jeśli nasze preferencje wychodzą poza własną osobę. Podstawą udanych relacji – niezależnie od ich charakteru – wydaje się  szczerość. Mówienie o swoich upodobaniach i zadawanie o nie pytań drugiej osobie pozwala wypracować wspólne zasady. Choć oczywiście warto pamiętać, że robienie czegoś totalnie wbrew sobie zwykle szybko kończy się fiaskiem.

W pracy gabinetowej zachęcam do zobaczenia danej sytuacji z różnych perspektyw i pokazuję, że rozmowa, na przykład ta przed seksem, której wielu tak się boi, wcale nie zabija nastroju. Może być wręcz odwrotnie dzięki rozmowie na temat typu relacji, antykoncepcji, preferencji seksualnych czy później pokazywaniu tego, jak lubimy, by nas dotykano. Bo tu nie chodzi o żadne domysły, tylko o traktowanie kogoś, z kim jesteśmy blisko, indywidualnie, wyjątkowo. I to właśnie rozmowa jest do tego kluczem – podkreśla Patrycja Wonatowska. – Temat seksualności w ogóle jest niezwykle obszerny. Dużo tu wątków, które się przeplatają. A może by tak wszystko uprościć? Nie bać się pytać? Mówić? Zastanowić się, czy wchodzić w jakąkolwiek relację z osobą, z którą nie można porozmawiać na tak istotne tematy, która nie szanuje naszego zdania? Ważne są uzyskanie odpowiedzi, poczucie bezpieczeństwa i radość, a nie dadzą tego ani domyślanie się, ani ocenianie, ani stereotypowe myślenie.

Myślę, że wszyscy płacimy cenę za to, że (dobrowolnie?) tkwimy wciąż w „klatce płci”, która każe nam, kobietom, grać nieprzystępne, a mężczyznom domyślać się, czy jesteśmy nimi zainteresowane – twierdzi Kamila Raczyńska-Chomyn. – Wiem, że część ludzi wciąż nazywa to „ekscytującym flirtem”, ale dla mnie to marnowanie czasu oraz zasobów. Znam sporo kobiet, które chciałyby móc się porozumiewać wprost w obszarze podrywu oraz ustalania łóżkowych dos and don’ts, ale mają obawę popartą doświadczeniem, że swoją bezpośredniością „wykastrują” i zniechęcą potencjalnego partnera. Z drugiej strony często słyszę opowieści o mężczyznach, którzy marudzą na kobiety (zbyt?) pewne siebie i inicjujące seks, a jednocześnie żalą się na te, które nie komunikują się wprost i każą się domyślać. Zaczynam sądzić, że czegokolwiek nie zrobimy, będzie źle. Więc może to nie my, kobiety, powinnyśmy po raz enty o tym debatować, tylko mężczyźni? – pyta ze śmiechem Kamila.

Paulina Klepacz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę