Znaleziono 0 artykułów
13.03.2019

Pokój bez widoku

Okładka książki "Mars Room" (Fot. Materiały prasowe)

Rachel Kushner zabiera nas do przepełnionych cel więzienia dla kobiet, prowadzi na zaplecza obskurnych klubów go-go i przez zabłocone podwórka San Francisco, gdzie dzieciaki ćpają, co się da. Pokazuje świat skazańców – tych, na których wyrok wydał nie tylko wymiar sprawiedliwości, ale i sam los.

Romy Hall, skazaną na podwójne dożywocie tancerkę z nocnego klubu i samotną matkę, poznajemy, kiedy zakutą w łańcuchy, transportują ją z aresztu okręgowego do stanowego więzienia. To jej ostatnia podróż. Za chwilę trafi za mury Stanville, których nigdy już nie opuści.

Jej towarzyszkami są nastolatka w ciąży, gadatliwa dzieciobójczyni, latynoska recydywistka, olbrzymia transseksualistka i martwa kobieta. Niedługo niektóre z nich pozna lepiej. Teraz gapi się na mijający za okratowaną szybą świat. Kiedy dorastała, wszyscy mówili, że ma potencjał. „Jeśli nawet to prawda, nic z tym nie zrobiłam” – tłumaczy. Swoją historię opowiada spokojnie, z dystansem, bez użalania się nad sobą. „Wszyscy mieliśmy nadzieję, że sprawy potoczą się inaczej. Ale tak się nie stało. Poszło, jak poszło” - wspomina.

„Mars Room” to przejmujący raport ze świata, do którego na co dzień nie mamy dostępu. I, prawdę powiedziawszy, wolimy nie wiedzieć, co się tam dzieje. Rachel Kushner z wyjątkową precyzją opisując realia życia za więziennymi murami. Rzeczywistość za kratami rządzi się swoimi prawami. Nie brakuje w niej brutalnej walki o swoje, ale i niespodziewanych gestów solidarności. Przygotowując się do pisania powieści, Kushner odwiedzała stanowe więzienia, dołączywszy incognito do grupy studentów kryminalistyki. Rozmawiała ze skazańcami i starała się zrozumieć, jak może czuć się człowiek, który już nigdy nie zazna wolności. Do więzień wracała wielokrotnie. Z niektórymi ze swoich rozmówców się zaprzyjaźniła. I chociaż żadna z bohaterek nie jest wzorowana na konkretnej postaci, wiele szczegółów dotyczących życia za kratkami Kushner poznała właśnie dzięki nim. Która powieść Danielle Steel jest najbardziej popularna za kratkami, jak przeszmuglować do celi psychotropy, używając masła orzechowego i dlaczego w więzieniu najbardziej popularny jest serial „Przyjaciele”.

Autorka raz po raz przenosi nas w czasie, ujawniając kolejne elementy życiorysu głównej bohaterki. Dzieciństwo, z którym nie wiążą się żadne szczęśliwe wspomnienia. Narkotyki, przemoc, zero perspektyw. Przygodni kochankowie, seks za pieniądze, praca w klubie ze striptizem, czyli tytułowym Mars Room. Imprezy, i jeszcze więcej narkotyków. Krótki czas, kiedy wydawało  się, że wszystko się ułoży, a ona i jej ukochany synek zaczną nowe życie. Ale dla takich jak ona życie nie przewidziało happy endów. W jej życiu pojawia się namolny wielbiciel, który ją prześladuje. Trafia na zły moment. Dostaje za swoje. Ale zabójstwo wojennego weterana to nie jest coś, co wymiar sprawiedliwości odpuści panience z klubu go-go. Czeka ją więc odebranie praw rodzicielskich, podwójne dożywocie, autobus do Stanville.

Pierwszoosobowa opowieść Romy przeplata się z kilkoma dodatkowymi wątkami – więziennego nauczyciela Gordona Hausera, wielbiciela Thoreau, który ma zgubną skłonność do zakochiwania się w swoich podopiecznych, a także skorumpowanego policjanta Doca, odsiadującego dożywocie na oddziale dla więźniów szczególnie zagrożonych. Wszystkie te opowieści łączą się w całość, dając pełniejszy obraz więziennej rzeczywistości.

Siłą powieści Kushner są jednak nie tylko dziesiątki drobnych poruszających historii, składających się na obraz Stanów, które ominął amerykański sen, ale i znakomicie skrojone postaci, na długo pozostające w pamięci. Jest Conan – zdystansowana do świata transseksualna kobieta z zamiłowaniem do motoryzacji, jest czekająca na wykonanie wyroku w celi śmierci Betty Lafrance – była modelka pędząca najlepszy samogon w Stanville (sok z kartonu wymieszany z keczupem zamiast cukru, zanurzona w tym skarpeta wypchana chlebem zamiast drożdży), jest w końcu Sammy Fernandez – wielokrotna recydywistka, która staje się dla Romy przewodniczką po więziennej rzeczywistości, uczącą, jak przemycać przez toaletę burritos i papierosy.

Nie oszukujmy się, wszystkie bohaterki to groźne kryminalistki – morderczynie, oszustki, złodziejki. Nikt nie podważa ich winy. Ale przestrzeń, w której przyszło im żyć, codzienna walka z często nieludzkim traktowaniem i systemem, pozbawiającym resztek godności i człowieczeństwa sprawiają, że trudno nie znaleźć dla nich współczucia. Jedną z najbardziej poruszających scen jest ta, w której młodziutka Guziczek Sanchez, właśnie przyjęta na więzienny oddział, zaczyna rodzić. Przerażona, cierpiąca, na więziennej podłodze nie może liczyć ani na gram ludzkiego traktowania. Te, które chcą jej odruchowo pomóc, trafiają do karceru. Dziecka nikt nie pozwoli jej przytulić. Podłogę zmyją szlauchem. I chociaż sadystyczna strażniczka Jones ma rację, mówiąc, że dziewczyna, która urodziła, dokonała bardzo złych wyborów, a powinna była pomyśleć o przyszłości swojego dziecka zanim złamała prawo, trudno nie spojrzeć na ten dramat z innego punktu widzenia. Kushner nie moralizuje, ale prowokuje do pytania, czy osadzeni i skazani na dożywocie, chociaż mają na sumieniu zbrodnie, sami nie stają się ofiarami. Wielu z nich zostało skrzywdzonych, zanim sami zaczęli krzywdzić innych. A system nie ogląda się na biedaków, nie mogą liczyć na zaangażowanie przydzielonego obrońcy z urzędu,  ani wyrozumiałość przysięgłych. Rodząc się tam, gdzie się urodzili, dostali wyrok, na długo przed tym, jak sędzia odczytał im ostateczny werdykt.

Jednak przy całym swoim ciężarze gatunkowym, „Mars Room” pozostaje lekturą miejscami naprawdę zabawną, przywodzącą na myśl sceny rodem z „Orange is The New Black”. Pogodzone z losem więźniarki potrafią dostrzec absurdy rzeczywistości i czarnym humorem ratować się w najgorszych sytuacjach. Jak chociażby wtedy, gdy dziewczyny dowiadują się o tym, że władze rozpoczęły interwencję na Bliskim Wschodzie. – Amerykańskich żołnierzy wysłano do Iraku – wrzeszczy Betty, jedna z nich przez rury, referując to, co mówią w wiadomościach. – By chronili naszą wolność.

Najbardziej przejmujące w całej tej historii jest to, że dla tych którzy urodzili się w biedzie, życie nie przewidziało w zasadzie innych scenariuszy. Brak edukacji, narkotyki, przemocowi partnerzy, niewydolny system pomocy społecznej, prostytucja, wyrok, cela. Co ciekawe, w tym przypadku finał, jaki przewidziała dla swojej bohaterki pisarka, może zaskoczyć.

Sylwia Kawalerowicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę